jopi76
30.09.07, 17:07
Jarosław Kaczyński zginął w tragicznym wypadku. Jest przyjęty w niebie przez
Św. Piotra, który rzekł mu:
- "Witamy! Ale najpierw musimy załatwić drobny problem... Tak rzadko
widujemy tu premierów, że nie jesteśmy pewni, co mamy z tobą zrobić. Szef
chce, żebyś spędził jeden dzień w piekle i jeden dzień w niebie. Potem
będziesz musiał wybrać miejsce, w którym będziesz chciał spędzić wieczność."
- "Ależ ja już zdecydowałem, chcę zostać w niebie"
- "Żałuję, ale mamy swój regulamin."
Św. Piotr prowadzi Jarosława do windy, która wiezie go do piekła. Gdy
drzwi otworzyły się, znalazł się na znakomitym, zielonym polu golfowym, słońce
świeci na bezchmurnym niebie i jest łagodne 25°C. W dali rysuje się wspaniały
pawilon klubowy. Przed budynkiem jest jego ojciec, ksiądz Rydzyk i premier Jan
Olszewski. Jest tu także znaczna część prawicy. Wszystkie te piękne postacie
zabawiają się, szczęśliwi, ubrani elegancko, choć swobodnie (Dior, Versace,
Armani, etc.). Podążają na jego spotkanie, ściskają go serdecznie i
rozpoczynają się wspomnienia z przeszłości i homeryckie debaty (ha! ha!).
Zagrali przyjacielską partię golfa, potem zjedli wystawny obiad z kawiorem i
homarem. Diabeł oferuje także lody ...
- "Wypij jeszcze Margheritę i wypocznij sobie, Jarku"
- "Och, no ... , nie mogę pić, złożyłem przysięgę"
- "E tam, mój drogi, tu jest piekło. Możesz jeść i pić wszystko co chcesz bez
obawy. Od tej chwili będzie tylko coraz lepiej !"
Kaczyński wypija swój koktajl i zaczyna nabierać przekonania, że diabeł jest
całkiem sympatyczny. Jest grzeczny, opowiada niezłe kawały, lubi zabawne
sytuacje itd.Bawili się tak dobrze, że nawet nie zauważyli kiedy minął im
czas... W końcu nadeszła godzina odejścia. Wszyscy przyjaciele uścisnęli go i
Kaczyński wsiadł do windy wiodącej do nieba. Święty Piotr oczekiwał go przy
wyjściu.
- "Teraz pora na wizytę w niebie," rzekł mu staruszek otwierając drzwi do raju.
Przez 24 godziny Kaczyński miał przebywać z Turowiczem, Giedrojciem,
Szczepańskim, Kisielewskim, całym bractwem życzliwych ludzi, przechadzających
się po Polach Elizejskich, rozprawiających na tematy znacznie ciekawsze niż
pieniądze i traktujących się z kurtuazją. Żadnego złego zagrania ani
świńskiego kawału; żadnego zachwycającego pawilonu klubowego, tylko zwykła
jadłodajnia. Jako że ludzie ci nie należeli do bogaczy, nie znalazł tu nikogo
dobrze znanego, nikt też w nim nie rozpoznał ważnej osobistości ani kogoś
wyjątkowego. Gorzej! Jezus jest kimś w rodzaju hippisa, osobą
nieodpowiedzialną, która wciąż mówi tylko o "wieczystym pokoju" i powtarza w
nieskończoność komunały bez wyrazu: - "Wygnać przekupniów ze Świątyni",
"Trudniej będzie bogaczowi wejść do mojego królestwa, niż wielbłądowi
przejśćprzez ucho igielne" itd.
Gdy dzień skończył się, Święty Piotr wrócił .
- "No, Jarosławie, teraz musisz wybrać."
Kaczyński zastanowił się przez minutę i odrzekł:
- "Nigdy nie przypuszczałem, że dokonam podobnego wyboru. Ech, dobra.
Stwierdzam, że niebo jest ale jestem przekonany, że będę czuł się znacznie
swobodniejszy w piekle, wśród moich przyjaciół."
Święty Piotr odprowadził go aż do windy i Jarosław Kaczyński zjechał znowu do
piekła . Gdy drzwi otworzyły się, znalazł się w środku wielkiej równiny,
wypalonej i pustej, pokrytej toksycznymi wylewami i odpadkami przemysłowymi. Z
przerażeniem dostrzegłwszystkich swoich przyjaciół na kolanach, powiązanych
wzajemnie łańcuchami, którzy zbierali śmieci, aby je wrzucać do wielkich,
czarnych worów. Stękali z bólu, zanosili skargi na swoje tortury; ręce i
twarze mieli czarne od brudu. Diabeł zbliżył się, obejmując go za ramiona
swoją włochatą i śmierdzącą łapą.
-"Nie rozumiem - bełkotał Kaczyński w stanie szoku - gdy byłem tu
wczoraj, było pole golfowe i pawilon klubowy. Jedliśmy kawior i homara i
podpiliśmy sobie. Podskakiwaliśmy jak zające i bawiliśmy się świetnie... Teraz
widzę tylko pustynię wypełnioną nieczystościami i wszyscy mają wygląd żałosny."
Diabeł spojrzał na niego, uśmiechnął się i szepnął do ucha:
/
/
/
/
/
/
/
/
/
/
/
/
/
/
/
/
- "Wczoraj mieliśmy tu kampanię wyborczą; dzisiaj zagłosowałeś na nas!"