0rhplus
25.07.05, 21:13
Od kiedy zacząłem rozumieć co się do mnie mówi, wpajano mi nienawiść do
Poznania i jego mieszkańców. Wśród tych teorii na pierwszy plan wybijały się
trybuny na meczach ukochanej Pogoni i inteligentne przyśpiewki, które sam
śpiewałem (fonetyka "stadionowa"):
1. Lech zdech, a j...ł go pies!!!
2. Na peronie stoi świnia, tutaj Poznań się zaczyna!
3. Bahama, bahama, mama; zaje...my poznańskiego chama!
4. Trele morele, poznańskie k...y i c...e!
Dlaczego niby nie lubimy wielkopolan? Może im po prostu zazdrościmy?!?!
Celowo piszę "niby", gdyż ja, jako rodowity szczecinianin uważam, że możemy
śmiało brać przykład z poznaniaków. Kilka przykładów na poparcie tej
ryzykownej w Szczecinie tezy z mojego własnego podwórka:
1. Współpracuję z poznaiakami od ośmiu lat - żadnego przewału.
2. Żona poznanianka - zaradna, uczciwa i przepiękna dziewczyna.
3. Ilekroć jadę do Poznania widzę coś nowego, a to fabryka, a to siedziba
zagranicznej firmy.
4. Jan Kulczyk - daj Boże Szczecinowi.