Dodaj do ulubionych

Płyną unijne pieniądze

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.12.05, 08:36
Trzeba dobrze przygotować miasto do tego spotkania panie Prezydencie.
Obserwuj wątek
    • Gość: bartosz Toruń dostanie 43 mln - nabieramy tempa w rozwoju! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.05, 09:21
      Toruń dostanie z europejskiego Funduszu Spójności 43 mln zł na gospodarkę
      odpadami - ciesze sie ze potrafimy siegac po takie fundusze.
      Wyraznie widac, ze miasto nabiera tempa w rozwoju i to juz nie to kopane w PRL
      miasto.
      • Gość: wiwat Toruń Re: Toruń dostanie 43 mln - nabieramy tempa w roz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.05, 09:53
        Toruń to ma szczęście w czasie PRL pupilek komuchów i teraz tez Achramowicz go
        kocha, PRl-owcy nie pozwolili ,żeby uniwersytet powstał w Bydgoszczy czy
        GRudziądzu tylko w ukochanym Toruniu.Achramowicz też całą kasę unijną stosując
        różnorakie sztuczki tutaj lokuje.
        • Gość: tykk Re: Toruń dostanie 43 mln - nabieramy tempa w roz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.05, 09:56
          Torun umie sie starac o unijnie pieniadze, a twoja Bydgoszcz - nie umie.
          W zeszłym roku byla "afera", Piotrowska pisala "apele", ze Bydgoszcz ma
          zaakceptowane tylko 2 wnioski, gdy Torun 6. A ile Bydgoszcz zlozyla? DWA.
    • Gość: listek Płyną i płyną, aż zaleją! IP: 62.244.137.* 22.12.05, 09:56
      Szukanie 24 milionów


      Wiadomo, jak będzie wyglądało wprowadzenie w Toruniu systemu selektywnej
      zbiórki odpadów.


      Jak już informowaliśmy, Toruń dostał z Unii Europejskiej 43 miliony
      złotych dofinansowania do systemu selektywnej zbiórki odpadów. Za te pieniądze
      przy ul. Kociewskiej powstanie sortownia śmieci, kompostownia, magazyn odpadów
      niebezpiecznych, zakład rozbioru odpadów wielkogabarytowych, a także nowa
      kwatera na wysypisku. W praktyce oznacza to, że wszystkie toruńskie śmieci
      będą segregowane. W tej chwili segregacja dotyczy jedynie dziesięciu procent
      odpadków, a reszta trafia na wysypisko. Gdy system zacznie działać, proporcje
      będą dokładnie odwrotne. - W przyszłym roku przygotujemy całą dokumentację
      przedsięwzięcia i zaczniemy wyłaniać wykonawców. 2007 i 2008 rok będą
      przeznaczone na budowę, a w 2009 roku wszystko musi działać - zapowiada
      Grzegorz Brożek, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania. Jedyny
      problem to brak części pieniędzy potrzebnych do sfinansowania inwestycji,
      której koszt jest wyliczony na 67 milionów złotych. Unia dała 43, więc brakuje
      jeszcze 24 milionów złotych. Te pieniądze będą pochodziły z budżetu miasta, a
      także kredytów i pożyczek.
      • Gość: ? Torunskie inwestycje kłują w oczy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.05, 09:57
        Juz ty =sie nie martw o Torun!
        Od przybytku głowa nie boli.
        Torunskie inwestycje kłują w oczy?
    • patajka1 Most to najwieszky sukces bedzie. 13.01.06, 15:51
      Most to najwieszky sukces bedzie.
    • Gość: UM UNIA SFINANSUJE LOTNISKO W TORUNIU !!!!!!!!!!!!!!! IP: *.mcbone.net / *.mcbone.net 17.01.06, 19:21
      NARESCIE !!!
    • stary_piernik1 Toruń trzeci, Bydgoszcz trzynasta 20.01.06, 15:16
      Toruń trzeci, Bydgoszcz trzynasta

      "Wspólnota" wzięła pod uwagę pomoc z Unii Europejskiej, jaką miasta dostały w
      pierwszym roku naszego członkostwa. Wygrały Katowice z 454 zł na mieszkańca, za
      Olsztynem - 288 zł i Toruniem - 183 zł. Bydgoszcz znalazła się dopiero pod
      numerem 13 ze skromnymi 8,23 zł na mieszkańca.
      Swój sukces i zostawienie w tyle Łodzi, Krakowa czy Wrocławia, Toruń zawdzięcza
      w głównej mierze Piotrowi Całbeckiemu. Całbecki jest dyrektorem Wydziału
      Rozwoju i Projektów Europejskich Urzędu Miasta. To tutaj koordynuje się wnioski
      o europejskie pieniądze na inwestycje. A było ich dużo - dotychczas 500
      milionów złotych. To 2,5 rocznego budżetu miasta przeznaczonego na inwestycje.
      Piotr Całbecki robi jedną z najbardziej błyskotliwych karier - w dobrym tego
      słowa znaczeniu - w Toruniu. Ma dyplom magistra biologii, nauczycielem tego
      przedmiotu został w swoim pierwszym miejscu pracy. - Godzin mało, a z czegoś
      trzeba było żyć. Uczyłem więc jeszcze fizyki, chemii, matematyki, a nawet
      plastyki - opowiada dzisiaj z uśmiechem.
      W 1994 roku jako współpracownik zaangażował się w działalność Europejskiego
      Centrum Współpracy Młodzieży. Zadaniem tej nowej instytucji było szeroko
      rozumiane koordynowanie działań rozmaitych stowarzyszeń, a także wymiana
      młodzieży. Przez trzy lata odpowiadał za projekty dotyczące integracji osób
      niepełnosprawnych, jednocześnie uczył w szkole.
      Gdy wojewodą toruńskim został Wojciech Daniel, złożył Całbeckiemu ofertę pracy:
      doradca do spraw europejskich i współpracy z Bankiem Światowym.
      - To był głęboki okres przedakcesyjny, ale już wtedy było wiadomo, że do Polski
      zacznie płynąć unijna pomoc i trzeba będzie umieć ją wykorzystywać - opowiada
      Całbecki. Tego, chociaż na małą skalę, nauczył się w ECWM. Tam były tysiące
      złotych z grantów, a teraz zapowiadały się miliony. Jako urzędnik wojewódzki o
      aspiracjach europejskich nawiązał mnóstwo kontaktów w europejskich
      instytucjach, uczył się rozumieć, jak to wszystko działa.

      Toruń pionierem

      W 1998 roku Piotr Całbecki wystartował na radnego Torunia z Akcji Wyborczej
      Solidarności. Miejsce na liście dostał marne, bo dalekie siódme, więc na sukces
      nie liczył. Uzyskał jednak najlepszy wynik. Ówczesny prezydent Wojciech
      Grochowski wyczuł, że Całbecki to nie byle kto i zaproponował mu funkcję w
      zarządzie miasta.
      Grochowski wierzył w Całbeckiego, ale nie do końca. Do nadzorowania dostał mało
      ważne wydziały. Odpowiadał za rolnictwo (w 200 tysięcznym mieście) i zieleń
      miejską. Niejako na pocieszenie przydzielono mu jeszcze szeroko rozumiane
      sprawy europejskie. - Mówiąc szczerze nikt nie wiedział o co chodzi, ale ładnie
      brzmiało - wspomina.
      Całbecki dostał całe pięć etatów i stworzył osobny wydział do spraw
      europejskich, który nadzorował. Wspólnie z dyrektorem wydziału Michałem Korolko
      wymyślili, że zbudują w Toruniu brakujące odcinki kanalizacji, skanalizują
      lewobrzeżną część miasta, która kanalizacji nie miała wcale, poprawią jakość
      wody pitnej, bo cuchnęła chlorem. Projekt ambitny, ale w budżecie nie było
      pieniędzy. Istniał natomiast unijny program przedakcesyjny ISPA.
      - Pracowaliśmy po nocach, do piątej, szóstej rano. Nikt się nie zastanawiał,
      czy ktoś zapłaci za nadgodziny. Liczył się cel: 50 milionów euro.
      To pierwsze tak duże pieniądze dla polskiego miasta z Unii Europejskiej. Udało
      się. Bruksela "klepnęła" projekt. Toruń był tutaj pionierem i opracowywał
      późniejsze zasady udzielania pomocy z tego funduszu dla innych miast. -
      Wydeptaliśmy ścieżkę, za nami poszli nią inni. Te kontakty do dzisiaj
      procentują. Ludzie z Brukseli pamiętają nazwę Toruń i tutejszych urzędników, my
      nie jesteśmy anonimowi.
      Jest więc nadzieja, że uda się wyciągnąć z Brukseli 10 milionów złotych na
      stworzenie dokumentacji mostu drogowego w Toruniu za 300 milionów złotych. Bo
      Unia po raz pierwszy będzie płacić nie tylko za same inwestycje, ale również
      przygotowanie tych, które kosztują powyżej 10 milionów euro.

      Kontakty, które procentują

      Całbecki po wyborach w 2001 roku został dyrektorem nowego Wydziału Rozwoju i
      Projektów Europejskich. Był jedyną osobą z poprzedniego zarządu miasta, której
      prezydent Michał Zaleski (bezpartyjny, ale chciał się zapisać do SLD) powierzył
      tak wysokie stanowisko. Zrobił to, mimo że Całbecki nie krył swoich związków z
      Platformą Obywatelską (jest jej radnym w Sejmiku województwa), a toruńska
      opozycja jest przeciwko prezydentowi Torunia z zasady, cokolwiek by nie zrobił.
      - Poznałem Piotra Całbeckiego, gdy ja byłem radnym, a on członkiem zarządu.
      Zwróciłem uwagę na jego wiedzę i kompetencje w zakresie przygotowywania
      projektów europejskich oraz na dobre kontakty z organizacjami pozarządowymi.
      Gdy powstawał wydział, który miał zająć się tymi sprawami wiedziałem, że Piotr
      Całbecki będzie idealnym kandydatem, by nim kierować - tłumaczy dzisiaj
      prezydent Zaleski.
      Całbecki od lat otacza się tymi samymi ludźmi w wieku około trzydziestki.
      Większość jest z nim od samego początku. - Gdy jeszcze jako członek zarządu
      miasta tworzyłem ten europejski wydział, podstawowym problemem był dobór
      pracowników. Dobrze wykształconych urzędników, znających języki, nie brakowało.
      Ale chodziło o znalezienie ludzi, którzy mają określony sposób myślenia. Do tej
      pory urzędy funkcjonowały na zasadzie: jest jakiś tam sztywny budżet, a w nim
      subwencje, dotacje, udział w podatkach. Nie trzeba ruszyć palcem, by dostać
      złotówkę. Przy pieniądzach unijnych jest inaczej: na każdą złotówkę trzeba
      zapracować.

      Ludzie z Brukseli pamiętają nazwę Toruń i tutejszych urzędników, my nie
      jesteśmy anonimowi.

      Całbecki podkreśla, że każdy wójt, prezydent czy burmistrz, który ma zamiar
      uszczknąć trochę z unijnego tortu powinien pamiętać o dwóch rzeczach. Pierwsza
      to oczywiście właściwi ludzie, którzy mają pojęcie, jak funkcjonuje Unia
      Europejska, jak się wypełnia wnioski i wiedzą, na co można dostać pieniądze i
      nie robią banalnych błędów formalnych, z powodu których wniosek od razu wędruje
      do kosza. Po drugie trzeba wiedzieć, czego się chce: - Bardzo często słyszę
      rodzące się hurraoptymistyczne pomysły. Gdy ktoś zapyta, skąd wziąć na to
      pieniądze, pada odpowiedź, że z Unii. Bruksela nie jest jednak Świętym
      Mikołajem, ani instytucją charytatywną.

      Budować z sensem

      Pieniędzy, owszem można dostać dużo. Wspólnota dokłada trzy złotówki do każdej
      naszej. - Ale robi to wtedy, gdy widzi sens inwestycji. Samorząd chcący budować
      drogę za euro, musi to uzasadnić. Bo nie jest tak, że inwestuje się w szosę, by
      mieszkańcom się wygodniej jeździło, a samochody nie wpadały w dziury. Dzięki
      nowej drodze na atrakcyjności mają zyskać okoliczne tereny, na których powstaną
      nowe firmy i domy. Wydane pieniądze wrócą później do miejskiego budżetu w
      postaci wpływów z podatku od nieruchomości, udziału w podatku dochodowym czy
      części CIT-u. Spadną wreszcie wydatki na pomoc społeczną, bo mieszkańcy dostaną
      pracę.
      Walkę o europejskie pieniądze prowadzoną przez niektóre samorządy Całbecki
      porównuje do udziału w konkursie piękności. - W naszym województwie walczono o
      kasę na pół tysiąca projektów ze Zintegrowanego Programu Rozwoju Regionalnego,
      a tylko sto było dobrych. Pozostałe poodrzucano i potem był płacz, bo każdemu
      się wydawało, że jego projekty są najważniejsze. A one były zwyczajnie złe.

      Aglomeracja musi powstać

      Całbecki jest wielkim zwolennikiem powstania aglomeracji bydgosko-toruńskiej.
      Mówi, że te dwa miasta są skazane na współpracę. I albo będą współpracować i
      coś osiągną, albo staną się zaściankiem. Wojenki bydgosko-toruńskie i toruńsko-
      bydgoskie zwyczajnie go śmieszą. Niedawno pojawił się na przykład pomysł, by
      jedyna w naszym województwie specjalna strefa ekonomiczna powstała w
      Bydgoszczy. W Toruniu niektórzy politycy natychmiast wszczęli awanturę: tak nie
      może być! A bydgoscy napuszyli się z dumy jak paw. - Szkoda, że n
      • stary_piernik1 Re: Toruń trzeci, Bydgoszcz trzynasta 20.01.06, 15:16
        c.d.:

        Aglomeracja musi powstać

        Całbecki jest wielkim zwolennikiem powstania aglomeracji bydgosko-toruńskiej.
        Mówi, że te dwa miasta są skazane na współpracę. I albo będą współpracować i
        coś osiągną, albo staną się zaściankiem. Wojenki bydgosko-toruńskie i toruńsko-
        bydgoskie zwyczajnie go śmieszą. Niedawno pojawił się na przykład pomysł, by
        jedyna w naszym województwie specjalna strefa ekonomiczna powstała w
        Bydgoszczy. W Toruniu niektórzy politycy natychmiast wszczęli awanturę: tak nie
        może być! A bydgoscy napuszyli się z dumy jak paw. - Szkoda, że nikt nie
        pomyślał o czymś innym. Wielu się wydaje, że strefa to musi być kilkaset
        hektarów w jednym miejscu, gdzie jak grzyby po deszczu wyrosną firmy i dadzą
        pracę. A dlaczego tej sfrefy nie rozczłonkować i nie włączyć w jej skład
        terenów z kilku gmin i miast? Wtedy bezrobocie by spadło, a zamożność by
        wzrosła nie w jednym mieście, ale w kilku. Nie stworzylibyśmy enklawy
        dobrobytu, ale doprowadzilibyśmy do równomiernego rozwoju - tłumaczy.
        Specjalne strefy ekonomiczne są miejscami do których inwestorzy lgną. W zamian
        za stworzenie określonej liczby miejsc pracy i duże inwestycje, płacą
        symboliczne podatki. W takich gminach bezrobocia nie ma; nie pracują jedynie
        ci, którzy nie chcą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka