Dodaj do ulubionych

wady i lęki

24.10.08, 00:35
sa pewne wady, ktore utrudniają zycie. taka pierwsza z brzegu to np.
odkladanie na pozniej.
i to odkladanie czesto tlumaczy sie samoutrudnianiem, lekiem przez
sukcesem badz porazką,
roznymi rzeczami.
i teraz czlowieczek idzie sobie do terapeuty, badz pracuje nad sobą
sam i powinien sie wkoncu przestac bac tych porazek i sukcesow itp.
czyli czesc tych "wad" wynikajacych z konfliktow wewnetrznych
powinna zniknąc.
ale czesto nie znika
tak samo jak np. lęki

i chcialabym zapytac, czy moze ktos z Was ma moze pewne cechy, ktore
nie sa zbyt fajne, ale ktore akceptuje badz toleruje, z ktorymi sie
pogodził
albo nie same cechy, tylko np. pewne ograniczenia


bo niby wiadomo, ze "pewne rzeczy da sie zmienic, a pewne nie"
tylko teraz ja kompletnie nie jestem w stanie tych rzeczy rozroznic
to moja naiwnosc i wiara w idealy? musze walnac glową o ziemie, bo
bujam w oblokach?

jak to mozna zrobic?
skad mam wiedziec, ze jestem taka, bo mam problemy, ktore da sie
rozwiazac,
albo mam problemy, bo "taka juz jestem"?



tak samo jak Iza pisala o "grzebaniu"
kiedy pojawia sie opor, a kiedy grzebanie mozna uznac za skonczone?



oczywiscie oczekuję jasnej i jednoznacznej odpowiedzi ;)
i wiem, ze sie zawiodę
Obserwuj wątek
    • kontrr Re: wady i lęki 24.10.08, 01:53
      Lęki, takie nerwicowe, kiedy nie wiadomo, o co chodzi i skąd ten niepokój - są
      moim zdaniem kompletnie do "przerobienia" i nie należy się z nimi godzić. Kiedy
      się wie, czego się człowiek boi i dlaczego, to jest już znacznie łatwiej.
      Oczywiście napisać tak ogólnie to jest łatwo, ale w praktyce rozbija się to na
      wiele stopni zrozumienia tego lęku i jego przyczyn.

      Co do różnych ograniczeń to część z nich na pewno zostaje, ale jeśli człowiek
      czuje, że jest w stanie z tym żyć, być szczęśliwym i nie tracić nic ważnego
      przez te ograniczenia to przestaje to jakoś bardzo męczyć.
      Ja mam takich wad/ograniczeń całą masę i w tej chwili jest tak, że części z nich
      nie potrzebuję zmieniać. Na przykład nie znoszę być zależną od kogokolwiek, w
      związku z czym wolę się męczyć sama z jakimś problemem niż prosić o pomoc, nawet
      jeśli wiem, że ktoś mógłby mi pomóc szybko i skutecznie. Godzę się z tym, że
      taka jestem, ale też w przysłowiowej sytuacji bez wyjścia jestem w stanie się
      przemóc.
      Wiem, że będę potem zła na tę osobę, która mi pomogła, że pewnie będę mieć
      impuls, żeby jej unikać, dlatego się pilnuję, żeby podziękować i zachować swoje
      emocje dla siebie. Zwłaszcza, że one nie są jakieś przepastne i mijają dość szybko.

      Są też takie sprawy, z którymi się nie godzę. Bo wiem, że bardzo mi utrudniają
      życie. Pewne sytuacje wywołują we mnie emocje tak silne, że nie jestem w stanie
      ich przeskoczyć. Nie umiałabym działać wbrew tym emocjom (nawet jeśli na logikę
      wiem, że było by to dla mnie dobre). I to traktuję jako kwestie "do leczenia".
      Na szczęście jest tego już bardzo mało.

      • nienill Re: wady i lęki 24.10.08, 13:21
        najlepiej przyjac kryterium szczescia, to prawda


        ale ja osobniscie mam na przyklad tak, ze jestem w domu i zaczyna we
        mnie narastac napiecie, ktore pozniej najczesciej przechodzi w lęk.
        i niby wiem dlaczego tak mam (bo np. nastepnego dnia mam to lub
        tamto), ale bardzo trudno mi rozbic te lawinę.
        i zastanawiam sie do ktorej szufladki to wrzucic. moze juz tak bede
        miala i nie ma sensu sie dolowac, ze nie potrafie z tym nic zrobic?

        czy juz zawsze bede musiala podejmowac decyzje, ze chce sie podjac
        jakies "wyzwania" tylko "na rozum"?
        to znaczy: wiem, ze to wyzwanie i wiem, ze sie go boje, ale wiem, ze
        jesli zrezygnuje to bede miala poczucie winy i zaczne wmawiac sobie
        jaka to ja jestem beznadziejna,
        a tak generalnie to jestem swiadoma (ale takze tylko "na rozum"), ze
        najprawdopodobniej sobie poradze-bo skoro inni potrafia, to ja tez
        powinnam,
        wiec mowie "tak"? to bedzie norma?
        moze musze jeszcze poczekac i to sie samo wyreguluje.
        chcialabym miec poczucie, ze robie cos, bo ciesze sie gdy juz
        zaczynam o tym myslec,
        a nie dlatego, bo wiem, ze po wszystkim bede sie cieszyc, choc teraz
        najchetniej bym uciekla.
    • aurelia_aurita Re: wady i lęki 24.10.08, 09:47
      niektóre ograniczenia jak najbardziej można zaakceptować.
      wspomniane odwlekactwo np. - zawsze było moim 'znakiem firmowym'. i przez wiele
      lat nie był to dla mnie żaden problem. uwielbiałam tę adrenalinę, która
      powodowała wyostrzenie zmysłów i przyspieszenie myślenia.
      problem się zaczął, kiedy całkiem straciłam nad tym odwlekactwem kontrolę
      (jakieś 1,5 roku temu, trwa do dziś). i zamiast tej oczekiwanej adreanliny, nie
      pojawiało się NIC, odwlekane zadanie mnie przerastało. pierwsze, co chciałam z
      tym zrobić jak już problem zaczął mi rujnować życie, to pozbyć się odwlekactwa.
      tyle że mi się nie udało. teraz wpadłam na pomysł, żeby przywrócić je po prostu
      do dawnej formy. ale jeszcze nie wiem jak. jestem w trakcie pracowania nad tym,
      nie wiem co z tego wyjdzie.
      • nienill Re: wady i lęki 24.10.08, 12:24
        ja tez mialam poodbnie, gdy bylam w gorszym stanie i w pewnym
        momencie adrenalina wyparowala, a zaczal pojawiac sie tylko paraliż.
        problem rozwiazal sie czesciowo na terapii, od paru miesiecy jest
        juz w miare ok
    • carla.bruni Re: wady i lęki 24.10.08, 10:15
      jestem roztrzepana. taka juz bylam od dziecinstwa i to zostalo. potem stalam sie
      nerwowa. to bylo gdzies tak w podstawowce jak sie u mnie nerwica pojawila - wiec
      jest to chyba cecha nabyta. pamietam, ze juz wtedy mama dawala mi nerwosol
      czasami. lęki tez juz wtedy mialam, wiec tez jest o nabyte. wychodzi na to, ze
      te cechy nabylam, wiec nie sa one moimi cechami wrodzonymi tak mysle. pozdrawiam
      serdecznie.
      • laurpi Re: wady i lęki 27.10.08, 08:05
        u mnie z reguły było fajnie w podstawówce, jak byłam z daleka od
        domu np z mamą na wczasach i z bratem, ale to we wczesnym
        dzieciństwie. u mnie też nie jest wrodzone, to że mi się wiele
        rzeczy nie chce. zaczęło się ok. 5 kl. podstawówki.
        A jeśli chodzi o inne wady, to włąśnie jedna mi ostatnio dokuczała i
        na terapii o niej rozmawiałam - nieumiejętność zawierania i
        podtrzymywania kontaktów koleżenskich, takich np.w szkole, na
        uczelni, w pracy. Jeśli już kontakt przejdzie w bliższą znajomość to
        już jest ok., ale to z jedną dwoma osobami zgromadzonymi w jednym
        miejscu, bo jak jest większa grupa, to już jakoś się gubię. obawiam
        się, że tej umiejętności, np. prowadzenia niezobowiązującej rozmowy,
        gdy idę razem ze słabo znanym współpracownnikiem do autobusu albo
        gdy sąsiad mnie podwozi, po prostu nie wyniosłam z domu. ale z
        drugiej strony przez tyle lat mogłam już się tego nauczyć. nie wiem
        na razie na ile jestem w stanie to zmienić, ale póki co postanowiłam
        za radą psycholog zaakceptować to ograniczenie i nie próbować na
        siłę zawierać znajomości, bo wtedy jeszcze gorzej się usztywniam.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka