kaka_da_parada
08.09.04, 18:00
Irshad Manji - autorka książki "Mój problem z Islamem"
Tekst: Jacek Pawlicki 19-06-2004, ostatnia aktualizacja 15-06-2004 16:14
To, do czego dążę, to islamska reformacja - mówiła w niedawnym wywiadzie
dla "The Independent". - Chrześcijaństwo zrobiło to w XVI wieku, my jesteśmy
do tyłu. Jeśli można mówić o dobrym momencie na reformację, to teraz, kiedy
kraje muzułmańskie są pogrążone w biedzie i rozpaczy
Drobna kobieta o urodzie rozkapryszonego dziecka przyciąga jak piorunochron
klątwy muzułmańskich duchownych. Porównuje się ją do Salmana Rushdiego, za
którego głowę w 1989 r. ajatollah Chomeini oferował 2,5 mln dol.
Irshad Manji ma 35 lat, pochodzi z Ugandy. Jej książka o Koranie odniosła
międzynarodowy sukces. Ostatnio niemal codziennie dostaje anonimowe maile z
groźbami. Nie pojawia się w miejscach publicznych bez ochroniarza. Ma
zastrzeżony numer telefonu i komórkę, której nie można namierzyć. Policja
poradziła jej, by w domu w Toronto zmieniła szyby na kuloodporne.
To i tak pryszcz w porównaniu z gehenną Rushdiego, który w ciągu kilku lat
zmienił adres 30 razy. Jednak Rushdie rzeczywiście miał się czego obawiać, a
w przypadku Irshad nie do końca wiadomo, gdzie zaczyna się kreowanie
zagrożenia przez wydawców. Atmosfera niebezpieczeństwa napędza media i
czytelników.
Irshad Manji jest idealnym tematem: lesbijką, która przestrzega ramadanu, nie
je wieprzowiny i nie pija alkoholu. Muzułmanką, która podziwia Izrael jako
jedyną demokrację na Bliskim Wschodzie. Na dodatek Irshad jest młoda, bystra
i pyskata - kiedy dziennikarze pytają, dlaczego nie nosi tradycyjnej
muzułmańskiej chusty, odpowiada, że chusta na głowie to był przywilej żon
Mahometa. Jeśli ze względów religijnych musi mieć nakrycie głowy, wkłada
czapkę baseballową. Właśnie w takiej czapce rozmawiała z bojownikami
palestyńskiego dżihadu w Strefie Gazy i - jak zapewnia - wcale ich to nie
obruszyło.
- To, do czego dążę, to islamska reformacja - mówiła w niedawnym wywiadzie
dla "The Independent". - Chrześcijaństwo zrobiło to w XVI wieku, my jesteśmy
do tyłu. Jeśli można mówić o dobrym momencie na reformację, to teraz, kiedy
kraje muzułmańskie są pogrążone w biedzie i rozpaczy.
Kłopotliwe pytania
Kiedy Irshad miała cztery lata, jej rodzice wyemigrowali z Ugandy. Szalał tam
wówczas reżim Idi Amina, choć akurat jej rodzinie powodziło się nieźle -
ojciec wraz z braćmi prowadził salon Mercedesa w Kampali.
Ojca Irshad wspomina niechętnie - stał się dla niej ucieleśnieniem przemocy
wobec kobiet. W jednym z wywiadów opisuje, jak gonił ją - dorastającą
dziewczynkę - z nożem po mieszkaniu. Jej najwcześniejsze wspomnienie to
narzekania i płacz kuzynek oraz jej matki Mumtaz przy stole, wokół którego
Irshad jeździła na dziecięcym rowerku.
Po 20 latach małżeństwa Mumtaz rozwiodła się z mężem i zaczęła zarabiać na
siebie sama, najpierw jako akwizytorka kosmetyków, a potem - sprzątając
samoloty. Bardzo szybko mała Irshad zrozumiała, że jej bilet do wolności i
niezależności to edukacja.
W kanadyjskiej świeckiej szkole na obrzeżach Vancouver uczyła się dobrze, ale
w religijnej medresie, do której uczęszczała w każdą sobotę, sprawiała nie
lada problemy nauczycielom. - Kiedy miałam dziewięć lat, zapytałam w
medresie, dlaczego kobiety nie mogą prowadzić modłów - wspomina na swej
stronie internetowej. Mułła nie próbował jej nawet tego wytłumaczyć.
W wieku 13 lat Irshad kupiła w księgarni angielski przekład Koranu i jej
pytania stały się jeszcze bardziej dociekliwe. Mając lat 14, poprosiła, by
mułła dał jej dowód na to, że istnieje żydowski spisek wymierzony w islam.
Odpowiedział: "Uwierz albo wynoś się ze szkoły". Wybrała to drugie.
Trzaskając drzwiami, krzyknęła ponoć: "Jezu Chryste!".
Po studiach na University of British Columbia została komentatorką w
gazecie "Ottawa Citizen". W latach 1998-2000 była producentką pierwszego
gejowskiego programu "QueerTV" nadawanego na jednym z komercyjnych kanałów.
Do dziś prowadzi programy poświęcone promowaniu kultury różnorodności.
Jej kłopot z islamem
"The New York Times" napisał o niej, że jest "największym koszmarem ben
Ladena". W świecie anglosaskim przylgnęło do niej określenie muslim
refusenik, czyli "muzułmański odmownik" [od rosyjskiego otkaznika, czyli
Żyda, któremu władze ZSRR odmawiały prawa wyjazdu do Izraela - przyp. aut.]. -
Mówię o sobie "muzułmański odmownik" nie dlatego, że odmawiam bycia
muzułmanką. Odmawiam przyłączenia się do armii automatów działających w imię
Boga - tłumaczy Irshad na stronie internetowej www.muslim-refusenik.com.
W 2003 r. wydawnictwo Random House opublikowało jej "Mój kłopot z islamem.
Ostatni dzwonek do szczerości i zmian" ("The Trouble with Islam. The Wake-
-up Call for Honesty and Change"). Książka ukazała się jak dotąd w USA,
Wielkiej Brytanii i Irlandii, Australii, Nowej Zelandii i w Niemczech; w tym
roku ma być wydana we Francji i w Holandii, a w przyszłym - we Włoszech, w
Grecji, Danii oraz Bułgarii.
Sama autorka mówi o swoim prowokacyjnym dziele, że jest to "list otwarty,
muzułmański głos wzywający do reformy". Chodzi o reformę islamu - religii,
która rodzi najwięcej fundamentalistów i jest oskarżana o duchową inspirację
terrorystów. "Kłopot z islamem" to książka w założeniu popularna, dla masowej
publiczności, napisana prostym językiem banalnych często pytań i odpowiedzi.
Jeden z krytyków porównał tę technikę pisarską do boksowania.
W tej mieszaninie pamiętnika z politycznym manifestem Irshad rozprawia się z
problemem dyskryminacji kobiet (nazywa to "kobiecym inferno islamu").
Krytykuje powszechne w świecie islamskim obwinianie Żydów o wszelkie zło.
Przytacza przykład absurdalnej fatwy, jaką na japońskie "Pokemony" wydał
jeden z saudyjskich imamów, bo powiedziano mu, że po japońsku "pokemon"
oznacza "jestem Żydem".
Jej głos coraz bardziej liczy się w muzułmańskiej społeczności żyjącej na
Zachodzie. To promyk nadziei dla wielu dyskryminowanych kobiet, kaleczonych
przy obrzezaniu i wydawanych za mąż wbrew woli. Ze swoim przesłaniem o
konieczności oczyszczenia islamu z dyskryminacji kobiet Irshad jeździ po obu
Amerykach, Europie i Azji. Dotarła nawet do Izraela. Nie chodzi jej tylko o
równouprawnienie - jej zdaniem emancypacja kobiet jest skuteczną bronią w
walce z terroryzmem islamskim. W wywiadzie dla "The Independent" Irshad
tłumaczy, że jeżeli "chcemy zerwać z kulturą al Kaidy", trzeba muzułmańskim
kobietom dać możliwości edukacji, pracy, decydowania o własnym życiu.
To nie jest nowy pomysł - coraz więcej fundacji pomaga kobietom żyjącym w
krajach muzułmańskich. Najbardziej znaną formą pomocy są tzw. mikropożyczki.
Wymyślił je ekonomista Muhammad Yunus z Bangladeszu. W 1979 r. założył
Grameen Bank specjalizujący się w udzielaniu kredytów biedakom. Aż 90 proc.
klientów banku to kobiety, które często pożyczają np. na maszynę do szycia,
by rozkręcić własny interes. Kredyty udzielane są grupom, a nie pojedynczym
osobom. Gdy ktoś nie spłaca odsetek, pozostali członkowie grupy muszą za
niego założyć. Średnia wartość pożyczki wynosi zaledwie ok. 100 dol. i może
być przeznaczana tylko na inwestycje w działalność dochodową.
ŹRÓDŁO:
Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę - pozwolił na wyciągnięcie z nędzy
milionów kobiet i rodzin. Dziś Grameen Bank ma kilkanaście milionów
kredytobiorców w Bangladeszu i zatrudnia ok. 14 tys. osób. System powielono w
kilkudziesięciu innych krajach.
Otworzyć bramy myślenia
Irshad w swoim manifeście odwołuje się do idżtihadu, czyli starej tradycji
niezależnego myślenia o Bogu. To możliwość samodzielnej interpretacji prawa i
tworzenia jego nowych zasad, których nie uwzględnił Koran ani sunna. Jak
piszą autorzy współczesnych opracowań o islamie, "każdy muzułmanin
dysponujący dostateczną wiedzą prawniczą mógł stosować idżtihad, w praktyce
prawo