Dodaj do ulubionych

Grodzą się na osiedlach, później tego żałują

    • baaku Łatwiej jest się odgrodzić murem niż zrozumieć. 05.01.09, 20:25
      Kto kogo ma zrozumieć? Czy człowiek pracujący pół dnia ma zrozumieć menela który
      w tym czasie obrabia mu mieszkanie albo nie daje mu się wyspać urządzając burdy?
      W Anglii nie ma tyle menelstwa a grodza nawet osiedla domków jednorodzinnych.
      Skończy się żulerka, skończą się płoty.
    • olias Grodzą się na osiedlach, później tego żałują 05.01.09, 23:00
      "... prośbę jednego pana, który od dawna walczy o to, aby osiedle
      było zamknięte "
      a nie wystarczyłoby zamknąć tego pana i jemu podobnych w zakładzie
      bez klamek? też bezpiecznie i przytulnie jest tam.
      • studencikcik Re: Grodzą się na osiedlach, później tego żałują 05.01.09, 23:20
        olias napisał:

        > "... prośbę jednego pana, który od dawna walczy o to, aby osiedle
        > było zamknięte "
        > a nie wystarczyłoby zamknąć tego pana i jemu podobnych w zakładzie
        > bez klamek? też bezpiecznie i przytulnie jest tam.
        Jasne, i jeszcze odebrać mu mieszkanie i oddać Tobie! Albo
        zakwaterowac tam jakis "socjal". Za darmo. Niestety, kolego, to nie
        Rosja po rewolucji październikowej.
        • hecer Re: Grodzą się na osiedlach, później tego żałują 05.01.09, 23:46
          zrobisz temu panu co się tak chce grodzić wielką przysługę:)
          Nareszcie będzie miał porządny mur i porządną ochronę!

          "przepraszam, czy ja mogę zadzwonić na miasto?"
        • edwood1 Re: Grodzą się na osiedlach, później tego żałują 08.01.09, 19:07
          studencikcik - baranku, ty chyba kiblujesz na jakims zaocznym w-f u rydzyka?

          grodzone osiedla to hicior budowlany z krajów trzeciego świata. w europie mozna
          je znaleźć tylko w b. jugoslawii (bez slowenii) i w bułgarii.

          faktycznie, warto zapie...ć żeby za cięzko zarobiona kasę poczuc sie jak w
          trzecim świecie

          pozdrawiam i gratuluje

          dorobkiewicze
      • luljan_2 Re: Grodzą się na osiedlach, później tego żałują 05.01.09, 23:28
        Jeśli wspmnianemu wyżej panu, "który od dawna walczy o to, aby
        osiedle było zamknięte", obiecywano przed zakupem mieszkania
        zamykanie bramek,ma pełne prawo tego się domagać. I tyle. Tak trudno
        to zrozumieć?
    • izzo Re: Grodzą się na osiedlach, później tego żałują 06.01.09, 09:01
      Ja powiem jedno - całkiem rozumiem tych, którzy się odgradzają dla świętego
      spokoju. Natomiast współczuję ich dzieciom, bo te są skazane praktycznie na
      bawienie się na swoim podwórku i ograniczone wizyty kolegów. My nie mieszkamy
      wprawdzie na zamkniętym osiedlu, za to dość daleko od szkoły, do której chodzi
      dziecko i głównym problemem dziecka jest to, że nie może swobodnie pójść na
      podwórko pobawić się z dzieciakami z klasy, mieszkającymi na osiedlu koło
      szkoły. Tu sytuacja będzie podobna - żaden dzieciak nie będzie stał pod bramą
      usiłując dostać się do domu kolegi. Wybranie mieszkania na zamkniętym osiedlu to
      skazanie swoich dzieci na życie w zamknięciu. Choć pewnie niektórym to odpowiada.
    • emeryt21 Grodzą się na osiedlach, później tego żałują 06.01.09, 09:27
      Grodzenie przestrzeni publicznej.Nowy problem
      socjologiczny.Czekam,ze ktos napisze doktorat na ten temat....
      Ja mysle,ze to reakcja na fakt,ze wszystko bylo "nasze,wspolne".
      Wielu ludzi do dzis nie moze pogodzic sie,ze tak nie jest.
      Np.blokuja wjazd na moj,prywatny teren,bo oni zawsze tam parkowali i
      nawet policja nie pomaga.Co robic,strzelac???
    • fotoholik7 wiochmeni tworzą swe mini wybiegi 06.01.09, 09:40
      grodzą co się da, osiedla, działki i niech tak wegetują, niech bezpieczne kapcie cierpią na agrofobię pasąc przed plazmami, i nikt nie naruszy ich świętej ograniczonej siatkami prywatności, niech tak żyją na zdrowie i jak najrzadziej opuszczają swoje wybiegi :)
      • vojtell Re: wiochmeni tworzą swe mini wybiegi 06.01.09, 09:44
        fotoholik7 napisał:

        > grodzą co się da, osiedla, działki i niech tak wegetują, niech
        bezpieczne kapci
        > e cierpią na agrofobię pasąc przed plazmami, i nikt nie naruszy ich
        świętej ogr
        > aniczonej siatkami prywatności, niech tak żyją na zdrowie i jak
        najrzadziej opu
        > szczają swoje wybiegi :)

        Trzeba było jeszcze dodać: Komuno wróć i pogoń burżujów!!! :)))

    • wokal79 Grodzą się na osiedlach, później tego żałują 06.01.09, 12:37
      Może po prostu podjąć uchwałę jak to się robi w wspólnocie mieszkaniowej -
      wygra większość, a mniejszość może zaskarżyć uchwałę do Sądu. A jak przegra w
      sądzie to zawsze można sprzedać mieszkanie...
    • kizhook Grodzą się na osiedlach, później tego żałują 08.01.09, 18:36
      i tak w PL wygląda społeczeństwo obywatelskie :) Wszystko od d... strony. Z
      jednej strony nie dziwie się, że ludzie chcą mieć święty spokój w swoim
      mieszkaniu i na swoim osiedlu (to jak te osiedla są urządzone, co widać z okna,
      czy jest gdzie wyjść z dzieckiem na spacer itp itd to jakby inna para kaloszy),
      ale z drugiej stronu czy nie myslicie, że płot na problemy społeczne jest
      lekarstwem żadnym?

      No ale czy ktoś z was zadzwonił po policje kiedy widział żulików demolujących
      plac zabaw? Czy ktoś zaproponował by zamiast wydawać pieniądze na płoty bramy,
      szlabany itp wydać może ciut więcej na dwie trzy kamery monitorujące osiedle?
      Inna sprawa, że służby publiczne też są w stanie średnio agonalnym...

      A co do zachodu - owszem, tu też są zamknięte osiedla, z bramami strózami itp.
      Ale nikt nie grodzi ich w ten sposób by likwidować istniejące - nawet w formie
      lokalnej - ciągi komunikacyjne. Nie wiem jak to wygląda na słonecznych tarasach,
      ale z ostatniej bytności w ojczyźnie rozrzucił mnie jak gnój po polu płot
      postawiony na ścieżce rowerowej na Balonowej. Tam też ktoś stwierdził, że pewnie
      tak będzie lepiej...
    • mark.parker Ludzie otaczają się płotem, bo... 08.01.09, 23:31
      "Ludzie otaczają się płotem, bo obawiają się wszelkiej inności, szczególnie
      majątkowych oraz etnicznych" - czytamy. G. prawda. Są i tacvy, ale głównie nie
      chcą, żeby im się pałętały pijane kibole czy inne lumpy (a)społeczne i niszczyły
      to, na co człowiek zarobił ciężką krwawicą i wieloma wyrzeczeniami. Wiadomo -
      nie mają swego, nie uszanują cudzego. Kopną, złamią, zepsują - w pijanym widzie
      albo po prostu ot, tak - na złość, "żeby się tamtym nie wydawało". A "tamtym"
      się "nie wydaje" - wiedzą, że mają do czynienia z chamstwem niemytym i nie chcą
      go do siebie dopuszczać. Bycie demokratą nie znaczy koniecznie z nimi obcować.
      Niech sobie, w myśl zasad demokracji, głosują na podobnych chamów bliźniaków,
      weszpolaczków czy innych leppiejów, ale niech mi się nie plączą pod nogami -
      dość, że wyłonieni przez nich "reprezentanci narodu" są w kółko pokazywani w
      telewizji. Po co żuli-borska melina ma mi się pchać pod dom, skatować albo
      okraść - tylko dlatego, że to właśnie takie niedo...bki nienawidzą wszystkiego,
      co inne. Niech się tam gdzieś walą kłonicami po łbach między sobą. Ja tego
      oglądać nie muszę i nie chcę - wystarczy, że chamstwo rzuca się na siebie z
      widłami wprost od gnoju przed kamerami Telewizji na niby Publicznej z
      błogosławieństwem osławionego toruńskiego złodzieja, jednego z naczelnych chamów
      niedoszłej IV Rzeszypospolitej Wolskiej. Ja tego w swoim życiu mieć nie chcę i
      nie muszę. Mieszkam w ogrodzonym, ale niezamykanym osiedlu na przedmieściach
      Albuquerque i jak każdy tu, od razu rozpoznaję osobę lub samochód, które tu nie
      przynależą. Na szczęście sama obecność muru odstręcza nieproszonych gości.
      Dzięki temu uliczki mogą być oświetlone słabym światłem latarni przed domami,
      dzieci zostawione na podwórku są bezpieczne, poczty mi nikt nie kradnie i nie
      muszę unikać pijanych kierowców jadących slalomem, a zamówiona w internecie
      drukarka może stać na ganku od frontu cały tydzień i nikt jej nie tknie. Jeśli
      zapomnę zamknąć drzwi od garażu, sąsiad przyleci sprawdzić wieczorem, czy się
      nie rozchorowałem lub nie mam jakiejś awarii. A jeżeli zapomnę zamknąć drzwi
      garażu wyjechawszy na kilka czy nawet kilkanaście godzin - też nie martwię się o
      stojący w garażu wózek inwalidzki czekający na mój powrót ani o narzędzia
      wiszące na ścianie. A może po prostu mam tu do czynienia z innym gatunkiem ludzi
      - takich, którzy nie wychodzą z założenia, że im się coś wiecznie należy, więc
      mogą sobie przywłaszczyć, lub - co gorsza - zepsuć, żeby innemu nie było lepiej
      niż im. Gorąco polecam "Dzień świra" - tam to jest wszystko pięknie wyłożone. A
      my, sąsiedzi, stanowimy zgraną ferajnę. Różnica jest taka, że bramki są w
      ogrodzeniach indywidualnych domów i nie potrzeba domofonów, ale na niejednym
      osiedlu wysokościowców są bramki w ogrodzeniu ogólnym, a przy nich przez okrągłą
      dobę czuwają ochroniarze, którzy sprawdzają nazwiska gości i numery
      rejestracyjne samochodów. Goście muszą się wcześniej zamówić u gospodarzy,
      którzy dają znać "na bramkę". Czy potrafi to być męczące? Może dla kogoś, kto ma
      coś do ukrycia: np. boi się, że ochroniarz przyuważy, że dojrzałego gospodarza
      odwiedza regularnie ten sam młody, przystojny chłopak. Ja takich fobii nie mam -
      na szczęście od wielu lat nie mieszkam w Polsce.
      Zapewniam, że przestrzeń "publiczna" (innymi słowy "niczyja") tylko na tym
      korzysta, a poza tym grunt, na którym postawiono dom lub kamienicę nie jest już
      publiczny, tylko prywatny, a jeśli ktoś chce publicznego, niech jedzie do lasu
      lub przesiaduje z piwkiem, albo i bez, w którymś z licznych parków, ewentualnie
      przed dawnym sklepem GeeSu, jak to drzewiej bywało. Nauczmy się szanować cudzą
      własność, a będziemy bardziej szanowali siebie samych. Działa to również w drugą
      stronę, zapewniam.:) Jeśli zaś ktoś w opisanym tu przypadku nie pomyślał o
      elektronicznym uruchamianiu bramek zanim kazał je pozamykać na klucz, to wziął
      rozbrat z rozumem i nie powinien sprawować żadnych funkcji "publicznych" - hihi.
      Poza tym życzę Rodakom, żeby coraz więcej było tych, których stać na ogrodzenie,
      bramki i "własną" przestrzeń "publiczną", że posłużę się taką pozorną
      sprzecznością. Na pewno Wam nie pozazdroszczę, tylko będę się cieszył, bo
      dobrobyt każdego z Was pomnaża dobrobyt Polski. I to jest wielkie wyzwanie
      obywatelskie każdego Polaka - nie jakieś becikowe ochłapy, ale warunki
      sprzyjające zaprzestaniu eksploatacji siły roboczej i poprawie warunków bytu.
      Ci, którzy mają gęby pełne frazesów o "B-gu, Ojczyźnie i Honorze" z pewnością
      nie sprostają takiemu wyzwaniu. Oni się zawsze nażrą z koryta publicznego i będą
      łamali kacze łapy na posadzkach pałaców należących do narodu. Ich pociotki też.
      Pozdrowionka z zimnego, ale słonecznego Nowego Meksyku:)
      • hekate41 Re: Ludzie otaczają się płotem, bo... 08.01.09, 23:47
        "Goście muszą się wcześniej zamówić u gospodarzy,
        którzy dają znać "na bramkę". Czy potrafi to być męczące? Może dla
        kogoś, kto ma
        coś do ukrycia: np. boi się, że ochroniarz przyuważy, że dojrzałego
        gospodarza
        odwiedza regularnie ten sam młody, przystojny chłopak."
        No właśnie. Dawno, dawno temu bywałam w Hotelu Asystenckim przy
        Gagarina. Każdy odwiedzający musiał opowiedzieć się paniom
        portierkom, na marginesie - b. sympatycznym i nienarzucającym się.
        Wchodziło się, spowidało, a powiedzmy jakś pani Irenka przez głośnik
        anonsowała gościa. Dla większości sytuacja ta nie była uciążliwa,
        wręcz przeciwnie (kulturalne towrzystwo zawsze się dogada), no może
        poza kilkoma panami, kórzy sprowadzali sobie panienki. Ci zawsze
        mieli jakies obiekcje.
        • mark.parker Re: Ludzie otaczają się płotem, bo... 09.01.09, 00:38
          Jestem przeciwnikiem publicznego anonsowania gości przez megafon, gdyż stanowi
          to ingerencję w sferę prywatności. Niemniej jednak dyskretne zaanonsowanie
          gościa gospodarzom przez telefon to nawet zaleta: gospodarze mają chwilę, by się
          ogarnąć, spędzić z twarzy wyraz złości, jeśli się akurat kłócili, albo
          zagonienia, jeżeli właśnie przygotowują proszoną kolację, i z uśmiechem podejść
          do drzwi. Sztuczne? Pewnie tak, ale jeżeli wizyta sama w sobie nie rozchmurza
          nas i nie nastraja pozytywnie, to nie trzeba było zapraszać. Aha, no i odpadają
          dzięki temu niezapowiedziane wizyty nadopiekuńczych (czyt. wścibskich) rodzin,
          gdyż "bramkarzowi" można zawsze szepnąć na uszko, że nas nie ma w domu. I to
          jest wielka ulga. W wielu apartamentowcach w Waszyngtonie, gdzie mieszkałem
          przez ponad 20 lat, popularne są wideofony, które również pozwalają eliminować
          nieproszonych gości. W tym, w którym wykupiłem mieszkanie, było takie właśnie
          ustrojstwo, gdyż nie mieliśmy ciecia przez okrągłą dobę, dzięki czemu miesięczne
          opłaty administracyjne (condo fee) były o 50-75% niższe niż w okolicznych
          budynkach. O 23:00 drzwi wejściowe do budynku automatycznie się blokowały i gość
          musiał dzwonić z komórki, że jest. Umawialiśmy się też, że o określonej porze
          będę na balkonie i zrzucę elektroniczny otwieracz drzwi wejściowych. Dzięki temu
          podochocone towarzystwo (okolica pełna restauracji i pubów) nie zbłądziło do
          budynku. A tutaj, w Nowym Meksyku, mój pies z uporem maniaka odmawia korzystania
          z dzwonka, wyobraź sobie! I nawet nie wyciera łap wracając z podwórka! A to mi łotr!
          Pamiętam zaś taką scenkę z Warszawy, gdzie w II połowie lat 90. spędziłem ogółem
          (z przerwami) prawie dwa lata jako korespondent. Mieszkaliśmy, mój partner i ja,
          w kamienicy przy Hożej u zbiegu z Marszałkowską. Kamienica, względnie
          nowoczesna, była wyposażona w domofon, więc nikt obcy pod drzwi mieszkania/biura
          się nie przyplątał. Kiedyś jednak postanowiono wymienić kanalizację w całej
          chałupie, więc robotnicy krążyli w tę i z powrotem i nikt nie zamykał drzwi na
          klucz. Któregoś dnia pakuje mi się do środka jakaś baba o aparycji przekupy z
          Kercelaka z pytaniem "U pana jeszcze nie skończyli? Niech-no zobaczę, jak to
          wygląda." "Przepraszam bardzo - ja na to - ale kim pani jest?" "A sąsiadka z
          góry. Muszę sprawdzić, jak daleko się posunęli i czy dobrze robią." "Wybaczy
          pani, ale niech może pani sprawdza u siebie, a nie u nas." Zero zrozumienia w
          cielęcym spojrzeniu. "Pani będzie łaskawa wyjść." "O! Zaraz się obraża. A co to,
          jakieś wielkie tajemnice tu są?" "Największa, proszę pani, to tajemnica
          poliszynela: pani wścibstwo. Do widzenia." Musiałem babę wymanewrować fizycznie
          na klatkę schodową, naciskając na jej przestrzeń osobistą całą swoją osobą. W
          końcu polazła prychając jeszcze od progu. Nasz kot był ją gotów pogryźć. Ja
          niezupełnie - nie w moim guście, nazwijmy to tak delikatnie. Kevin przyglądał
          się temu z wielkim zdziwieniem, ale i uprzejmym uśmiechem, nie rozumiejąc ani
          słowa, bo potrafił wyczytać z mojej twarzy, że jestem na poły zły, na poły
          rozbawiony. Wyjaśnienie mu sytuacji graniczyło z cudem - tak jak tłumaczenie,
          jak się pije kawę-plujkę ze szklanki pełnej wrzątku. A propos - właśnie gotuje
          mi się woda na kawę :) Na szczęście dobra, niemiecka szklanka ma uszko.

          hekate41 napisała:

          > "Goście muszą się wcześniej zamówić u gospodarzy,
          > którzy dają znać "na bramkę". Czy potrafi to być męczące? Może dla
          > kogoś, kto ma
          > coś do ukrycia: np. boi się, że ochroniarz przyuważy, że dojrzałego
          > gospodarza
          > odwiedza regularnie ten sam młody, przystojny chłopak."
          > No właśnie. Dawno, dawno temu bywałam w Hotelu Asystenckim przy
          > Gagarina. Każdy odwiedzający musiał opowiedzieć się paniom
          > portierkom, na marginesie - b. sympatycznym i nienarzucającym się.
          > Wchodziło się, spowidało, a powiedzmy jakś pani Irenka przez głośnik
          > anonsowała gościa. Dla większości sytuacja ta nie była uciążliwa,
          > wręcz przeciwnie (kulturalne towrzystwo zawsze się dogada), no może
          > poza kilkoma panami, kórzy sprowadzali sobie panienki. Ci zawsze
          > mieli jakies obiekcje.

          Bali się, co sobie "o nich pomyślą". Ja, jak wspomniałem, na takie lęki nie
          cierpię, boć też i panienek sobie nie sprowadzam - cha cha! Przepraszam, że się
          tak rozgadałem :)
    • andykon Grodzą się na osiedlach, później tego żałują 09.01.09, 00:00
      rowniez w niemczech nie spotyka sie takich " wysp szczescia".
      pozdrawiam
    • drakaina Skończcie z tą nagonką! 09.01.09, 01:16
      Przestańcie, Gazeto, w ślepy sposób atakować ogrodzone osiedla - pomyślcie
      może nad przyczyną tego stanu rzeczy.

      Prawie pół wieku komuny zlikwidowało w Polsce poczucie odpowiedzialności za
      przestrzeń publiczną, ponieważ ze wspólnego dobra (i, co za tym idzie,
      wspólnej odpowiedzialności) stała się ona dobrem "państwowym" czyli niczyim.
      Za utrzymanie jej w czystości, porządku i bezpieczeństwie przestali odpowiadać
      obywatele, bo miało się tym zająć odgórnie państwo. Efekt - totalna degradacja
      przestrzeni publicznej.

      I trudno się dziwić, że w tej sytuacji ludzie chcą sobie przynajmniej stworzyć
      enklawy spokoju, porządku, czystości i bezpieczeństwa. Co więcej, dostrzeżcie,
      że w tych enklawach odżywa obywatelski duch odpowiedzialności za to, co jest
      wspólne, reakcji na niewłaściwe zachowania. Zamiast pomstować, zacznijcie może
      jakąś akcję, która by rozszerzyła ten zakres obywatelskiej odpowiedzialności
      za otaczający nas świat poza ogrodzenie osiedla.

      Tylko w ten sposób możecie te ogrodzenia zlikwidować - pomagając ludziom
      stworzyć większą przestrzeń bezpieczeństwa i ładu.

      --
      antiquitates.blox.pl
      ferengis.blox.pl
      • izzo Re: Skończcie z tą nagonką! 09.01.09, 11:46
        drakaina napisała:

        > Zamiast pomstować, zacznijcie może
        > jakąś akcję, która by rozszerzyła ten zakres obywatelskiej odpowiedzialności
        > za otaczający nas świat poza ogrodzenie osiedla.
        >
        > Tylko w ten sposób możecie te ogrodzenia zlikwidować - pomagając ludziom
        > stworzyć większą przestrzeń bezpieczeństwa i ładu.
        >

        Inicjować akcje mające na celu uwrażliwić ludzi na wspólną przestrzeń, tzn. poza
        płotami, ma sens tylko wtedy, kiedy owa przestrzeń jest rzeczywiście wspólna.
        Tymczasem ci, którzy się odgrodzili, wyraźnie mówią, że to nie jest ich
        przestrzeń, bo ich jest za płotem, więc jaki ma sens mówienie im, że ich psy nie
        mają się załatwiać na przestrzeni, która wg nich do nikogo nie należy?
        Ale właśnie należy - należy do całej reszty, która ma tak samo prawo domagać
        się, by owi ogrodzeni ją szanowali. Tzn, jeśli ich psy nie mogą się załatwić na
        ich trawniku, bo to niemiło deptać po psich gównach, to tym bardziej nie powinni
        tego robić na cudzym terenie (tzn. tym, który do nich nie należy). Bo to nie
        jest teren niczyj.
        Czyli odgradzanie się, ale z pełnymi konsekwencjami. Niektórzy nieogrodzeni
        zapłacili za swoje mieszkania tyle samo pieniędzy co ci za płotem i płacą takie
        same podatki, więc tak samo mają prawo do szanowania ich własności. To nie jest
        tak, że posiadłości i chodniki tych za płotem maja większe znaczenie. Nie jest
        tak, że owe osiedla ogrodzone powstają jako wyspy pomiędzy TBSami czy domami
        socjalnymi. Dookoła mieszkają tysiące ludzi, którzy na swoje mieszkania
        zapracowali tak samo, jak tamci i mówienie, że odgradzają się od "hołoty" obraża
        wszystkich tych, którzy znajdują się po drugiej stronie płotu. Równie dobrze
        hołota może mieszkać i po tamtej stronie płotu. Poczekajcie, jak dzieci na tych
        osiedlach dorosną i przestaną być słodkimi przedszkolakami, dla których się
        buduje śliczne place zabaw. Kibice Apatora czy Elany nie rodzą się tylko w
        domach socjalnych. Gdyby tak było, kto by płacił za bilety na te durne mecze?
        Tak samo jak każdy właściciel domku stojącego przy ulicy ma obowiązek
        sprzątnięcia czy odgarnięcia śniegu z chodnika ZA jego płotem, tak samo
        mieszkańcy ogrodzonych osiedli powinni poczuwać się do obowiązku dbania o teren
        również bezpośrednio za ich płotem. Niestety z tym często mają problem. Ja,
        mieszkając w nieogrodzonym domu (zresztą nie mam takiej możliwości, mój dom stoi
        przy drodze i żeby się odgrodzić, musielibyśmy chyba zamknąć ulicę) nigdy nie
        rzucę na ziemię papierka, tak samo, jak nie chciałbym, żeby pod moim domem ktoś
        takie rzucał. Nie traktuję reszty miasta za moim domem jak niczyjej.
        • kid_cassidy Re: Skończcie z tą nagonką! 09.01.09, 11:59
          toczace się dyskusje dowodza, że nie zrozumieją
          mówienie do głuchego
          przeciez oni PŁACA I WYMAGAJĄ
          durne jasniepaństwo bez klasy, które wymyśla coarz głupsze argumenty
          na udowadnianie idiotycznych racji
          obwieszczą wkrótce zagłade, która nastapi, a przezyja tylko
          odgrodzeni płotem i szlabanem
          to taki typowe zachłysniecie się smakiem czegos dotychczas
          niedostepnego (zle pojmowanym smakiem własności) i uzurpowanie z tej
          okazji szerszych praw, bez patrzenia na innych
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka