tenjaras
25.02.08, 16:11
pewności o zachowaniu abstynencji, pisałem o tym wcześniej w wątku
pewność abstynencji, nabrałem jakoś w drugim
tygodniu, przypomnę, że byłem wówczas na terapii, czyli w jako
takich, bezpiecznych warunkach
podkreślę tylko, że na terapię przychodziłem codziennie przez 30
roboczych dni, na godz 9 i do 17 przebywałem w ośrodku, z przerwą
obiadową, wieczory i łikendy w domu
fascynowało mnie to co tam poznawałem, poza jakimiś ćwiczonkami
pomagającymi zrozumieć, że piłem destrukcyjnie i poważniejszymi
pracami, w których pokazywałem do czego się doprowadziłem pijąc,
sporo tam było takiej wiedzy mówiącej, że pomimo tego, że jestem
alkoholikiem - mogę nie pić i jak życie w trzeźwości może wyglądać
nie wierzyłem wtedy jeszcze, że to takie proste, że przestając pić
coś może się zmienić, obserwowałem więc ludzi, których wtedy
spotykałem i widziałem, że niektórym się udawało, dlaczego tylko
niektórym? to było subiektywne odczucie, niektórzy po prostu robili
coś lub zachowywali się tak, że mi się to nie podobało, ale byli
tacy, którzy mnie interesowali, przypominali mi bowiem kogoś kim sam
zawsze chciałem być, ale przez picie zatraciłem wiarę, że jeszcze
mogę
o własnej destrukcji w pijaństwie byłem świadom, nie byłem świadom
skali, nie było mi więc trudno utożsamić się z nową dla mnie wiedzą
o istocie alkoholizmu, o tym z czego wynika, z czego wynika u mnie i
co mogę zrobić by pozbyć się go całkowicie, tak, by przestał mi być
przeszkodą w życiu
w tych pierwszych dniach trafiłem również na grupę Anonimowych
Alkoholików i tam właśnie przekonałem się, że trzeźwi alkoholicy
istnieją, bo do tej pory spotykałem jedynie takich, którzy
przestawali pić na trochę albo na zawsze, bo umierali
w tamtym okresie nie miałem o sobie zbyt dobrego zdania, a w
jakąkolwiek wytrwałość nawet nie wierzyłem, to co nazywałem
wytrzeźwieniem, jawiło mi się wówczas jak ogromna ściana, która
zaraz na mnie runie, że ja temu wszystkiemu, zwyczajnie, nie podołam
potrzebowałem jakiegoś wsparcia, jakiegoś czynnika, który przywróci
mi wiarę w moje własne siły - tym czynnikiem byli napotkani wówczas
ludzie, to oni tchnęli we mnie wiarę w powodzenie i dzięki nim, ich
obecności przy mnie słabym i wystraszonym, udało się
nazywam to Siłą wyższą, nie miałem tak naprawdę wyjścia, wiedziałem
co mnie czeka gdy wrócę do picia, uświadomiłem to sobie na terapii i
nie miałem najmniejszej ochoty ryzykować, widziałem u innych, którzy
nie wytrwali, co się dzieje, gdy wracają do picia
Siła wyższa, czynnik zewnętrzny, anonimowa pomoc (głównie dzięki
specyficznej zdolności nabytej mojego mózgu, ale mówią, że skleroza
ma swoje dobre strony, człowiek codziennie poznaje kogoś nowego)
wobec mnie, bezradnego wobec skali spustoszenia z jakim się
zetknąłem w sobie, dała mi tę wiarę i moja pewność abstynencji
otrzymała tę duchową moc, która pozwoliła mi na sukcesywny rozwój
osobisty w kierunku czegoś, co nazywam trzeźwością - darowanym
życiem, komuś, kto na to nie za bardzo sobie zasłużył swoim
postępowaniem