26.01.09, 11:21
Napiszcie o swoich idolach deprechy, takich artystycznych, Nirvana
na przykład, albo Sylvia Plath, kto słyszał o tej poetce, co
notorycznie głowę wkładała w piekarnik w celu ulżenia w bezsensie
życia, kto jest wam bliski?
Obserwuj wątek
      • olga_w_ogrodzie Re: idole 26.01.09, 11:54
        ktoś, kto naprawdę chce się zabić nie powtarza tych samych błędów :
        jeśli podcinanie żył się okazało nieskuteczne, spróbuje z tabsami, a
        jak nie wyjdzie, to może z gazem albo pod autko się wpakować. etc.
        • olga_w_ogrodzie Re: idole 26.01.09, 13:35
          skąd możesz to na pewno wiedzieć ?
          ileś prób samobójczych...- nosiła tę śmierć latami w sobie.
          skąd możesz wiedzieć, że trzymając głowę w piekarniku wcale nie o
          pomoc wołała, tylko chciała, żeby to dziadostwo wreszcie się
          skończyło i przestało boleć.
      • olga_w_ogrodzie Re: idole 26.01.09, 13:06
        legendarne czy książkowe wampiry zazwyczaj tkwią w depresyjnych
        stanach - Nosferatu czy tytułowy z "Wywiadu z wampirem"...
        raczej te wampiry w wiecznej, ale smutnej egzystencji tkwią.

        inne takie osobistości, jak Frankenstein czy dr Jekyll/mister Hyde -
        też.
        albo dzwonnik z Notre Dame na przykład.

        ciężko być nie z tego świata
        i ciężko być w świecie tym,
        jeśli się uznaje, że to świat jest nie z tego świata.
    • loserka Re: idole 26.01.09, 13:20
      Ja to już jestem w wieku, w którym deficyt idoli panuje, ale w przeszłości
      depresyjną ikoną była rzecz jasna nieszczęsna Sylvia Plath. I jeszcze Zelda
      Fitzgerald, żona Scotta Fiztgeralda,(o ile komuś to jeszcze coś mówi), chociaż
      ona bardziej psychotyczna była generalnie. i jeszcze kolejka amerykańskich
      poetów za Plath- Anne Sexton, Theodor Roethke. I nasz rodzimy Stachura, który
      przeszedł przez wszystkie chyba typy zaburzeń.

      A propos Sylvii Plath, to obecnie bardziej interesująca wydaje mi się jej
      następczyni przy boku Teda Hugesa, Assia Wevill, która pośrednio stała się
      przyczyną zejścia Sylvii, a sama po kilku latach zagazowała się w identyczny
      sposób, ale razem z córką. taki łańcuszek szczęścia...
      • olga_w_ogrodzie Re: idole 26.01.09, 13:28
        ojej.
        Zelda...
        się fascynowałam i fascynuję tą postacią - taka piękna, taka z
        bohemy, tańce na stole z nocnym laniem szampana w gardło i potem
        trrrach ! napaść choroby, upadek i spłonięcie.
    • gabi_niedzisiejsza Re: idole 26.01.09, 13:41
      teraz mnie zlinczujecie, ale wiece co myślę? Myslę, że jak ktoś
      naprawdę chce się zabić to się zabije, bo wtedy wejdzie na
      dwudziestopietrowiec i zostanie mokrą plamą i nic go nie uratuje, a
      jak cos tam łyka, podcina żyły, albo wkłada głowę do piekarnika to
      nie chce umrzec tylko krzyczy najgłośniej jak umie.
      • olga_w_ogrodzie Re: idole 26.01.09, 14:13
        chęć śmierci
        brak bojaźni przed śmiercią
        nie jest równoznaczne z brakiem bojaźni przed bólem
        albo lękiem wysokości
        gaz czy łykanie prochów nie boli
        więc łatwiej

        ponadto
        nawet z entego piętra o bruk uderzając
        można skręcić kark
        a się nie zabić
        i kto potem zgodzi się sparaliżowanemu truciznę podać ?
          • gabi_niedzisiejsza Re: idole 26.01.09, 14:36
            No i arcydzieło depresji - Upadek Alberta Camusa. Uwielbiam ten
            fragment, gdzie opisuje, iż każdy doszukuje sie jednego powodu
            samobójstwa, podczas gdy powody moga być dwa lub nawet więcej.
            majstersztyk
    • u.nick Re: idole 26.01.09, 20:05
      Sylvia Plath zdecydowanie.
      Fascynacja "Szklanym kloszem" jeszcze z czasów,
      które postrzegam jako "normalne".
      A może to dziwne zawsze czaiło się za plecami czekając tylko na stosowną chwilę?
      Jakoś tak blisko w emocjach było, :(
      • obywatel.pasazer Re: idole 26.01.09, 20:20
        ja nie pamietam juz jakich mialem. depresyjnych nie mialem bo na depresje nie
        chorowalem, zaburzony ja raczej i takich idoli miewalem, chyba glownymi idolami
        byli bitnicy.
        • u.nick Re: idole 26.01.09, 20:58
          to nawet nie o idola idzie
          a raczej takie psychiczne powinowactwo
          chociaż wyjściowym problemem Plath to raczej nie depresja była, heh

          bitnicy? wpasowujesz się
          na tyle co z forum czytania cię "widzę"

          wróciłeś do fajek?
          • obywatel.pasazer Re: idole 26.01.09, 21:10
            u mnie to chyba idole raczej doslownie, kult tego co brakuje, chociaz to
            bardziej bylo moje wyobrazenie ich wtedy, z jakis ksiazek o nich, o greenage
            village, ich samych za duzo nie przeczytalem, nie bylo skad wziasc za bardzo,
            przetlumaczenie ksiazki z angielskiego mnie przerastalo, choc nawet jakies udalo
            mi sie zdobyc, no ale u mnie tak jest ze zapal szybko mija.

            wrocilem, ale to nie jest moje ostatnie slowo, sie rzuca
            • u.nick Re: idole 26.01.09, 21:29
              > u mnie to chyba idole raczej doslownie, kult tego co brakuje

              a może szukałeś czegoś co by korespondowało z twoim widzeniem i czuciem świata

              > wrocilem, ale to nie jest moje ostatnie slowo, sie rzuca
              teraz czy kiedyś potem?
    • lucyna_n Re: idole 26.01.09, 21:08
      nie posiadam depresyjnego idola
      wzruszylam się natomiast kiedyś czytając życiorys amerykańskiej poetki z 18 czy
      19 wieku która siedziała ileś tam lat zamknięta w swoim pokoju, ale jak to ja,
      zapomnialam jak się nazywala, pewnie jakaś Emilia. Pisala ładne, bardzo smutne
      wiersze.
      mam dziury w pamięci.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka