Gość: Radzio
IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl
14.03.02, 18:17
Ze zdumieniem przyjąłem propozycję aranżacji ekspozycji pomnika kondotiera.
O ile samo miejsce - plac Lotników nie budzi w zasadzie wiekszych watpliwości o
tyle samo usytuowanie pomnika budzi uzasadniony sprzeciw. Śmiem twierdzić, iż
wtłoczenie tej potężnej rzeźby w narożnik pustego jednak placu, nigdy nie
zagwarantuje tego na co wszyscy po cichu liczyli sprowadzając Colleoniego do
Szczecina: Stworzenia wokół rzeźby miejsca które stanie się sercem miasta. Na
razie jak widać owo centrum zamiast wokół rzeźby, budowane będzie obok niej.
Paradoks? Doprawdy trudno szukać podobnego założenia w świecie. Monumentalna
kopia arcydzieła sztuki europejskiej w narożniku wybrukowanego placu. W dodatku
stać będzie w sprzecznosci z kierunkiem traktu komunikacyjnego (Aleja Fontann).
A dlaczego nie na skos? Dlaczego w tym a nie innym narozniku? Z czego to
wynika? Monotonię założenia ożywić ma kolorystyczne zróznicowanie kostki
brukowej której układu też nie umiem sobie sensownie wyjaśnić. Na uwagę zwraca
fakt, iż plac oświetlać ma pięć w założeniu symetrycznie rozstawionych lamp.
Miejsce szóstego kandelabru honorowo odstąpiono dumnemu kondotierowi (Nic nie
wiadomo o podświetleniu pomnika, a wieczorną porą Colleoni siłą rzeczy tonąć
będzie w ciemnościach). Mam wrażenie, iż z biegiem czasu kolejne lampy będą
ustępowały miejsca następnym pomnikom, które w końcu tworzyć będą sensowną
całość. Bo tylko takie założenie miałoby sens.
Dlaczego zdecydowano się odstawić pomnik "do kąta"? Doprawdy nie wiem...
Przypomnę iż jeszcze w zeszłym roku zarzucano warszawianom iż "uwięzili"
Colleoniego w kącie zamykanego na noc dziedzińca. Wygląda na to iż w Szczecin
kłódkę zdejmie, a kąt pozostawi. Przy całym szacunku dla pracy twórców
projektu, powoływanie sie na fakt iż "nie był postacią zasłużoną dla Szczecina"
uważam chyba za kiepski żart. Jest bowiem wielu bohaterów tego miasta o których
obecni mieszkańcy jak najszybciej chcieliby zapomnieć i bynajmniej jednym z
nich nie jest Colleoni. Od kilkuset lat przecież wiadomo kim był i wiadomo
nawet (sic) że o grodzie Gryfa nic nie słyszał. Więc osobiście gdybym wiedział,
iż tylko dlatego że nigdy nie przybył tutaj z odsieczą, będzie musial stać na
uboczu to nigdy nie zabierałbym go Warszawie (bo po coż?) Po co było sprowadzać
ten obiekt do miasta, które jak sie okazuje nie wie jak go wykorzystać, a
ludzie odpowiedzialni za sprawę jakoś się z nim nie utożsamiają? Czy
przedwojennym mieszkańcom tego miasta Colleoni zasłuzył się bardziej niż
obecnym? Nie wiem, ale o ile pamietam miał własną salę muzealną i był
podziwiany nie ze względu na uwielbienie samej postaci a ze względu na piękno
samej renesansowej formy. Znów mamy do czynienia z pojmowaniem rzeźby w sensie
dosłownym. Znów rzeźba tak jak kiedyś malarstwo, staje sie dziś biblią dla tych
co nie lubią czytać. Czy nie za bardzo skupiamy się na symbolice przedstawienia
a za mało na tym w jaki sposób ta symbolika została przedstawiona i jak się ta
rzeźba (w tym konkretnie przypadku) komponuje z otoczeniem. Zauważmy - w naszym
kraju rzeźba, choćby i najpiękniejsza, która nie niesie w sobie głębokiego
ideowego (narodowego najlepiej) przesłania spychana jest na margines. Stąd
wiele w kraju założeń które stoją "okrakiem" między ideą a formą i dlatego są
najczęściej "nijakie". Poza tym w ciągu kilkunastu ostatnich lat nie powstał w
tym kraju chyba ani jeden projekt rzeźbiarski, który zaistnieje szerzej w
naszej świadomości. Polskiej świadomości, nie mówiąc już o europejskiej. A co
do Colleoniego - to po prostu ładna rzeźba - kopia zasługująca na to by stała
się dominantą a nie subdominantą placu. A jeśli rzeczywiście włodarzom miasta
pomnik z niczym pozytywnym się nie kojarzy, a z zasługami dla Szczecina w
szczególności, to może całą sprawę zostawić po prostu historykom sztuki,
historykom, muzealnikom...i zwykłym ludziom, którzy widzą to co widzieć się
powinno - piekno sztuki europejskiej na najwyższym poziomie choć nie w
oyginalnym wydaniu. Bo akurat ta rzeźba niczego nie będzie w tym mieście
symbolizować, a jeśli już to świadectwo złego smaku tych co decydują o jej
otoczeniu.Czy koniecznie trzeba się spieszyć z tą realizacją?. Czy koniecznie
musi być to 3 maja? A moze warto było poczekać jeszcze troche na lepsze
rozwiązanie?
Pojawiła się bowiem kwestia funkcjonalności. "Odstąpiono od centralnego
symetrycznego symetrycznego ustawienia pomnika. Dzięki tej propozycji
zaistniała możliwość zagospodarowania placu dla mieszkańców." (G.n.Pom.
20.II.02). Czy ktoś ma jeszcze zamiar na tym placu zamieszkać? Czy to ma być
pole campingowe? Czy ktoś chce zorganizować plac defiladowy? "...Będą
(mieszkańcy) mogli spacerować wzdłuż osi al. Jed. Nar. do Urzędu Miejskiego".
Czy kondotier stojący w środku będzie pobierał cło i myto od petentów i
pracowników Urzędu? Jak rozumieć to zdanie? Jak będzie stał w centrum placu to
nikt tamtędy nie przejdzie?
To jakiś absurd!! Komu przeszkadza rzeźba stojąca w środku placu, który i
tak jest założony na prawidłach klasycznych czyli ma osie symetrii, regularny
kształt, czyste i jasne podziały i aż się prosi zeby dominantą był pomnik
stojący waśnie w centrum. Kto ma być głownym bohaterem całego założenia?
Colleoni czy ściezka rowerowa? Komu zależy na zastąpieniu kandelabra potężnym
pomnikiem? Czy ktoś wyobraza sobie Piazza Navona bez fontanny w centrum placu?
Czy ktos wyobraża sobie Wersal bez konnego pomnika na osi dziedzińca
pałacowego? Nawet niechciany przez nas Stasio Leszczyński doczekał się miejsca
na środku placu Royale w Nancy. Ba! Od placu odchodzi nawet Rue St. Stanislaw -
oto jak uhonorowano ulicę swiętym patronem naszego króla. Z przerażniem
przeczytałem o projektach ruchomego kondotiera (Colleoni Pay-par-view?). Takie
pomysły w stosunku do dóbr kultury nie są ciekawe jak ktoś zechciał zauważyć...
Są żałosne... I cieszyć się wypada choć z tego iż wybrany został projekt może
mało szczęśliwy, ale przynajmniej niegroźny. A tym którzy wątpią w to iż
wyrwanie sztuki dawnej ze swego kontekstu i szukanie na siłę oryginalnych
rozwiązań kończy sie często śmiesznie, przypomnę iż był taki artysta który
kopii Mona Lisy Leonarda domalował wąsy-tylko artysta ten w przeciwieństwie do
dzisiejszych sztukmistrzów napradę kpił, żartował i bawił się sztuką.
PS.
W ciągu kilku ostatnich lat podejmowane są działania deformujące obraz miasta.
Gdzieś zniknął Polski Len, komuś nie podoba się Ściana Płaczu (chyba tak to sie
w tym mieście nazywa- proszę wybaczyć błędy - a jeśli te miejsca jeszcze
istnieją to świetnie). Z kamienic lecą na bruk eklektyczne sztukaterie, w
centrum miasta zamiast stylowych założeń stawia sie hale targowe i
supermarkety. Gdzieś w tym wszystkim brakuje głowy i troski o njbliższe i o
byłe kilkadziesiąt lat. GAZETO - ZWRÓĆ W KOŃCU UWAGĘ NA BYLEJAKOŚĆ PANUJĄCĄ W
TYM MIEŚCIE.