Gość: Leszek
IP: *.gryfino.sdi.tpnet.pl
31.10.02, 20:59
Jest tak: gostek, ktory jest kandydatem na radnego, idzie na głosowanie do
swojej komisji wyborczej wraz z żonką i dwoma córeczkami. Żonusia, córeczki
o on sam głosują na tatusia. I co się okazuje w poniedziałeczek? - Zero
głosików na tatusia! Fakt ten jest rzeczywisty, nie zmyślony!
Jak to mogłosię stać?
Analiza:
przypadek 1. członek komisji wyborczej, licząc głosy oddane przez wyborców
zabiera cztery karty do głosowania i udaje się za potrzebą....
przypadek 2. członek komisji wyborczej, licząc głosy oddane przez wyborców
dopisuje (regułą jest, że długopisy posiadają ten sam kolor tuszu)na karcie
do głosowania jeszcze jeden krzyżyk...
Głosy nie oddane muszą się zgadzać z liczbą nie wykorzystanych kart do
głosowania plus liczba kart rezerwowych.
Liczba oddanych głosów nie musi odpowiadać liczbie kart do głosowania
wyjętych komisyjnie z urny wyborczej.
Za głos oddany nieważnie uznaje się komisyjnie każdą kartę do głosowania
oznaczoną inaczej niż okresla to ordynacja.
Powstaje Protokół Komisji Wyborczej z głosowania, który podpisują wszycsy
członkowie Komisji, dokumentujący nezwykle dokładnie wszystkie wyliczenia.
Po fakcie!
Jaki stąd jest wniosek dla pokrzywdzonego kandydata i tatusia?
Ponieważ opisanych przeze mnie zdarzeń było w tych wyborach bez liku, to ja
się pytam Pana Kasickiego - co się sadzisz chlopie! ( a jak to było naprawdę
z tymi zwrotami?)