Gość: PASJA
IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl
29.02.04, 11:14
CAŁOŚĆ: www.naszdziennik.pl/index.php?typ=wi&dat=20040228&id=wi11.txt
Już w trakcie realizacji filmu zaczęły pojawiać się głosy, określające go
mianem filmu "kontrowersyjnego". Niektórzy wciąż zarzucają mu, że Ewangelie,
z których Gibson czerpie swoją wiedzę na temat ostatnich godzin życia
Chrystusa, nie są źródłem historycznej wiedzy o rzeczywistych zdarzeniach
tego okresu... Inni z kolei mówią o "brutalności" filmu. Nie tak dawno krytyk
dziennika "Telegraph" John Hiscock wyraził wątpliwość, by przeciętny dorosły
widz "był w stanie wytrzymać tak potężny ładunek przemocy i cierpienia na
ekranie"... Co Ksiądz Profesor o tym sądzi i jak ocenia wrażliwość reżysera
na historię, którą przedstawia?
- Myślę, że te zastrzeżenia odzwierciedlają nie tyle zastrzeżenia wobec
filmu, co w ogóle są wyrazem zastarzałych uprzedzeń antychrześcijańskich, a w
szczególniejszy sposób antykatolickich. Te uprzedzenia nie są nowe, lecz
istnieją tak długo, jak długo istnieje chrześcijaństwo. Bo obok
ewangelizacji - jak powiedział Ojciec Święty Jan Paweł II - istnieje również
antyewangelizacja. Poszczególne Ewangelie kanoniczne oraz zawarte w nich
opowiadania o męce i śmierci Jezusa, jak też o Jego zmartwychwstaniu, zawsze
spotykały się z zarzutami, z kontestacją, ze sprzeciwem. Film wydobył to
wszystko raz jeszcze na światło dzienne, co świadczy, że film jest bardzo
dobry. W przeszłości powstawało sporo filmów na temat życia i nauczania
Jezusa i one nie wywoływały takich emocji, bo było wiadomo, że są
powierzchowne, w hollywoodzkim stylu, obliczone na doraźne doznania, a nie na
głębokie przeżycia.
Tematem tego filmu jest męka Jezusa. Widz to wie i jest przygotowany do tego,
co będzie oglądał. Co do tych, którzy mówią o scenach brutalności, to
pamiętajmy, że codziennie - na ekranach telewizorów i na ekranach kinowych -
są tysiące scen brutalnych, niezwykle brutalnych... I one się nie spotykają
ze sprzeciwem ani z kontestacją, bo tam napędzają widownię, napędzają
pieniądze i wszystko jak gdyby jest w porządku...
W przypadku "Pasji" widz nie jest przypadkowy. Ten film jest wyrazem i owocem
wiary chrześcijańskiej, i jest - w głębokim tego słowa znaczeniu -
przeznaczony na to, aby tę wiarę pokrzepić, ją budować i ją kształtować.
Sedno tej wiary stanowi przeświadczenie o męce i śmierci krzyżowej Jezusa
oraz o tym, że Jezus, który został ukrzyżowany, zmartwychwstał i żyje.
W filmie ostatnie mniej więcej osiemnaście godzin ziemskiego życia Jezusa
zostało zredukowane do nieco ponad dwóch godzin i wiernie pokazane. To, co
widzimy w krótkich wyimkach z filmu czy na fotografiach, to są jak
gdyby "błyski flesza", ukazujące nam cierpiącego Jezusa - Jezusa, który jest
biczowany, cierniem ukoronowany, Jezusa, któremu przybija się dłoń do
krzyża... Cały film jest znacznie bogatszy. Stanowi studium zbrodni, ale
także studium ludzkich zachowań. Ukazuje cierpienie z ogromnym szacunkiem.
Wbrew całej nagonce na film, jest on wielkim hołdem wobec cierpienia
niewinnych, cierpienia sprawiedliwych, a jednocześnie ukazaniem, na czym
polega groza zadawania cierpienia niewinnym. W tym filmie chodzi o znaczenie,
o siłę ducha, o miłość, która zdolna jest wszystko wytrzymać i która wytrwa -
jak uczył św. Paweł - aż do końca, aż do śmierci. I to właśnie siła miłości
Jezusa sprawiła, że On to cierpienie przyjął i przetworzył. Nie chodzi o
cierpiętnictwo, nie chodzi o fascynowanie się cierpieniem, tylko o żywą
świadomość, że Jezus naprawdę cierpiał, że ukrzyżowanie naprawdę było wielką
tragedią, wielkim dramatem... Na pewno widz, który wychodzi z tego filmu,
wychodzi wstrząśnięty.
Oczywiście każdy widz, w każdej dowolnej chwili filmu, w której cierpienie
jest obecne, może zamknąć oczy, a powiedziałbym nawet, że powinien zamknąć
oczy, zdając sobie w ten sposób sprawę z tego, że jego wrażliwość spotyka się
z czymś tak okrutnym, jak zadawanie cierpień człowiekowi przez innych ludzi.
Zarzuty o cierpieniu i o tym, że jest ono na ekranie obecne, to nie jest
powód do rezerwy wobec tego filmu. To jest tylko pretekst...
Członkowie watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, którzy obejrzeli "Pasję"
Gibsona, wyrazili uznanie i aprobatę dla tego filmu. Tymczasem wciąż usiłuje
się nam dowodzić, że scenariusz filmu "pozostaje w sprzeczności z katolicką
nauką o Żydach i śmierci Chrystusa"...
- Dziwna jest ta troska naszych oponentów o poprawność katolickiej wiary...
Ona przede wszystkim powinna pochodzić z wnętrza Kościoła. Kościół uczynił
bardzo wiele, aby wyjaśnić swoje nastawienie wobec Żydów i judaizmu, i uczyć
wszystkich wierzących w Chrystusa miłości do każdego człowieka. Kto spotyka
Jezusa Chrystusa, spotyka judaizm. Zarzuty powinny brać pod uwagę także i to,
że na filmie granica pomiędzy dobrem a złem nie przebiega pomiędzy Żydami i
poganami, ale w sumieniach ludzi, a więc: w sumieniach Żydów i w sumieniach
pogan. I tak jest po dzień dzisiejszy. Ten film ukazuje rozmaite ludzkie
charaktery i rozmaite ludzkie odpowiedzi na wezwanie Jezusa Chrystusa, a
przede wszystkim na zbawcze przesłanie Jego męki i śmierci.
Watykańskie Kongregacje są dla katolika gremiami znacznie ważniejszymi i
bardziej wiarygodnymi niż prasa - skądkolwiek ona pochodzi.
Film porusza ludzkie serca, porusza ludzkie sumienia i z tego powodu jest
niezwykle wartościowy. Zawiera wielkie humanistyczne i chrześcijańskie
przesłanie, ukazujące, że ostatnie słowo zawsze należy do miłości, pod
warunkiem, że człowiek jest głęboko zespolony z Bogiem. A tutaj mamy sytuację
absolutnie wyjątkową: tą cierpiącą osobą jest nie tylko człowiek zespolony z
Bogiem, lecz prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek - cierpiący w osobie Jezusa
Chrystusa.