mojrzesz_mionrzsz
11.02.05, 10:31
Kraj
Rokita: IPN szuka samorozgrzeszenia
PAP, MFi / 2005-02-11 08:40:00
Zawiadomienie skierowane przez IPN do stołecznej prokuratury o podejrzeniu
przestępstwa nieuprawnionego skopiowania i przekazania bazy danych
ewidencyjnych to nonsens - uważa szef klubu PO Jan Rokita.
Jego zdaniem, IPN raczej szuka samorozgrzeszenia i ukrycia własnej
odpowiedzialności.
"Jak się samemu sporządza jakiś katalog nazwisk i czyni się to lekko, niezbyt
odpowiedzialnie, a następnie nadaje się temu katalogowi klazulę jawności,
(...) to potem nie należy się dziwić, że ten katalog znajduje się miejscach
publicznych" - powiedział w piątek lider PO w radiowej Trójce.
W środę ujawniono, że komisja IPN - badająca sposób, w jaki b.
publicysta "Rzeczpospolitej" Bronisław Wildstein uzyskał listę inwentarzową
osób występujących w przechowywanych w IPN archiwach służb specjalnych PRL -
ustaliła, że wyniesiono ją prawdopodobnie przy współudziale nieustalonego
pracownika IPN.
Rokita uważa, że nawet jeśli "listę Wildsteina" skopiował i wyniósł ktoś z
pracowników IPN, to jest to w "najlepszym razie" powód do pociągnięcia do
odpowiedzialności służbowej pracownika, a nie do angażowania prokuratury.
Jego zdaniem, różne instytucje w Polsce często szukają odpowiedzialnych
własnych zaniedbań poprzez prokuraturę i sądy. "Prokuratura i sąd są od tego,
żeby skazywać bandytów, złodziei, oszustów, a nie żeby ścigać tych, którzy
ujawniają jawne materiały; przecież to nonsens" - powiedział.
Od 4 lutego Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi postępowanie
sprawdzające, by ustalić, czy w sprawie "listy Wildsteina" mogło dojść do
naruszenia ustawy o ochronie danych osobowych (zagrożonego karą do 2 lat
więzienia) lub do przekroczenia uprawnień przez pracownika IPN (za co grozi
do 3 lat więzienia). Na tę drugą kwalifikację prawną powołuje się czwartkowe
zawiadomienie IPN.
Pytany w piątek o to postępowanie Rokita odparł, że - jego zdaniem - ze
strony prokuratury "mamy bardziej do czynienia z taką trochę kampanią
propagandową niż zamiarem podjęcia realnych kroków". Jak zaznaczył, jest
gotów się założyć, że sprawa zakończy się umorzeniem.
Według Rokity, to IPN ponosi odpowiedzialność za wyniesienie "listy
Wildsteina", dlatego powinien teraz zminimalizować konsekwencje tego, co się
wydarzyło. Jego zdaniem, obowiązkiem Instytutu jest teraz szybkie przyjęcie
procedury, która umożliwiłaby osobom, które znalazły swoje imię i nazwisko na
liście, by mogły w ciągu 3-5 dni uzyskać potwierdzenie, czy to o nie chodzi.
powrót »
Copyright 1996-2005 Onet.pl SA