Gość: Krzych
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
17.12.05, 00:05
Historia, która tutaj opiszę miała miejsce AD 15 grudnia 2005r. w sklepie
LIDL w Szczecinie przy ul Witkiewicza.
Tytułem wstępu.
Jako działacz Szczecińskiego Stowarzyszenia Sportu i Rekreacji zostałem
poproszony przez panią Prezes Zarządu o pomoc przy wyborze, zakupie i
transporcie słodyczy, z których miały być zrobione świąteczne paczki dla
dzieci w ilości około 300 sztuk. Mając ograniczone środki finansowe
postanowiliśmy odwiedzić kilka sklepów, aby porównać ceny potrzebnych
artykułów. Postanowiliśmy, że większość artykułów kupimy w sklepie Plus przy
ul. Derdowskiego a dwa rodzaje słodyczy w sklepie Lidl przy ul. Witkiewicza.
W sklepie Plus po rozmowie z pracownikiem sklepu podszedł do nas kierownik i
powiedział, że wszystko przygotują wg naszego zamówienia i będziemy mogli
zamówiony towar odebrać za jakąś godzinę. Nie chcąc tracić czasu pojechaliśmy
do sklepu Lidl. W trakcie rozmowy z dwójką pracowników sklepu okazało się, że
mimo iż zakupujemy większą ilość towaru (prawie 200 torebek cukierków zoozole
i 300 torebek żelków zapakowanych w 12 kartonów) nie możemy tego zrobić
inaczej jak zapakować go samemu do wózków i przejść przez kasę.
Meritum.
Zapakowaliśmy wózki, odstaliśmy swoje w kasie i zaczęło się liczenie
oraz „nabijanie naszego towaru na kasę”. Po „nabiciu na kasę” mniej więcej
2/3 towaru pojawiła się przy kasie kierowniczka sklepu (nie przedstawiła się,
bo jak stwierdzono jest to tajemnica firmy) i powiedziała, że mamy zwrócić
towar, ponieważ go nam nie sprzeda. Na pytanie („dlaczego”) odpowiedziała, że
przepisy zabraniają sprzedawać towar w takiej ilości. Po moim pytaniu („jakie
przepisy zabraniają kupić klientowi w sklepie cokolwiek i w jakiejkolwiek
dostępnej ilości”) nie znalazła odpowiedzi innej niż, że „takie są przepisy”
lub „nie będzie pan mi zostawiał pustej półki”. Po kilku minutach słownych
utarczek bez żadnych sensownych argumentów stwierdziła, że „wzywa Policję”.
Odpowiedziałem, że proszę bardzo będzie chociaż wesoło. Rozmyśliła się
jednak, ale wezwała ochronę sklepu. Uparłem się, że nie wyjdę ze sklepu bez
tego co się nadźwigałem i normalnie chciałem kupić. Poprosiłem kasjerkę, żeby
dalej kasowała resztę towaru. Pani kierowniczka wyszła na zaplecze sklepu. W
trakcie jej nieobecności dziwnym trafem paragon kasowy „sam się anulował”, po
czym pojawiła się kierowniczka i z dumą w głosie stwierdziła, że „nawet kasa
nie przyjmuje takich ilości towaru”. Cała ta sytuacja już wzbudzała
dezaprobatę klientów będących w sklepie dla zachowania kierowniczki i
poparcie dla nas. Mimo wszystko kierowniczka uparła się nie sprzedać nam
cukierków. Po propozycji jakiegoś klienta, że kilku z obecnych klientów kupi
dla nas ten towar oznajmiła wszem, że „tym Państwu zabraniam kupować w moim
sklepie”. Nie chcąc nam podać telefonu do swoich przełożonych, (bo to też
tajemnica firmy), zabrała wraz z ochroniarzem nasze wózki i poszła
wypakowywać cukierki na półkę. Stojąc przy kasie około godziny nie miałem już
ochoty dalej się szarpać, więc poprosiłem panią kierowniczkę żeby oświadczyła
na piśmie, że odmawia mi sprzedaży towaru. Po chwili ochroniarz przyniósł mi
kartkę z treścią (kopia w załączeniu) „15.12.2005 Odmowa wykupienia całego
towaru (pozostawienia pustych półek).” i pieczątka „Lidl Polska Sklepy
Spożywcze – sp. z o.o. 1135 Sklep: 71-123 Szczecin, ul. Witkiewicza 52”. Na
moje pytanie czemu nie ma podpisu i pieczątki kierowniczki sklepu ochroniarz
odpowiedział, że nie dostanę bo to tajemnica …..
Tak więc kochane dzieci w paczkach nie będzie cukierków zoozole bo nie można
ich wykupić w Lidlu żeby nie została luka na półce. Myślę, że w Lidlu trzeba
napisać dużymi literami żeby klienci nie kupowali ostatnich sztuk z danego
asortymentu, bo będzie luka na półce. Dilerzy samochodowi powinni napisać, że
nie sprzedadzą samochodu, bo będzie luka na placu parkingowym itd.
Historia jak z lat 70 smutna, ale prawdziwa.
Pozdrawiam
Krzysiek
PS
Natomiast po powrocie do sklepu Plusa będąc niezbyt przyjaźnie nastawiony do
handlowców miło się rozczarowałem. Towar był przygotowany na paletach, gotowa
faktura, pomoc przy załadunku do samochodów, kierownik uśmiechnięty, że sporo
sprzedał.