Gość: Elaf
IP: *.access.nacamar.de
29.06.01, 19:00
Wspominajac w temacie "Pisarze szczecinscy" o Leszku Szumanie chcialabym
przytoczyc autentyczne zdarzenie ze Szczecina powojennego, ktore opisal w
swojej ksiazce.
Zdarzenie mialo miejsce na poczatku lat 50-tych.
(...)Ktoregos ranka mieszkancy miasta zostali wstrzasnieci makabrycznym
wydarzeniem.
Pewien mieszkaniec Niebuszewa, mieszkajacy naprzeciwko kina, powrocil do domu
wczesniej niz zwykle.Mieszkanie zastal otwarte. Garnki staly na palenisku,
obiad sie gotowal. Plaszcz zony byl na wieszaku, tylko jej nie bylo. Chyba jest
u ktorejs z sasiadek - pomyslal maz - i zastukal do sasiednich drzwi.
- Nie bylo tu mojej zony ? Mieszkanie otwarte, musiala gdzes na chwile wyjsc,
lecz dokad ?
- Widzialam ja jak przed chwila wchodzila do tego ponurego faceta, ktory
mieszka na koncu korytarza.
Zatroskany maz zapukal do niesympatycznego sasiada.
- Nie bylo tu mojej zony ? - spytal.
- Nie - brzmiala krotka odpowiedz antypatycznego draba.
- Przepraszam - odparl maz. Lecz katem oka dostrzegl w kacie pomieszczenia na
podlodze sukienke swojej zony.
Facet byl typem ciezkiej wagi. Posterunek milicji byl w poblizu. Pobiegl tam i
opowiedzial o swoich podejrzeniach. Dwoch posterunkowych poszlo z nim.
- Rece do gory.
Przeszukali mieszkanie. Niestety przybyli za pozno. Trup kobiety wisial w
szafie powieszony za nogi. Glowa byla odcieta, do miski splywala krew. Maz, gdy
to zobaczyl, zemdlal.
Morderce zabrano na przesluchanie. Z zawodu byl rzeznikiem. Kiedy kazano mu sie
rozebrac, pod pacha dostrzezono wytatuowany Hakenkreuz. A wiec nalezal do SS.
Morderca - amator ? Nie tylko. Morderca - handlowiec, jak sie pozniej okazalo.
Morderca wieczorami wywozil trupy ofiar do opuszczonego gmachu magazynow
dzisiejszej Wyzszej Szkoly Rolniczej. Tam w piwnicy, przerabial trupy
pomordowanych na jadalne produkty. Gdze je sprzedawano, chyba nie dowiedziano
sie. Nie ulegalo tylko watpliwosci, ze bigosy sprzedawane na bazarze, ktory
wtedy sie miescil na miejscu obecnego dworca PKS, byly jego wyrobu.
W sledztwie wyspiewal wszystko. Naganiaczka byla kasjerka przeciwleglego do
gmachu kina. Ona to podsylala mu dzieci, ktorym zabraklo kilkadziesiat groszy
do kupna biletu ze slowami: Ten pan co tam mieszka da ci tyle, ile brakuje do
ceny biletu.
Gdy spuszczono wode ze stawu na ul. Slowackiego, znaleziono w nim kilkadziesiat
czaszek ludzkich, przewaznie dzieci. (...)
Czy ktos pamieta rownie sensacyjne historie szczecinskie ?