baaku Łatwiej jest się odgrodzić murem niż zrozumieć. 05.01.09, 20:25 Kto kogo ma zrozumieć? Czy człowiek pracujący pół dnia ma zrozumieć menela który w tym czasie obrabia mu mieszkanie albo nie daje mu się wyspać urządzając burdy? W Anglii nie ma tyle menelstwa a grodza nawet osiedla domków jednorodzinnych. Skończy się żulerka, skończą się płoty. Odpowiedz Link Zgłoś
olias Grodzą się na osiedlach, później tego żałują 05.01.09, 23:00 "... prośbę jednego pana, który od dawna walczy o to, aby osiedle było zamknięte " a nie wystarczyłoby zamknąć tego pana i jemu podobnych w zakładzie bez klamek? też bezpiecznie i przytulnie jest tam. Odpowiedz Link Zgłoś
studencikcik Re: Grodzą się na osiedlach, później tego żałują 05.01.09, 23:20 olias napisał: > "... prośbę jednego pana, który od dawna walczy o to, aby osiedle > było zamknięte " > a nie wystarczyłoby zamknąć tego pana i jemu podobnych w zakładzie > bez klamek? też bezpiecznie i przytulnie jest tam. Jasne, i jeszcze odebrać mu mieszkanie i oddać Tobie! Albo zakwaterowac tam jakis "socjal". Za darmo. Niestety, kolego, to nie Rosja po rewolucji październikowej. Odpowiedz Link Zgłoś
hecer Re: Grodzą się na osiedlach, później tego żałują 05.01.09, 23:46 zrobisz temu panu co się tak chce grodzić wielką przysługę:) Nareszcie będzie miał porządny mur i porządną ochronę! "przepraszam, czy ja mogę zadzwonić na miasto?" Odpowiedz Link Zgłoś
edwood1 Re: Grodzą się na osiedlach, później tego żałują 08.01.09, 19:07 studencikcik - baranku, ty chyba kiblujesz na jakims zaocznym w-f u rydzyka? grodzone osiedla to hicior budowlany z krajów trzeciego świata. w europie mozna je znaleźć tylko w b. jugoslawii (bez slowenii) i w bułgarii. faktycznie, warto zapie...ć żeby za cięzko zarobiona kasę poczuc sie jak w trzecim świecie pozdrawiam i gratuluje dorobkiewicze Odpowiedz Link Zgłoś
luljan_2 Re: Grodzą się na osiedlach, później tego żałują 05.01.09, 23:28 Jeśli wspmnianemu wyżej panu, "który od dawna walczy o to, aby osiedle było zamknięte", obiecywano przed zakupem mieszkania zamykanie bramek,ma pełne prawo tego się domagać. I tyle. Tak trudno to zrozumieć? Odpowiedz Link Zgłoś
izzo Re: Grodzą się na osiedlach, później tego żałują 06.01.09, 09:01 Ja powiem jedno - całkiem rozumiem tych, którzy się odgradzają dla świętego spokoju. Natomiast współczuję ich dzieciom, bo te są skazane praktycznie na bawienie się na swoim podwórku i ograniczone wizyty kolegów. My nie mieszkamy wprawdzie na zamkniętym osiedlu, za to dość daleko od szkoły, do której chodzi dziecko i głównym problemem dziecka jest to, że nie może swobodnie pójść na podwórko pobawić się z dzieciakami z klasy, mieszkającymi na osiedlu koło szkoły. Tu sytuacja będzie podobna - żaden dzieciak nie będzie stał pod bramą usiłując dostać się do domu kolegi. Wybranie mieszkania na zamkniętym osiedlu to skazanie swoich dzieci na życie w zamknięciu. Choć pewnie niektórym to odpowiada. Odpowiedz Link Zgłoś
emeryt21 Grodzą się na osiedlach, później tego żałują 06.01.09, 09:27 Grodzenie przestrzeni publicznej.Nowy problem socjologiczny.Czekam,ze ktos napisze doktorat na ten temat.... Ja mysle,ze to reakcja na fakt,ze wszystko bylo "nasze,wspolne". Wielu ludzi do dzis nie moze pogodzic sie,ze tak nie jest. Np.blokuja wjazd na moj,prywatny teren,bo oni zawsze tam parkowali i nawet policja nie pomaga.Co robic,strzelac??? Odpowiedz Link Zgłoś
fotoholik7 wiochmeni tworzą swe mini wybiegi 06.01.09, 09:40 grodzą co się da, osiedla, działki i niech tak wegetują, niech bezpieczne kapcie cierpią na agrofobię pasąc przed plazmami, i nikt nie naruszy ich świętej ograniczonej siatkami prywatności, niech tak żyją na zdrowie i jak najrzadziej opuszczają swoje wybiegi :) Odpowiedz Link Zgłoś
vojtell Re: wiochmeni tworzą swe mini wybiegi 06.01.09, 09:44 fotoholik7 napisał: > grodzą co się da, osiedla, działki i niech tak wegetują, niech bezpieczne kapci > e cierpią na agrofobię pasąc przed plazmami, i nikt nie naruszy ich świętej ogr > aniczonej siatkami prywatności, niech tak żyją na zdrowie i jak najrzadziej opu > szczają swoje wybiegi :) Trzeba było jeszcze dodać: Komuno wróć i pogoń burżujów!!! :))) Odpowiedz Link Zgłoś
wokal79 Grodzą się na osiedlach, później tego żałują 06.01.09, 12:37 Może po prostu podjąć uchwałę jak to się robi w wspólnocie mieszkaniowej - wygra większość, a mniejszość może zaskarżyć uchwałę do Sądu. A jak przegra w sądzie to zawsze można sprzedać mieszkanie... Odpowiedz Link Zgłoś
kizhook Grodzą się na osiedlach, później tego żałują 08.01.09, 18:36 i tak w PL wygląda społeczeństwo obywatelskie :) Wszystko od d... strony. Z jednej strony nie dziwie się, że ludzie chcą mieć święty spokój w swoim mieszkaniu i na swoim osiedlu (to jak te osiedla są urządzone, co widać z okna, czy jest gdzie wyjść z dzieckiem na spacer itp itd to jakby inna para kaloszy), ale z drugiej stronu czy nie myslicie, że płot na problemy społeczne jest lekarstwem żadnym? No ale czy ktoś z was zadzwonił po policje kiedy widział żulików demolujących plac zabaw? Czy ktoś zaproponował by zamiast wydawać pieniądze na płoty bramy, szlabany itp wydać może ciut więcej na dwie trzy kamery monitorujące osiedle? Inna sprawa, że służby publiczne też są w stanie średnio agonalnym... A co do zachodu - owszem, tu też są zamknięte osiedla, z bramami strózami itp. Ale nikt nie grodzi ich w ten sposób by likwidować istniejące - nawet w formie lokalnej - ciągi komunikacyjne. Nie wiem jak to wygląda na słonecznych tarasach, ale z ostatniej bytności w ojczyźnie rozrzucił mnie jak gnój po polu płot postawiony na ścieżce rowerowej na Balonowej. Tam też ktoś stwierdził, że pewnie tak będzie lepiej... Odpowiedz Link Zgłoś
mark.parker Ludzie otaczają się płotem, bo... 08.01.09, 23:31 "Ludzie otaczają się płotem, bo obawiają się wszelkiej inności, szczególnie majątkowych oraz etnicznych" - czytamy. G. prawda. Są i tacvy, ale głównie nie chcą, żeby im się pałętały pijane kibole czy inne lumpy (a)społeczne i niszczyły to, na co człowiek zarobił ciężką krwawicą i wieloma wyrzeczeniami. Wiadomo - nie mają swego, nie uszanują cudzego. Kopną, złamią, zepsują - w pijanym widzie albo po prostu ot, tak - na złość, "żeby się tamtym nie wydawało". A "tamtym" się "nie wydaje" - wiedzą, że mają do czynienia z chamstwem niemytym i nie chcą go do siebie dopuszczać. Bycie demokratą nie znaczy koniecznie z nimi obcować. Niech sobie, w myśl zasad demokracji, głosują na podobnych chamów bliźniaków, weszpolaczków czy innych leppiejów, ale niech mi się nie plączą pod nogami - dość, że wyłonieni przez nich "reprezentanci narodu" są w kółko pokazywani w telewizji. Po co żuli-borska melina ma mi się pchać pod dom, skatować albo okraść - tylko dlatego, że to właśnie takie niedo...bki nienawidzą wszystkiego, co inne. Niech się tam gdzieś walą kłonicami po łbach między sobą. Ja tego oglądać nie muszę i nie chcę - wystarczy, że chamstwo rzuca się na siebie z widłami wprost od gnoju przed kamerami Telewizji na niby Publicznej z błogosławieństwem osławionego toruńskiego złodzieja, jednego z naczelnych chamów niedoszłej IV Rzeszypospolitej Wolskiej. Ja tego w swoim życiu mieć nie chcę i nie muszę. Mieszkam w ogrodzonym, ale niezamykanym osiedlu na przedmieściach Albuquerque i jak każdy tu, od razu rozpoznaję osobę lub samochód, które tu nie przynależą. Na szczęście sama obecność muru odstręcza nieproszonych gości. Dzięki temu uliczki mogą być oświetlone słabym światłem latarni przed domami, dzieci zostawione na podwórku są bezpieczne, poczty mi nikt nie kradnie i nie muszę unikać pijanych kierowców jadących slalomem, a zamówiona w internecie drukarka może stać na ganku od frontu cały tydzień i nikt jej nie tknie. Jeśli zapomnę zamknąć drzwi od garażu, sąsiad przyleci sprawdzić wieczorem, czy się nie rozchorowałem lub nie mam jakiejś awarii. A jeżeli zapomnę zamknąć drzwi garażu wyjechawszy na kilka czy nawet kilkanaście godzin - też nie martwię się o stojący w garażu wózek inwalidzki czekający na mój powrót ani o narzędzia wiszące na ścianie. A może po prostu mam tu do czynienia z innym gatunkiem ludzi - takich, którzy nie wychodzą z założenia, że im się coś wiecznie należy, więc mogą sobie przywłaszczyć, lub - co gorsza - zepsuć, żeby innemu nie było lepiej niż im. Gorąco polecam "Dzień świra" - tam to jest wszystko pięknie wyłożone. A my, sąsiedzi, stanowimy zgraną ferajnę. Różnica jest taka, że bramki są w ogrodzeniach indywidualnych domów i nie potrzeba domofonów, ale na niejednym osiedlu wysokościowców są bramki w ogrodzeniu ogólnym, a przy nich przez okrągłą dobę czuwają ochroniarze, którzy sprawdzają nazwiska gości i numery rejestracyjne samochodów. Goście muszą się wcześniej zamówić u gospodarzy, którzy dają znać "na bramkę". Czy potrafi to być męczące? Może dla kogoś, kto ma coś do ukrycia: np. boi się, że ochroniarz przyuważy, że dojrzałego gospodarza odwiedza regularnie ten sam młody, przystojny chłopak. Ja takich fobii nie mam - na szczęście od wielu lat nie mieszkam w Polsce. Zapewniam, że przestrzeń "publiczna" (innymi słowy "niczyja") tylko na tym korzysta, a poza tym grunt, na którym postawiono dom lub kamienicę nie jest już publiczny, tylko prywatny, a jeśli ktoś chce publicznego, niech jedzie do lasu lub przesiaduje z piwkiem, albo i bez, w którymś z licznych parków, ewentualnie przed dawnym sklepem GeeSu, jak to drzewiej bywało. Nauczmy się szanować cudzą własność, a będziemy bardziej szanowali siebie samych. Działa to również w drugą stronę, zapewniam.:) Jeśli zaś ktoś w opisanym tu przypadku nie pomyślał o elektronicznym uruchamianiu bramek zanim kazał je pozamykać na klucz, to wziął rozbrat z rozumem i nie powinien sprawować żadnych funkcji "publicznych" - hihi. Poza tym życzę Rodakom, żeby coraz więcej było tych, których stać na ogrodzenie, bramki i "własną" przestrzeń "publiczną", że posłużę się taką pozorną sprzecznością. Na pewno Wam nie pozazdroszczę, tylko będę się cieszył, bo dobrobyt każdego z Was pomnaża dobrobyt Polski. I to jest wielkie wyzwanie obywatelskie każdego Polaka - nie jakieś becikowe ochłapy, ale warunki sprzyjające zaprzestaniu eksploatacji siły roboczej i poprawie warunków bytu. Ci, którzy mają gęby pełne frazesów o "B-gu, Ojczyźnie i Honorze" z pewnością nie sprostają takiemu wyzwaniu. Oni się zawsze nażrą z koryta publicznego i będą łamali kacze łapy na posadzkach pałaców należących do narodu. Ich pociotki też. Pozdrowionka z zimnego, ale słonecznego Nowego Meksyku:) Odpowiedz Link Zgłoś
hekate41 Re: Ludzie otaczają się płotem, bo... 08.01.09, 23:47 "Goście muszą się wcześniej zamówić u gospodarzy, którzy dają znać "na bramkę". Czy potrafi to być męczące? Może dla kogoś, kto ma coś do ukrycia: np. boi się, że ochroniarz przyuważy, że dojrzałego gospodarza odwiedza regularnie ten sam młody, przystojny chłopak." No właśnie. Dawno, dawno temu bywałam w Hotelu Asystenckim przy Gagarina. Każdy odwiedzający musiał opowiedzieć się paniom portierkom, na marginesie - b. sympatycznym i nienarzucającym się. Wchodziło się, spowidało, a powiedzmy jakś pani Irenka przez głośnik anonsowała gościa. Dla większości sytuacja ta nie była uciążliwa, wręcz przeciwnie (kulturalne towrzystwo zawsze się dogada), no może poza kilkoma panami, kórzy sprowadzali sobie panienki. Ci zawsze mieli jakies obiekcje. Odpowiedz Link Zgłoś
mark.parker Re: Ludzie otaczają się płotem, bo... 09.01.09, 00:38 Jestem przeciwnikiem publicznego anonsowania gości przez megafon, gdyż stanowi to ingerencję w sferę prywatności. Niemniej jednak dyskretne zaanonsowanie gościa gospodarzom przez telefon to nawet zaleta: gospodarze mają chwilę, by się ogarnąć, spędzić z twarzy wyraz złości, jeśli się akurat kłócili, albo zagonienia, jeżeli właśnie przygotowują proszoną kolację, i z uśmiechem podejść do drzwi. Sztuczne? Pewnie tak, ale jeżeli wizyta sama w sobie nie rozchmurza nas i nie nastraja pozytywnie, to nie trzeba było zapraszać. Aha, no i odpadają dzięki temu niezapowiedziane wizyty nadopiekuńczych (czyt. wścibskich) rodzin, gdyż "bramkarzowi" można zawsze szepnąć na uszko, że nas nie ma w domu. I to jest wielka ulga. W wielu apartamentowcach w Waszyngtonie, gdzie mieszkałem przez ponad 20 lat, popularne są wideofony, które również pozwalają eliminować nieproszonych gości. W tym, w którym wykupiłem mieszkanie, było takie właśnie ustrojstwo, gdyż nie mieliśmy ciecia przez okrągłą dobę, dzięki czemu miesięczne opłaty administracyjne (condo fee) były o 50-75% niższe niż w okolicznych budynkach. O 23:00 drzwi wejściowe do budynku automatycznie się blokowały i gość musiał dzwonić z komórki, że jest. Umawialiśmy się też, że o określonej porze będę na balkonie i zrzucę elektroniczny otwieracz drzwi wejściowych. Dzięki temu podochocone towarzystwo (okolica pełna restauracji i pubów) nie zbłądziło do budynku. A tutaj, w Nowym Meksyku, mój pies z uporem maniaka odmawia korzystania z dzwonka, wyobraź sobie! I nawet nie wyciera łap wracając z podwórka! A to mi łotr! Pamiętam zaś taką scenkę z Warszawy, gdzie w II połowie lat 90. spędziłem ogółem (z przerwami) prawie dwa lata jako korespondent. Mieszkaliśmy, mój partner i ja, w kamienicy przy Hożej u zbiegu z Marszałkowską. Kamienica, względnie nowoczesna, była wyposażona w domofon, więc nikt obcy pod drzwi mieszkania/biura się nie przyplątał. Kiedyś jednak postanowiono wymienić kanalizację w całej chałupie, więc robotnicy krążyli w tę i z powrotem i nikt nie zamykał drzwi na klucz. Któregoś dnia pakuje mi się do środka jakaś baba o aparycji przekupy z Kercelaka z pytaniem "U pana jeszcze nie skończyli? Niech-no zobaczę, jak to wygląda." "Przepraszam bardzo - ja na to - ale kim pani jest?" "A sąsiadka z góry. Muszę sprawdzić, jak daleko się posunęli i czy dobrze robią." "Wybaczy pani, ale niech może pani sprawdza u siebie, a nie u nas." Zero zrozumienia w cielęcym spojrzeniu. "Pani będzie łaskawa wyjść." "O! Zaraz się obraża. A co to, jakieś wielkie tajemnice tu są?" "Największa, proszę pani, to tajemnica poliszynela: pani wścibstwo. Do widzenia." Musiałem babę wymanewrować fizycznie na klatkę schodową, naciskając na jej przestrzeń osobistą całą swoją osobą. W końcu polazła prychając jeszcze od progu. Nasz kot był ją gotów pogryźć. Ja niezupełnie - nie w moim guście, nazwijmy to tak delikatnie. Kevin przyglądał się temu z wielkim zdziwieniem, ale i uprzejmym uśmiechem, nie rozumiejąc ani słowa, bo potrafił wyczytać z mojej twarzy, że jestem na poły zły, na poły rozbawiony. Wyjaśnienie mu sytuacji graniczyło z cudem - tak jak tłumaczenie, jak się pije kawę-plujkę ze szklanki pełnej wrzątku. A propos - właśnie gotuje mi się woda na kawę :) Na szczęście dobra, niemiecka szklanka ma uszko. hekate41 napisała: > "Goście muszą się wcześniej zamówić u gospodarzy, > którzy dają znać "na bramkę". Czy potrafi to być męczące? Może dla > kogoś, kto ma > coś do ukrycia: np. boi się, że ochroniarz przyuważy, że dojrzałego > gospodarza > odwiedza regularnie ten sam młody, przystojny chłopak." > No właśnie. Dawno, dawno temu bywałam w Hotelu Asystenckim przy > Gagarina. Każdy odwiedzający musiał opowiedzieć się paniom > portierkom, na marginesie - b. sympatycznym i nienarzucającym się. > Wchodziło się, spowidało, a powiedzmy jakś pani Irenka przez głośnik > anonsowała gościa. Dla większości sytuacja ta nie była uciążliwa, > wręcz przeciwnie (kulturalne towrzystwo zawsze się dogada), no może > poza kilkoma panami, kórzy sprowadzali sobie panienki. Ci zawsze > mieli jakies obiekcje. Bali się, co sobie "o nich pomyślą". Ja, jak wspomniałem, na takie lęki nie cierpię, boć też i panienek sobie nie sprowadzam - cha cha! Przepraszam, że się tak rozgadałem :) Odpowiedz Link Zgłoś
andykon Grodzą się na osiedlach, później tego żałują 09.01.09, 00:00 rowniez w niemczech nie spotyka sie takich " wysp szczescia". pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
drakaina Skończcie z tą nagonką! 09.01.09, 01:16 Przestańcie, Gazeto, w ślepy sposób atakować ogrodzone osiedla - pomyślcie może nad przyczyną tego stanu rzeczy. Prawie pół wieku komuny zlikwidowało w Polsce poczucie odpowiedzialności za przestrzeń publiczną, ponieważ ze wspólnego dobra (i, co za tym idzie, wspólnej odpowiedzialności) stała się ona dobrem "państwowym" czyli niczyim. Za utrzymanie jej w czystości, porządku i bezpieczeństwie przestali odpowiadać obywatele, bo miało się tym zająć odgórnie państwo. Efekt - totalna degradacja przestrzeni publicznej. I trudno się dziwić, że w tej sytuacji ludzie chcą sobie przynajmniej stworzyć enklawy spokoju, porządku, czystości i bezpieczeństwa. Co więcej, dostrzeżcie, że w tych enklawach odżywa obywatelski duch odpowiedzialności za to, co jest wspólne, reakcji na niewłaściwe zachowania. Zamiast pomstować, zacznijcie może jakąś akcję, która by rozszerzyła ten zakres obywatelskiej odpowiedzialności za otaczający nas świat poza ogrodzenie osiedla. Tylko w ten sposób możecie te ogrodzenia zlikwidować - pomagając ludziom stworzyć większą przestrzeń bezpieczeństwa i ładu. -- antiquitates.blox.pl ferengis.blox.pl Odpowiedz Link Zgłoś
izzo Re: Skończcie z tą nagonką! 09.01.09, 11:46 drakaina napisała: > Zamiast pomstować, zacznijcie może > jakąś akcję, która by rozszerzyła ten zakres obywatelskiej odpowiedzialności > za otaczający nas świat poza ogrodzenie osiedla. > > Tylko w ten sposób możecie te ogrodzenia zlikwidować - pomagając ludziom > stworzyć większą przestrzeń bezpieczeństwa i ładu. > Inicjować akcje mające na celu uwrażliwić ludzi na wspólną przestrzeń, tzn. poza płotami, ma sens tylko wtedy, kiedy owa przestrzeń jest rzeczywiście wspólna. Tymczasem ci, którzy się odgrodzili, wyraźnie mówią, że to nie jest ich przestrzeń, bo ich jest za płotem, więc jaki ma sens mówienie im, że ich psy nie mają się załatwiać na przestrzeni, która wg nich do nikogo nie należy? Ale właśnie należy - należy do całej reszty, która ma tak samo prawo domagać się, by owi ogrodzeni ją szanowali. Tzn, jeśli ich psy nie mogą się załatwić na ich trawniku, bo to niemiło deptać po psich gównach, to tym bardziej nie powinni tego robić na cudzym terenie (tzn. tym, który do nich nie należy). Bo to nie jest teren niczyj. Czyli odgradzanie się, ale z pełnymi konsekwencjami. Niektórzy nieogrodzeni zapłacili za swoje mieszkania tyle samo pieniędzy co ci za płotem i płacą takie same podatki, więc tak samo mają prawo do szanowania ich własności. To nie jest tak, że posiadłości i chodniki tych za płotem maja większe znaczenie. Nie jest tak, że owe osiedla ogrodzone powstają jako wyspy pomiędzy TBSami czy domami socjalnymi. Dookoła mieszkają tysiące ludzi, którzy na swoje mieszkania zapracowali tak samo, jak tamci i mówienie, że odgradzają się od "hołoty" obraża wszystkich tych, którzy znajdują się po drugiej stronie płotu. Równie dobrze hołota może mieszkać i po tamtej stronie płotu. Poczekajcie, jak dzieci na tych osiedlach dorosną i przestaną być słodkimi przedszkolakami, dla których się buduje śliczne place zabaw. Kibice Apatora czy Elany nie rodzą się tylko w domach socjalnych. Gdyby tak było, kto by płacił za bilety na te durne mecze? Tak samo jak każdy właściciel domku stojącego przy ulicy ma obowiązek sprzątnięcia czy odgarnięcia śniegu z chodnika ZA jego płotem, tak samo mieszkańcy ogrodzonych osiedli powinni poczuwać się do obowiązku dbania o teren również bezpośrednio za ich płotem. Niestety z tym często mają problem. Ja, mieszkając w nieogrodzonym domu (zresztą nie mam takiej możliwości, mój dom stoi przy drodze i żeby się odgrodzić, musielibyśmy chyba zamknąć ulicę) nigdy nie rzucę na ziemię papierka, tak samo, jak nie chciałbym, żeby pod moim domem ktoś takie rzucał. Nie traktuję reszty miasta za moim domem jak niczyjej. Odpowiedz Link Zgłoś
kid_cassidy Re: Skończcie z tą nagonką! 09.01.09, 11:59 toczace się dyskusje dowodza, że nie zrozumieją mówienie do głuchego przeciez oni PŁACA I WYMAGAJĄ durne jasniepaństwo bez klasy, które wymyśla coarz głupsze argumenty na udowadnianie idiotycznych racji obwieszczą wkrótce zagłade, która nastapi, a przezyja tylko odgrodzeni płotem i szlabanem to taki typowe zachłysniecie się smakiem czegos dotychczas niedostepnego (zle pojmowanym smakiem własności) i uzurpowanie z tej okazji szerszych praw, bez patrzenia na innych Odpowiedz Link Zgłoś