olga_w_ogrodzie
20.05.09, 00:32
się dziś w telewizorze ujrzało chłopczyka siedmioletniego.
przeuroczy malec.
wysławiał się, jak dorosły człowiek.
opowiadał ze łzami w oczach, że babcię i dziadka zna jedynie ze
zdjęć.
- Z dwóch zdjęć tylko - mówił - nigdy ich nie widziałem prawdziwie -
to prawdziwa tragedia - i się rozpłakał bardzo.
a potem wyjaśnił, iż spłonęli byli w pożarze.
tymczasem matka mówiła, że nie było żadnego pożaru i że babcia i
dziadek chłopczyka umarli na raka.
powiedziała, że synek bardzo o nich ją wypytywał.
ciekaw był też co to jest rak.
matka więc mu tłumaczyła, że to taka choroba, która niszczy
człowieka
od wewnątrz i , wskazując na palącą się w ogrodzie stertę zwiędłych
liści, powiedziała też, że choroba ich pochłonęła, tak, jak ogień te
liście.
zadziwiło się, jak ten chłopczyk skojarzył chorobę dziadków z tym
ogniskiem, słowami matki i stworzył sobie własną wersję śmierci
babci i dziadka, jakiś niesamowity w głowie obraz sobie zbudował w
który bezwzględnie uwierzył.
no i ten jego ból, żal, tęsknota do ludzi, których nie znał - coś
niesamowitego.
się obawia, że może on mieć ciężko w późniejszym życiu.