Dodaj do ulubionych

Rozmówek turystycznych nastąpi szereg

23.08.05, 01:04
Rozmówki turystyczne

Qrwa 1

- Qrwa - powiedział Turysta.
- Dzień dobry - odpowiedział Kumpel.
- Nie ukrywam, że z dwóch powitań wolę to drugie - mini podsumował Sąsiad.
- Właśnie wróciłem... - zaczął Turysta.
- I zaczynasz! - przerwał mu Kumpel.
- ... z małej podróży po Unii - ciągnął niezrażony Turysta.
- Nie ma się czym chwalić, teraz każdy może - wydął się Sąsiad.
- Podróżować, chciałeś powiedzieć? - upewniał Kumpel.
- Nie tylko. I przebywać, nieraz pracować...
- ... i podrywać, i podkradać, ...
- Unia nasza!
- Właśnie... - to znów Turysta - więc łażę po Pizie...
- Tej krzywej?
- Tylko częściowo, a właściwie z jednym miejscu...
- Ale starym i ważnym.
- I bez wieży Piza warta jest wizyty - wmądrzył się Sąsiad.
- Zgadza się - zgodził się Turysta - budowle z czarno-białego marmuru są
wprost powalająco piękne.
- Powalająco! - potwierdził Sąsiad.
- I po niewejściu na wieżę idę sobie...
- Dużo stopni?
- Raczej zaporowe ceny.
- Kilka euro nie powinno cię zrujnować - Kumpel zarządził kieszenią Turysty.
- Piętnaście. Ale nie o sześćdziesiąt złotych tu chodzi, ale o przyzwoitość.
- Miejsce się liczy - Sąsiad wiedział, co się liczy.
- Raczej rachunek ekonomiczny - Turysta był ostrożniejszy.
- Wieża w rozliczeniu?
- Obniżyliby ceny o połowę - Turysta zignorował uwagę Kumpla - mieliby sześć
razy więcej gości.
- I trzykrotnie większe zyski - przeliczył Sąsiad.
- A tymczasem idę sobie wzdłuż Via Santa Maria i podziwiam budynki z jasnego
piaskowca, a przede mną włóczą nogami dwie egzaltowane paniusie...
- Co się czepiasz pań pod wrażeniem? - Sąsiad pomyślał, że łatwo zbije punkty
na obronie pań.
- Wrażenie to one zrobiły na mnie...
- Pewnie długie nogi?
- ... bo nie słuchałem, a słyszałem - chętnie przyznał Turysta.
- I zrozumiałeś? Te języki!
- Na całą ulicę nadawały po polsku!
- To miałeś łatwo! - Sąsiad dawał mu odetchnąć.
- Jak nic mówiły o wieży - rozsądniej wtrącił Kumpel.
- Tekścik leciał tak: wiesz, qrwa, co oni, qrwa, mogą mi zrobić?
- Takie miłe panusie?
- Na cały głos?
- Panowie, na całą Pizę!
- Jak cię znam, zawstydziłeś się - Sąsiad postanowił odpokutować poprzednie
zaczepki.
- A nawet powiedziałem paniom "dzień dobry".
- To tak jak ja - pochwalił się Kumpel.
- I co, i co? - nie mógł doczekać się Sąsiad.
- I zaległa cisza.
- I trwa do dzisiaj - zaklajstrował Kumpel.
- Niestety tylko do Paryża... - bardzo niechętnie skorygował Turysta.
Obserwuj wątek
    • germanus Rozmówki turystyczne 23.08.05, 07:12
      Rozmówki turystyczne

      Qrwa 2

      - Paryż, Paryż - poprzedrzeźniał Sąsiad - wszyscy teraz wycierają sobie gęby
      Paryżem.
      - Paryżewkiem! - poprawił Kumpel.
      - Jak to w Unii... - jakby wyjaśnił Turysta.
      - A tymczasem to zwykłe miasto - stwierdził Sąsiad.
      - Nawet zabytków nie ma zbyt wiele - dołożył Kumpel.
      - Z Florencją nie ma się co równać... - fachowo ocenił Sąsiad.
      - Ani nawet z Bolonią - dodał Kumpel.
      - Z Bolonią! - prawie żachnął się Sąsiad - Bolonia ma dwie krzywe wieże!
      - I właśnie jestem na wieży - sprytnie wciął się Turysta.
      - Mniejszej czy większej? - mrużąc oczko spytał Sąsiad.
      - Jak sam widocznie wiesz, na mniejszą nie wpuszczają - odparował Turysta - na
      eifflowskiej.
      - Na paryskiej! A na którym piętrze?
      - Na razie na pierwszym. I tam...
      - To niewiele widać - Sąsiad spróbował pomniejszyć osiągnięcie Turysty.
      - Widać i słychać wystarczająco dużo - zapewnił go Turysta - momentami nawet za
      wiele.
      - Prawda to, że co drugi turysta w Paryżu to Polak? - zapytał Kumpel tylko
      pozornie głupiej, niż głupio.
      - Nawet jeśli tylko co dwudziesty, to i tak jest tam cała armia rodaków
      wypuszczonych na głęboką wodę...
      - Ty wyraźnie nie lubisz swoich rodaków za granicą - po prostu stwierdził Sąsiad.
      - Uściślijmy, że nie toleruję zachowań niektórych rodaków, ok? - odciął Turysta.
      - A ci co konkretnie zrobili niektórzy rodacy? - bardzo konkretnie zapytał Kumpel.
      - Jako niezbratanemu przechodniowi ... niewiele... - chętnie przyznał Turysta.
      - Widzisz...
      - ... bo nie mieli okazji...
      - A czy na przykład Hiszpanie byli znacząco bardziej pozytywni niż Polacy? -
      doduszał Kumpel.
      - Nie. Raczej bardziej hałaśliwi i pewniejsi siebie - ponownie chętnie przyznał
      Turysta.
      - A może Anglicy albo Niemcy? Albo Rosjanie?
      - Nie o to tu chodzi. Wyraźnie powiedziałem "niektórych rodaków" - cierpliwie
      wyjaśniał Turysta.
      - I teraz pewnie nastąpi koronny przykład - Sąsiad dla odmiany spróbował lekkiej
      kpinki.
      - Może nastąpić. Wszystko zależy od tego, czy lubisz przykłady
      niekonwencjonalnych dialogów.
      - Znów podsłuchiwałeś!!
      - A czy wiesz, jakiej wielkości jest pierwszy taras Wieży Eiffla?
      - Sto na sto metrów?
      - Chyba nieco mniejszy, ale przyznasz, że dość duży.
      - Mały to on nie jest - zgodził się Sąsiad.
      - I na całym tym wielkim tarasie, gdzie przybywało bardzo dużo turystów wielu
      narodowości, nagle dał się słyszeć głośny okrzyk...
      - Zgaduję: "Boże, jak tu pięknie!". Czy tak? - szybko zgadł i upewnił się Kumpel.
      - "To nie wiesz, qrwa, gdzie nacisnąć?" brzmiał ten okrzyk - raczej nie za
      głośno powiedział Turysta.
      - No tak... - Kumpel nie bardzo wiedział, co z tym począć.
      - I była jeszcze odpowiedź... - kontynuował Turysta.
      - Domyślam się - Kumpel łapał powietrze.
      - "To mi, qrwa, pokaż!"
      - Jak to między dwoma małymi pijaczkami... - ratował sytuację Sąsiad.
      - Jak to między chłopakiem i dziewczyną, może nawet narzeczonymi albo młodym
      małżeństwem...
      - Lumpy jakieś...
      - Posiadacze wypasionego aparatu cyfrowego, znakomicie ubrani, na oko nie
      wyróżniali się z kolorowego, międzynarodowego tłumu - Turysta dał im wysoką ocenę.
      - Tylko ten język - stwierdził nagle Kumpel.
      - Tylko - potwierdził Turysta.
      - Więc rzekłeś im słówko? - Sąsiad musiał wiedzieć.
      - Nie chciałem się denerwować i spokojnie udałem się do Szwajcarii.
      - Opuściłeś Unię?
      - Ale z jakim skutkiem... - smutno zakończył Turysta.
      • wizytka1 Re: Rozmówki turystyczne 23.08.05, 07:29
        Taaak, czy Twoje rozmowki Germanusie drogi sa może odpowiedzią na mój wątek -
        słownictwo ? Chciałam sprowokować dyskusję, ale niestety bez powodzenia :(
        • wizytka1 Re: Rozmówki turystyczne 23.08.05, 08:14
          I jeszcze coś mi przyszło do głowy. Zauważyłam, że niektórzy wręcz snobują się
          na wulgarność czy np niechlujstwo manier.Ośmieszają (?) staroświecką kurtuazję
          jakby chcieli wyprzeć coś wstydliwego.Są zajeb... ci z rękoma w kieszeniach i
          charakteryzują się przede wszystkim niewiarygodną wręcz łapczywością na świat.
          Niewiarygodna, gdyż często niestety nieadekwatną do możliwości.
          • germanus Rozmówki turystyczne 24.08.05, 01:02
            Rozmówki turystyczne

            Qrwa 3

            - Ach, Szwajcaria, góreczki, przełęczki... - westchnął Sąsiad.
            - Fakt, przejazd przełęczą San Bernardino jest absolutnienie niezapomniany -
            potwierdził Turysta.
            - Przejadę się kiedyś - zadeklarował Sąsiad i spojrzał maślanym wzrokiem na
            Kumpla. Ale ten nie myślał o górkach.
            - A ty wolisz Bazyleę czy Zurych? - zapytał Turystę.
            - Wolę Genewę, ale tym razem Internet dał mi hotel w Zurychu.
            - Piękne miasto - tym razem westnął Kumpel.
            - Prawda, wjazd od strony Schaffhausen jest prawdziwie imponujący.
            - Dlaczego?
            - Tunele. A widok z Lindenhof na rzekę Limmat i starówkę zatyka dech...
            - Jak go jeszcze masz po wejściu na tę górkę - zaśmiał się Sąsiad.
            - Nie jest tak źle, dróżka stroma, ale krótka - wyjaśnił Turysta.
            - Jakieś wyjątkowości?
            - Sporo. Może zainteresuje cię tarcza zegarowa o średnicy 9 metrów, największa w
            Europie.
            - Już to widzę - Kumpel miał widzenie - kościół na wzgórzu, wysoka wieża, i
            on..., zegar..., błyszczy, wskazuje, nadaje...
            - Raczej wyłania się spomiędzy niskich, nieraz gotyckich domków - sprostował
            Turysta.
            - Raczysz waść dworować sobie?
            - Przenigdy. Placyki z fontannami, od których w górę lub w dół odchodzi po pięć
            wąskich uliczek, bliziutkie domki, i tu i ówdzie pomiędzy nimi nagle pojawia się
            tarcza, wielka istotnie.
            - Ładne... - zamarzył Kumpel.
            - To pewnie i hotele są tam podobnie imponujące - dociekał Sąsiad.
            - Pewnie są, ale tym razem rzucono mnie do klasy małowysokiej, by nie powiedzieć
            niskiej...
            - Tak?
            - Formule1, 62 franki za noc, towarzystwo międzynarodowe, portierka mówi trzema
            językami, wspólne toalety i prysznice.
            - A czego oczekujesz w Szwajcarii za jedyne 160 złotych? - Kumpel myślał, że mu
            lekko dociął.
            - Ja się nie skarżę, lecz relacjonuję - odparował Turysta.
            - Czyli taki małozachodni standardzik.
            - A na parkingu niemiecka nyska...
            - Co?
            - ... czyli Volkswagen Transporter z Bolesławca.
            - Pytałeś go?
            - To wszystko przez te nowe rejestracje...
            - Acha!
            - ... i sześciu młodych chłopa dookoła niego - zakończył opis samochodu Turysta.
            - Nasi liczebnie górą - dumnie zauważył Kumpel.
            - Chyba tak, jeśli oczywiście nie liczyć węgierskiej wycieczki.
            - Patrz, jak to Madziarzy się rozpanoszyli!
            - Nie mniej niż nasi. Polskich grup też wszędzie pełno - poprawił go Turysta.
            - Pewnie masz rację - bezbarwnie zgodził się Kumpel.
            - A wracając do naszych chłopaków - wrócił Turysta - to stali wokół swego
            magicznego pojazdu i konwersowali.
            - Dlaczego magicznego?
            - A dlaczego nie pytasz, jak i o czym konwersowali?
            - Chciałem...
            - Magicznego, bo wydawał się być ich twierdzą - wyjaśnił spostrzeżenie Turysta -
            a rozmawiali po polsku, głośno, niemal nachalnie.
            - Jak jeszcze powiesz, że jednym magicznym słowem, to kompletna załamka.
            - Mogę nie powiedzieć, ale po co kłamać?
            - I nie używali innych słów?
            - Powiedzmy szczerze, że w mniejszości.
            - Zastanawiam się, co bym zrobił wobec tak silnej reprezentacji młodzieży
            bolesławskiej - zastanawiał się Kumpel.
            - A wiesz, co to jest patriotyzm? -zapytał znienacka Turysta.
            - Haha! To dopiero mnie rozśmieszyłeś! - Sąsiad trząsł się cały - może jakiś
            porąbany profesor pamięta taki termin.
            - Ale jak jedziesz za granicę, to chcesz czuć minimum komfortu psychicznego z
            racji przynależności do określonej, ogólnie mówiąc, społeczności, w tym wypadku
            narodu?
            - Ja to bym chciał czuć więcej niż minimum - wtrącił Kumpel.
            - Więc trzeba dawać odpór, kochany, i reagować na nieprawidłowości - wyłożył swe
            credo Turysta - nawet jeśli nasze narodowe dzieją się w Zurychu.
            - Więc zareagowałeś?
            - Tak.
            - Spokojnie?
            - Tak.
            - I panowie się uspokoili?
            - Tak.
            - I miałeś satysfakcję?
            - Częściową.
            - Częściową? To po co reagowałeś?
            - Całkowitą bym miał, gdyby od razu zachowywali sią w porządku - wyjaśnił
            Turysta tak spokojnie, że Sąsiad i Kumpel tylko skinęli głowami.
            - Ach tak!...
            • hanka41 Re: Rozmówki turystyczne 24.08.05, 04:14
              Witaj po urlopowaniu sie po wszystkich ( chyba ) zakatkach Europalandu.
              Z Ciebie jednak wyraznie wylazi belfer. No i czego sie czepia ? Kwiecisty jezyk
              polski mu sie nie podoba ? Nie rozumiem dlaczego sie dziwujesz, ze rodacy
              soczyscie sie wyslawiaja poza granicami Polandu, skoro taka norma obowiazuje
              ( chyba tak , skoro jest tak powszechna ) w kraju.
              A tak na powaznie, rozmowki jak zwykle swietne.
              Zobaczyla, przeczytala i czeka na nastepne.
              Pozdrawiam pourlopowo.Hanka
              • hanka41 Re: Rozmówki turystyczne 24.08.05, 14:57
                No gdzie sa dalsze ?? Mial byc szereg !
                pozdrawiam wyczekujaco.
                • germanus Rozmówki turystyczne 24.08.05, 18:58
                  Rozmówki turystyczne

                  Tłum

                  - Widziałem tłum - powiedział Turysta.
                  - Te, Kumpel, powiedz mu - szybko wskoczył Sąsiad.
                  - Co mam temu podróżnikowi powiedzieć? - nie kontaktował Kumpel.
                  - O naszym tłumie na Bramie Portowej!
                  - Nie mogę - leciutko jęknął Kumpel - po prostu nie mogę.
                  - A dlaczego to z nagła nie możesz? - Sąsiad był lekko wściekły, ale panował.
                  - Bo też widziałem tłum. W Amsterdamie - dodał.
                  - To ty byłeś w Amsterdamie i ja o tym nic nie wiem? - Sąsiad był blisko
                  wulkanicznego wybuchu.
                  - Dawno - usprawiedliwił się Kumpel - z ciotką zresztą, choć wolałbym z kuzynką.
                  - Wolałbyś z kuzynką?!?
                  - Dozwoloną, bo w drugiej linii - wyjaśnił Kumpel.
                  - No chyba, że tak - społecznie udobruchał się Sąsiad.
                  - A oni szli - powiedział Kumpel.
                  - O czym ty znowu? Co? Kto? - Sąsiadowi wyraźnie skoczyło ciśnienie.
                  - Przechodnie - Kumpel nie dał się sprowokować - przed ciotki samochodem.
                  - Dokąd szli?
                  - Przez przejście. W obie strony. Jak zaczęli, to nie mogli skończyć. Więc szli.
                  - Może zawracali? - dociekał przyczyny Sąsiad.
                  - Może - zaryzykował Kumpel - ale to praktyczny naród. Nie traciliby czasu.
                  - A moi tylko tracili czas - wtrącił Turysta.
                  - Jacy twoi? - Sąsiad wyraźnie nie miał kontaktowego dnia.
                  - Moi tłumowicze - uspokoił go Turysta - w Barcelonie - dodał bacząc, by nie
                  rozsierdzić.
                  - Podobno duże miasto - Kumpel szybko wykazał się wiedzą.
                  - Miasto Gaudiego - głośno popisał się Sąsiad.
                  - Wielki facio, bo rzeczywiście w wielkim mieście zdołał tu i ówdzie przystawić
                  swój stempelek - Turysta wystawił mu laurkę - i to sto lat temu.
                  - I tam ten tłum? - zaczęła się dociekliwość Kumpla.
                  - Nie tam, choć przy Sagrada Familia jest tłocznawo. Ale to tylko napływowi...
                  - Tłum musi być napływowy - ocenił Sąsiad - jak na Monciaka w Sopocie.
                  - Monciaka w Sopocie, to w lekko korzystnym dla niego przybliżeniu możesz
                  porównać co najwyżej do bulwaru w Alassio...
                  - A gdzie to? - chciał wiedzieć Kumpel.
                  - Pogadamy przy okazji. Na razie wiedz, że mówimy o tłuuumie, a nie o paru
                  osobnikach.
                  - Dowiem się wreszcie, gdzie ten tłum - kontynuował Kumpel.
                  - Jest ulica - zaczął Turysta - na oko ze sto metrów szeroka,...
                  - Jak w Ełku? - to znów Sąsiad popisał się swoją wiedzą.
                  - Jak nie w Ełku - Turysta chmurnie nieco spojrzał na niego - i jak będziemy
                  robić socjalistyczne odnośniki do 30. metrowej, najszerszej w Europie ulicy, to
                  nigdy nie skończymy...
                  - To teraz już wiem, skąd mi się to wzięło... - uspokoił się Sąsiad.
                  - ... i może ze trzy kilometry długa...
                  - W Szczecinie są dłuższe - Sąsiad jednak się nie uspokoił, ale Turysta był już
                  w stanie wskazującym na ignorowanie.
                  - ... ma wspólną nazwę Las Ramblas, choć właściwie jest ich pięć...
                  - To pięć ulic czy jedna? - Kumpel uparł się być dociekliwy.
                  - Jedna, ale historycznie w miarę rozwoju dostawała kolejne nazwy. I tak
                  pierwsza od Plaça Catalunya nazywa się Rambla de Canaletes, następna Rambla dels
                  Estudis, a ostatnia, ta od Mirador de Colom, czyli pomnika Kolumba, Rambla de
                  Santa Monica.
                  - I domyślam się - dociekliwość Kumpla może i miała dobre strony - że to się
                  musi jakoś splatać z Gaudim.
                  - Splata się w Palau Güell koło Rambla dels Caputxins, bo tak naprawdę to ten
                  pałac jest na Nou de La Rambla, czyli jeszcze innej Rambli, do poprzednich
                  prostopadłej.
                  - Acha! - zaskowytał Kumpel. I już normalniej zapytał Sąsiada:
                  - Rozumiesz coś s tego?
                  - Bo to nie jest przewodnik - Turysta był jednak szybszy - ale opowiastka o
                  tłumie. Bo na tej całej ulicy, od późnego popołudnia, choć i wcześniej nie jest
                  ani trochę pusto, do późnej nocy, ale bez przesady, do tak późnej, że nie
                  dotrwałem, jest tam TŁUM, jeden wielki, niekończący się tłum, zawsze i wszędzie.
                  Ani metra pustego miejsca.
                  - Masz spaczone wakacjami poczucie humoru - ocenił Kumpel - to niemożliwe.
                  - Właśnie - Sąsiad zdecydował się go poprzeć - po co, na co, co oni tam robią?
                  - To, co się robi na spacerze, czyli łażą bez celu - Turysta dał odpowiednią
                  definicję spaceru - ale nie tylko.
                  - I oto mi chodzi! - podniecił się Sąsiad - może wreszcie zaczniesz poważnej mówić.
                  - Bardzo kosmopolityczna ulica, miejscowi i turyści, przechodnie i kupujący,
                  urzędnicy i grube ryby, komedianci i muzycy uliczni, nocne ptaszki, włóczędzy,
                  prostytutki...
                  - Ciii... - zacichotał Kumpel.
                  - Dlaczego ciii? - zdziwił się Turysta - mówię, jak jest, nie mówię, że masz
                  korzystać.
                  - Acha...
                  - Po bokach i na środku kawiarenki, restauracyjki, kebabczki, pizzeryjki,
                  wszystko, czego ciało potrzebuje. Dziesiątki kiosków z widokówkami, książkami i
                  prasą, o dziwo, chętnie kupowanymi. A do tego setki występowaczy każdego wymiaru
                  i rodzaju. No i kieszonkowcy, oczywiście - uzupełnił opis Turysta i zaczął się
                  rozglądać wkoło.
                  - To co tak wylepiasz ślepia? - nie wytrzymał Kumpel.
                  - Właśnie dzięki takiemu wylepianiu nie udało się wspomnianym kieszonkowcom...
                  • Gość: kasandra1 Re: Rozmówki turystyczne IP: 83.168.104.* 24.08.05, 19:06
                    Germanus ja Cie naprawde lubie, a Twoje rozmoweczki jeszcze bardziej. Czytam z
                    wielka przyjemnoscia, choc te z Misiem chyba byly Lepsze...:)
                    Tylko o jedno prosze: Aha- samo h, ale juz Ach- ch. Tylko tyle.
                    Pozdrawiam cieplo
          • albert_c Re: Rozmówki turystyczne 26.08.05, 16:00
            Szanowny Germanusie, tak wracajac na chwile do naszego poznania sie i wspolnej
            rozmowy, przypomne sie niechybnie o tym ze obiecales puscic jakies rozmowki z
            tego wieczoru dla radosci calej gawiedzi tam obecnej;-)

            jak zawsze rozmowki rewelacja!:)
    • kurde.felek Re: Rozmówek turystycznych nastąpi szereg 24.08.05, 19:09
      Witaj w domu, widzę, że wojaże się udały! O Qrwa!
      • hanka41 Re: Rozmówek turystycznych nastąpi szereg 25.08.05, 23:54
        podbijam urodzinowo.
        • germanus Rozmówki turystyczne 28.08.05, 03:42
          Rozmówki turystyczne

          Przełęcz 1

          - Zamarzyła mi się prawdziwa przełęcz - marząco powiedział Turysta.
          - Prawdziwa? - upewnił się Kumpel.
          - Prawdziwa-prawdziwa... - podpowiedział Sąsiad.
          - I teraz nastąpi opis San Bernardino - bardzo domyślnie wrzucił Kumpel.
          - Nic bardziej mylnego, drogi Kumo - mało domyślnie odrzucił Turysta.
          - Nie masz lepszego przykładu! - tamten próbował się jeszcze stawiać, ale
          Turysta zastosował gaśnicę:
          - Nie będziemy mówili o rzeczach oczywistych, jedziemy w Pireneje.
          - No chyba, że tak - zgodził się szybko Kumpel - wiele słyszałem o tamtejszych
          przełęczach.
          - I dlatego te, o których słyszałeś, pominiemy - zawyrokował podróżnik.
          - Jak to?
          - Dajmy na to, że jedziesz z Barcelony do Andorry...
          - Ciągle wyżej i wyżej.
          - Zgadza się. I już się cieszysz na różniste uczty oczne, bo przecież nie na
          zakupy w Andorra la Vella...
          - Co to, to nie!
          - ... aż tu nagle stop i po przełęczach!
          - Podżartowujesz sobie, a nam maluczkim - jeczcze łudził się Sąsiad.
          - Ani trochę. Rolnicy! - wyjaśnił Turysta bardzo obrazowo.
          - ???
          - Zaorali autostradę? - pytająco wykrzyknął Kumpel w odróżnieniu od zaskoczonego
          Sąsiada.
          - Po pierwsze, nie autostradę, ani nawet drogę szybkiego ruchu, ale w tym
          momencie, a było to za Gironellą, zwykłą drogę, a po drugie, zablokowali.
          - Jak taki jeden rodzimej produkcji, ogniem i oponami?
          - Nie, takie wredne to one nie są. Tylko wolno jechali.
          - To się załatwia sposobem...
          - Właśnie, skąd ty jesteś...
          - Nie wiesz, jak sobie radzić? - przekrzykiwali się Kumpel i Sąsiad.
          - Po pierwsze, nikt nie, nawet ja sam, skąd jestem - Turysta znów zabrał sięł za
          wyliczanie - po drugie, ja nie Brunner, po trzecie, tacy jedni, miejscowi
          najwyraźniej, co to łapali się sposobów, wychodzili na zwykłych chamów.
          - Kolumnę pod prąd i poboczem? - mimo wszystko zainteresował się Sąsiad.
          - Nie, aż tak źle nie było - zaprzeczył Turysta - tak to się jeździ pod Skwierzyną
          - Uuu-hu, nie lubisz polskich kierowców!
          - Niektórych. Większość bowiem jeździ dobrze i odpowiedzialnie.
          - Rozpraszasz go. Wracajmy do przełęczy - zabłagał Kumpel.
          - Rolnicy zjechali do Bergi i dalej poszło już gładko...
          - No widzisz!
          - ... ale dwie godziny diabli, znaczy rolnicy, wzięli - podliczył straty Turysta.
          - I zrobiło się późno? - inteligentnie domyślił się Kumpel.
          - Od Bergi nie ma innej drogi tylko przez Tunel del Cadi, o którym zresztą
          ostrzegają od samej Manresy, że płatny - snuł Turysta - ale potem trzeba
          decyzji, Andorra, czy od razu Francja...
          - ... bo późno? - Kumpel znów swoje.
          - A przełęcze kuszą, nie? - Turysta powiedział to tak, jakby decyzja miała
          zapaść właśnie teraz.
          - Więc Andorra? - pytaniem podpowiedział Sąsiad.
          - Ale krótko - Turysta zastrzegł to tak szybko, jakby samo odwiedzenie światowej
          stolicy przemytu było przestępstwem - i na Pas de la Casa...
          - Domowo się nazywa - zauważył Kumpel.
          - ... która okazała się rozczarowaniem.
          - Co? Z mapy wynika, że jest wysoko.
          - Wysoko to jest, ale mało ciekawie. Niezbyt długi nudny podjazd, jakoś płasko,
          ciągle jeszcze w pamięci jest zwariowana Vella z całym jej hałasem, ponad
          normatywnym ruchem, brakiem wolnych parkingów, domami towarowymi na 3 bloki,
          tłumami rozgorączkowanych Francuzo-Hiszapanów, ...
          - Co?
          - ... i ledwie ogarniającą to wszystko policją, brrr.
          - A ty na co liczyłeś? - Sąsiad starał się dowiedzieć, w którym kierunku pójdzie
          opowiastka.
          - Powiem ci, jak się napiję espresso.
          - Espresso czy kawy?
          - Akurat w Hiszpanii to wszystko jedno.


          * Wiem, wiem, powinno być "tacy wredni to oni nie są". Ale... ale usłyszałem
          kiedyś taki kwiatek polskiej mowy i uwielbiam "urzywać".
          ** A za "aha" duże dzięki! Wypsło się kilkakrotnie.
          • germanus Rozmówki turystyczne 28.08.05, 05:35
            Rozmówki turystyczne

            Przełęcz 2

            - No i jak twoja espresso?
            - Nie dorównuje andorrskiej...
            - Jednak stanąłeś?!?!
            - Na godzinkę, w Sant Julia de Loria - przyznał Turysta - po prostu nie można
            odpuścić takich widoków.
            - Jakich? - zaniepokoił się Kumpel - co możesz mieć śmiesznego w Sant Julia?
            - Siedmiopiętrowy dom na zboczu góry - zwyczajnie odrzekł Turysta - stoisz sobie
            na placyku z fontanną i w którą stronę spojrzysz, to są tam domy i górki.
            - Jak w Karpaczu.
            - Jak. Z tą różnicą, że za jednym spojrzeniem masz trzy górki i dziesięć domków.
            Siedmiopiętrowych.
            - Aha - zrozumiał Kumpel.
            - Sam rozmiesz, że nawet lepiej niż w Velli, prawda.
            - Bo za Vellą była nudna przełęcz - uwaga Sąsiada wracała do głównego tematu.
            - No! A choć nie było jeszcze granicy, to formalnie to była już Francja -
            ciągnął Turysta - i czas na decyzję.
            - Ale się napodejmowałeś! - Kumpel wpadł w podziw.
            - Zespołowo zresztą łatwiej - skromnie zaznaczył Turysta - hmm, więc wybraliśmy
            tunel...
            - Mało ci tuneli?
            - ... zamiast Col de Puymorens, ...przełęczy...
            - O właśnie o niej słyszałem - pochwalił się Kumpel - że wysoka i wspaniała.
            - Że wysoka to nie powiedziałbym - zaczął Turysta.
            - Prawie 3000 metrów! - strzelił Kumpel.
            - Dokładnie 1915. Ponad 2900 to ma okoliczny Pic Carlit - Turysta porozdzielał
            liczby - i ogólnie wypada to bardzo blado w porównaniu z Independence Pass - dodał.
            - Jakieś szczegóły?
            - Przy okazji - Turyście chyba śpieszyło się do Francji - teraz tylko wspomnę,
            że to w Górach Skalistych w Colorado. 3750 metrów.
            - Przełęcz? - jakby nie dowierzał Kumpel.
            - Sam widzisz - potwierdził Turysta - i jeszcze był zjazd, i jeszcze były
            widoki, i stoki, i przeciwległe szczyty,...
            - To załapałeś nieco tej wspaniałości - ciągle wtrącał się Kumpel.
            - ... i wtedy go ujrzałem!
            - Kogo? - wypalili równocześnie.
            - Orła,... orła, rozumiecie... - niemal modlił się Turysta, ale zaraz otrzeźwiał
            - przedniego, zwanego z angielska złotym, a z francuska królewskim.
            - I jak go poznałeś? - próbował zakpić Kumpel.
            - To się wie, człowieku - Turysta ściszył głos - to się czuje. A on sunie,
            kołuje, nadlatuje, odpływa...
            - Widziałeś orła przedniego w locie... - równie cicho podziwiał Sąsiad.
            - Jakieś zdjęcie? - Kumpel był nie z tej bajki.
            - Akurat kolumna ruszyła w kierunku granicy, nie było jak - tłumaczył Turysta -
            obejrzałem się jeszcze kilka razy, on zakołował, droga skręciła, zniknął,...ech...
            - Widziałeś orła na wolności - Sąsiad cały czas był pod wrażeniem.
            - I tak zjechaliśmy do Ax-les-Thermes - Turysta już się nie rozczulał - drogą
            wariacką absolutnie zresztą, z kilkoma wariatami motocyklistami...
            - A jednak! - triumfalnie wtrącił Kumpel - nie jeżdżą oni dobrze, prawda?
            - Osobny temat. A droga piękna, dziki zjazd, widoki, przepaście, rwąca rzeka,
            dopowiedzcie sobie sami, po prostu wszystko tam jest.
            - Trzeba to kiedyś zobaczyć - niemal zdeklarował się Sąsiad.
            - Ale najlepsze dopiero przed nami - nagle wypalił Turysta.
            - Co najlepsze?
            - Bo jechaliśmy do Carcassonne.
            - No i? - Kumpel nie widział związku.
            - I zaraz do wjeździe do miasta, jeszcze przed centrum Thermes trzeba podjąć
            decyzję...
            - O kurde! - jęknął Kumpel - znów decyzja.
            - ... czy jechać w lewo drogą gładszą, ale dłuższą - Turysta cierpliwie
            wyjaśniał - czy krótszą w kierunku Quillan, ale przez przełęcz.
            - Jaką przełęcz, gdy zjechaliście już w dół? - chciał dalszych wyjaśnień Sąsiad.
            - To nie znaczy, że Pireneje już się skończyły - Turysta odpowiedział na
            wezwanie - po obu stronach tej przełęczy, zwanej Col de Chioula, są całkiem
            wysokie góry...
            - Całkiem wysokie?
            - Prawie jak Rysy...
            - Aha...
            - I to jest ta właściwa przełęcz, o której od jakiegoś czasu próbuję wam
            opowiedzieć.
            - Pewnie wielka i wspaniała.
            - Szczerze mówiąc, nie wiem - przyznał Turysta - wielka nie jest, zaledwie 1431
            metrów, wspaniała?, może... - dywagował - najwspanialsze jest coś innego...
            - No, no... - Kumpel łatwo się wciągał.
            - Otoczenie, kompleks, całość, rozumiecie - Turysta starał się - jedzie się z
            dołu, czyli jest wjazd, całkowity, kompletny, jedziesz, czujesz. Czujesz, że
            jest góra, i że na nią jedziesz, ostro, na górę...
            - To tak jak poprzednio - nie bardzo chciał się zgodzić Sąsiad.
            - Inaczej - bronił się Turysta - tam jechało się wolno, wyżej i wyżej, ale po
            trochu, a tu od samego dołu ostro w górę, ani chwili przerwy, same serpentyny,
            ciągle ostro w górę, na przełęcz...
            - A tam pyszne widoki!
            - Powiedziałbym, że normalne, nic wielkiego, jak to na przełęczy, ładnie,
            fajnie, nisko schylone słońce, trochę świerków, połoniny...
            - Lekko mnie zawiodłeś - zaryzykował Kumpel - myślałem, że jakaś ekstra sprawa.
            - Właśnie, że tak - dalej bronił Turysta - bo zaraz był super zjazd. Rozumiecie,
            wjazd i zjazd, jedno po drugim, jak na przełęczy...
            - Ach tak!
            - Po tym wiesz, że jest przełęcz - Turysta się podpalił - wjeżdżasz, zjeżdżasz,
            jedno po drugim, wjazd, zjazd, to jest fajne.
            - Chyba rozumiem - powiedział już spokojniej Kumpel - po prostu bezproduktywnie
            wjeżdżasz i zjeżdżasz.
            - A tymczasem droga się prostuje i w zachodzącym słońcu docieramy do Carcassonne.
            - Takie miasto z murami? - upewnił się Sąsiad.
            - Taka kupa cegieł... cywilizacja...
            • hanka41 Re: Rozmówki turystyczne 02.09.05, 17:15
              Cos ten szereg sie troche zalamal.. . A gdzie cd ??
              pozdrawiam wyczekujaco.
              Hanka41
          • Gość: piotrus Re: Rozmówki turystyczne IP: 62.69.198.* 28.08.05, 10:09
            rozmóki - bomba

            ale z misiem baiłem sie przedniej ;)
            • hanka41 Re: Rozmówki turystyczne 29.08.05, 02:12
              No to Ci Germanus Misia tez zafundowal Piotrusiu .

              Naprawde wypatrzyles orla ?? Na tych kretych, gorno-dolnych drogach ? Jak sie
              ma talent to sie juz ma - do wszystkiego.
              Pozdrawiam zazdrosnie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka