sibeliuss
09.03.07, 19:06
Rodzina Wojtczaków ze Stargardu po latach mieszkania w zagrzybionej klitce
przy ul. Światopełka dostała od miasta mieszkanie.
- Odżyliśmy - mówi pani Beata.
Losy 6-osobowej rodziny Wojtczaków, która 15 lat mieszkała w obskurnym i
zagrzybionym lokalu przy ul. Światopełka, opisywaliśmy na naszych łamach.
Stargardzianie cztery ostatnie lata zajmowali pierwsze miejsce na liście osób
oczekujących na przydział lokalu komunalnego.
Mimo wędrówek od urzędu do urzędu, mieszkania dla nich nie było. Jeszcze do
niedawna Wojtczakowie gnieździli się w około 20-metrowym mieszkaniu. Warunki
mieli dramatyczne. Żyli bez łazienki, toaleta mieściła się na równie obskurnej
klatce schodowej. Dzieci w wieku 7-13 lat nie miały nawet kąta do odrabiania
lekcji.
Najbardziej uciążliwy był grzyb na ścianach sufitach i podłogach. Gniły
pościel, meble, wszystko przechodziło wilgocią.
- Całe szczęście, że to już przeszłość - cieszy się pani Beata. - Szczególnie
dzieci są bardzo zadowolone. Zaczynają normalnie żyć. W końcu mieszkamy w
przyzwoitych warunkach.
Po naszej interwencji w lutym ub.r. sprawa znalezienia lokalu dla Wojtczaków
ruszyła z miejsca. Rodzina ta otrzymała propozycję mieszkania. Ale jej nie
przyjęła, gdyż zaproponowany przez STBS lokal miała dzielić z obcą osobą. Poza
tym, warunki mieszkaniowe nie odpowiadały jej oczekiwaniom. Miasto po kilku
miesiącach dało Wojtczakom możliwość zamieszkania w 2-pokojowym mieszkaniu
przy ul. Dąbrowskiego. Stargardzianie skorzystali z tej propozycji. Obecnie
mają dwa pokoje z kuchnią, łazienką i osobną toaletą.
www.gs24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20070308/STARGARD/70308006