Dodaj do ulubionych

umarli w pożarze...

20.05.09, 00:32
się dziś w telewizorze ujrzało chłopczyka siedmioletniego.
przeuroczy malec.
wysławiał się, jak dorosły człowiek.
opowiadał ze łzami w oczach, że babcię i dziadka zna jedynie ze
zdjęć.
- Z dwóch zdjęć tylko - mówił - nigdy ich nie widziałem prawdziwie -
to prawdziwa tragedia - i się rozpłakał bardzo.
a potem wyjaśnił, iż spłonęli byli w pożarze.

tymczasem matka mówiła, że nie było żadnego pożaru i że babcia i
dziadek chłopczyka umarli na raka.
powiedziała, że synek bardzo o nich ją wypytywał.
ciekaw był też co to jest rak.
matka więc mu tłumaczyła, że to taka choroba, która niszczy
człowieka
od wewnątrz i , wskazując na palącą się w ogrodzie stertę zwiędłych
liści, powiedziała też, że choroba ich pochłonęła, tak, jak ogień te
liście.

zadziwiło się, jak ten chłopczyk skojarzył chorobę dziadków z tym
ogniskiem, słowami matki i stworzył sobie własną wersję śmierci
babci i dziadka, jakiś niesamowity w głowie obraz sobie zbudował w
który bezwzględnie uwierzył.

no i ten jego ból, żal, tęsknota do ludzi, których nie znał - coś
niesamowitego.
się obawia, że może on mieć ciężko w późniejszym życiu.
Obserwuj wątek
    • nienill Re: umarli w pożarze... 20.05.09, 00:40
      odebrac matce za psychiczne znecanie sie
    • olga_w_ogrodzie Re: umarli w pożarze... 20.05.09, 01:48
      rozmowę z tym chłopczykiem nagrano bez udziału matki,
      gdy ta nagranie oglądała, bardzo się rozpłakała.
      tłumaczyła, że chciała tę śmierć dziecku wytłumaczyć, bez
      szczegółowych wyjaśnień na temat tego czym jest choroba nowotworowa.
      ale się osobiście najbardziej przejęło tym, jak to małe dziecko
      przeżywa śmierć ludzi, których nie znało.

      tam jeszcze był inny motyw - jakiś inny dzieciak, który w szkole
      bohatera reportażu miał wciąż zaczepiać, prowokować, ale gdy do
      lekkiej zadymki dochodziło, to tamten wychodzić miał obronną ręką, a
      ten chłopczyk dostawał wpisy do dzienniczka lub był karany
      wystąpieniem na apelu.
      - Nie jest mi miło występować na apelu, wszyscy patrzą, przykro mi
      jest - coś w tym stylu mówił - Gdy ja zgłaszam, że Filip mnie
      zaczepia, to pani mówi, że hm, oj, tego - to nic takiego, a jak on
      poskarży na mnie, to zaraz jest wpis albo apel. w końcu będzie tak,
      że mnie wyrzucą ze szkoły albo poprawczak będzie. pewnie tak się
      stanie do poprawczaka mnie oddadzą.

      hmmm. siedmioletni malec boi się poprawczaka za kłótnie z kolegą z
      klasy.

      niesamowite dziecko, niesamowita wrażliwość, wyobraźnia, niesamowita
      inteligencja. i lęk.

      • olga_w_ogrodzie Re: umarli w pożarze... 20.05.09, 01:56
        a z tymi apelami...
        się nigdy nie było karaną jakimś tam wywołaniem z szeregu na apelu.
        ale za to,
        gdy w podstawówce były różne uroczystości i wszystkich uczniów
        gromadzono w holu szkoły na akademiach ku czci, to wciąż po mnie
        sięgano, by przed całą szkołą wiersze recytować.
        się miało 8 lat i małą się było, to , na dodatek, na krzesło mnie
        stawiali, co już całkiem onieśmielało.
        horror był to, ale już wtedy też perfekcjonizm - recytować się
        musiało najcudniej, jak było możliwe, mimo, że , ze zdenerowania,
        się było bliskiej omdlenia.

        no to się teraz wyobraża, co dopiero ten chłopczyk czuje wywoływany
        karnie na tych apelach.
        • olga_w_ogrodzie Re: umarli w pożarze... 20.05.09, 01:57
          bliską
          nie bliskiej
        • panna_hazard Re: umarli w pożarze... 20.05.09, 07:22
          olga_w_ogrodzie napisała:

          > gdy w podstawówce były różne uroczystości i wszystkich uczniów
          > gromadzono w holu szkoły na akademiach ku czci, to wciąż po mnie
          > sięgano, by przed całą szkołą wiersze recytować.

          Proszę Pani, myślę, że na forum
          znajdzie się jeszcze kilka ofiar tego procederu

          ale dramat to by dopiero wtedy był
          jakby do recytowania nie wzięli
          [no bo co to, kurwa, za uroczystość]
      • nienill Re: umarli w pożarze... 20.05.09, 02:36
        jak to małe dziecko
        > przeżywa śmierć ludzi, których nie znało.

        wiec albo za bardzo inteligentne, albo ktos je nakrecil
        • olga_w_ogrodzie Re: umarli w pożarze... 20.05.09, 02:57
          nienill napisała:

          > jak to małe dziecko
          > > przeżywa śmierć ludzi, których nie znało.
          >
          > wiec albo za bardzo inteligentne, albo ktos je nakrecil
          >

          nie wiem.
          nie oglądałam tego programu od początku - w ogóle na tym kanale mało
          co oglądam - zaplątałam się przypadkowo i zatrzymałam, bo mnie to
          ruszyło.
          się zaczaję na powtórkę.
          ale inteligentny chłopiec bezsprzecznie.
          i taki...
          no pełen bólu
          kurczę, 7 lat i tyle bólu w nim.
      • ichnia Re: umarli w pożarze... 20.05.09, 09:28
        Już wiem o co chodzi, także oglądałam ten program (z supernianią to było) tyle,
        że nie od początku. Nie słyszałam wypowiedzi o śmierci dziadków. Niemniej
        poruszyła mnie bardzo wypowiedź tego chłopca. Bardzo. Naprawdę dobrze, że
        trafili do superniani która zaoferowała wszelką konieczną pomoc (łącznie z
        rozmową z nauczycielką czy dyrektorką). Dla mnie to było dość optymistyczne
        zakończenie w całej tej sytuacji (tragedii?). Jeszcze wszystko można naprawić,
        wszystko zmienić (na lepsze). I jest szansa, że dziecko wyjdzie na prostą dzięki
        tej pomocy i wsparciu...

        P.S. Oj, pamiętam wystąpienia na przeróżnych akademiach i apelach. W sensie, że
        recytacje i śpiewy. Pamiętam ten strach, tremę, zażenowanie (aż głos wiązł w
        gardle), które to w późniejszym czasie zawsze towarzyszyły w sytuacjach
        "publicznych"...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka