dolor
13.07.09, 18:20
czyli depresja reżysera:
"W wywiadach reżyser deklaruje, że to jego najbardziej osobisty film,
opisujący walkę z jego własną chorobą: wielomiesięczną depresją, która
wyłączyła go z normalnej aktywności. Umieszczając w filmie zapamiętane z
dzieciństwa najczarniejsze obrazy, podświadome lęki, obsesyjnie powracające
myśli o zwierzęcej naturze człowieka, nieokiełznanej seksualności dokonał
swoistej autoterapii. Ale "Antychryst" jest czymś znacznie więcej niż tylko
nieuporządkowanym szkicem z długiego procesu leczenia artysty. To także bardzo
świadoma, bezczelna prowokacja wymierzona przeciwko tym wszystkim, którzy
uważają świat za harmonijną konstrukcję, w którego pięknie widać rękę dobrego,
miłosiernego Stworzyciela."
Dla mnie genialne kino (acz z kilkoma realistycznymi, dość okrutnymi scenami),
dawno mnie żaden obraz tak nie wciągnął.