Dodaj do ulubionych

Osiedle Winnica - Nabici w Budlex???

09.02.09, 16:51
Jak wieść niesie osoby, które kupiły mieszkania na osiedlu Winnica
przy Szosie Lubickiej budowanym przez znaną spółkę deweloperską
"Budlex" i chcące przenieść prawo własności lokali na siebie poprzez
sporządzenie właściwego aktu notarialnego są przez "Budlex"
informowane, że przeniesienie to "w najbliższym czasie nie nastąpi" i
"długo trzeba będzie na to poczekać".
Niedoszli właściciele mieszkań na Winnicy zaczynają panikować wiedząc
co spotkało ludzi nabitych w butelkę przez dewelopera w Gdańsku:
www.moje-nie-moje.pl/
Czy spotka ich taki sam los?
Obserwuj wątek
    • el3lepper Re: Osiedle Winnica - Nabici w Budlex??? 10.02.09, 19:34
      o rany czy to jest prawda?a ja własnie miałam zamiar zakupic od budlexu
      mieszkanie zreszta za całkiem niezła kasę i to na terenie byłej gazowni czy
      budlex bankrutuje?
      • kid_cassidy Re: Osiedle Winnica - Nabici w Budlex??? 12.02.09, 13:23
        hm "niezła kasę"?
        na niezła kase to w tym wypadku zostaniesz złojona, innej niezłej
        kasy w tym nie ma
      • cirek-1971 Re: Osiedle Winnica - Nabici w Budlex??? 08.06.09, 12:51
        Firma nie upadnie - całą zarobioną kasę inwestuje w obligacje skarbu państwa a
        więc upadnie ale razem z RP.
    • olgierd.dubowik Re:- Nabici w tandetną publicystykę ? 10.02.09, 21:49

      Szanowny Panie Kapitanie,

      Z radością śpieszę Pana uspokoić, lub zasmucić – jeżeli Pana
      pirackie zacięcie wynika z zatrudnienia u „zaplutej konkurencji”.
      Otóż Pana stwierdzenia mają tyle wspólnego z prawdą co audycje Radia
      Erewań, czyli: nie rozdają, a kradną i nie samochody, a rowery.

      Prawdą jest, że spółka Budlex i klienci nie mogą przystąpić do aktu
      notarialnego. Nie jest prawdą, że z uwagi na finansowe kłopoty
      spółki oraz to, że klienci zaczynają panikować.

      Klienci nie panikują bowiem w 100% otrzymali informację pisemną o
      powodach opóźnienia ( poniżej załączę tekst pisma ).

      Kłopot jest czysto techniczny i prawny. Budynek zwany L3 , w chwili
      obecnej prawomocnie oddany do użytkowania i odebrany przez PINB jest
      właśnie zasiedlany przez naszych klientów.
      Budynek ten posadowiony jest na dwóch działkach i dwóch księgach
      wieczystych, co jest dopuszczalne prawem. Niestety wydzielenie
      samodzielnych lokali może nastąpić jedynie wewnątrz jednej księgi
      wieczystej i tylko to jest zgodne z prawem.
      Dopiero Notariusz po konsultacjach z Sądem Wieczystoksięgowym
      zwrócił na ten fakt uwagę. Jedynym rozwiązaniem jest przeniesienie
      jednej z działek do wspólnej ksiągi wieczystej. Jest to kwestia
      techniczna i zawsze wykonywana przez Sąd , jeżeli taki wniosek do
      Sądu wpływa. Tu drugi problem- wniosek taki może złożyć jedynie
      właściciel gruntu, a w przypadku Osiedla Winnica właścicielem gruntu
      jest Skarb Państwa reprezentowany przez Gminę Miasta Torunia.
      Budlex , a później nasi klienci, jest wieczystym dzierżawcą tego
      gruntu ( tak w naszym kraju bywa, że potworki prawne z okresu PRLu
      funkcjonują w III RP ).
      W chwili obecnej Gmina zwraca się do Sądu z odpowiednim wnioskiem.
      Po jego rozpatrzeniu przez Sąd możliwym będzie sporządzenie aktów
      notarialnych. Sądy , jak Pan korsarz Flint, zapewne wie , są
      niezawisłe i nawet bym nie śmiał je poganiać, a i Panu nie radzę,
      nawet jak Pan pójdzie z opaską na oku i sztyletem w dłoni. Stąd nie
      znam ostatecznego terminu w jakim sporządzone zostaną akty
      notarialne. Wiem jedynie ,że będzie to niebawem.

      Winą Budleksu jest, i to przyznaję, fakt iż nikt wcześniej nie
      zwrócił uwagi na taką, a nie inną, sytuację wieczystoksięgową
      działek na Winnicy. Usprawiedliwieniem może być fakt ,że spotkaliśmy
      się z tym problemem po raz pierwszy.

      Stevenson w grobie się przewraca Panie Flint! Wstyd i tandetna
      grafomania.

      Z poważaniem

      Olgierd Dubowik
      Budlex

      Zał. Kopia pisma do klientów

      Szanowni Państwo,

      budynek wielorodzinny przy ul. Szosa Lubicka 4-18 w Toruniu, w
      którym znajduje się lokal będący przedmiotem umowy przedwstępnej nr
      …. z dnia …………..posadowiony jest na gruncie znajdującym się w
      użytkowaniu wieczystym spółki „Budlex Winnica” sp. z o.o. w
      Warszawie. Grunt ten objęty jest kilkoma księgami wieczystymi. Stan
      ten powoduje, iż dla celów wyodrębnienia poszczególnych lokali i ich
      sprzedaży konieczne jest uprzednie objęcie tego gruntu jedną księgą
      wieczystą. Konieczność ta została skonsultowana zarówno z
      notariuszami i właściwymi urzędami, jak również potwierdzona w
      sądzie wieczystoksięgowym w Toruniu. Do objęcia gruntu jedną księgą
      wieczystą niezbędne przeprowadzenie procedury, polegającej na
      wystąpieniu użytkownika wieczystego (spółki „Budlex Winnica”) do
      właściciela gruntu (Skarbu Państwa) ze stosownym wnioskiem. Taki
      wniosek został przez „Budlex Winnica” sp. z o.o. złożony. Niestety,
      spółka „Budlex Winnica” nie ma wpływu na termin załatwienia przez
      właściwy organ tej sprawy, bowiem jedynymi terminami obligującymi
      urzędy administracji są terminy wskazane w Kodeksie postępowania
      administracyjnego. Spółka jest zatem zmuszona oczekiwać na
      otrzymanie z urzędu stosowanego dokumentu, który po jego uzyskaniu
      zostanie niezwłocznie złożony w sądzie wieczystoksięgowym właściwym
      dla nieruchomości.
      W związku z powyższym zwracam się do Państwa z uprzejmą propozycją
      zawarcia (w dogodnym dla Państwa terminie) aneksu do umowy nr …… z
      dnia …….. zmieniającego termin zawarcia umowy przyrzeczonej. Jako
      termin zawarcia umowy przyrzeczonej proponuję …….. 2009 r.
      Mam nadzieję, iż ta propozycja spotka się z Państwa przychylnym
      przyjęciem i przepraszam za zaistniałą sytuację

      Z
      poważaniem



      • felippee Re:- Nabici w tandetną publicystykę ? 10.02.09, 22:37
        Ooo, witamy na forum Pana Olgierda,

        Lekko OT: rzeczywiście to forum zaczyna być całkiem poważnym
        narzędziem medialnym, poważni ludzie się tu pojawiają (oczywiście
        nie licząc kilku dużurnych trolli). Tryg.sk miał chyba rację: A.
        Szmak też raz na jakiś czas na swoim zaprawdę wspaniałym blogu
        popada w histerię, bo coś na forum wyczytał...

        Fakt jest taki, że czasem zamiast wchodzić na gazetę, wchodzę od
        razu na forum, normalnie Web 2.0!

        Pozdrawiam
        • hecer Re:- Nabici w tandetną publicystykę ? 12.02.09, 12:55
          - 8.listopad 2008, po artykułach M.Behrendta o MZK

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=71&w=86964314&a=86974068
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.ht...314&a=86972238
          dałem min. dwa zalecenia:
          - osobne blankiety dla biletów celach marketingowych
          - zmiana polityki z taniego jednorazowego i drogiej sieciówki na tanią sieciówkę
          i drogi jednorazowy

          Oczywiście bardzo wątpię by "rodzina MZK" utraciła przywilej darmowych przejazdów.

          Wątpię też czy zrealizowana zostanie inna propozycja:

          - wydzielenia przewozów ze spółki MZK.

          Powinny działać dwie spółki - przewozy, obsługujące linie i spółka należąca do
          magistratu która ustala strategię rozwoju: planuje siatkę połączeń, ustala ceny
          biletów, itp. Spółka - przewoźnik zajmuje się tylko obsługą taboru na liniach,
          obsługą linii.

          Potem spółka zarządzająca transportem może ogłaszać przetargi na obsługę
          połączeń na różnych liniach. W ten sposób wprowadza się konkurencję.

          ----------------------------------------------

          W nowym wątku na swoim forum podjąłem się opisania układu drogowego Torunia,
          jest tam sporo ilustracji których tu nie mogę wkleić (tylko linki).

          Oto próbka - nowy przebieg Drogi Krajowej nr 1 przez Toruń:

          img510.imageshack.us/img510/4162/nowyu13hc4.jpg
          Widać ktoś lubi takie kabo-wiraże... takiej mapki nie znajdziemy na stronie
          oficjalnej most.torun.pl
          • el3lepper Re:- Nabici w tandetną publicystykę ? 12.02.09, 13:18
            hecer a co ma piernik do wiatraka na tym forum odbywa się dyskusja na temat
            jakosci usług Budlexu a nie jakiegos mzk
            • hecer Re:- Nabici w tandetną publicystykę ? 12.02.09, 14:46
              to była odpowiedź na OT felippe. I reklama.
            • hecer Re:- Nabici w tandetną publicystykę ? 12.02.09, 14:48
              a temat poruszony przez Kapitana został zamknięty dzięki
              wyczerpującej odpowiedzi Budlexu.
            • cirek-1971 Re:- Nabici w tandetną publicystykę ? 08.06.09, 13:19
              el3lepper napisała:

              > na tym forum odbywa się dyskusja na temat
              > jakosci usług Budlexu a nie jakiegos mzk
              Z tym jest różnie, o ile firma Budlex w fazie sprzedaży lokalu świadczy wyskoki
              standard usług to już z usunięciem usterek reklamacyjnych już nie (szczególnie w
              ostatnim czasie)- być może wynika to z faktu zmiany osoby zajmującej się
              serwisem z pana S. na Panią M.Niemniej jednak na usunięcie usterek czekam już
              ponad rok i nic się nie dzieje-pisma bez odpowiedzi itp.
              Pozdrawiam
      • cpt_flint Re:- Nabici w tandetną publicystykę ? 11.02.09, 09:13

        > Stevenson w grobie się przewraca Panie Flint! Wstyd i tandetna
        > grafomania.
        >

        Szanowny Panie Olgierdzie!
        Dziękuję za wyczerpującą i merytoryczną odpowiedź.
        Nie jestem Pańskiej z konkurencji - jak wiadomo piraci to
        indywidualiści i w żadne sformalizowane ramki wtłoczyć się nie dają
        ;)
        Byłem jedynie świadkiem rozmowy, w której spanikowany klient Budlexu
        rozwijał czarną wizję rozwoju wypadków na Winnicy.
        Proszę mi uwierzyć, że starałem się jego obawy rozproszyć kierując
        się dobrą opinią jaką Budlex posiada na toruńskim rynku
        nieruchomości.
        Jeżeli forma mojej wypowiedzi w jakikolwiek sposób kogokolwiek
        uraziła to mimo mojej pirackiej reputacji, przepraszam.

        Z pirackim pozdrowieniem,
        cpt_flint :)

        • olgierd.dubowik Re:- Nabici w tandetną publicystykę ? 11.02.09, 09:28

          Witam Kapitana,

          Wiem, że formuła forum dopuszcza różne formy wypowiedzi, przez co
          Pańska wypowiedź lokuje się i tak znacznie powyżej lokalnej średniej.
          Dlatego też odpowiedziałem i zawsze odpowiem na merytoryczne pytania
          lub wątpliwości, nawet te bardziej złośliwe.
          Za niesprawiedliwe odebrałem porównania z jakimś przestępcą z
          Gdańska, nawet jeśli było to w formie pytań. Zawsze można zapytać
          interlkokutora o to czy przestał brać łapówki i bić żonę. Albo tak
          jak Lepper Piskorskiego z sejmowej mównicy.

          Ale już Pana odpowiedź mnie zaskoczyła - pozytywnie :-)

          Z budowlanym pozdrowieniem

          Olgierd Dubowik
          • kid_cassidy tandetne naganianie Budlexu 08.06.09, 13:03
            >>i zawsze odpowiem na merytoryczne pytania lub wątpliwości, nawet
            te bardziej złośliwe

            :)
            skoro juz zostało to odgrzebane, to chetnie spytam (bo mamy juz
            czerwiec) czy w Trn zabrakło juz mieszkan (jak to pan prognozował),
            czy może jeszcze są jakieś pojedyncze sztuki (ale to juz naprawde
            ostatnie i trzeba się spieszyć, a cudem zostały bo pewnie słaba
            lokalizacja, wielkie metraże lub nieciekawy układ) czy może mamy
            nadal ich bardzo duzo i jest w czym wybierac, a prorocze słowa były
            zwykłym naganianien i straszeniem? Przeciez Budlex sprzedajac
            kilkadziesiat miesięcznie juz dawno powinien sie wyczyscic, a tu
            klops...
            Jeszcze lepszy klops, gdy inni mają oprócz sprzedazy spora ilość
            zwrotów...
            Czy dziś tez da sie butnie powiedzieć, że ceny będa wyższe...bo mogą?
            A może troche pokory pojawiło się w ostatnich 6 miesiacach?
            Płachty na balkonach wisiały, wiszą i strasza.
            • olgierd.dubowik Re: tandetne naganianie Budlexu 08.06.09, 14:26

              Prognozowałem:
              - w połowie roku gotowych mieszkań zacznie brakować
              - znaczny brak odczujemy pod koniec roku , wtedy też ceny zaczną
              rosnąć

              Jaka sytuacja jest dziś:

              - nowych atrakcyjnych mieszkań zaczyna brakować. Dziś atrakcyjne to
              tanie o małym metrażu. Sprzedaliśmy o 20 % więcej nowych mieszkań
              niż zakładaliśmy ( tyle samo co w analogicznym okresie 2008 roku )
              dlatego rozpoczęliśmy dwie nowe inwestycje : na Olsztyńskiej ( już
              ruszyła ) i Winnicy ( rusza w sierpniu )
              - Budlex nie podpisuje umów z osobami ,którym nie przyznano kredytu,
              więc nie mamy zwrotów (jedna sztuka w okresie 5 miesięcy )
              - ceny nie spadły , a ceny na najbardziej atrakcyjne mieszkania
              wzrosły o kilka procent

              Nie znam powodów dla których życzy Pan pogorszenia sytuacji lokalnym
              firmom i ich lokalnym klientom, przykre to.
              Dla wyjaśnienia kwestii z powodu której ktoś ( Flint ) rozpoczął
              niniejszy wątek, chcę poinformować iż wszystkie akty notarialne na
              Osiedlu Winnica ( ze względów formalnych opóźnione ) zostały
              zawarte, a znaczna część klientów już mieszka w nowych mieszkaniach.

              Olgierd Dubowik
              • cirek-1971 Re: tandetne naganianie Budlexu 08.06.09, 14:39
                A mi się wydaje, że opóźnienia można by było uniknąć gdyby projektanci czy
                architekci budynków na Winnicy znali choć trochę ustawę własności lokali.
                • olgierd.dubowik Re: tandetne naganianie Budlexu 08.06.09, 17:13

                  Zgadza się. Może nie "choć trochę", ale na pewno "dokładniej".

                  pozdrawiam

                  Olgierd Dubowik
              • kid_cassidy Re: tandetne naganianie Budlexu 08.06.09, 15:43
                Nie, nie pisał Pan, że zacznie brakować, tylko ZE ICH NIE BEDZIE-
                że zostana wykupione:
                >>>Skoro z dostępnych na początku stycznia 98 mieszkań w Toruniu
                Budlex
                sprzedał już 16 to znaczy ,że w połowie roku mieszkań nie będzie
                jeżeli ktoś nie zacznie sprzedawać dodatkowych mieszkań
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=71&w=90535746&a=90761512
                znacznego braku pod koniec roku tez nie bedzie, w tym tempie będą
                dostępne nadal te, które sa w ofertach i dzis.

                >>>Sprzedaliśmy o 20 % więcej nowych mieszkań niż zakładaliśmy (
                tyle samo co w analogicznym okresie 2008 roku )

                gdyby załozył Pan, że sprzeda 3 mieszkania, to wzrost były jeszcze
                bardziej okazały:), a na powaznie, co do zachowanego poziomu
                sprzedazy z 2008 to doskonale Pan wie, ze tyłek developerom ratuje
                patologia społeczna i ekonomiczna pod nazwą Rodzina na swoim.
                wskaznik wartości odtworzeniowej, który podali developerzy na 1q
                2009 (echo drogiego budowania w 2008) pozwolił radykalnie podniesc
                poziom dofinansowanej w RnS ceny metra, tak, ze większość bieżących
                produkcji się w tym łapie. W następnych kwartałach GUS powinien tę
                wartość ogłosić niższą (no chyba że developerzy znajdą sposób, by w
                lecących kosztach budowania znaleźć uzasadnienia dla rosnących
                kosztów budowania), wiec mozliwy bedzie powrót do 2008, w którym
                cena dofinansowanego metra nie odpowiadała cenie sprzedawanego metra
                i program był, ale martwy.
                A wtedy juz tak optymistycznie nie bedzie.
                To, że zaczynacie nowe inwestycje to chyba normalne dla developera
                żyjacego z budowy i sprzedaży mieszkan, a nie przejaw powrotu
                doskonałej koniunktury i optymizmu w branzy, chyba że przyjmiemy
                nowy zakres obszaru developerskej działalności- zarabianie z
                niedubowania.
                O zwrotach to był przytyk do konkurencji- tej, która sprzedała już
                całe osiedle zanim wykopali dziurę.
                A ceny spadły, nawet jeśli pisze Pan, że nie. Kto sie interesuje,
                ten wie. Mowa o transakcyjnych a nie zyczeniowych dealera.

                Nie zycze wam pogorszenia złej juz sytuacji. Po prostu razi mnie
                nienormalna sytuacja rynku mieszkaniowego w Polsce, a w Toruniu
                szczególnie. Developerzy, posrednicy obrotu nieruchomości i banki z
                posrednikami finansowymi stworzyły fałszywy obraz sytuacji, któremu
                uległo mnóstwo ludzi i jeszcze latami konsekwencje tego będa
                odczuwalne dla wszystkich. Taki fałszywy obraz nadal stara sie PAn
                podsycać np swoimi prognozami, że skoncza sie mieszkania.
                Moją rolą jest pisac o tym z przeciwnego punktu widzenia. Kilka osób
                dzieki temu nie popełniło (być może w ich przypadku zyciowego)
                błędu, co daje mi osobistą satysfakcje.
                • olgierd.dubowik .....gadał dziad do obrazu 08.06.09, 17:12

                  Nie jestem w stanie dyskutować z wziętymi przez Pana danymi
                  z "sufitu", nie ma sensu. Niczego nie chce się Pan dowiedzieć. Piszę
                  do Pana pod własnym nazwiskiem, a cenie je sobie za bardzo by
                  publicznie kłamać w celu małej manipulacji na małym lokalnym forum,
                  gdyby prawda była "mało korzystna" dla reprezentowanej przeze mnie
                  spółki - wolałbym ją przemilczeć.
                  Dlatego nie ......będę dziadem i do obrazu gadać nie będę.

                  Nie oznacza to, że nie odpowiem na dowolne, konkretne i poważne
                  pytania osób zaiteresowanych sytuacją mieszkaniową w Toruniu.

                  z poważaniem

                  Olgierd Dubowik
                  • kid_cassidy jeden obraz a 2 ramy 08.06.09, 18:12
                    które dane są rzekomo z sufitu, bo konkretnie zadnych wartości nie
                    przytoczyłem? ale bardzo chetnie podam, jesli ma Pan jakieś
                    wątpliwosci.

                    gospodarka.gazeta.pl/pieniadze/1,35895,6700026,Rodziny_na_swoim__ale_za_wiekszy_kredyt.html
                    a to z dziś, w kontekscie Rns.

                    Oczywiście, że nie chcę się od Pana niczego dowiadywać, skad ten
                    pomysł w ogóle? Ja wiedzę czerpie w bardziej obiektywnych żródłach.
                    Pan bedzie pisał (lub milczał, jesli bedzie to niewygodne) o
                    Budlexie i swojej branzy w sposób korzystny dla siebie, ja postaram
                    sie prezentowac (jesli pojawi sie róznica zdań) inny punkt widzenia.
                    Zainteresowani wyciągna własne wnioski.
                    Póki co, Pańska grożba (bo taki to miało dla mnie charakter), lub
                    prognoza (na słowo kłamstwo jest Pan, jak widzę mocno uczulony) lub
                    analiza o koncu mieszkan w czerwcu sie nie sprawdziła.
                    Czy cos istotnego się w tym czasie wydarzyło, co zachwiało
                    trafnoscia prognozy? bo nie wiem, co mam sądzic- że prezes uznanej
                    firmy budowlanej pomylił sie z niewiedzy, czy tez pod postacia
                    prognozy najwyczajniej rzucił fałszywą informację mającą podkręcic
                    popyt.
                    • gilbert.grape Re: jeden obraz a 2 ramy 08.06.09, 19:30
                      Oj nie ładnie wprowadzać Pana Prezesa w zakłopotanie. Nie ładnie :)

                      Sprawdziłem na stronie internetowej Budlexu ich ofertę. Sporo tych wolnych mieszkań, co to ich zabraknąć miało.
                      No chyba, że informatycy nie nadążają z odhaczaniem sprzedanych, bo idą jak ciepłe bułki.

                      ----------------------------
                      "Kupujcie ludzie - taniej nie będzie!"
                • cirek-1971 Re: tandetne naganianie Budlexu 08.06.09, 20:24
                  Szanowny Panie kid_cassidy może by pan zaczął pisać do rzeczy pomijając
                  dziecięce i zakompleksione określenia skierowane pod adresem Torunia bądź
                  toruńczyków.Szanując kulturę języka polskiego nie odpowiem w podobnym tonie
                  aczkolwiek może sobie pan wyobrazić co ja mogę powiedzieć o Bydgoszczy.

              • zweglony_pazur warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało 08.06.09, 20:34
                warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało panie Dubowik.

                "po sprzedaży zapasów, co potrwa około 4-5 miesięcy, mieszkań
                zabraknie."
                - Olgierd Dubowik 29.01.2009 godz. 23:44

                minęło 4 i pół miesiąca od proroctwa pana prezesa. trzeba chyba zasuwać w
                kolejkę do listy społecznej, bo najpóźniej za 2 tygodnie mieszkań w Toruniu
                zabraknie.
                • olgierd.dubowik Re: warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało 08.06.09, 21:45
                  Witam ,

                  Bez prezentacji szczegółowych danych firmy, a w tym;
                  - zestawień sprzedaży na poszczególnych lokalizacjach, piętrach,
                  powierzchniach, budynkach
                  - sprzedaży mieszkań gotowych do zasiedleniach, kończonych lub
                  rozpoczynanych
                  - mieszkań w różnych standardach, lokalizacjach i w konsekwencji
                  cenach
                  - itp.
                  ....bardzo trudno dyskutować. Tym bardziej, że są to dane chronione
                  z uwagi na tajemnicę handlową.
                  Jestem w tej lepszej sytuacji, że takie dane mam, a w tym dane swoje
                  i konkurencji ( na tyle ile mogę sprawdzić ).

                  Dlatego też muszę pewne dane i fakty po prostu stwierdzić lub nie.
                  Wiarę w to co piszę ....pozostawiam dyskutantom.

                  Wszędzie ( w tym w Toruniu ) mieszkania sprzedawane są w różnym
                  stanie zaawansowania: do zamieszkania, w trakcie budowy lub fazie
                  planowania ( w tym z pozwoleniem na budowę lub bez ).
                  Zapas mieszkań - to w żargonie deweloperów, mieszkania gotowe do
                  zamieszkania. Pisząc w styczniu o zapasach, pisałem o mieszkaniach
                  gotowych do zamieszkania, a było ich w Toruniu 98 sztuk.

                  Logicznym jest ,że czym mniej jest mieszkań gotowych, tym mniejszy
                  jest wybór ( dla kienta ) tym bardziej ,że nie wszystkim "pasują" te
                  mieszkania które pozostają do zasiedlenia ( metraż, cena ,
                  lokalizacja itp ). Tym samym coraz więcej jest transakcji na
                  lokalizacjach budowanych lub planowanych ( nawet gdy popyt spada ).
                  Jeżeli w danym okresie deweloperzy rozpoczynają niewielką ilość
                  nowych realizacji to popyt nie może się spotkać z podażą.

                  Taką sytuację prognozowałem i z taką sytuacją mamy do czynienia. Od
                  początku roku rozpoczęto 3 nowe budowy ( w tym Budlex - 2 ). Nawet
                  zmniejszony popyt jest większy niż ilość "wpuszczanych" na rynek
                  mieszkań.
                  Tym bardziej ,że rynek mieszkań to nie rynek mleka. Charakter popytu
                  jest zmienny i nigdy do końca ( w krótkim czasie ) nie spotka się z
                  podażą ( cena , metraż , lokalizacja, rynek kredytów itp.)

                  Z 98 gotowych do zasiedlenia mieszkań w Toruniu pozostało gdzieś
                  około 40. Właśnie tych na które, na dzień dzisiejszy popytu nie ma.
                  Oznacza to ,że mieszkań na które jest popyt ( mieszkań gotowych do
                  zasiedlenia ) - NIE MA WCALE.

                  Wiem ,że o "listach społecznych" pisał Pan w formie kpiny , ale w
                  Budleksie mamy z tym właśnie do czynienia ....i kpiną to nie jest.
                  Oczywiście nie dotyczy to 100% oferty Budleksu , ale tej części na
                  którą w chwili obecnej popyt jest największy. Są to małe mieszkania,
                  na 1 lub 2 piętrze w dobrych lokalizacjach. Pisałem powyżej ,że nie
                  podpisujemy umów z kientami, którzy nie sprawdzili swojej zdolności
                  kredytowej. Czas weryfikacji zdolności dochodzi dziś do 3 miesięcy.
                  Robimy to po to by nie podpisywać umów z zaliczką ,z których klienci
                  musieli by się później wycofywać ( co z zaliczką ? ). W czasie
                  weryfikacji klienta przez bank wpisujemy go na listę rezerwacyjną,
                  ale mieszkania nie zdejmujemy z oferty, dlatego pojawiają się
                  kolejni klienci. W momencie gdy pierwszy klient dostaje kredyt -
                  podpisujemy z nim umowę , ale gdy kredytu nie otrzymuje -
                  podpisujemy umowę z kolejnym na liście. Lojalnie informujemy o tym
                  klientów i jest to akceptowane ..... bo cóż począć z nieefektywnym
                  systemem bankowym ?.


                  W ten sposób mamy do czynienia ze swoistą "listą społeczną" , na
                  niektóre mieszkania.

                  Mieszkania na które nie ma w tej chwili tak dużego popytu to z
                  reguły mieszkania duże , co nawet przy relatywnie niskiej cenie
                  metra kwadratowego dale w sumie dużą kwotę. Takie mieszkania zawsze
                  sprzedawały się wolniej, ale zawsze są projektowane .....bo jest też
                  i taki popyt ( ludzie o większych potrzebach i ....możliwościach -
                  też tacy są ). Jako deweloper ,który stara się mieć ofertę " dla
                  każdego" zawsze staramy się mieć jak największą "paletę" mieszkań w
                  ofercie.

                  Z tego właśnie powodu wprowadzamy w tym roku 3 nowe budynki ( dwa w
                  budowie , jeden rozpoczniemy w sierpniu ). Będą one uzupełnieniem do
                  jak najpełniejszej "palety" w Budleksie.

                  Tempo sprzedaży jakie prognozowałem w styczniu jest w rzeczywistości
                  większe, o około 20%. Tempo rozpoczynania nowych budów w Toruniu
                  jest w rzeczywistości ....mniejsze. Dlatego "paleta" mieszkań
                  oferowanych w Toruniu ( tych które na pewno będą wybudowanie, a nie
                  tych o których różni "opowiadacze" - opowiadają ) będzie się kurczyć
                  do końca 2009 roku , a może i jeszcze dłużej.

                  Dlatego nie muszę niczego odszczekiwać , nawet jeżeli jakimś
                  dyskutantom to się nie podoba. W końcu deweloperka to nie wybory
                  miss.

                  z poważaniem

                  Olgierd Dubowik



                  • zweglony_pazur we wciskaniu kitu jest Pan genialny 08.06.09, 22:12
                    powinien Pan zacząć robić w polityce
                  • gilbert.grape Re: warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało 08.06.09, 22:30
                    Szacunek. Jako Prezes stoi Pan straży interesów firmy 24h. Tym niemniej
                    sformułowanie było jednoznaczne -tych 98 mieszkań w połowie roku nie będzie - a są.
                    Gdyby Pan sprzedał tylko jedno z tych 98 również mógłby Pan stwierdzić, że na
                    ten typ jest popyt, a pozostałe są większe, mniejsze, wyżej, niżej (niepotrzebne
                    skreślić) niż życzy sobie tego statystyczny klient.

                    Nie zmienia to faktu, że w tych nie sprzedanych gotówka firmy jest zamrożona,
                    jakkolwiek pokrętne byłyby Pana tłumaczenia i jako Prezes musi Pan na to
                    reagować. Co niniejszym Pan czyni próbując nakręcić mocno schłodzoną koniunkturę.

                    Pozdrawiam
                  • felippee Re: warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało 08.06.09, 22:36
                    Tak z czystej ciekawosci, bo akurat nie planuje zakupow mieszkania
                    ale:

                    Pan naprawde uwaza, ze ci ludzie w kredytami na 30 (i wiecej!) lat
                    maja jakakolwiek szanse je splacic? Pan naprawde wierzy w to, ze
                    cena metra kwadratowego znacznie powyzej sredniej krajowej brutto
                    (ze nie wspomne o medianie) jest cena rownowagi? Ze czlowiek ktory
                    zarabia nawet 3000 na reke jest w stanie temu podolac i jeszcze
                    wyzywic rodzine? Pan naprawde uwaza, ze ten rynek nie zawali sie z
                    trzaskiem razem z poczatkiem faktycznego kryzysu (bo to co jest
                    teraz to dopiero pierwsze jego zwiastuny)? Jesli Pan naprawde w to
                    wierzy, to gratuluje optymizmu. Jesli Pan w to nie wierzy a mimo
                    wszystko uczestniczy w procederze ubezwlasnowolniania ludzi
                    kredytami na te klitki to niech Pana pieklo pochlonie (bez urazy!).
                    Rozumiem, biznes is biznes, ale sa pewne granice zdrowego rozsadku.

                    Cale USA wierzylo jeszcze trzy lata temu, ze aby byc bogatym
                    wystarczy kupic dom na kredyt a potem sprzedac za dwa lata, splacic
                    kredyt i jeszcze zostanie masa dolcow. Wielkie instytucje finansowe
                    uwierzyly w te bajke. Ostatecznie domy mialy juz tylko drozec...
                    Dzisiaj sypia sie gruzy finansowych poteg, a to ze rynek mieszkan w
                    USA nie zawalil sie jeszcze totalnie zawdzieczamy bezmyslnej
                    interwencji rzadu federalnego ktora skonczy sie katastrofa waluty
                    (masywny dodruk pieniadza). Zreszta u nas podobna role spelnia
                    program "rodzina na swoim" sztucznie podtrzymujac zdolnosc kredytowa
                    ludzi KTORYCH NIE STAC NA MIESZKANIE PO OBECNYCH CENACH.

                    To, ze w Polsce mozna sprzedawac metr przecietnego mieszkania
                    powyzej 4000 zl to bajka. Moze i przez chwile to dzialalo, ale to
                    byla patologia i juz niedlugo sie skonczy. Cena rozbiegla sie z
                    mozliwosciami rynku, a jedyne co podtrzymuje rownowage to agresywna
                    i nieodpowiedzialna polityka bankow pompujacych kredyty. Zyski jakie
                    banki z tych kredytow inkasuja mozna latwo ocenic po ilosci nowych
                    oddzialow w centrach miast. Gdy masa dluznikow ktorzy przestana
                    splacac hipoteki przekroczy magiczny prog, cala ta misterna
                    konstrukcja runie, razem z tymi setkami bankowych budek od
                    udzielania pozyczek...

                    Czy moze widzi Pan inna wersje nadchodzacych zdarzen? Jesli tak,
                    chetnie bym ja poznal.

                    Pozdrawiam
                    • gilbert.grape Re: warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało 08.06.09, 22:53
                      > Pan naprawde uwaza, ze ci ludzie w kredytami na 30 (i wiecej!) lat
                      > maja jakakolwiek szanse je splacic?

                      Prezesowi to wszystko jedno. Jego firma łyka gotówkę. Problem ma klient, trochę bank a w ostateczności podatnik, bo państwo w momencie kryzysu uruchamia jakieś dziwne programy pomocowe dla obywateli, banków i Bóg wie kogo jeszcze.
                      A każda pomoc państwa to jest transfer pieniędzy biednego podatnika do kieszeni bogatego przedsiębiorcy, bankiera itp. itd.
                    • olgierd.dubowik Re: warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało 08.06.09, 23:02

                      Witam ,

                      Myślałem ,że dyskutujemy o faktach a nie o wierzeniach. O popycie ,
                      podaży , cenach itp.
                      Czy ja wierzę , że ktoś spłaci kredyt ? Nie wiem , jeden i drugi
                      spłaci , a trzeci może nie. Prowadzenie firmy polega na mnożeniu
                      rentowności kapitału zaangażowanego w tej firmie - nawet karnie
                      odpowiada się za to właśnie a nie za coś innego.
                      O społecznej odpowiedzialności biznesu możemy porozmawiać w innym
                      wątku - mam swoje poglądy. Firma to nie "Monar" albo
                      Fundacja "b.Alberta".

                      Czy ja wierzę ? A czy Pan wierzy w w emeryturę z ZUS albo OFE ? Czy
                      Pan wierzy w brednie o CO2 ? Albo w to czy kredyt na Mercedesa jest
                      bardziej ( albo ) mniej opłacalny od kredytu na Fiata ?
                      Jest Pan pewny swojego wynagrodzenia za 30 lat , czy też skali
                      swoich potrzeb lub aspiracji ?
                      Moje aspiracje 25 ( 1984 r ) lat temu dotyczyły możliwości zakupu
                      podręcznika do Filozofii na pierwszym roku studiów, w
                      bibliotece "Tatar" też nie był do dostania bez znajomości, wymigania
                      się od "woja" i marzeniach o starym "maluchu".

                      Tatarkiewicza dziś już nawet nie dukują ( a szkoda ) - do dostania w
                      antykwariacie. Drukują masę badziewia. Maluchy to antyki , a wojsko
                      załatwia się po znajomości - ale to by się tam załapać do "roboty".

                      Skala 30 lat to .....kilka epok w skali życia jednego człowieka i
                      przewidywania mnie przerastają. Tym których "nie przerastają" wcale
                      nie zazdroszczę .....raczej współczuję.

                      pozdrawiam

                      Olgierd Dubowik
                      • b3ut Re: warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało 08.06.09, 23:15
                        > Pan wierzy w brednie o CO2 ?
                        No tak, na tym podobnie jak na prawie karnym i chorobach to zna się każdy, nawet
                        budowlaniec...
                        • gilbert.grape Re: warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało 08.06.09, 23:27
                          A ty wierzysz ?
                          Lobby budowlane to małe miki w porównani z tym od CO2. Tam się dopiero kręci
                          kasiora.
                      • felippee Re: warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało 08.06.09, 23:51
                        olgierd.dubowik napisał:
                        >
                        > Skala 30 lat to .....kilka epok w skali życia jednego człowieka i
                        > przewidywania mnie przerastają. Tym których "nie przerastają"
                        wcale
                        > nie zazdroszczę .....raczej współczuję.

                        Zatem Pan wie, ze siedzimy wszyscy na tykajacej bombie, bo jak ten
                        system finansowy sie skompromituje ostatecznie to nic juz nie
                        powstrzyma nadchodzacej katastrofy.

                        A teraz zarysuje Panu jak moim zdaniem wyglada rzeczywistosc. Wsrod
                        moich znajomych (w wieku powiedzmy 27-35 lat, wyksztalconych, czesto
                        ze stopniami naukowymi) moge wskazac trzy typy osob:
                        1) Maja mieszkanie bo kupili je ich zapobiegliwi rodzice (czesto
                        bylo to dawno temu, w czasach gdy mozna bylo kupic mieszkanie za
                        150000 - byla to cena rownowagi)
                        2) Maja mieszkanie bo kupili je przed eksplozja cenowa w 2005 (sami
                        uzbierali to symboliczne 120000, dopakowali "rozsadnym" kredytem na
                        30 tys i maja)
                        3) Maja kredyt na cale zycie, ktorego nigdy nie splaca...

                        Nie znam absolutnie nikogo we wspomniamym segmencie wiekowym kogo
                        faktycznie BYLOBY STAC NA MIESZKANIE po obecnych cenach (bez pomocy
                        rodziny itp). Przy czym nie obracam sie w jakims nietakim
                        srodowisku, mam na mysli glownie ludzi pracujacych na uczelni i w
                        firmach informatycznych w regionie.
                        Przez pojecie "stac" mam na mysli "jest w stanie calkowicie zarobic
                        na mieszkanie przez 5 lat odkladajac polowe swojej pensji". Przy
                        obecnych warunkach oznacza to, ze trzeba zarabiac jakies 12 tys na
                        reke(!) (zakladajac cene mieszkania 350 tys). Jakis czas temu
                        dostalem oferte pracy w USA. Maja placic duzo (jak na amerykanskie
                        warunki), okolo $5000. Zakladajac, ze po opodatkowaniu zostanie mi z
                        tego $4000 oznacza to, ze ledwo bym sie zalapal na wyzej
                        zdefiniowane pojecie "stac mnie na mieszkanie w Polsce". Byc moze
                        moja definicja jest zbyt restrykcyjna, moze sensowne byloby zamiast
                        5 dac 10 lat, 3/4 zamiast polowe pensji. Ale 10 lat to juz dlugo i
                        nie wiadomo co sie stanie. Nawiasem mowiac jesli kurs dolara wroci
                        do poziomu z zeszlego roku, to nawet i ta intratna pozycja nie
                        wystarczy.

                        Szczesliwie sam jestem w grupie 1) i chwilowo problemu nie mam,
                        dlatego szczegolnie sie tym nie emocjonuje. Ale czuje w powietrzu
                        pelzajaca rewolucje. System bankowy w praktyce przywrocil
                        niewolnictwo (tylko teraz zamiast czlowiekiem, handluje sie jego
                        dlugami, ktorych nigdy nie bedzie w stanie splacic). Wladze
                        panstwowe zamiast ukrucic te patologie pompuja w system finansowy
                        drukowane pieniadze (szykujac hiperfinflacje, szczegolnie w USA), a
                        wlasciciele firm budowlanych pokrzykuja to tu, to tam, ze "taniej
                        juz nie bedzie" ...

                        Sytuacja spoleczna jest bardzo powazna, ale wieszkosc spoleczenstwa
                        jest slepa na otaczajaca ich rzeczywistosc. Wlasciciele kredytow nie
                        chca myslec o perspektywach na przyszlosc bo napawa ich to
                        (slusznie) obawami. Ci ktorzy z tego systemu korzystaja (np. firmy
                        budwlane i banki) wola nie burzyc swojego blogiego stanu
                        samozadowolenia. Rzad woli opowiadac o tym jak to bedzie fajnie. A
                        fakty sa takie, ze to co eufemistycznie nazywany kryzysem (ktory juz
                        zreszta wielokrotnie byl odwolywany) jest nie tylko powazna depresja
                        finansowa, ale i kompromitacja systemu bankowego opartego o rezerwy
                        ulamkowe i walute fiducjarna, co w praktyce oznacza kompromitacje
                        calego ladu gospodarczego na swiecie.

                        Przepraszam za przydlugi tekst, ale chialem zwrocic uwage na to, ze
                        sytacja jest powazna i budowanie przyslosci na walacym sie systemie
                        nie ma sensu. Panu Olgierdowi proponuje aby wyobrazil sobie jak jego
                        firma bedzie dzialala po tym, gdy juz ten system sie zawali, mysle
                        ze to moze byc dla Pana (i dla nas wszystkich) ciekawe doswiadczenie
                        myslowe, znacznie ciekawsze niz ciagle przywolywanie minionych chwil
                        z AD 2006, 2007 i poczatku 2008...
                        • felippee Re: warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało 09.06.09, 00:06
                          Dodam tylko, ze nie jestem zadnym niepoprawnym socjalista! Uwazam ze
                          kapitalizm to jedyny system ktory jest w stanie wydobyc ludzka
                          produktywnosc. Ale w kapitalizmie pieniadz musi brac sie z pracy i
                          produkkcji dobr a nie z powietrza. W obecnym systemie finansowym te
                          warunku nie sa spelnione (banki zarowno centralne jak i komercyjne
                          generuja mase bezwartosciowego pieniadza, co skutkuje dmuchaniem
                          baniek spekulacyjnych i cykli koniunkturalnych). Niestety obawiam
                          sie, ze zgodnie z zasada wahadla swiat teraz odbije w jakis dziwny
                          post-monetarystyczny socjalizm, lub wrecz komunizm, zamiast naprawic
                          to co zawiodlo w kapitalizmie...

                          Przepraszam za pare literowek i ortow w tekscie powyzej, jestem juz
                          spiacy i czasem nie widze co pisze...
                          • gilbert.grape Re: warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało 09.06.09, 00:21
                            Myślisz prospołecznie. To chyba dziś rzadkość. A szkoda.
                            Teraz się myśli w perspektywie końca kadencji, kontraktu, itp.

                            Pozdrawiam
                        • vauban Re: warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało 09.06.09, 10:05
                          Bismarck miał mawiać "kto za młodu nie był socjalistą, ten na starość będzie
                          łajdakiem", więc nie ma powodu do obaw ;)

                          Wtrącę swoje trzy grosze i spytam: jaki jest faktyczny koszt wybudowania metra
                          kwadratowego nowego mieszkania w Toruniu ? Rozumiem, że to wypadkowa wielu
                          zmiennych: kosztu gruntu, materiałów budowlanych (których ceny się zmieniają),
                          robocizny (j.w.), wynajmu/amortyzacji maszyn budowlanych, aranżacji otoczenia
                          typu drogi osiedlowe, parkingi, trawniki itp., kosztów projektu, administracyjno
                          - biurowych i czego tam jeszcze. Tym niemniej, jeśli za podobną kwotę można albo
                          wybudować obszerny dom jednorodzinny w mniejszym mieście, albo ciasnawą
                          kawalerkę w mieście większym, to coś mi się tu nie zgadza. Czyżby marża ?

                          Kredyty: wzięcie kredytu na 30 lat nie mieści mi się w głowie... A przecież moi
                          znajomi, rówieśnicy, takie kredyty pozaciągali ! Po to, by kupić mieszkania. I
                          od dziesięciu lat je spłacają, bo mowa o pokoleniu czterdziestolatków. I są
                          przerażeni, bo wychodzi im jak dwa i dwa cztery, że spłacą je ewentualnie ich
                          dzieci, bo z emerytury to się może nie udać. Podobnie jak u kolegi, nie są to
                          wiążący koniec z końcem robotnicy, lecz naukowcy, lekarze, reprezentanci firm
                          farmaceutycznych, dziennikarz, przedsiębiorca. Ludzie o zarobkach od przeciętnej
                          wzwyż. Znajomi nauczyciele kredytu nie dostali, więc nie mają tego kłopotu - od
                          prawie dwudziestu lat mieszkają w wynajętych oficynach...

                          Ja mieszkam u siebie tylko dlatego, że mieszkanie dostałem od rodziców (wariant
                          1). Którzy spłacili piętnastoletni kredyt począwszy od 1992 roku, i w końcu też
                          mieszkają u siebie, acz gdzie indziej. Jednak kwoty ich kredytu nie można nawet
                          porównywać z kredytami dzisiejszymi. To jakby porównywać cenę piwa i
                          dwudziestoletniej whisky.
                          • cirek-1971 Re: warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało 09.06.09, 10:42
                            vauban napisał:
                            Znajomi nauczyciele kredytu nie dostali, więc nie mają tego kłopotu - od
                            > prawie dwudziestu lat mieszkają w wynajętych oficynach...
                            >
                            Moim zdaniem jednak mają - od dwudziestu lat płacą za najem lokalu mieszkalnego
                            (dzisiaj jest to około 1000zł. miesięcznie)i nigdy nie będzie to ich mieszkanie
                            - nie wiem czemu uważasz ten model za dobry bo dla mnie to głupota - byłem w
                            tej samej sytuacji ale po roku stwierdziłem, że wolę płacić kredyt 600zł. za coś
                            co jest moje.
                            Pozdrawiam
                            Ps. wariant 2
                            • felippee Re: warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało 09.06.09, 11:59
                              > Moim zdaniem jednak mają - od dwudziestu lat płacą za najem lokalu
                              mieszkalnego
                              > (dzisiaj jest to około 1000zł. miesięcznie)i nigdy nie będzie to
                              ich mieszkanie

                              Jest subtelna roznica: wynajmujac mieszkanie masz swobode - mozesz
                              sobie je zmienic, wyprowadzic sie w kazdej chwili. Co prawda masz
                              mniej swobody jak chodzi o przerobki czy remonty, ale masz swobode
                              zmiany otoczenia, przeprowadzki za lepsza praca itp.

                              > - nie wiem czemu uważasz ten model za dobry bo dla mnie to głupota
                              - byłem w
                              > tej samej sytuacji ale po roku stwierdziłem, że wolę płacić kredyt
                              600zł. za co
                              > ś
                              > co jest moje.

                              Do czasu az nie splacisz hipoteki nie jest twoje. Nawet jesli masz
                              akt notarialny, to z lokalem obciazonym hipoteka nie mozesz nic
                              zrobic. Jestes do niego uwiazany na 20-30 lat(!), czyli gdy w koncu
                              lokal bedzie twoj, bedziesz musial mu zrobic kapitalny remont. W
                              dodaku okaze sie, gdy podsumujesz kwote splaconego kredytu, ze
                              zaplaciles nominalnie za to mieszkanie dwa razy (albo wiecej!).

                              Na moje lepiej przeczekac to zawirowanie odkladajac troche kasy na
                              boku niz pakowac sie w hipoteke. Jesli juz, to na minimalna kwote
                              (maks 50% wartosci lokalnu) i na szybka splate (5 maks 7 lat). A
                              nawet lepiej brac zwykly kredyt niz hipoteczny, przynajmniej jest
                              wtedy swoboda dysponowania lokalem. Trzeba pamietac, ze kazda
                              zlotowka pozyczona z banku kosztuje w praktyce 2 albo wiecej
                              zlotych.

                              > Pozdrawiam
                              > Ps. wariant 2

                              • kid_cassidy Re: warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało 09.06.09, 12:20
                                Jeśli (jak pisze Dubowik) najbardziej atracyjne dzis jest małe (bo
                                tanie, nic więcej) mieszkanie, to ludzie je kupujacy pozbawieni sa
                                podstawowej wyobraźni nt swojego dalszego zycia.
                                Umocza się na długie lata kredytu, na jakies kawalerki lub małe 2
                                pokojowe, a za kilka lat, gdy rodzina sie powiekszy, zacznie
                                brakowac przestrzeni zyciowej (lub najzwyczajnie będą chcieli
                                zmienić otoczenie) z wielkim prawdopodobienstwem nie będą w stan
                                tego zrobić, bo bedzie im wisiał na głowie niespłacony kredyt.
                                Kredyt na wymarzone M uzalezni ich od tyrania na bank i odbierze
                                możliwośc normalnego życiowego rozwoju.
                                Mozna sie łudzić, ze sprzedadza mieszkanie i z tego spłaca kredyt.
                                Jednak podobna spekulacja w mieszkaniówce, jaka miała miejsce przez
                                ostatnie 4 lata, nie ma szans powtórzyć się przez następne
                                kilkanascie lat i dotychczasowy poziom cenowy metra pozostanie
                                abstrakcją.
                                Wartość kredytu zaciagnietego na przewartościowane mieszkanie uczyni
                                je niespzredawalnym, lub sprzedawalnym z ogromną strata, której
                                osoba obłożona kredytem juz nie udźwignie.
                                Ci ludzie będą zmuszeni do mieszkania w jedym miejscu az do
                                całkowitej spłaty.
                                • cirek-1971 Re: warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało 09.06.09, 19:22
                                  kid_cassidy napisał:
                                  > Ci ludzie będą zmuszeni do mieszkania w jedym miejscu az do
                                  > całkowitej spłaty.
                                  Albo je po prostu sprzedają i kupią tańsze albo gdzie indziej.
                              • cirek-1971 Re: warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało 09.06.09, 19:18
                                felippee napisał:
                                > Jest subtelna roznica: wynajmujac mieszkanie masz swobode - mozesz
                                > sobie je zmienic, wyprowadzic sie w kazdej chwili. Co prawda masz
                                > mniej swobody jak chodzi o przerobki czy remonty, ale masz swobode
                                > zmiany otoczenia, przeprowadzki za lepsza praca itp.
                                ... albo cały czas martwić się czy wynajmujący nie wypowie umowy w każdej
                                chwili. Nie znam nikogo ze znajomych kto przemieszkałby w wynajmowanym lokalu
                                dłużej niż 3lata - non stop na walizkach.Mieszkanie czy to z hipoteka czy bez
                                tez można sprzedać i kupić w mieście gdzie zmieniasz pracę.
                                felippee napisał:
                                > Do czasu az nie splacisz hipoteki nie jest twoje. Nawet jesli masz
                                > akt notarialny, to z lokalem obciazonym hipoteka nie mozesz nic
                                > zrobic. Jestes do niego uwiazany na 20-30 lat(!), czyli gdy w koncu
                                > lokal bedzie twoj, bedziesz musial mu zrobic kapitalny remont. W
                                > dodaku okaze sie, gdy podsumujesz kwote splaconego kredytu, ze
                                > zaplaciles nominalnie za to mieszkanie dwa razy (albo wiecej!).
                                Po pierwsze w Ps. napisałem, że jestem z wariantu nr2,po drugie kredyt już
                                spłaciłem, po trzecie hipoteka to nie wyrok śmierci- istnieje od kilkuset lat i
                                będzie istnieć, po czwarte to nieprawda że lokal z hipoteką nie jest własnością
                                właściciela-chyba mówisz o zastawie bankowym, po piąte rozumując twój tok
                                myślenia to:lepiej zapłacić za 20 lat najmu śr.192tyś.niż pokryć tymi pieniędzmi
                                część kredytu i wkładu własnego na swoje mieszkanie - co tu jest lepsze?
                                felippee napisał:
                                > Na moje lepiej przeczekac to zawirowanie odkladajac troche kasy na
                                > boku niz pakowac sie w hipoteke. Jesli juz, to na minimalna kwote
                                > (maks 50% wartosci lokalnu) i na szybka splate (5 maks 7 lat). A
                                > nawet lepiej brac zwykly kredyt niz hipoteczny, przynajmniej jest
                                > wtedy swoboda dysponowania lokalem. Trzeba pamietac, ze kazda
                                > zlotowka pozyczona z banku kosztuje w praktyce 2 albo wiecej
                                > zlotych.
                                >
                                Nie wiem skąd masz takie informacje, że właściciel nie może swobodnie dysponować
                                lokalem z hipoteką -jest oczywiście pewien dyskomfort podczas sprzedaży
                                mieszkania ale to nie koniec świata. Przez okres spłaty kredytu (5lat)
                                dysponowałem lokalem jak chciałem i nie miałem żadnych problemów.
                                Masz racje, dobrze by było odłożyć kasę i kupić mieszkanie za gotówkę ale jak to
                                zrobić skoro ludzie zarabiają za mało aby odłożyć albo płacą za wynajem i tez
                                tego zrobić nie mogą.
                                Oczywiście można wybrać się za granicę za lepszą płacą ale to tak samo pewne jak
                                powrót 30cm lizaków.
                                Pozdrawiam
                                • felippee Re: warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało 09.06.09, 21:02
                                  cirek-1971 napisał:


                                  > Nie wiem skąd masz takie informacje, że właściciel nie może
                                  swobodnie dysponowa
                                  > ć
                                  > lokalem z hipoteką -jest oczywiście pewien dyskomfort podczas
                                  sprzedaży
                                  > mieszkania ale to nie koniec świata. Przez okres spłaty kredytu
                                  (5lat)
                                  > dysponowałem lokalem jak chciałem i nie miałem żadnych problemów.
                                  > Masz racje, dobrze by było odłożyć kasę i kupić mieszkanie za
                                  gotówkę ale jak t
                                  > o
                                  > zrobić skoro ludzie zarabiają za mało aby odłożyć albo płacą za
                                  wynajem i tez
                                  > tego zrobić nie mogą.
                                  > Oczywiście można wybrać się za granicę za lepszą płacą ale to tak
                                  samo pewne ja
                                  > k
                                  > powrót 30cm lizaków.
                                  > Pozdrawiam

                                  Hipoteki moze i istnieja od lat. Ale hipoteki na 25 i wiecej lat za
                                  dwukrotnie przeplacone mieszkanie, na krawedzi zdolnosci kredytowej
                                  to wynalazek dosyc niedawny (amerykanski!). Sytuacja zaczyna sie
                                  komplikowac gdy masz np. kredyt wart 300000, mieszkanie warte
                                  rynkowo 250000, i chcesz je zmienic. I co wtedy?

                                  Ponadto, wiekszosci dlugich terminow hipotecznych nie mozesz splacic
                                  wczesniej, jest te explicite wyszczegolnione w umowach. Jesli chcesz
                                  splacic wczesniej dowalaja surowa kare(!).

                                  Z twojej wypowiedzi wynika, ze miales normalny kredyt hipoteczny na
                                  5 lat, to jest w granicach rozsadku. W 5 lat byles w stanie to
                                  splacic, co znaczy ze spelniasz moja kategorie "stac mnie na
                                  mieszkanie". Ale kredyty na 30 lat to jednak cos odrobine innego,
                                  poczytaj przykladowe umowy. Niestety taki kredyt to kaplica.

                                  Kiedys na forum robilem wyliczenia jak nominalna wartosc kredytu
                                  rosnie wraz ze wzrostem okresu splaty. Moze gdzies to jeszcze
                                  znajdziesz w archiwum, prosta matematyka a daje do myslenia...

                                  Pozdrawiam
                            • vauban Re: warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało 11.06.09, 21:01
                              cirek-1971 napisał:

                              > vauban napisał:
                              > Znajomi nauczyciele kredytu nie dostali, więc nie mają tego kłopotu - od
                              > > prawie dwudziestu lat mieszkają w wynajętych oficynach...
                              > >
                              > Moim zdaniem jednak mają - od dwudziestu lat płacą za najem lokalu mieszkalnego
                              > (dzisiaj jest to około 1000zł. miesięcznie)i nigdy nie będzie to ich mieszkanie
                              > - nie wiem czemu uważasz ten model za dobry bo dla mnie to głupota - byłem w
                              > tej samej sytuacji ale po roku stwierdziłem, że wolę płacić kredyt 600zł. za co
                              > ś
                              > co jest moje.
                              > Pozdrawiam
                              > Ps. wariant 2

                              Przebóg ! Nigdy w życiu nie twierdziłem i nie twierdzę, że to dobry model ! Ja
                              im współczuję, srsly !

                              Chodziło mi o to, że nie spłacają rat kredytu, bo kredytu nie dostali, i tyle.
                              Nie wspomniałem o tym, ile płacą za wynajem (około 500 PLN miesięcznie, bo to w
                              Chełmnie się dzieje). I tak uważam, że wyrzucają pieniądze w błoto nic
                              konkretnego za to nie otrzymując. Już lepiej by było, gdyby mieszkali na "swoim"
                              i spłacali. No.
                          • kid_cassidy Re: warto czasem sprawdzić co się kiedyś pisało 09.06.09, 10:54
                            srednio w Polsce (z ceną gruntu):
                            www.stat.gov.pl/gus/45_4671_PLK_HTML.htm
                            biorąc pod uwagę, że miażdżąca ilość budów stanowiacych dane dla tej
                            statystyki to najwieksze Polskie miasta, gdzie koszty budowy sa
                            wyższe, można wyciagnać pewne wnioski i odniesc je do proponowanych
                            cen.
                            Kilka miesięcy temu ktos na forum wyliczył, (zdaje sie na podstawie
                            osiągnietego zysku netto i ilości oddanch metrów) przyblizona, ale
                            bardzo wiarygodną wartość, która Budlex "rąbał" na każdym mieszkaniu-
                            wychodziło około 70 000 PLN!!! a podkreślam, że to było po
                            uwzglednieniu wszystkich kosztów: materiałów, podatków, robocizny,
                            gruntu, pozostałych dodatkowych kosztów robionych na siłę, by
                            zapłacić niższy podatek i np kosztów uzytkowania budlexowskiego
                            lexusa:)
                            Kazdy nabywca musi sobie odpowiedzić, czy chce dac sie skuć w
                            bankowo-developerskiegie okowy na najblizsze xxx lat.
                            Sa inne wyjścia, ale polska mentalnośc i swiadomość ekonomoczna jest
                            tragedia.
              • cpt_flint Re: tandetne naganianie Budlexu 08.06.09, 22:52
                olgierd.dubowik napisał:

                "nowych atrakcyjnych mieszkań zaczyna brakować"

                Potwierdzam, rzeczywiście sytuacja tak właśnie wygląda.

                "Dla wyjaśnienia kwestii z powodu której ktoś ( Flint ) rozpoczął
                > niniejszy wątek, chcę poinformować iż wszystkie akty notarialne na
                > Osiedlu Winnica ( ze względów formalnych opóźnione ) zostały
                > zawarte, a znaczna część klientów już mieszka w nowych
                mieszkaniach.
                >
                > Olgierd Dubowik"

                To również jest prawda.
                pozdrawiam Pana Olgierda
                Ahoj!

        • gaelic04 flint przestań skamleć i łasić się do dubowika 19.06.09, 23:35
          Coś napisał, napisałeś!
          Chyba stać Cię na talerz barszczu!?
          Wydaje mi się, że cpt_flint nijak do Ciebie nie przystaje!
          Bardziej por. zubek!
      • gaelic04 Panie Dubowik, jak na oficjalne stanowisko spółki 19.06.09, 22:55
        To po:
        1.Kim jest Dubowik uspokajający swoich klientów na tym forum?
        2.Zbędne wydają się poza merytoryczne zwroty tej polemiki "ozdabiające" to
        wyjaśnienie.
        3.Mało poważnym jest stwierdzenie, że wielość ksiąg, na których został
        posadowiony budynek mieszkalny a komplikujący, opóżniający podpisanie stosownych
        umów z właścicielami wykupionych mieszkań was zaskoczył!
        Przyzna pan, że to osobliwie dziwaczne tłumaczenie!
        4.Ewentualna przewrotka Stevensoa po komentarzu Flinta będzie niczym do waszego
        niechlujstwa w procesie formalno-prawnej regulacji przyszłych praw właścicieli
        wykupionych u was mieszkań!
        Dlatego powinien pan sobie darować te bzdeciarskie ozdobniczki a jedynie
        przeprosić zdenerwowanych klientów i jak najszybciej dać stosowne umowy za ich
        ciężkie tysiące zł zapłacone wam za metr kubiczny!
        A tak w ogóle to pańskie wyjaśnienie poziomem jakże pasuje, komponuje się z
        tępą fizjonomią gostka z waszego plakatu, któremu teściowa nalewa barszcz!
        t.b.b.n.t.c.m.d.p.
    • olgierd.dubowik Odpowiedź zbiorcza 09.06.09, 21:53


      Witam ,

      Cieszę się bardzo ,że dyskusja jaka się wywiązała dotyczy samego
      sedna problemu. Jeżeli macie Panowie ( Państwo ) ochotę to wypowiem
      się zbiorowo do powyższych zagadnień. Kto ochoty nie ma ….proszę
      zamknąć „okno”.

      Problem: mieszkań, własności, kredytów i cen wraz z kwestią dochodu
      narodowego per capita w Polsce , koszyku potrzeb i zdolności ich
      zaspokojenia jest głębszy. Osobiście uważam że polski model jest
      zły, przy czym to nie moja zasługa ( a ustawodawcy ) i muszę z
      konieczności w nim funkcjonować. Panowie ten problem też widzą , o
      czym świadczy rzeczowa dyskusja.

      Tu może dygresja, ważna dla dalszej części.

      W USA kredyt hipoteczny jest rozpowszechniony bardziej i działa
      dłużej, na innych warunkach. Kredyt tam jest „normalnym”
      finansowaniem mieszkań ( raczej domów ). Nie ma tam jednak kłopotów
      takich jak u nas. Praktycznie każda nieruchomość jest obciążona
      mniejszą lub większą hipoteką. Cena takiej nieruchomości wynosi –
      wartość rynkową tej nieruchomości minus wartość niespłaconej
      hipoteki. Hipoteka jest mniej związana z właścicielem
      nieruchomości , a bardziej z nią samą. Dlatego transakcje przejęcia
      nieruchomości wraz z przejęciem hipoteki są standardem. Likwiduje
      to problem mobilności ( elastyczności życiowej ) właścicieli
      nieruchomości , po prostu sprzedają i kupują nieruchomości z
      hipotekami. Tu kłania się rozwinięty rynek pośrednictwa w
      nieruchomościach. Problem jaki wystąpił w USA pojawił się wtedy gdy
      zaczęła lawinowo rosnąć ilość nieruchomości których wartość rynkowa
      spadała poniżej wartości hipotek je obciążających. Taka sytuacja nie
      miała swojego precedensu w historii rynku hipotecznego w USA.
      Abstrahuję tu od winnych tej sytuacji ( na inny wątek ). Kryzys
      hipoteczny w USA skończy się w momencie gdy odwróci się poziom
      wartości rynkowych i hipotek. To wg mnie nie będzie w stanach trwało
      długo.
      Osoba tracąca dobrą prace w stanach sprzedaje swoje drogie
      mieszkanie z dużą hipoteką i kupuje dużo tańsze z dużo niższą
      hipoteką , i na odwrót ( przed kryzysem tak było i będzie po
      kryzysie ) . Taka sytuacja likwiduje problemy które Panowie
      podnieśliście.

      W Niemczech sytuacja jest inna. Niemcy mieszkają w mieszkaniach
      wynajmowanych ( większość ) i w ramach czynszu płacą tzw. rentę
      kapitałową właścicielowi nieruchomości ( część czynszu to dochód
      właściciela. Tu niespodzianka , bowiem ci sami Niemcy ( jako
      zbiorowość ) są właścicielami tych nieruchomości ( mieszkań ) w
      których mieszkają. Wynika to z faktu iż większość mieszkań jest
      własnością długoterminowych funduszy inwestycyjnych których
      jednostki trzymają w formie oszczędności właśnie Niemcy ( choćby
      poprzez fundusze emerytalne , ale nie tylko ). Oczywiście jest to
      ujęcie statystyczne i suma jest 100% w przypadku dużych liczb i
      członków funduszy. Różnie to wygląda na poziomie pojedynczego
      obywatela. Jednak w sumie ta sytuacja również odpowiada na problemy
      jakie Panowie poruszacie.

      Nasz problem polega na tym ,że nikt ( dosłownie ) nie ma i nie miał
      wizji jak zabrać się do budowy modelu w Polsce. Nie trzeba wyważać
      otwartych drzwi , można wynająć fachowców z tamtych rynków ( a nie
      koleżankę Blidę czy strażaka Pawlaka ). Czy pamiętacie by ktoś
      cokolwiek sensownego proponował w kampanii wyborczej ? Ja nie
      pamiętam. Wiem za to dlaczego. Otóż budowa takiego systemu to praca
      na co najmniej dwie dekady , a naszych „reprezentantów” obchodzi
      horyzont czterech lat – od wyborów do koryta i z powrotem. Nawet
      sensownej dyskusji w mediach nie ma , nawet tych specjalistycznych.

      Panowie – do roboty ! Z Waszych listów domyślam się że jesteście
      młodzi, a demokracja to Wasze głosy.

      Z poważaniem

      Olgierd Dubowik

      PS. Lexus ma 13 lat i 350 tyś na liczniku. …….tanio sprzedam !!!!
      • gilbert.grape Re: Odpowiedź zbiorcza 09.06.09, 22:49
        Witam Pana,

        Ja pamiętam "sensowne" propozycje przedwyborcze:
        - mieszkania dla młodych,
        - 3 mln mieszkań
        :)

        Rzadko się zdarza, aby Prezes poważnej firmy przedstawiając się z imienia i nazwiska brał udział w dyskusji na forum. Moje wyrazy uznania.

        Pozdrawiam
        (klient nie obciążony kredytem)
      • felippee Re: Odpowiedź zbiorcza 09.06.09, 23:40
        Słuszne uwagi, szczególnie jak chodzi o kwestie mobilności w USA.
        Amerykanie często się przeprowadzają w poszukiwaniu pracy, co w
        Polsce jest jeszcze trochę nie do pomyślenia.

        W Polsce rynek mieszkaniowy to znowu "wolna amerykanka". Polityczny
        populizm (3 miliardy mieszkań czy jakoś) miesza się tutaj z napływem
        kapitału spekulacyjnego, zarówno w obrębie banków (pompowanie bańki
        kredytowej), jak i indywidualnych, kupujących po kilka, kilkanaście
        mieszkań.

        Zatem z jednej strony naszej sytuacji winne są polityczne elity,
        niestety mierne w dużym procencie i bez wizji na tworzenie struktury
        kraju, a z drugiej mamy amerykański FED który po bańce internetowej
        wpompował w światową gospodarkę tyle dolarów, że starczyło aby
        nadmuchać monstrualny balon w USA oraz innych krajach.

        Banki mając ekstremalnie tani pieniądz w nadmiarze zaczęły szukać
        gdzie go lokować - i szybko znalazły złotą żyłę w kredytach
        hipotecznych. Zauważcie, że w tym samym momencie firmom jest ciężko
        zdobyć kredyt obrotowy. Czemu? Bo od banku udzielenie takiego
        kredytu wymaga pracy - analizy (kompetentnego pracownika), wiąże się
        to z pewnym ryzykiem. A hipotekę wcisną bez większych refleksji
        przeciętnemu kowalskiemu (może to zrobić byle "blondynka", grunt aby
        się uśmiechała i mówiła że będzie fajnie), bo umowa jest dla niego
        bardzo niekorzystna ale przecież i tak weźmie...

        No i mamy obraz gospodarki: banki uprawiające swoje hipoteczne
        poletko, firmy wstrzymujące inwestycje bez kredytu, ludzi którzy
        spłacając hipoteki tracą pracę, bo ich firmy nie mogły zdobyć
        kredytu...

        Osobiście uważam, że ten obraz gospodarki jest daleki od
        całościowego, jest jeszcze wiele innych fundamentalnych problemów
        które są tematem na inne wątki. Jednak pewne prawidłowości tutaj
        widać.
      • hecer Re: Odpowiedź zbiorcza 10.06.09, 00:51
        ....rzeczowa odpowiedz? Kompletne bzdury. Przy tym fragmencie
        myślałem że spadnę z krzesła:

        "Nie ma tam (w USA) jednak kłopotów takich jak u nas".

        Są kłopoty tylko 10 razy większe. I u nas też by były gdyby nie to
        że ichnie (amerykańskie) listy zastawne czyli CDO były gigantycznym
        przekrętem choćby biorąc pod uwagę sposób tworzenia rankingów czy
        kalkulując ryzyko tych papierów w portfolio.

        U nas nie stosowano derywatów kredytów - moim zdaniem - z dwóch
        powodów - 1.ustawa jest w miarę "szczelna" i nadzór jest dużo
        lepszy, - 2. był tańszy sposób pozyskania pieniądza przez banki (za
        granicą, frank)

        Sugestię byśmy "my młodzi czerpali z wzorca amerykańskiego"? Mam
        lepszą - "a może znacjonalizujmy od razu nasze banki, przynajmniej
        realna gospodarka nie zdąży pogrążyć się w recesji"

        W Polsce mieliśmy podobną bańkę jak w Stanach - tylko trwała krócej
        niż w Stanach, miała mniejszy zasięg niż w państwach bałtyckich. Ale
        problem jest dokładnie taki sam: banki mają dostęp do taniego
        pieniądza, poluzowują restrykcję, udzielają mnóstwo kredytów, póki
        napędzają one gospodarkę wszystkie wskaźniki banków są super, więc
        banki dalej zwiększają ryzyko i pompują bańkę...

        W Polsce banki udzielały kredytów walutowych. Gdy RPP podnosiła
        stopy, parytet stóp procentowych byl korzystny dla carry trade:
        zaciągnąć kredyt w walucie nisko oprocentowanej, kupić aktywa w
        walucie wysoko oprocentowanej. Im wyższa różnica stóp tym większa
        atrakcyjność kredytu walutowego. W ten sposób RPP stopa procentowa
        przestaje być dobrym narzędziem polityki monetarnej...


        W każdym razie, ludzie brali na kredyt we franku mieszkania, im
        więcej tych kredytów brali tym bardziej umacniali złotego, co
        zmniejszało wysokość zadłużenia...w ten sposob mieli wiecej kasy w
        kieszeni i do tego aktywa ktore kupili na kredyt rosly (ceny
        mieszkan) co jeszcze bardziej poprawialo zdolnosc kredytowa i
        samopoczucie takiego spekulanta...


        Teraz mamy czas na urealnienie cen mieszkan. Dostosowanie i
        standardu i ceny do mozliwosci finansowych ludzi. Juz nie ma
        spekulantow z zagranicy ktorzy beda podbierac mieszkania - a to bylo
        glowna chyba przyczyna tego, ze w Polsce ceny mieszkan znajdowaly
        sie powyzej parytetu wynikajacego z sily nabywczej.

        Czas by one kosztowaly tyle na ile nas stac.

        I zupelnie zgadzam sie z tymi co twierdza ze "rodzina na swoim" to
        glupi mechanizm. On po prostu blokuje spadek cen mieszkan i pozwala
        bankom i developerom zarabiac kosztem i klienta (nabywcy mieszkania)
        i podatnika (ktory finansuje polowe odsetek od tych kredytow przez 8
        lat). To glupie - bez tych doplat, ceny mieszkan spadna i zarobi
        klient i podatnik, straci developer i bank (ale powinni stracic bo
        mieli 5 niezwykle tlustych lat).
        • felippee Re: Odpowiedź zbiorcza 10.06.09, 07:31
          hecer napisał:

          > ....rzeczowa odpowiedz? Kompletne bzdury. Przy tym fragmencie
          > myślałem że spadnę z krzesła:
          >
          > "Nie ma tam (w USA) jednak kłopotów takich jak u nas".
          >
          > Są kłopoty tylko 10 razy większe. I u nas też by były gdyby nie to
          > że ichnie (amerykańskie) listy zastawne czyli CDO były
          gigantycznym
          > przekrętem choćby biorąc pod uwagę sposób tworzenia rankingów czy
          > kalkulując ryzyko tych papierów w portfolio.
          >
          > U nas nie stosowano derywatów kredytów - moim zdaniem - z dwóch
          > powodów - 1.ustawa jest w miarę "szczelna" i nadzór jest dużo
          > lepszy, - 2. był tańszy sposób pozyskania pieniądza przez banki
          (za
          > granicą, frank)
          >
          Problem jest taki, że w stanach ucierpiały banki i inwestorzy a u
          nas ucierpią kredytobiorcy. Oczywiście w USA kredytobiorcy też
          odnotowali straty, ale te jednak można łatwo zminimalizować zbywając
          nieruchomość przez procedurę "foreclosure". W Polsce tego się nie da
          zrobić, bo kredyt jest przywiązany do człowieka a nieruchomość jest
          jedynie zabezpieczeniem. Dlatego banki u nas czują się dobrze. W
          stanach zatem problemy są faktycznie inne i wcale nie jestem pewien
          czy aż 10x większe.
          • hecer Re: Odpowiedź zbiorcza 10.06.09, 09:55

            W stanach problemy są 10 albo moze nawet 100 razy większe, my
            friend;)

            ...ja się właśnie wczoraj wieczorem przed snem zastanawiałem jaka
            jest różnica między kredytem przypisanym do osoby a przypisanym do
            nieruchomości. Dla banku jest to istotna różnica - właściwie to taki
            bank jest właścicielem mieszkania i wynajmuje to mieszkanie w zamian
            za ratę kredytową.

            Gdy kredyt przypisany jest do osoby a zabezpieczeniem jest wpis
            hipoteczny potwierdzający możliwość roszczenia banku do wysokości
            niespłaconej części zadłużenia?

            Przecież takie mieszkanie można również bez problemu sprzedać! Co
            tym jest niby takiego "innego"? Pan Dubowik napisał o tym jak
            pięknie można się w Stanach przeprowadzać z droższego do tańszego...
            Czy w Polsce to jest niemożliwe?? Może ktoś mi wytłumaczy na czym
            polega ta "wyższość" czy "diametralna różnica" między modelem
            amerykańskim a polskim. Bo z punktu widzenia klienta banku jest to
            raczej niuans (z punktu widzenia bezpieczenstwa sektora finansowego,
            jego podatnosci na spekulacje i moral hazard, roznica moze byc
            jednak znaczna, choc i tak zawsze najwiecej zalezy od nadzoru i
            kontroli)

            ----------------------

            Nie bardzo rozumiem do czego sprowadzic ten wywod pana Dubowika.
            Wskazal na jakies roznice miedzy Stanami i Niemcami, zawezwal
            mlodych ludzi do tego "by sie wzieli i przyjrzeli istniejacym
            regulacjom"... i co? Gfzie tu jest jakis koncept? Ja go nie widze.


            ------------------


            Nie bede tu nachalnie przypominal swoich wywodow o tym jakie sa
            mozliwosci doprowadzenia do ozywienia w budownictwie. Bo znow ktos
            powie ze "na wszystkim znam sie najlepiej itp" a wcale tak nie jest -
            po prostu wole konkret od jakis glupot (tak sobie patrze co sie
            dzialo na tym forum przez ostatnie 2 tygodnie i zastanawiam sie po
            co wam w ogole to prawo wyborcze i duza frekwencja...)


            --------------ssssssssssspadam.

            • hecer Re: Odpowiedź zbiorcza 10.06.09, 10:03
              a tak na marginesie - mam jeszcze jeden ciekawy pomysl jak ozywic
              budownictwo oprocz tych ktore tu kiedys podalem. Ale jestem ogolnie
              rozżalony i nie powiem.

              Poza tym odkrylem fajna/dziwną inwestycję w Toruniu - chyba Rydzyk
              buduje tajna baze i schron (ale nie w Starym Toruniu) pewnie wiec
              bedzie wojna i te pomysly nikomu sie nie przydadza - to bardziej
              interesujace niz dyskusje tutaj.

              -----------sssssssssssssssssssssija...
            • kid_cassidy Re: Odpowiedź zbiorcza 10.06.09, 10:45
              ta niemożliwośc w przeprowadzce z drozszego do tanszego może np
              polegac na tym, ze twoje drogie (bo kupione i skredytowane na górce)
              bedzie tak drogie, ze niesprzedawalne. Wiec by je sprzedac musiałbyc
              poniesc bardzo wysoką stratę, na która może cie nie stac.

              Po bance w Usa i Pol problemy te same- ktos zostaje z łapą w nocniku
              pełnym łajna. W Polsce człowiek, tam bank. Pytanie komu łatwiej z
              tego wyjsc i dla kogo ewentualna pomoc jest droższa...

              A te 10x większe problemy w Usa, to rozumiem, że z wielkości skali
              wynikaja?

              Ryzyko ponoszone w finansowaniu nieruchomości w Pol i Usa jest
              całowicie inne. Polskie banki zarabiają jak na wysokim ryzyku, w
              rzeczywistości maksymalnie okupują sie warunkami umowy
              minimalizując swoje ryzyko. Ponosi je klient, on za wszystko płaci i
              dostaje po tyłku..
              Nikt im bezkarnie nie zafunduje np klucza od domu wysłanego kurierem
              i dopiskiem: lecę na Alaske, bo tu dla mnie za ciepło, pa i dzięki
              za wszystko.
              • hecer Re: Odpowiedź zbiorcza 10.06.09, 11:31

                > ta niemożliwośc w przeprowadzce z drozszego do tanszego może np
                > polegac na tym, ze twoje drogie (bo kupione i skredytowane na
                górce)
                > bedzie tak drogie, ze niesprzedawalne. Wiec by je sprzedac
                > musiałbyc
                > poniesc bardzo wysoką stratę, na która może cie nie stac.
                >
                > Po bance w Usa i Pol problemy te same- ktos zostaje z łapą w
                > nocniku
                > pełnym łajna. W Polsce człowiek, tam bank. Pytanie komu łatwiej z
                > tego wyjsc i dla kogo ewentualna pomoc jest droższa...


                No właśnie nie jestem pewien...

                W stanach jest tak:

                - kupujesz mieszkanie za 200 tys dolców i płacisz bankowi raty. Jak
                cena mieszkania spada do 100 tys to co? Przestajesz placic? Ale
                wowczas tracisz te wszystkie raty ktore juz zaplaciles. Jesli masz
                kredyt na 40 lat, placiles go przez 10 lat i teraz oddajesz dom
                bankowi...

                Poza tym duzo mieszkan w stanach ma bardzo krotka trwalosc. U nas
                buduje sie w miare solidnie, na wsi tez. U nich bardzo duzo domow
                budowanych jest bardzo tanio.

                No wiec zalozmy ze kupujesz dom za 100 tys. Z kazdym rokiem traci on
                na wartosci 5 tys i po 20 latach wymaga generalnego remontu za 100
                tys lub wyburzenia i postawienia nowego az 100 tys (w cenach z roku
                biezacego)

                Bierzesz kredyt rowniez na 20 lat. Po 10 latach splaciles polowe
                ceny domu ale jest on warty polowe tego co za niego dales. Po 20
                latach dom jest warty zero i twoje zadluzenie wynosi zero.

                A jak jest w Polsce? Dokladnie tak samo. Kupiles dom za 300 tys na
                kredyt, teraz dom wart jest 200 tys, ale do splacenia zostalo ci
                tylko 150 tys kredytu. Placisz kredyt dalej lub sprzedajesz szybko
                dom.

                Jesli do splaty zostalo ci 250 tys zl kredytu, a dom jest wart 200
                tys to przestajesz placic, jestes w plecy 50 tys zl i bank jest w
                plecy 50 tys.

                A jak w Stanach? Dokladnie tak samo.

                --------------

                Inaczej moze jednak rozkladac sie ryzyko i moral hazard.

                --------------

                a problemy w stanach? zobacz sobie najpierw wskazniki - chocby ceny
                mieszkan w Stanach i zakres zapasci w budownictwie (New Homes - moge
                ci podac linka do glownych wskaznikow), zobacz na sektor finansowy i
                skale pomocy panstwa dla tego sektora, TARP, skale nacjonalizacji -
                a moze fikcji ze to jest nadal prywatne - i zastanow sie jak taki
                kryzys uderza w gospodarke, inne sektory... a potem wroc do Polski,
                spojrz na bilans dowolnego banku (np Millenium, ktory mial duzy
                udzial w kredytach walutowych) i porownaj sobie.... u nas "spadły
                zyski" - u nich 2/3 banków upadło lub upadłoby.
                • hecer Re: Odpowiedź zbiorcza 10.06.09, 11:38
                  2/3...a może nawet 90%... z duzych chyba tylko Bank of America mial
                  dobra pozycje, choc to sie zaczęlo przewracac jak kostki domina. Ale
                  pozostale upadaly same, a BoC upadlby dopiero uderzony z kazdej
                  strony. Choć to i tak bardzo trudno ocenic z tych informacji ktore
                  nadchodza.
                • felippee Re: Odpowiedź zbiorcza 10.06.09, 12:22
                  hecer napisał:
                  > W stanach jest tak:
                  >
                  > - kupujesz mieszkanie za 200 tys dolców i płacisz bankowi raty.
                  Jak
                  > cena mieszkania spada do 100 tys to co? Przestajesz placic? Ale
                  > wowczas tracisz te wszystkie raty ktore juz zaplaciles. Jesli masz
                  > kredyt na 40 lat, placiles go przez 10 lat i teraz oddajesz dom
                  > bankowi...

                  W stanach pierwsza hipoteka ma zazwyczaj ograniczone zabezpieczenie,
                  a zatem jest tak: rozglądasz się za domem. Znajdujesz. Okazuje się,
                  że właściciel chce za dom $50000 (bo tyle spłacił w ratach
                  hipotecznych i jeszcze odrobinę zarobi) + jest jeszcze hipoteka
                  $150000. Kupujesz dom razem z hipoteką, poprzedni właściciel jest
                  czysty, ma w kieszeni $50000 i może się rozglądać za nowym domem.

                  Mieszkasz i sobie spłacasz hipotekę, wszyscy są zadowoleni. Po
                  jakimś czasie ci się nudzi. Wystawiasz ogłoszenie, że chcesz
                  sprzedać dom za $80000 na którym ciąży hipoteka $120000. Znajdujesz
                  klienta i jazda... A jak nie znajdziesz, to spuszczasz z ceną, w
                  najgorszym razie nawet do zera. Wypowiadasz bankowi hipotekę i do
                  widzenia, bank zostaje z domem i szuka nowego klienta (bank może
                  odebrać jedyne zabezpieczenie hipoteki czyli dom). Dopiero gdy
                  zaciągniesz dwa kredyty hipoteczne na raz, to zaczynasz odpowiadać
                  resztą majątku (za drugi i kolejne). Zresztą to zależy od lokalnego
                  prawa, ale chyba najczęściej jest tak jak pisze.

                  > Poza tym duzo mieszkan w stanach ma bardzo krotka trwalosc. U nas
                  > buduje sie w miare solidnie, na wsi tez. U nich bardzo duzo domow
                  > budowanych jest bardzo tanio.

                  To tylko część prawdy. W stanach północnych buduje się równie
                  solidnie co u nas a może i solidniej. W stanach południowych może i
                  buduje się mniej solidnie, ale w tamtych klimatach te domy są dosyć
                  trwałe, a co ważniejsze łatwe i tanie do wyremontowania. No chyba,
                  że przyjdzie tornado, ale w tym przypadku także i nasze "solidne
                  budownictwo" wymięka.

                  > A jak jest w Polsce? Dokladnie tak samo.

                  Nie jest tak samo. W Polsce jest obowiązkowe poręczenie wekslowe co
                  w praktyce oznacza, że nie ma kredytów zabezpieczonych jedynie przez
                  nieruchomość. Bank ci kupuje mieszkanie i pozwala w nim mieszkać.
                  Dostajesz nawet akt notarialny, że niby jest twoje, tylko ciąży na
                  nim hipoteka. Spłacasz sobie. Po paru latach spłaciłeś 50000zł,
                  zostało jeszcze powiedzmy 200000zł. Chcesz się przeprowadzić:
                  szukasz klienta który kupi mieszkanie za 50000zł i przejmie kredyt.
                  Nie znajdujesz, bo np. mieszkania staniały. No to mówisz, trudno i
                  się wyprowadzasz. Bank przejmuje mieszkanie i próbuje je zlicytować.
                  Licytuje za 150000zł, sama licytacja i procedura kosztują 20000zł.
                  Co oznacza, że nadal jesteś bankowi winien 70000zł. Bank wpisuje
                  weksel i nasyła komornika.

                  Wyczuwasz różnicę?
                  • he-cer Re: Odpowiedź zbiorcza 10.06.09, 14:51
                    okej, dobrze ze jest wsrod nas ktos kto byl w Stanach i wie jak to
                    dziala:)

                    Dzieki za wytlumaczenie.

                    Ale nadal nie widze roznicy między tym:


                    > W stanach pierwsza hipoteka ma zazwyczaj ograniczone
                    zabezpieczenie,
                    > a zatem jest tak: rozglądasz się za domem. Znajdujesz. Okazuje
                    > się,
                    > że właściciel chce za dom $50000 (bo tyle spłacił w ratach
                    > hipotecznych i jeszcze odrobinę zarobi) + jest jeszcze hipoteka
                    > $150000. Kupujesz dom razem z hipoteką, poprzedni właściciel jest
                    > czysty, ma w kieszeni $50000 i może się rozglądać za nowym domem.

                    czyli kupujesz dom za 200.000 tys dolarow, 50 tys dajesz
                    sprzedajacemu dom a 150 tys wisisz bankowi.


                    > Nie jest tak samo. W Polsce jest obowiązkowe poręczenie wekslowe
                    co
                    > w praktyce oznacza, że nie ma kredytów zabezpieczonych jedynie
                    > przez
                    > nieruchomość. Bank ci kupuje mieszkanie i pozwala w nim mieszkać.
                    > Dostajesz nawet akt notarialny, że niby jest twoje, tylko ciąży na
                    > nim hipoteka. Spłacasz sobie. Po paru latach spłaciłeś 50000zł,
                    > zostało jeszcze powiedzmy 200000zł. Chcesz się przeprowadzić:
                    > szukasz klienta który kupi mieszkanie za 50000zł i przejmie
                    > kredyt.

                    zeby wyszlo analogicznie do przykladu powyzej, zmienmy nieco liczby -
                    zalozmy ze mieszkanie na poczatku kosztowalo 200 tys zlotych i
                    splacilem 50 tys zl. Wisze wiec bankowi jeszcze 150 tys zl.

                    Jesli chce sprzedac mieszkanie za 200 tys to znajduje klienta ktory
                    da mi 50 tys (za raty ktore splacilem) i przejmie 150 tys kredytu.

                    Czym to sie rożni od poprzedniego przykładu??? Tylko rodzajem
                    zabezpieczeń (które jak widać w Stanach okazały się kiepskie) i tym
                    co dodałeś w drugim przykładzie:

                    > Nie znajdujesz, bo np. mieszkania staniały

                    No sorry, ale to samo możesz dopisać w pierwszym przykładzie. Tylko
                    że w pierwszym przykładzie zostawiasz z ręką w nocniku banki a w
                    drugim przykładzie siedzisz w gó...e po uszy sam.


                    Tylko co to znaczy ze "bank poniesie stratę na spadających cenach
                    mieszkań"?? Tzn że po prostu kredyt będzie droższy bo będzie
                    uwzględniał większe ryzyko banku (w Polsce to ryzyko jest niższe bo
                    istnieją dodatkowe zabezpieczenia typu weksel, ubezpieczenie,
                    poręczenia itp).

                    W Stanach banki olewały to ryzyko - w efekcie wszystkie
                    zbankurtowały. I kto za to zapłaci? Podatnik. Ile? To poczytaj ile
                    kosztuje bailout w Stanach.

                    ...i dolicz do tego jeszcze koszty jakie poniosła gospodarka -
                    przedsiębiorstwa którym odmówiono przedłużenia kredytu bo "bank
                    domaga się zwrotu", zahamowania akcji kredytowej itd...

                    ------------------


                    Jeśli szukasz analogii to sorry, ale nie możesz w jednym przykładzie
                    napisać "w Stanach ci się znudzi to przeprowadzasz się do innego" a
                    w drugim "ceny mieszkań spadły"

                    W stanch też są wywieszki na domach "Free" - za darmo, pod warunkiem
                    spłaty pozostałego zadłużenia.


                    -----------------------------------


                    i jeszcze jedna uwaga: pan Dubowik jak jest w Niemczech:

                    "W Niemczech sytuacja jest inna. Niemcy mieszkają w mieszkaniach
                    wynajmowanych ( większość ) i w ramach czynszu płacą tzw. rentę
                    kapitałową właścicielowi nieruchomości ( część czynszu to dochód
                    właściciela. Tu niespodzianka , bowiem ci sami Niemcy ( jako
                    zbiorowość ) są właścicielami tych nieruchomości ( mieszkań ) w
                    których mieszkają. Wynika to z faktu iż większość mieszkań jest
                    własnością długoterminowych funduszy inwestycyjnych których
                    jednostki trzymają w formie oszczędności właśnie Niemcy ( choćby
                    poprzez fundusze emerytalne , ale nie tylko ). Oczywiście jest to
                    ujęcie statystyczne i suma jest 100% w przypadku dużych liczb i
                    członków funduszy. Różnie to wygląda na poziomie pojedynczego
                    obywatela. Jednak w sumie ta sytuacja również odpowiada na problemy
                    jakie Panowie poruszacie."

                    No więc ja nie wiem jak to jest dokładnie bo tam nie mieszkałem, ale
                    mogę się założyć o piwko że ta renta kapitałowa za wynajem płacona
                    jest na rzecz takiego "towarzystwa budownictwa społecznego". A ten
                    niemiecki TBS jest kredytowany przez "fundusze dlugoterminowe" -
                    czyli po prostu banki hipoteczne emitujace listy zastawne ktorych
                    wlascicielami sa Niemcy. Stad tez nasza ustawa, wzorowana na
                    niemieckiej - tak mi sie wydaje.

                    No wiec czym to sie rozni od tej propozycji jaka ja przedstawilem
                    dla polskich TBS?? No niczym, tylko dodalem opcje mozliwosci wykupu
                    mieszkania z TBS... bo Polacy preferuja wlasnosc.


                    A kto jest wlascicielem TBS? Organizacja takich TBS zajmuje sie
                    glownie samorzad - tak jest pewnie rowniez w Niemczech, gdzie
                    zwiazki komunalne po prostu buduja i modernizuja zasoby mieszkaniowe
                    miast. I cala rzecz w tym, ze nie wymaga to angazowania wielkich
                    pieniedzy z budzetu miasta - glownym zrodlem finansowania jest jest
                    ten "bank hipoteczny - fundusz dlugoterminowy". On daje pieniadze
                    TBS, TBS zleca budowe czy modernizacje domow spolce budowlanej (np
                    pana Dubowika), z czynszow splaca "rate kapitalowa" czyli kredyt
                    zaciagniety w banku hipotecznym. A ja tu dodalem jeszcze mozliwosc
                    wykupienia mieszkania z zasobow gminy wraz z przejeciem czesci
                    zadluzenia odpowiadajacej wielkosci mieszkania i wysokosci
                    pozostalych do splacenia rat kredytu.


                    I to jest model ktory dziala! Dziala swietnie w Niemczech. A w
                    Berlinie podobno mieszkania sa tansze niz w Warszawie (choc teraz
                    euro mocno wzroslo) - ale uwzgledniajac parytet sily nabywczej
                    pewnie nadal sa tansze.


                    Zeby to jednak dzialalo bardzo dobrze, potrzebna jest jeszcze dalsza
                    decentralizacja samorzadu miasta - musza sie tworzyc wspolnoty
                    osiedlowe zarzadzajace czescia miasta, infrastruktura. U nas te role
                    pelnia spoldzielnie - kolejny relikt socjalizmu poza demokratyczna
                    kontrola.... Niech administracja osiedla zajmie sie zakupem pradu,
                    gazu, wody, wywozka smieci, budowa chodnikow, placow zabaw, drog
                    osiedlowych, utrzymaniem przedszkoli... - we wspoldzialaniu z
                    administracja centralna miasta. Wtedy nie bedzie problemu z
                    frekwencja w wyborach - a Czarnecki dostanie 0,01% na Wrzosach.


                    I jeszcze na sam koniec wyjasnie dlaczego lepiej miec kredyt
                    przypisany do czlowieka a nie mieszkanie do banku. Odpowiedz jest
                    oczywista - bank bada zdolnosc kredytowa ale nigdy nie zbada jej
                    idealnie, nigdy nie bedzie wiedzial w 100% czy ciebie stac na
                    mieszkanie ktore kupujesz czy nie. Wiec to ty powinien podejmowac
                    odpowiedzialny wybor i oceniac swoja kredytowa zdolnosc. To ty
                    odpowiadasz za splate kredytu. A jesli przerzucasz cala
                    odpowiedzialnosc na bank, to po prostu bank podniesie cene kredytu
                    wszystkim, bo rosnie jego ryzyko.

                    Kredyt jest tym tanszy im lepiej bank zabezpieczy swoj interes, im
                    bardziej obroni sie przed nonszalancja i niedopowiedzialnoscia
                    niektorych klientow. To oczywiste - gdyby wszyscy byli uczciwi i
                    racjonalni, bank nie musialby tworzyc rezerw.

                    Ale banki w Stanach nie przenosily tego ryzyka na cene kredytow.
                    Dlaczego? Bo prostu wiedzialy ze w ostatecznosci pojawi sie rzad
                    ktory je wykupi. No wlasnie, banki na tym calym kryzysie nie straca.
                    Prezesi tych bankow na pewno nic nie stracili. Udzialowcy - tylko
                    mniejszosciowi. Stracil podatnik amerykanski i amerykanska
                    gospodarka. Wystarczy spojrzec jak przyrosl im dlug w ubieglym roku.


                  • hecer Re: Odpowiedź zbiorcza 10.06.09, 17:32
                    a jeśli chodzi o wypowiedzi pana Dubowika o rynku mieszkaniowym w
                    Toruniu to ciągle słychać mniej więcej taką analizę:

                    "zapasy się wyczerpią, nie budujemy nowych, wkrótce będą kolejki i
                    ceny mieszkań wzrosną".

                    To jest taka popytowa analiza - jakby wszystko zależało od tego ile
                    pan Dubowik wybuduje i za ile sprzeda.

                    Ceny materiałów budowlanych są stabilne, nieco tylko wzrosły po tym
                    jak zanurkowały w doł o kilkadziesiąt procent jakiś czas temu.

                    W przetargach na infrę co i rusz ceny spadają.

                    Weźmy na przykład centrum fizyki optycznej. Inwestycję wyceniono
                    zdaje się na ok 14 mln, a zbuduje je Mostostal za 10 mln. Marbud
                    oferował ...14mln.

                    No więc dopóki rynek mieszkaniowy będzie wyglądał tak, że pan Budlex
                    i pan Marbud kupują ziemię i budują albo nie budują a potem
                    sprzedają - to nigdy ceny nie spadną. Ludzie budują się na wsi nie
                    tylko dlatego że chcą - ale dlatego też że jest taniej.

                    Firmy budowlane ustawiają sie w kolejkę do przetargów. Wystarczy że
                    TBS zaprojektuje kilka domów - ogłosi przetarg - sfinansuje budowę
                    kredytem bankowym poręczonym przez magistrat - i ceny spadną.

                    Ale w Toruniu TBS wyczynia jakieś cyrki...pamiętacie co było z TBS i
                    Marbudem? I co ten TBS buduje...jakieś luksusowe mieszkania.
                    Normalnie żenada.

                    Teraz jest naprawdę świetna okazja - budować szybko i tanio.
                    Firmy budowlane czekają na zlecenia, walczą o przetargi. A co my
                    słyszymy od pana Dubowika? Że "czekamy aż wyczerpią się zapasy"
                    lub "developerzy nie przystępują do budowy". To jest kwestia cen. Co
                    więcej, TBS może nawet stracić na mieszkaniach budowanych dziś (5-
                    10%) by je szybko sprzedać - ale odbije to sobie na mieszkaniach
                    budowanych za parę lat. A może ten cześć wynajmować. Choćby
                    studentom, jako akademiki.


                    • felippee Re: Odpowiedź zbiorcza 10.06.09, 18:06
                      hecer napisał:

                      > Teraz jest naprawdę świetna okazja - budować szybko i tanio.
                      > Firmy budowlane czekają na zlecenia, walczą o przetargi. A co my
                      > słyszymy od pana Dubowika? Że "czekamy aż wyczerpią się zapasy"
                      > lub "developerzy nie przystępują do budowy". To jest kwestia cen.
                      Co
                      > więcej, TBS może nawet stracić na mieszkaniach budowanych dziś (5-
                      > 10%) by je szybko sprzedać - ale odbije to sobie na mieszkaniach
                      > budowanych za parę lat. A może ten cześć wynajmować. Choćby
                      > studentom, jako akademiki.

                      >

                      Heh, Marbud by zrobił interes jakby odpuścili z tym "fą fą osiedlem
                      sztuk piknych" i zamiast tego pobudowali coś ala akademiki. Na
                      przestoju by mieli zapewniony zysk za wynajem (lokalizacja idealna
                      blisko uczelni), a za parę, paręnaście lat można by zrobić kapitalny
                      remont i zacząć sprzedawać jako normalne mieszkania. Ale Marbud woli
                      ściemniać i udawać, że uda im się znaleźć klientów na kilkadziesiąt
                      "ekskluzywnych lokali" po 5kzl/m. Zostaną za chwilę z dziurą w ziemi
                      za którą dali 30 baniek i się wykrwawią, byle tylko nie odpuścić...
                      Ich problem...
                      • hecer Re: Odpowiedź zbiorcza 10.06.09, 18:30
                        a tu sie nie zgadzam. Ta lokalizacja jest swietna, sam projekt tez
                        byl bardzo dobry - jego jedyna wada jest to, ze calkowicie zamyka
                        osiedle, nie zostawiajac ani jednego przejscia (dlatego ja sie
                        bardzo cieszylem ze nie budowali tego). I te 5 tys zl nie jest takie
                        zle...

                        Poza tym dzialki sa duzo warte...warto to trzymac.
                        • felippee Re: Odpowiedź zbiorcza 10.06.09, 19:54
                          hecer napisał:

                          > a tu sie nie zgadzam. Ta lokalizacja jest swietna, sam projekt tez
                          > byl bardzo dobry -

                          Projekt dobry? OK, o gustach się nie dyskutuje. Ale to co tam ma
                          powstać jakoś średnio mi harmonizuje z resztą bydgoskiego...

                          > jego jedyna wada jest to, ze calkowicie zamyka
                          > osiedle, nie zostawiajac ani jednego przejscia (dlatego ja sie
                          > bardzo cieszylem ze nie budowali tego).

                          No ogólnie grzech nie tylko Marbudu. Te idiotyczne płoty i grodzenie
                          całych kwartałów to coś charakterystycznego dla 3-ego świata...
                          Kiedyś już była wojna na ten temat na forum, nie chce mi się do tego
                          wracać.

                          > I te 5 tys zl nie jest takie
                          > zle...

                          Jasne, kolejka chętnych już czeka. Wśród młodych pracowników UMK
                          nawet lista społeczna jest, taka okazja :)

                          > Poza tym dzialki sa duzo warte...warto to trzymac.

                          To jakoś ciekawe, że od pół roku miasto ma duże problemy, żeby
                          sprzedać działeczki po okazyjnej cenie 300/m w całkiem niezłych
                          lokalizacjach... A niech sobie trzymają, mi tam nic do tego. Zarąbią
                          babcie ze stancjami, też dobrze...
                          • hecer Re: Odpowiedź zbiorcza 10.06.09, 22:48
                            > Projekt dobry? OK, o gustach się nie dyskutuje. Ale to co tam ma
                            > powstać jakoś średnio mi harmonizuje z resztą bydgoskiego...

                            Powiedzmy, że poprawny. Na tle tego co się buduje...

                            Tylko że jak zwykle - za bardzo upchane. To chore.

                            > No ogólnie grzech nie tylko Marbudu. Te idiotyczne płoty i
                            > grodzenie
                            > całych kwartałów to coś charakterystycznego dla 3-ego świata...

                            no wlasnie...

                            >
                            > Jasne, kolejka chętnych już czeka. Wśród młodych pracowników UMK
                            > nawet lista społeczna jest, taka okazja :)


                            igzakli faking rajt.

                            > To jakoś ciekawe, że od pół roku miasto ma duże problemy, żeby
                            > sprzedać działeczki po okazyjnej cenie 300/m w całkiem niezłych
                            > lokalizacjach... A niech sobie trzymają, mi tam nic do tego.
                            Zarąbią
                            > babcie ze stancjami, też dobrze...


                            odje...ło im z tą sprzedażą.

                            Na dodatek zapowiadają JAR - tak duża podaż utrudnia sprzedaż. Nikt
                            nie będzie przepłacał teraz...przy takiej podaży i wejściu na rynek
                            osiedla na 20 tys...

                            jednym slowem, idotyzmow torunskich ciag dalszy...
                    • olgierd.dubowik Odpowiedź zbiorcza 2 10.06.09, 20:12

                      Witam ,

                      Dyskusja naprawdę mi się podoba, …chyba po raz pierwszy na tym forum
                      ( choć nie śledzę większości wątków ) . Z braku czasu będę
                      odpowiadał raczej „zbiorowo” do ciekawych kwestii poruszanych w
                      różnych „postach”. Proszę o wyrozumiałość „ekonomistów” dla których
                      część moich stwierdzeń jest trywialna, ale piszę również dla ludzi
                      innych profesji.

                      Nie jest prawdą ,że deweloperzy budują mniej z uwagi na oczekiwanie
                      wzrostu cen lub ich trzymania na określonym poziomie. Relatywne ( w
                      stosunku do obrotu ) koszty stałe firmy deweloperskiej są na dość
                      wysokim poziomie, dlatego zaniechanie budowy jest również
                      zaniechaniem przychodu co w konsekwencji prowadzi do start w firmie.
                      Celem dewelopera jest maksymalizowanie rentowności pracującego w
                      firmie kapitału ,a ta wielkość spada wraz z relatywnym wzrostem
                      kosztów stałych. Brak nowych budów i sprzedaży ZAWSZE jest bardziej
                      kosztowne niż szybkie rotowanie kapitału w firmie, nawet przy
                      mniejszej marży.

                      Bezpośrednią przyczyną zmniejszenia liczby nowych budów są:
                      - bardziej restrykcyjna polityka banków ( udział własny w
                      kredytowanej inwestycji wzrósł z 10% w roku 2008 do 30% w 2009 roku.
                      Kapitału w spółkach przybyło niewiele a z prostego wyliczenia
                      wynika ,że deweloperzy mogą zaciągnąć 1/3 wartości kredytów jakie
                      mogli zaciągnąć w roku 2007 lub 2008. Wprost oznacza to zmniejszenie
                      nowych inwestycji o 70 % !!!
                      - ( druga ) ) to zbyt mały spadek cen gruntów w stosunku do spadku
                      cen mieszkań co powoduje w biznes planach balansowanie na granicy
                      opłacalności ewentualnej nowej inwestycji mieszkaniowej.
                      - niepewność wynikająca z kryzysu ( pogłębi się czy zatrzyma ) daje
                      psychologiczny hamulec do potencjalnie ryzykownej inwestycji

                      Konsekwencje nie są dobre, dla klientów ale też dla deweloperów.
                      Brak mieszkań przełoży się na wzrost cen , a ten na wzrost
                      skłonności do inwestowania i w konsekwencji możliwą kolejną bańkę.
                      Proszę mi wierzyć ,że deweloper z 22 letnim stażem woli stabilny i
                      przewidywalny rynek niż działania na granicy spekulacji pod możliwe
                      kolejne „bańki”. W sumie jest to klasyczny przykład „ świńskiego
                      dołka”, z tym ,że świnię tyczy się kilka miesięcy ( chyba ) a
                      mieszkania oddaje w 24 miesiące po decyzji o zakupie gruntu -….tu
                      jest ten problem dewelopera ,a w konsekwencji klienta.

                      Pomysł z TBS nie jest zły, pod warunkiem , że tego typu twór nie
                      będzie „społeczny” – społeczny to w Polsce „niczyj” ( nawyk z komuny
                      który niestety multiplikuje się na nowe pokolenia „działaczy
                      społecznych” ) . Już wolę prywatny twór typu „TBS”.

                      Pozdrawiam

                      Olgierd Dubowik
                      • hecer Re: Odpowiedź zbiorcza 2 10.06.09, 21:39
                        > Nie jest prawdą ,że deweloperzy budują mniej z uwagi na
                        > oczekiwanie
                        > wzrostu cen lub ich trzymania na określonym poziomie

                        jest to prawdą. Nie chcecie obniżyć cen.

                        > koszty stałe firmy deweloperskiej są na dość
                        > wysokim poziomie

                        proszę sobie przypomnieć lata 90 czy początek tej dekady - wtedy
                        wasze "koszty stałe" nie były wysokie. Jako developer działający od
                        wielu lat dobrze pan o tym wie.

                        Wysokie koszty stałe to wasze pensje, zarobki, wasz marketing -
                        czego to sobie tam nie wrzucacie. To są dochody które nawet nie są
                        opodatkowane bo właśnie stanowią "koszty".

                        Możemy wymyślać sobie takie eufemizmy - nie zmienia to faktu że
                        budujecie bardzo drogo. A w Toruniu jest tragicznie - są bariery
                        wejścia na rynek dla nowych developerów (choćby brak renomy). Macie
                        więc monopol na tym rynku i dyktujecie ceny, tworzycie sobie
                        wysokie "koszty stałe" by uniknąc podatków.

                        Dlatego zamiast sprzedawać wam grunty trzeba was wynajmować
                        wyłącznie do budowania budynków - w systemie przetargów.

                        > Bezpośrednią przyczyną zmniejszenia liczby nowych budów są:

                        Żadna z wymienionych przez pana przyczyn nie jest tą najważniejszą.
                        A tak jest jedna - wysokie ceny mieszkań. Zawyżone. Proszę zobaczyć
                        jak spadają ceny w przetargach na infrastrukturę, drogi,
                        autostrady... A jak spadają ceny mieszkań.

                        Jeśli mieszkania będą tańsze, banki będą udzielały kredytów bo dojdą
                        do wniosku że Kowalskiego stać będzie na spłatę tych kredytów.
                        Łatwiej też zebrać te 30% wkładu własnego gdy cena jest o 20%
                        niższa, prawda?


                        > Pomysł z TBS nie jest zły, pod warunkiem , że tego typu twór nie
                        > będzie „społeczny” – społeczny to w Polsce „niczyj̶
                        > 1; ( nawyk z komuny

                        Z komuny to są spółdzielnie. Wodociągi są spółką komunalną, MZK też
                        jest komunalną, stadion żużlowy (MOSIR) jest komunalny... Podobnie
                        można zarządzać nieruchomościami. Tak się nimi właśnie zarządza w
                        Europie!

                        Społeczny to nie znaczy socjalistyczny - właśnie "rodzina na swoim"
                        jest tworem aspołecznym z jakiegoś podręcznika ekonomii
                        socjalistycznej.

                        Społeczny to samorządowy, oparty na zasadacg rynkowych.
                        • olgierd.dubowik Re: Odpowiedź zbiorcza 2 10.06.09, 23:08

                          szkoda
                          • hecer Re: Odpowiedź zbiorcza 2 10.06.09, 23:24
                            przepraszam, niepotrzebnie atakuje w ten sposob.

                            Ale gdzie sa te "koszty stale"? I dlaczego klient musi je pokrywac?

                            Gdzie podzialy sie zyski developerow z lat poprzednich? Gdyby
                            faktycznie duzy obrot byl najistotniejszy, sprzedawanoby ze strata
                            wykorzystujac zyski z lat poprzednich... Przeciez kupowano grunty w
                            2000-2001 po jakis smiesznych cenach a potem budowano na nich gdy
                            grunty te byly 2-3 razy wiecej warte... to zarobek developerow. Dzis
                            mozna wiec budowac na gruntach ktore kupiono na gorce i sprzedawac
                            je taniej.

                            Ja jednak nie wierze w ten rynek torunski - dwoch wielkich
                            developerow i budujace spoldzielnie, spoldzielnie zarzadzajace
                            mieszkaniami i remontami, samorzadowcy ze spoldzielni... Ten system
                            po prostu nie sprzyja ksztaltowaniu dobrych rynkow.
                          • hecer Re: Odpowiedź zbiorcza 2 10.06.09, 23:36
                            poza tym to nie ja też wymyślam sobie że koszty developerów są
                            naciągane - to opinia dr Jacka Łaszka, szefa Zespołu ds. Rynku
                            Nieruchomości w Instytucie Ekonomicznym NBP.

                            a tu jego prognozy dotyczące rynku nieruchomości z lutego 2009
                            (wtedy gdy pan prognozował wzrost w 3-4 kwartale)

                            "Jeśli chodzi o prognozy to dostępne dane i prowadzone przez nas
                            analizy skłaniają do stwierdzenia, że nastąpi dalszy spadek cen na
                            rynku nieruchomości, który szacujemy na około 15-20 proc."

                            Jest tu wątek w którym i kid i ja polemizowaliśmy z pańskimi
                            prognozami....

                            ...i dr Łaszek o ile pamiętam wielokrotnie podkreślał że możecie
                            zejść z cen bo zawyżacie koszty. A ostatnio również wskazywał na
                            blokujące rynek - antyrynkowe - mechanizmy z "rodziny na swoim".

                            I to po prostu brzmi dla mnie bardziej prawdziwie niż eufemizm
                            o "wysokich kosztach stałych". Tak samo mówili kolejarze z PKP - "u
                            nas koszty stałe to 90% kosztów ogółem". Przy takim zatrudnieniu i
                            rozrośniętej infrastrukturze wcale to nie dziwi...

                            ...i podobnie rozpieszczeni przez ostatni boom czują się
                            developerzy. Mentalnie wydają mi się oderwani od początku tej dekady
                            gdy warunki rynkowe były trudne, ale zdecydowanie bardziej naturalne
                            niż kilka lat później (od 2005).

                            • hecer Re: Odpowiedź zbiorcza 2 10.06.09, 23:36
                              www.nbpnews.pl/pl/akt/wiw/wywiady-jlaszek-nieruchomosci-badamy-w-skali-makro-05-02-09
                      • felippee Re: Odpowiedź zbiorcza 2 10.06.09, 23:22
                        Zapewne wie Pan lepiej ode mnie i wielu tu dyskutujących jak wygląda
                        praktyka od strony dewelopera. Nie mam pojęcia jakie macie koszty i
                        szczerze wcale mnie to nie interesuje.

                        Za to wiem dosyć dobrze co dzieje się po drugiej stronie rynku. I
                        tutaj sytuacja jest taka, że 99% moich znajomych (i mnie samego) nie
                        stać na kupno nowego mieszkania za gotówkę w rozsądnej perspektywie
                        czasowej. Można się utopić w kredyt, ale jak ktoś zna podstawy
                        matematyki (funkcję wykładniczą) i ma odrobinę wyobraźni to wie, że
                        to cholernie ryzykowne.

                        No i tutaj mamy fundamentalną rozbieżność - ledwo opłaca się wam
                        (deweloperom) budować mieszkanka na które ludzi nie stać. Czas chyba
                        szukać nowego zajęcia :)

                        PS: wina zapewne leży głównie po stronie banków, które w ostatniej
                        dekadzie miały zdecydowanie za dużo pieniędzy. Na starówce jest
                        około 50 oddziałów. Niech Pan się przejdzie i policzy. Ja liczyłem.
                        Czy to jest normalne?

                        Nie stać cię na mieszkanie? Bierz kredyt. Nie stać cię na telewizor?
                        Bierz na raty! Nie stać cię na samochód? Bierz w kredycie! - takimi
                        sloganami ocieka dzisiejsza rzeczywistość. Mi się już od tego trochę
                        chce rzygać. Powiadam jeszcze raz - cofamy się do epoki niewolnictwa
                        i źle to się skończy.
                      • kid_cassidy Re: Odpowiedź zbiorcza 2 12.06.09, 10:02
                        >>>Nie jest prawdą ,że deweloperzy budują mniej z uwagi na
                        oczekiwanie wzrostu cen lub ich trzymania na określonym poziomie

                        ciekawe, w jednej ze swoich wypowiedzi napisał Pan co innego:
                        Ceny wzrosną - bo mogą.
                        Jeżeli dziś bywa trzech chętnych na jedno mieszkanie, a kupuje je
                        ten klient który pierwszy otrzymuje promesę kredytową, to znaczy ,że
                        ceny wzrosną bo zostaną podniesione
                        .

                        wygodne jest dla devela dozowac podaż i kierować ją do
                        zamozniejszych klientów. zarobić, lecz sie nie narobic. ja to jestem
                        w stanie zrozumieć, ale po co nawijac makaran na uszy, że jest
                        inaczej?
                        obecna mniejsza liczba rozpoczynanych budów nie jest niczym innym,
                        jak dostosowaniem podazy do realnegopopytu. szał sie
                        skonczył, mieszkania nie są i długo nie będą przedmiotem wariackich,
                        irracjonalnych zakupów.

                        Koszty działalności są takie, jakie są developerowi fiskalnie
                        potrzebne. Ale to ostatecznie klienci te koszt ponoszą, na nich sa
                        one przerzucane, bo zysk jest nietykalny. Poziom kosztów z
                        poprzednich lat (np 04- 06) rózni się rażąco od dzisiejszego? Koszt
                        to zaklęcie, którym można uzasadnić każdy nieproporcjonalny wzrost i
                        ulubione narzędzie developera. Taniej nie bedzie, bo nie moze:)

                        Dośc wygodne i nieco bezczelne jest twierdzenie, że za zmniejszeniem
                        ilości nowych budów stoja banki. Banki pwoduja, że mało się buduje,
                        banki powoduja, że mniej sie sprzedaje, banki powodowały, że była
                        bańka.
                        Słabość systemu developerskiego. Gdyby firma budujaca robiła to z
                        własnych środków, a nie z przedpłaconych pieniedzy klientów +
                        zaciagniete kredyty, nie byłoby takiego argumentu. I to byłoby
                        uczciwe. Zbudowałem, kazdy widzi co i gdzie, jesli jest ok to kupuje
                        i płaci. Ale łatwiej robić coś z niczego i stąd taka popularnośc
                        systemu developerskiego w Polsce. Dla klienta najgorszy z mozliwych,
                        niestety.

                        Mały spadek cen gruntów? A kto uczestniczył w licytackach cen
                        gruntów i podbijał je do idiotycznego poziomu, oczekujac, że koszt
                        działki i tak zostanie przezucony na klienta? To juz hipokryzja
                        traca.
                        • olgierd.dubowik Re: Odpowiedź zbiorcza 2 12.06.09, 10:28


                          Witam ,

                          Przepraszam, ale czegoś Pan nie rozumie.

                          Koszt budowy jest wydatkiem spółki. Lepiej nie mieć jakiegoś wydatku
                          niż go mieć. Koszt oczywiście obniża podatki – ale tylko o 19%
                          wysokości tego kosztu. Brak kosztu powoduje wzrost zysku o wartość
                          81% tego samego kosztu. Na liczbach , jeżeli mam jakiś koszt w
                          wysokości 100 złotych to w zysku netto ( po opodatkowaniu )
                          oszczędzam na podatku 19 zł ,a jeżeli go nie mam to płacę 19 zł
                          podatku a oszczędzam 81 złotych. Dlatego ZAWSZE lepiej tego kosztu
                          nie mieć ! ….to chyba oczywiste.

                          Nie jest bezczelne twierdzenie ,że za zmniejszeniem ilości nowych
                          budów stoją banki. Zawsze i wszędzie buduje się mieszkania za
                          pomocą; środków własnych ( jakaś część kosztów ) i kredytu ( część
                          pozostała ) – suma tych środków daje nam zdolność do budowy
                          określonej ilości mieszkań, i jest ona większa niż w przypadku
                          budowy tylko z własnych środków. ….to też jest oczywiste. Budowanie
                          tylko z własnych środków oznacza jeszcze mniej nowych budów niż
                          dzisiaj , czyli jeszcze mniejszą podaż - …..to co Pan zarzuca
                          deweloperom jako chytrą grę rynkową.

                          Jeżeli podaż jest mniejsza niż popyt to ceny rosną ….bo mogą .
                          Szkoda ,ale to nie ja odkryłem to PRAWO – tylko Adam Smith, geniusz
                          ekonomii. Ja je tylko cytuję. Obrażanie się na obiektywnie
                          funkcjonowanie prawo ekonomii jest lekko bez sensu , jak obrażanie
                          się na fakt ,że po lecie następuje jesień i zima, i pretensje do
                          meteorologa z telewizji.

                          Z poważaniem

                          Olgierd Dubowik
                          • felippee Re: Odpowiedź zbiorcza 2 12.06.09, 11:27
                            olgierd.dubowik napisał:

                            > Jeżeli podaż jest mniejsza niż popyt to ceny rosną ….bo mogą .
                            > Szkoda ,ale to nie ja odkryłem to PRAWO – tylko Adam Smith,
                            geniusz
                            > ekonomii. Ja je tylko cytuję. Obrażanie się na obiektywnie
                            > funkcjonowanie prawo ekonomii jest lekko bez sensu , jak obrażanie
                            > się na fakt ,że po lecie następuje jesień i zima, i pretensje do
                            > meteorologa z telewizji.

                            Tylko że Adam Smith nie przewidywał, że banki będą produkowały
                            sztuczny pieniądz bez żadnego pokrycia na przemysłową skalę,
                            udzielając kredytu wszystkiemu co się rusza. Nie przewidywał, że
                            podaż pieniądza lekkomyślnym kredytobiorcom sztucznie wywinduje
                            popyt. To już znacznie późniejsze pomysły Keynesa, które obecnym
                            politykom (szczególnie w USA) bardzo się podobają. Za czasów Smitha
                            pieniądz miał pokrycie w kruszcu i nie było baku centralnego
                            gwarantującego bezpieczeństwo depozytu. Istotą pieniądza było to, że
                            nikt nie może go stworzyć z niczego, bez faktycznego wytworzenia
                            dobra lub usługi. To co dzisiaj mamy to nie jest ekonomia, to jest
                            kuriozum i Pan to doskonale wie.
                          • hecer Re: Odpowiedź zbiorcza 2 12.06.09, 18:02
                            > Na liczbach , jeżeli mam jakiś koszt w
                            > wysokości 100 złotych to w zysku netto ( po opodatkowaniu )
                            > oszczędzam na podatku 19 zł ,a jeżeli go nie mam to płacę 19 zł
                            > podatku a oszczędzam 81 złotych

                            No pewnie że tak, ale przecież nie o tym rozmawiamy:)))
                  • hecer Re: Odpowiedź zbiorcza 10.06.09, 18:14
                    www.rp.pl/artykul/231273,315955_Ile_zaplacimy_za_materialy_wykonczeniowe.html

                    już widzę jak ceny mieszkań rosną... wzrosną jeśli dochodzi do
                    takiej nierównowagi popytu i podaży która jest na rękę developerom
                    (a winą można obarczyć banki).

                    Można tanio budować. A gdy mieszkania są tańsze to łatwiej uzyskać
                    zdolność kredytową - dostać kredyt w banku. Nie trzeba też żadnych
                    dopłat rządowych - kasa z tych dopłat trafia do banków i
                    developerów. To jest bez sensu.
    • hecer Re: Osiedle Winnica - Nabici w Budlex??? 10.06.09, 23:14
      wydaje mi się też że interesująca jest propozycja przejęcia
      spółdzielni przez struktury samorządowe, ktora tu rzucilem...

      wlasnie leci kolejny odcinek Pospieszalskiego Warto rozmawiac.

      Co mowi Lidia Staron? Ze "to struktury prywatne, na ktore NIK nie
      mozna naslac, nie podlegaja ustawom o finansach publicznych czy
      zamowieniach publicznych.."

      jak to zmienic? Nie wywlaszczajac spoldzielni na rzecz ich czlonkow?
      (to glowny problem legislacyjny, wywlaszczenie jest sprzeczne z
      konstytucja)

      Mozna umozliwic czlonkom spoldzielni zrzekanie sie wkladu
      spoldzielczego na rzecz gminy. Wowczas spoldzielnia jest rozwiazania
      a mieszkania przeksztalcone w komunalne (ktore mozna wykupic z 90%
      bonifikata). Albo wynajmowac - tak samo jak spoldzielcze lokatorskie.

      Dodajmy do tego jeszcze TBS - ktore przeprowadzac moga remonty a nie
      tylko budowac nowe mieszkania.

      ...i ktore moga wynajmowac mieszkania - na rubinkowie, itp.

      Wtedy nareszcie mamy mozliwosc odremontowania zniszczonych
      komunalnych kamienic. Mozna lokatorow tych kamienic wysiedlic do
      mieszkan na Rubinkowie gdzie czynsz jest tani, a kamienice
      odremontowac i sprzedac, albo po prostu sprzedac.

      A dodatkowo budowac nowe mieszkania - i zarzadzac tym majatkiem na
      podstawie ustaw ktorym podlega dzialalnosc urzednikom sektora
      publicznego: przetargi, wysokosc wynagrodzen prezesow, kontrole,
      itd....

      A do tego decentralizacja struktur samorzadowych umozliwiajaca
      faktyczna partycypacje mieszkancow w wybor osob zarzadzajacych
      osiedlem, jego infrastruktura i zasobami mieszkaniowymi...

      A najlepsze jest to, ze wszystko mozna zrobic w obecnym stanie
      prawnym! Wystarczy inicjatywa magistratu...

      ...ktorej nigdy sie nie doczekamy, bo prosze zobaczyc jakich mamy
      radnych i prezydenta:

      - prezydent - spoldzielnia bodaj MSM
      - szef rady miasta - spoldzielnia Zieleniec
      - opozycja (Makowski) - korporacja Filar wzrosla na ubezpieczeniach
      spoldzielni

      Widac wiec kto trafia do miejskiego samorzadu - ludzie ktorzy sa u
      wladzy w spoldzielniach, od dekad... Ludzie po prostu majacy kontakt
      z mieszkancami miasta, ktorym latwo prowadzic kampanie bo maja do
      tego narzedzia...
      • maritaita Re: Osiedle Winnica - Nabici w Budlex??? 18.06.09, 17:30
        hecer napisał:

        > wydaje mi się też że interesująca jest propozycja przejęcia
        > spółdzielni przez struktury samorządowe, ktora tu rzucilem...
        >
        > wlasnie leci kolejny odcinek Pospieszalskiego Warto rozmawiac.
        >
        > Co mowi Lidia Staron? Ze "to struktury prywatne, na ktore NIK nie
        > mozna naslac, nie podlegaja ustawom o finansach publicznych czy
        > zamowieniach publicznych.."
        >
        > jak to zmienic? Nie wywlaszczajac spoldzielni na rzecz ich
        czlonkow?
        > (to glowny problem legislacyjny, wywlaszczenie jest sprzeczne z
        > konstytucja)
        >
        > Mozna umozliwic czlonkom spoldzielni zrzekanie sie wkladu
        > spoldzielczego na rzecz gminy. Wowczas spoldzielnia jest
        rozwiazania
        > a mieszkania przeksztalcone w komunalne (ktore mozna wykupic z 90%
        > bonifikata). Albo wynajmowac - tak samo jak spoldzielcze
        lokatorskie

        To ma być pomysł na spółdzielnie? Bardzo dziękuję. Dziś istnieją już
        narzędzia prawne, które pozwalają przekształcić spółdzielnię lub jej
        część we wspólnotę mieszkaniową. Pytanie tylko brzmi: po co?
        Chciałabym zobaczyć taką wspólnotę, która przejmuje od spółdzielni
        budynki dwudziesto lub trzydziestoletnie. Kto zapłaci za remont? Do
        tego często pojawiają się wspólnoty jednobudynkowe, wtedy
        gratulacje, bo mało kto wydoła z pokryciem kosztów utrzymania takiej
        posesji.
        Pomysł, żeby to samorządy przejmowały majątek spółdzielni jest
        niedorzeczny i gwrantuję, że każda dobrze zarządzana gmina będzie
        się bronić do końca przed takim prezentem. Zamiast prezentu dostanie
        kulę u nogi - kilkuset lub kilka tysięcy lokatorów z postawą
        roszczeniową typu "mnie się przecież należy" i budynki do remontu.
        Z całym szacunkiem, ale pani Lidia Staroń chyba zupełnie nie ma
        pojęcia, jak funkcjonują spółdzielnie. Wbrew pozorom są to
        instytucje, które łatwo skontrolować, trzeba tylko chcieć. Mam dość
        uogólnień, są spółdzielnie, w których są nieprawidłowości, tak jak
        istnieją źle zarządzane firmy. Są jednak również takie, w których
        dobrze się dzieje i ludziom naprawdę dobrze się mieszka. Gadanie o
        wybrykach prezesów, zarządów itp. to czysta demagogia. Wina leży po
        stronie spóldzielców, bo najzwyczajniej nie interesują się sprawami
        spółdzielni, dopóki mają niewygórowany czynsz i święty spokój. Kiedy
        jednak pojawiają się problemy najgłośniej krzyczą ci, którzy prezesa
        lub pracowników spółdzielni widzieli jeden jedyny raz przy
        podpisywaniu umowy, a życiem spółdzielni zajmują się tylko wtedy,
        kiedy trzeba się poskarżyć lub pożalić, bo "woda za zimna" albo "za
        słabo leci", "ogrzewanie nie działa" itd. Dopóki będą widzieli
        jedynie czubek własnego nosa, na spóldzielniach zawsze będą "wieszać
        psy" tacy specjaliści od demagogii jak pani Staroń.
        • hecer Re: Osiedle Winnica - Nabici w Budlex??? 19.06.09, 01:06

          dobrze znam ten glos i ten ton.
          • maritaita Re: Osiedle Winnica - Nabici w Budlex??? 19.06.09, 14:20
            A skąd, jeśli można wiedzieć?
            • hecer Re: Osiedle Winnica - Nabici w Budlex??? 19.06.09, 17:33
              jest to standardowy zestaw głupich tlumaczeń lobby spóldzielców
              reprezentowanych przez krajowa rade spoldzielcow i jezyk prezesow
              spoldzielni, takich "gospodarzy domu" jak Aniol z Alternatyw.

              jezyk znany z prasy, z programow telewizyjnych (interwencyjnych),
              pojawiajacy sie przy okazji wszelkiego rodzaju afer.

              Weźmy choćby to:

              "Chciałabym zobaczyć taką wspólnotę, która przejmuje od spółdzielni
              budynki dwudziesto lub trzydziestoletnie. Kto zapłaci za remont?"

              po prostu prezes spółdzielni robi to charytatywnie, on doklada do
              tego, tak? On tylko zarzadza, twoimi pieniedzmi, pieniedzmi z
              czynszow, podejmuje decyzje bez kontroli.

              Oto przykład z naszego, toruńskiego podworka:

              naszesm.pl/?s=a&i=16
              fascynujaca lektura.

              ------------------------------------------------
              A jak dziala zarzadzanie wspolnotami? Wystarczy pomieszkac na
              osiedlu miedzy Gagarina/Falata/Broniewskiego:)

              Wszystkie bloki odnowione i ocieplone - osiedle wyglada jakby
              dopiero powstalo. Wspolnoty ktore chca ogrodzic blok, grodza.
              Zielen - piekna.

              Jak osiagnieto taki efekt? Trzy lata temu pojawil sie nowy zarzadca
              ADM 2, obejmujacego miedzy innymi ten obszar.

              Poprzedni zarzad obiecywal od lat, ze cos zacznie robic i zbieral na
              windy przez jakies 5 lat i sie nie dozbieral.

              A nowy zarzad? Co kilka miesiecy spotkanie z mieszkancami - w
              pawilonie handlowym kolo przystanki 15=-tki kolo Rektoratu.

              Ocieplanie bloku? Na spotkanie z mieszkancami przestawione sa
              propozycje kredytow na remont z 3 bankow. Wszyscy mieszkancy
              (wlasciciele) pisemnie musza wyrazic zgode na zaciagniecie
              zobowiazania.

              Na innych zebraniach podnoszone byly kwestie podniesienia oplat za
              CO - ze wzgledu na wzrost liczby osob ktore nie zaplacily ze wzgledu
              na zla sytuacje materialna. Szef ADM prosil o wyrozumialosc,
              opowiedal ze sam kiedys tez byl w takiej sytuacji i ludzie to
              przezywaja. Osobiscie, uwazam ze to bardzo dobre rozwiazanie -
              rodzaj ubezpieczenia od ryzyka naglej utraty dochodow (placisz
              skladke - czyli nieco wyzsze koszty za wode i gaz, ale wiesz, ze
              placisz to dlatego, by w razie gdy samemu wpadniesz w problemy,
              zaplaca inni. Na tym polega wspolnota)

              Oczywiscie nieplacacy sa tez scigani - dyrektor opowiadal jakie
              kroki ADM podejmie wobec osob ktore nie placa.

              Windy - na kolejnym zebraniu poinformowano mieszkancow o wyniku
              negocjacji z firma ktora podejmie sie instalacji wszystkich wind w
              zamian za duzy rabat. Nie bedzie wiec tak jak mialo byc - po jednej
              windzie na rok, tylko od razu wszystkie, taniej, z kredytem.

              Kredyt jaki zaciagnelismy jest "na blok" a nie na spoldzielnie.
              Jest wiec to kredyt wspolnoty. To dobre rozwiazanie, bo ja nie chce
              placic kredytu na remont innych blokow - a zdaje sie tak wlasnie
              dzialaja spoldzielnie, ze remontuja te bloki w jakiejs sobie tylko
              znanej kolejnosci ale obciazaja wszystkich


              Jestem ciekaw, ktora spoldzielnia poinformowala swoich czlonkow o
              tym jak negocjowano kredyt bankowy - coz, skoro nawet wglad w te
              dokumenty jest utrudniany.

              Dzieki kredytowi na termomodernizacje budynku spadly oplaty za CO o
              jakies 150-200 zl. O tyle samo wiecej placimy jednak obslugujac
              kredyt (kilkudziesiecioletni). Dzieki temu mam jednak pewnosc ze
              czynsz mi nie wzrosnie przy podwyzce cen wegla czy innych nosnikow
              energii wplywajacych na koszt CO. Wiem, ze zaciagniety kredyt byl
              najnizszy. Ze jego koszt nie wzrosnie.

              Wiem rowniez ze ADM wybral w przetargu firme dokonujaca
              termomodernizacji budynku - mam wglad do dokumentow o tym przetargu,
              moge sprawdzic technologie w jakiej jej dokonano. Wiem ze uzyto
              welny o najlepszych parametrach - o tym wszystkim rozmawiano na
              zebraniu mieszkancow.

              Wszystkie decyzje we wspolnocie wymagaja zgody mieszkancow - i to mi
              sie podoba.

              Wiem tez, ze jesli cos bedzie nie tak, moge isc do prezydenta miasta
              ktory sprawuje kontrole nad ADM.

              ------------------

              A jak to wyglada w spoldzielni na Skarpie? Po wielkiej awanturze
              opisanej przez pomorska (link powyzej) po awanturach opisanych przez
              nowosci (zakup voksvagenow transporow na koszt spoldzielni - bo
              prezes jechal na splyw pontonowy do hiszpani) - nadal prezes jest
              ten sam - od z gora 20 lat!

              Jego glowny opononet, tropiciel przekretow, whistleblower - nie dal
              rady. Udalo sie tylko wylaczyc czesc budynkow z administracji tej
              spoldzielni. A pan Ernest ktory walczyl z tym prezesem, zyskal
              dopiero uznanie w wyborach tajnych, powszechnych - i trafil do Rady
              Miasta. W wyborach jawnych - na zebraniu czlonkow spoldzielni - nie
              mial szans, bo mieszkancy zostali zastraszeni, podejmowano bezprawne
              dzialania majace na celu zahamowanie glosowania nad absolutorium,
              pojawili sie tez ochroniarze zdaje sie...

              Oczywiscie ze sa spoldzielnie lepiej i gorzej zarzadzane - ale
              wszystkie zarzadzane sa wg tego samego wzorca, bez kontroli ze
              strony mieszkancow. I we wszystkich jak sadze sa mniejsze i wieksze
              przekrety - tylko dopiero gdy sprawa jest wielkim kantem, jak np
              budowa nowych blokow dla lekarzy, prawnikow i oczywiscie prezesowej
              sitwy (na skarpie - kolo szpitala dzieciecego) czy wycieczka na
              koszt mieszkancow - dopiero wtedy "shit hit the fan"

              więc przestań się naprawdę wysilać w godzinach pracy bo mnie nie
              specjalnie przekona model dzialania samorzadu i spoldzielni oparty
              na takich sitwach: prezes jednej spoldzielni to prezydent, bo
              zakonczeniu kadencji znow bedzie prezesem, a wybory wygra jego
              oponent ktory spoldzielnie ubezpieczal albo inny prezes innej
              spoldzielni...

              Dlaczego na Rubinkowie czynsze sa tak wysokie? Tu gdzie sa wspolnoty
              sa o wiele nizsze - a kontrola o wiele wyzsza. A jestesmy w tym
              samym miescie.

              Pliz, przejdz sie od kampusa UMK do starego stadionu zuzlowego -
              najkoszmarniejszy budynek w tej okolicy to stosunkowo najmlodszy
              blok.

              Najbardziej zaniedbane sa te czesci osiedla ktorymi administruje
              magistrat - drogi, place zabaw, chodniki na ktorych sa kaluze, gdzie
              mozna sobie nogi polamac (idac od rektoratu na tramwaj kolo Tesco na
              przyklad), gdzie nie ma sciezek rowerowych...

              Ale bloki sa zrobione - i wiadomo za ile, wiadomo ze tanio, jest
              dostep do wszystkich dokumentow.

              Albo wezmy blok na rogu Konopnickiej i Broniewskiego - wiezowce,
              jedyny chyba na Bydgoskim, kolo hali Olimpijczyka zdaje sie...
              Wygladaja o niebo lepiej niz pare lat temu. Albo wiezowiec na rogu
              Reja/Broniewskiego, kolo Tesco - kiedys to byla osiedlowa czeczenia,
              dzis wyglada calkiem przyzwoicie, wrecz ladnie.

              I przestan pierdzielic mi ze budynki 20-30 letnie nie beda
              przejmowane - beda. Sa nadal calkiem dobre, choc oczywiscie ich ceny
              pewnie powinny byc nizsze.


              maritaita napisała:

              > A skąd, jeśli można wiedzieć?

              no jasne, bo ty bys od razu chcial znalezc "kto na ciebie donosi" i
              uciszyc drania, nie? Tak dzialaja spoldzielnie.
              • hecer Re: Osiedle Winnica - Nabici w Budlex??? 19.06.09, 20:08
                "Na innych zebraniach podnoszone byly kwestie podniesienia oplat za
                CO"

                akurat chodzi o gaz i wode zdaje sie...

                nie wazne.

                Ważne że model o którym piszę po prostu porządkuje sprawy. ADM-y
                zarządzają mieszkaniami komunalnymi, z zasobów miasta. I to jest
                kontrola demokratyczna i efektywna. I nie prawo spółdzielcze - tylko
                to samo prawo któremu podlega samorząd miasta. Zarządca domów
                wybierany jest przez urzędnika publicznego a zasoby mieszkaniowe
                należą do miasta.

                Potrzebna jest tylko jeszcze większa decentralizacja i wzrost
                kompetencji tych ADM-ów, tak by zajmowały się też choćby
                przedszkolami albo zielenią czy chodnikami itp.

                A także - budowaniem nowych domów. Choć tu można myśleć bardziej o
                centralizacji.

                Ja bym do modelu budowania nowych domow przez TBS dodał jeszcze SKOK-
                i - samorządowe-spółdzielcze kasy oszczędnościowo kredytowe -
                działające jak banki hipoteczne: finansujące budowane przez TBS
                domy, zbierające wkłady mieszkaniowe od mieszkańców, udzielające im
                kredytów... tak jak w Niemczech.

                ale nie pisz mi tu bzdur o tym jakie spoldzielnie sa super - nie sa.
                Kreca ludzi, sa drogie, nieefektywne. Tylko trwaja sila
                przyzwyczajenia.

                Ostatni wynalazek spoldzielni - zmienic podzielniki ciepla w domach,
                tak by nie mozna bylo zakrecac sobie ciepla. Oczywiscie spoldzielcy
                nam to "gratis" wymienia - wezma lapowke od energetyki i firmy
                produkujacej podzielniki i dolicza koszty do czynszow, nie pytajac
                mieszkancow o zgode... Dlaczego? Bo za malo ciepla zuzywamy po
                termomodernizacji.

                Juz przy termomodernizacji byly te same przekrety - firmy budowlane
                licytowaly sie wysokosciami lapowek.

                Teraz tez wreczaja - tak samo jak merchandiserzy przekupuja
                kierownikow sklepow by lepiej eksponowali ich produkty. To jest
                standard - a praca polega "jak dawac" te lapowki.

                To samo jest w spoldzielniach, tylko ze teraz przycichlo bo po tych
                wielkich awanturach okazalo sie ze nie sa zupelnie niezatapialni.
                Ale nadal obsada spoldzielni to "krewniacy", pensje wysrubowane, itd.

                Ja po prostu wolę samorząd
              • hecer Re: Osiedle Winnica - Nabici w Budlex??? 19.06.09, 21:54
                a jeśli chodzi o zaległości w platnosciach - to dotyczylo wody i
                gazu.

                -------------------

                w każdym razie ADM - czyli zarządca podlegający samorządowi - działa
                tanio, dobrze i transparentnie. W przeciwienstwie do spoldzielni -
                ktora jest droga i nieprzejrzysta.

                Skarpa czy Rubinkowo w ogole nie maja sie co porownywac dzis do tch
                wspolnot miedzy UMK a torami tramwajowymi. Jeszcze pare lat temu to
                spoldzielnie dbały o estetykę (bardzo wysokim kosztem) a mieszkania
                komunalne to był syf, ale tani. Teraz jest zupelnie inaczej, z tym
                ze mieszkania komunalne sa dobrze i tanio zarzadzane. Pewnie nie
                wszedzie, bo jest w toruniu kilka ADM (1, 2, 3...chyba z 4).

                Ale to jest wlasnie sensowna konstrukcja - gdzie mieszkancy majacy
                wlasnosc i mieszkancy/lokatorzy i magistrat ze soba wspolpracaja tak
                by poprawic komfort codziennego zycia. Gdzie zarzadce wybiera
                urzednik podlegajacy biezacej kontroli urzedow kontrolii
                administracji i jednoczesnie okresowym demokratycznym wyborom.

                Wystarczy tylko dopiescic te strukture - zdecentrolizowac w jednych
                dziedzinach, scentralizowac w innych. Kompetencje zarzadcy mieszkan
                polaczyc z kompetencjami zarzadczymi w takich dziedzinach jak rozwoj
                infrastruktury - lampy, lawki, chodniki, sciezki, kosze na smieci.
                Ale tez kluby osiedlowe, baseny, boiska, przedszkola... A centralnej
                administracji miasta wypada zostawic tylko te część wspólnych
                kompetencji - głowne drogi miejskie, przelotowe, rozwoj gospodarczy,
                promocja miasta, turystyka, kultura... Ale tez nadzor nad zyciem
                osiedli itd.

                Ale pokochac spółdzielni się nie da - tej klice prezesów
                niezatapialnych którzy są na utrzymaniu mieszkańców spółdzielni
                mieszkaniowej od dekad i żyją z zarządzania nie swoim majątkiem w
                sposób uznaniowy - im dziękujemy.
                • hecer Re: Osiedle Winnica - Nabici w Budlex??? 20.06.09, 12:14
                  i najbardziej wkurzające jest to, że te spółdzielnie bezpośrednio
                  uderzają w lokalne demokracje... wypaczają mechanizmy samorządowej
                  demokracji.

                  Wybory 2002: starcie miedzy prezesem spoldzielni a czlowiekiem z
                  firmy ubezpieczajacej spoldzielnie (bardzo dochodowy interes jak sie
                  zna wlasciwych ludzi, prezesow).

                  A kogo zobaczymy w wyborach w 2010? Oprocz obecnego prezesa
                  spoldzielni mamy jeszcze innego prezesa spoldzielni ktory jest
                  szefem rady miasta, mamy tego kandydata ktory przegral w 2002, mamy
                  radnego Ernsta ktory walczyl z lobby spoldzielcow...

                  ...sorry, ale czegos tu nie kumam: dlaczego zycie miasta kreci sie
                  wokol spoldzielcow? Przeciez zycie miasta obejmuje inne sfery:
                  gospodarka, transport publiczny, drogi, promocja turystyki,
                  architektura, kultura, bezpieczenstwo...

                  I rozwiazanie jest w zasadzie na wyciagnieciu reki: niech samorzad
                  zlozy oferte mieszkancom spoldzielni - niech scenduja na rzecz
                  samorzadu swoje wklady mieszkaniowe w spoldzielniach. Wowczas ich
                  lokale zostana przeksztalcone w komunalne, a wlasnosc spoldzielcza w
                  pelna wlasnosc.

                  Wtedy nie bedzie tak, ze prezes spoldzielni zaciaga sobie
                  kredyty "na spoldzielnie" i remontuje bloki w kolejnosci "ktory
                  najbardziej lubi". Kredyt bedzie na wspolnote czyli na 1 blok lub 2-
                  3 bloki.

                  A komunalne mieszkania bedzie remontowal samorzad. Od tego min.jest.

                  Po decentralizacji administracja zajma sie lokalne ADM-y, obecne sa
                  zbyt duze... Rady osiedla wybiora sobie same zarzadce. Bedzie
                  konkurs. Obecni prezesi moga sobie do niego przystapic. Ale wszelkie
                  decyzje we wspolnotach - czyli tam, gdzie choc jeden czlowiek ma
                  pelna wlasnosc a nie spoldzielcza wlasnosc - beda wymagaly spotkan z
                  mieszkancami.

                  Juz teraz jest zreszta ustawa ktora pozwala przeksztalcac
                  spoldzielcza wlasnosc w pelna wlasnosc - i od razu prezesi
                  spokornieli.
            • hecer Re: Osiedle Winnica - Nabici w Budlex??? 19.06.09, 21:42
              no i oczywiście pomyliłem ul.Konopnickiej z Kochanowskiego. Chodziło
              mi o wieżowce na Kochanowskiego/Słowackiego.
            • hecer Re: Osiedle Winnica - Nabici w Budlex??? 19.06.09, 22:18
              a przekręty? są na 100%

              weźmy nowe budynki spółdzielni - kto za nie płaci? Część spółdzielni
              pewnie zaciąga kredyt, ale pewnie część idzie z ogólnych przychodów
              gdzieś w czynszach...z jakiś nadwyżek spółdzielni...

              ...a kto dostaje nowe mieszkania? "członkowie spółdzielni" - tutaj w
              cudzysłowie, bo nie mam na myśli członków spółdzielni.
              • hecer Re: Osiedle Winnica - Nabici w Budlex??? 20.06.09, 12:17
                a najśmieszniejsze jest to, że nawet jak prezes spoldzielni przegra
                prezydencka reelekcje to ma zagwarantowane miejsce pracy w
                spoldzielni, zas najwieksze szanse by wygrac z obecnym ma inny
                prezes innej spoldzielni, ktory po zakonczeniu swojej przygody z
                samorzadem znow bedzie prezesem...

                i tak przepis ktory mial sluzyc samorzadnosci, nie sluzy jej.
            • hecer Re: Osiedle Winnica - Nabici w Budlex??? 20.06.09, 18:25
              i jeszcze male sprostowanie - kredyt na termomodernizacje ok 70zl.
              Oszczednosci na CO mniej wiecej tyle samo (wliczajac roczne zwroty)

              Po termomodernizacji bloki sa nie-do-poznania. Wystarczy na przyklad
              porownac te stare 4 pietrowe klocki ktore stoja wzdluz Falata, z
              oknami ze wszystkich stron z nowym blokiem - na Falata kolo starego
              stadionu zuzlowego (blok z pawilonami handlowymi). Ten nowy bloczek
              wyglada z zewnatrz duzo gorzej niz sasiednie klocuszki.

              Co prawda rozklad tych mieszkan jest dosc kiepski...ale i tak sa
              fajne. A z zewnatrz to wyglada jak calkiem nowe osiedle -
              zdecydowanie lepiej niz jakies sloneczne tarasy (na moj gust
              przynajmniej).

              Wystarczy nieco zmienic tylko otoczenie - place zabaw przy
              przedszkolu, parkingi, uliczniki i chodniki. Swietne miejsce do
              mieszkania.
            • hecer i zjadło! 21.06.09, 15:43

              standardowy zestaw tłumaczeń "dlaczego ludzie potrzebują prezesów
              spółdzielni" jest całkowicie wyczerpany. To zbiorek bzdur, które
              sprowadzają się do tego że "nikt inny za twoje pieniądze nie zrobi
              tego lepiej niż prezes". Śmieszne i głupie.
              • hecer Re: i zjadło! 21.06.09, 15:53
                ...a ja się cieszę, bo wreszcie mieszkam na osiedlu którym nie
                zarządza spółdzielnia i czynsz jest zecydowanie niższy a efekty
                działalności - lepsze.

                Tu zarządza ADM i robi to dobrze, choć gdyby rozszerzyć jego
                kompetencje, przybliżyć jeszcze jego administrację ludziom - poprzez
                wybory samorządowe - było lepiej. Przynajmniej te chodniki, lampy i
                parkingi wyglądałyby po ludzku - bo wszystkie drogi w tej okolicy
                oprócz bodaj Broniewskiego jest po prostu wynikiem "braku
                gospodarza": Fałata, Reja, Gagaina, odnogi tych dróg, chodniki przy
                nich... Wolałbym mieć bliżej osobę która nie jest zainteresowania
                wyłącznie przecinaniem wstęg na "nowo powstałych, najlepszych na
                świecie obiektach" - ale osobę która zadba o trawnik, drzewa, parki,
                piaskownice...

                no i oczywiscie graffitti. To est wkurzające że nowe bloki są od
                razu popisane - wyremontowano pawilon Pod Bażantem (tak to się chyba
                nazywa) koło poczty na Fałata - i po 2 dniach jest pomazany.

                Niestety, potrzebne są płoty dookoła budynków, dookoła ich szczytów.
                Więcej ogródków pod oknami, mniej chodników tuż przy ścianach
                budynków.

                No i oczywiscie dozorca - dzielnicowy - monitoring albo coś innego.

                Albo takie płoty które można zamknąć na noc.

                Są różne rozwiązania, które nie ranią przestrzeni, otwarte na
                otoczenie ale jednocześnie broniące przestrzeni przez wandalizmem.

                ...choćby wiecej boisk i placów zabaw, skateparków czy orlików dla
                dzieci. Jeden skatepark to jakieś grosze - ale dopiero teraz
                magistrat się budzi z majaków wizjonerów (choć póki co most to nadal
                jakiś sen idioty)
                • souzy Re: i zjadło! 21.06.09, 16:36
                  gostek odpusc sobie, jestes zalosny, sam piszesz do siebie, sobie
                  odpowiadasz, nakrecasz sie idz na spacer, dotlen sie troche, co za
                  gostek
                  • hecer Re: i zjadło! 21.06.09, 17:09
                    właśnie wróciłem ze spaceru

                    może ktoś inny ma jakieś ciekawsze opinie i doświadczenia?
                    • maritaita Re: i zjadło! 22.06.09, 15:56
                      Kolego, ale się rozkręciłeś... Podziwiam Twój zapał. Właściwie
                      trudno z Tobą dyskutować, bo jak widać wszystko wiesz najlepiej,
                      nawet to, kiedy mam pisać na forum :)
                      Z pewnością masz bardzo przykre doświadczenia ze spółdzielniami, do
                      tego jeszcze podpierasz się doświadczeniami najgorszej spółdzielni w
                      naszym regionie. Ok, nie będę się spierać. W każdym środowisku
                      trafiają się cwaniaczki, którzy tylko patrzą jak się nachapać i nic
                      tego nie zmieni. Jednak nie każda spółdzielnia funkcjonuje tak, jak
                      to opisujesz. Wyobraź sobie, że ja też wiem, jak pozyskiwano i
                      negocjowano kredyty, jakie są kryteria wyboru wykonawców lub
                      materiałów czy budynku do remontu. Nigdy nie było problemu, żeby
                      uzyskać te czy inne informacje, bo nikt nie robi z tego tajemnicy. Z
                      przykrością muszę stwierdzić, że o funkcjonowaniu spółdzielni wiesz
                      niezmiernie mało i jest to bardzo powierzchowna wiedza. Snujesz
                      domysły i rzucasz oskarżenia, a właściwie nawet nie wiesz, jak jest
                      naprawdę lub przynajmniej jak powinno być. Niestety, z
                      zacietrzewieniem napadasz na ogół prezesów, widzisz masę tam, gdzie
                      powinienieś zauważyć konkretnego człowieka. Dla mnie równie żałosne
                      są Twoje zachwyty nad zarządcą Twojego osiedla. Masz fart, że
                      trafiłeś na gościa, któremu ta praca sprawia satysfakcję i dlatego
                      tak wiele robi. Zapewniam Cię, że wielu zarządców obchodzi jedynie
                      wysokość ich wynagrodzenia przy jednoczesnym dążeniu do
                      zminimalizowania nakładu pracy.

                      Pytasz, czemu w naszym samorządzie sami spółdzielcy? Bo to ludzie,
                      którym się chce, którzy wiedzą ile czasu i energii wymaga praca na
                      rzecz społeczności. Chociaż akurat w tym przypadku uważam, że nie
                      był to dobry wybór. Jeśli chcesz to zmienić, wystartuj w
                      najbliższych wyborach - masz takiego gadulca, że z pewnością
                      porwiesz tłumy.

                      Nawet rozumiem Twój zachwyt nad wspólnotami i stylem zarządzania w
                      ADM. Jednak masz chyba świadomość, że musiałeś wyjątkowo dobrze
                      trafić. Co mają zrobić wspólnoty, w których zdarzy się Pani Krysia
                      albo Pan Zenek, wieczni malkontenci, którzy na każdą propozycję
                      rozwiązania problemów mówią "nie", tylko po to, żeby życie było
                      ciekawsze. Różnica między spółdzielnią a wspólnotą polega na tym, że
                      we wspólnocie każdy już wie, że ma głos i od niego zależy, czy
                      najpierw naprawi się dach, czy drzwi wejściowe. Wśród spółdzielców
                      nadal pokutuje opinia, że przecież "spółdzielnia naprawi". Niestety,
                      ogromna większość nie przyjmuje do wiadomości, że mogą mieć wpływ na
                      to, co się w spółdzielni dzieje, wystarczy tylko chcieć.

                      "Ale to jest wlasnie sensowna konstrukcja - gdzie mieszkancy
                      majacy
                      wlasnosc i mieszkancy/lokatorzy i magistrat ze soba wspolpracaja tak
                      by poprawic komfort codziennego zycia. Gdzie zarzadce wybiera
                      urzednik podlegajacy biezacej kontroli urzedow kontrolii
                      administracji i jednoczesnie okresowym demokratycznym wyborom
                      ."
                      Czy Ty jesteś z innej bajki? Gdzie Ty widziałeś lub widzisz taką
                      sielankę? Podziwiam Twój optymizm i gratuluję wyobraźni :)

                      "A skąd, jeśli można wiedzieć?

                      no jasne, bo ty bys od razu chcial znalezc "kto na ciebie donosi" i
                      uciszyc drania, nie? Tak dzialaja spoldzielnie. "

                      Widzisz, nawet Twoja odpowiedź na takie niewinne pytanie wskazuje,
                      jak mało wiesz... Bez komentarza, szkoda słów.



                      • hecer Re: i zjadło! 22.06.09, 17:33
                        a co ty napisałeś, poza tym że "mało wiem"

                        "spóldzielcy to są ludzie którym się chce" - sorry, ale ja nie chcę
                        spółdzielców. To jest mój dom - i nie chcę prezesa. Moje miasto - i
                        nie chcę tego prezesa.

                        "wystartuj w wyborach" - pliz, o to właśnie chodzi że prezesi
                        trafili na te samorządowe stołki dzięki prezesurze spóldzielni i tak
                        od 20 kilku lat, od poczatku demokracji, zarządzają sobie nie-swoim-
                        majątkiem.

                        Jest coraz więcej reform zmuszających spółdzielnie do
                        transparentności, przejrzystości, ucinających samowolę prezesów.
                        Tylko dlatego jest teraz nieco lepiej niż było wcześniej. Ale trend
                        jest jednoznaczny - likwidacja tych dinozaurów poprzedniej epoki.

                        Powiedz mi, gdzie "wiem za mało"? Wiem mniej, bo tak funkcjonuje
                        system - jest nieprzejrzysty.

                        "mam gadulca" - owszem, pamiętam jak traktowano Ernesta jak się
                        burzył przeciwko prezesowi spółdzielni na Skarpie. Też uważano go
                        za "oszołoma"

                        potem przyszedł czas miażdżenia Mężydły.

                        jak działa lokalna toruńska kablówka? Ono tak właśnie, że jakiś
                        klakier Zaleskiego który udaje dziennikarza wszystkich krytyków
                        prezydenta uznaje za "sabotażystów, oszołów, dyletantów"

                        Ten twój język doskonale wpisuje się w żargon prezesów - "oni nie
                        wiedzą, oni się nie znają, my mamy doświadczenie".

                        ...mam dużo lepsze wykształcenie niż pan prezes spółdzielni. A to że
                        nie siedzę za biurkiem prezesa od 20 lat oznacza że nie znam w tej
                        chwili wszystkich przepisów i regulacji.

                        "akurat przykład najgorszej spóldzielni" - przecież tu chodzi o
                        zasady które są nieszczelne i powodują że do takich patologii
                        dochodzi. A te zasady są wspólne dla wszystkich spółdzielni.

                        -----------------------------

                        Ja nie widzę potrzeby by w mieście - oprócz struktur samorządowych -
                        funkcjonowały jakieś równoległe struktury osadzone na prawie
                        spółdzielczym. Prawo spółdzielcze nie pozwala nadzorować i
                        kontrolować efektywnie tych tworów bo tworzy fikcje że jest
                        to "działalność w sektorze prywatnym". Spółdzielnia bardziej
                        przypomina spółkę - zamiast walnego czy zgromadzenia wspólników,
                        jest zebranie członków, itd. I dlatego spółdzielnie są poza obszarem
                        kontroli.

                        To jest podstawowa wada spółdzielni - nie przeczę że są uczciwi
                        prezesi, ale funkcjonują w systemie który jest zły, patologiczny.
                        Ten system służy tylko prezesom spółdzielni - a nie mieszkańcom.

                        "ja trafiłem na dobrego zarządcę a inni zarządcy są kiepscy" -
                        widzisz, koleś, ty mi mówisz o braku wiedzy i zgoda, ale u ciebie
                        problem jest z logiką - a to duzo poważniejszy problem niż brak
                        wiedzy który można nadrobić, jak ktoś umie ją szybko przyswajać.

                        "W spółdzielniach są sami dobrzi prezesi - a wyjątki tylko
                        potwierdzają regułę. Zaś zarządcy - w większości to ludzie którym
                        nic nie chce się robić, choć ty miałeś szczęście i masz dobrego
                        zarządcę" - to jest mniej więcej twoja złota myśl, którą chyba po
                        drugiej wódce w gabinecie żeś sobie sformułował.

                        Różnica jest taka że zarządcę mogę zmienić a prezesa nie - o czym
                        świadczą wieloletnie prezesury w tym mieście. Owszem, są prezesi
                        którzy dość dobrze działają - a w ostatnich latach wszystkim się
                        polepszyło bo się zaczęli bardziej bać. Ale model usamorządowienia
                        spółdzielni sprawi, że system będzie przejrzysty i każdy zarządca
                        będzie dobrze pracował na co dzień.

                        A to że ten model będzie tańszy jest oczywiste! Oczywiste, bo
                        wówczas zarząd będzie podlegał samorządowi - i będę go utrzymywał ze
                        swoich podatków i rozliczał go będę podczas wyborów. O to chodzi.

                        Nawet rozumiem Twój zachwyt nad wspólnotami i stylem zarządzania
                        w
                        ADM. Jednak masz chyba świadomość, że musiałeś wyjątkowo dobrze
                        trafić. Co mają zrobić wspólnoty, w których zdarzy się Pani Krysia
                        albo Pan Zenek, wieczni malkontenci, którzy na każdą propozycję
                        rozwiązania problemów mówią "nie", tylko po to, żeby życie było
                        ciekawsze


                        bo dziś nadal kontrola nad ADM ze strony mieszkańców jest dość
                        słaba - struktury samorządu powinny być bardziej zdecentralizowane,
                        tak aby kompetencje spółdzielni i kompetencje magistratu w
                        dziedzinach dotyczących życia wspólnot na danym osiedlu zostaly
                        połączone. To logiczne - nie będzie prezesów tylko urzędnicy
                        publiczny odpowiedzialni za moje wygody na moim osiedlu, których
                        będę sobie wybierał i utrzymywał z podatków. Chodzi o to, by
                        wspólnoty mieszkaniowe były tworzone przez mieszkańców mających
                        pełną własność i tych mających prawo najmu lokalu komunalnego
                        (własność miasta). Bez żadnych spółdzielni - one są zbędne i nikomu
                        niepotrzebne (tylko prezesom i ich rodzinkom, które okupują te
                        biura...gdzie zapewne i ty siedzisz)

                        Czy Ty jesteś z innej bajki? Gdzie Ty widziałeś lub widzisz taką
                        sielankę? Podziwiam Twój optymizm i gratuluję wyobraźni :)


                        sielankę widziałem w gabinetach w których "pracują" spółdzielcy. I
                        te piękne pensje - 15 tys złotych? Czy ile to teraz jest?

                        Zresztą i tak powoli się ten mechanizm rozsypuje - ludzie
                        mający "własność spółdzielczą" mają prawo opuścić spółdzielnie
                        (wreszcie...ufff) i wtedy blok siłą rzeczy jest już wspólnotą... I
                        wtedy trzeba mieć już w wielu przypadkach pisemną zgodę mieszkańca,
                        trzeba mu udostępniać dokumenty, itd. Poprzedni niby też było
                        trzeba, ale nie udostępniano.

                        A ty jaką spółdzielnię w Toruniu mi zarekomendujesz? Która jest
                        taka super?
                        podaj jakąś a ja ci ją skomentuję...

                        A jak powstają nowe bloki w spóldzielniach - to kto kupuje w nich
                        mieszkania i za jaką cenę? Wytłumacz mi może jak wygląda sprzedaż
                        mieszkań w nowych spółdzielczych blokach... I jak wygląda
                        finansowanie ich budowy, moze jeszcze...


                        "A skąd, jeśli można wiedzieć?

                        no jasne, bo ty bys od razu chcial znalezc "kto na ciebie donosi" i
                        uciszyc drania, nie? Tak dzialaja spoldzielnie. "

                        - Widzisz, nawet Twoja odpowiedź na takie niewinne pytanie wskazuje,
                        jak mało wiesz... Bez komentarza, szkoda słów.


                        to nie było niewinne pytanie.
                      • hecer Re: i zjadło! 22.06.09, 17:43
                        a tak wygląda BIP i strona internetowa mojego ADM

                        www.zgm.torun.pl/index.php?aid=113256012243817efa8d9c5
                        bip.zgm.torun.pl/index.php?str=268
                        BIP dotyczy administracji publicznej - ma obowiązek udostępniania
                        pewnych danych do informacji publicznej. Także choćby konkursów o
                        pracę.

                        A spółdzielnia coś takiego musi robić?

                        Nie musi. Nie musi udostępniać danych w takim trybie.

                        Przetargi, praca, ważne informacje - wszystko to musi znaleźć się w
                        BIP.

                        a w spóldzielniach? - wszystko trzyma prezes w swojej szafie i w
                        głowie.
                      • hecer dostęp do informacji (publicznej) 22.06.09, 18:13
                        zaletą likwidacji spółdzielni i przejęcia majątku spółdzielni przez samorząd
                        jest choćby dostęp do informacji - regulowanym ustawą o dostępie do informacji
                        publicznej:

                        bip.zgm.torun.pl/index.php?str=4
                        a także regulacje związane z ustawą o zamówieniach publicznych - w przypadku
                        spółdzielni nie obowiązują, bo spóldzielnie działają na prawie spółdzielczym

                        www.zgm.torun.pl/index.php?aid=12313328474964a5efc14f1
                        jeśli chodzi o kontrolę - jest NIK i oczywiście audyt wewnętrzny

                        oferty pracy w "mojej spółdzielni"

                        bip.zgm.torun.pl/index.php?str=267
                        ==========================

                        www.zgm.torun.pl/
                        Zakład Gospodarki Mieszkaniowej w Toruniu jest jednostką organizacyjną
                        Gminy Miasta Torunia i działa na podstawie Statutu nadanego uchwałą Nr 672/04
                        Rady Miasta Torunia z dnia 30 grudnia 2004 roku oraz Regulaminu Organizacyjnego
                        nadanego Zarządzeniem Prezydenta Miasta Torunia Nr 62/2006 z dnia 29.03.2006
                        roku.


                        I tak powinny działać spółdzielnie!

                        ...oczywiście przydałaby się też reorganizacja samorządu tak aby większe
                        kompetencje miały osiedla i aby te ADM-y miały w swoich kompetencjach również
                        bezpieczeństwo, oświetlenie ulic, remonty chodników itp.

                        To jest przyszłość i sielanka - czyli współodpowiedzialność.

                      • hecer i znów zjadło 22.06.09, 18:31
                        ... bo nie jest to kwestia "czy ja wiem lepiej" - po prostu mam lepsze argumenty
                        i racja której bronię jest mocno uzasadniona.

                        A twoje argumenty "bo ty wszystko wiesz najlepiej" albo "ty nic nie wiesz" mają
                        jedynie spersonalizować tę dyskusję, zdyskredytować lub zdenerwować adwersarza.
                        Taka marna socjotechnika - na niej zresztą i na całym tym "spółdzielczym
                        prometeizmie" prezesów którzy podobno robią to, czego nikt inni nie potrafi
                        zrobić lepiej i są "jedynymi którym się chce poprawiać tobie, mieszkańcu
                        osiedla, warunki życia w twoim domu"...

                        to że ktoś mi zamontuje liczniki czy ociepli budynek jest dowodem na to że "mu
                        się chciało wydać moją kasę i pobrać z mojego czynszu swoją pensję" - ale nie
                        dowodem na to że wybrał korzystną dla mnie ofertę z banku i z firmy remontowej
                        czy budowlanej...

                        i to wystarczy by cię zjadło.
                      • hecer a tak wygląda problem zaległości czynszowych 22.06.09, 18:44
                        www.zgm.torun.pl/index.php?aid=113818861843d7614a4e222
                        Zapraszamy Państwa do naszego działu w każdej sytuacji związanej z wyżej
                        opisanymi problemami. Każdemu kto się do nas zgłosi służymy poradą tak w
                        zakresie rozwiązania problemów z regularnym opłacaniem czynszu jak i w zakresie
                        korzystania z dodatków mieszkaniowych i pomocy socjalnej. Zachęcamy do kontaktu
                        z naszym działem jeszcze wówczas, gdy zadłużenie jest niewielkie i łatwo będzie
                        je spłacić. Dzięki nam Państwa życiowe problemy będą mniej dolegliwe!

                        ------------------------------

                        Od tego właśnie jest samorząd! Żeby pomagać mieszkańcom w takich sprawach -
                        problemach z płatnością czynszów na przykład. Albo znalezieniem mieszkania
                        zastępczego, tańszego.

                        Połączenie pomocy społecznej i płatności za mieszkanie jest filarem spójnej
                        polityki społecznej, socjalnej - dzięki temu można zachęcić mieszkańców do
                        podejmowania pracy, uzależniać zasiłki od starań w szukaniu zatrudnienia...

                        Jaka jest przyszłość Bydgoskiego? Zabytkowa architektura wymaga kosztownych
                        remontów a mieszkańców tych domów nie stać ani na kredyt ani na podwyżki
                        czynszów... Ale odpowiednio gospodarując zasobami mieszkaniowymi całego miasta,
                        w tym lokalami spółdzielczymi - po ich przekształceniu w komunalne - będzie
                        można sfinansować konserwację i rewitalizację dzielnicy.

                        Najważniejsze dla miasta są właśnie lokalne mieszkalne - a je nadal kontrolują
                        spółdzielnie. To przez spółdzielnie przechodzą opłaty na rzecz miejskich spólek,
                        takich jak wodociągi na przykład. Po co??

                        Po to aby utrzymać prezesa, który wskoczy na stołek prezydenta, a potem go
                        odstąpi innemu prezesowi.

                        Spółdzielnie są taką przechowalnią - repozytorium samorządowców.
                        • souzy Re: a tak wygląda problem zaległości czynszowych 22.06.09, 18:52
                          nie karmic trola

                          po co wogole z nim dyskutowac, na jeden post zasypuje seria
                          wypocin :p
                          • hecer Re: a tak wygląda problem zaległości czynszowych 22.06.09, 19:03
                            ale ty tu nie dyskutujesz, tylko przeszkadzasz.

                            Już powiedziałeś wszystko co miałeś ciekawego do powiedzenia, a teraz tylko
                            antagonizujesz.

                            po co się wklejasz? odpuść sobie. Szkoda twojego czasu na trolla. Wypierz sobie
                            skarpety może, majtki też by się przydało pewnie. W ten sposób na pewno wywrzesz
                            bardziej pozytywny efekt w w towarzystwie niż jak zaczniesz zabierać głos...
                            • kid_cassidy Re: a tak wygląda problem zaległości czynszowych 22.06.09, 20:14
                              zlej ciepłą struzką tego typa. pół roky temu też niemiał nic w
                              temacie a właził i cos nieskładnie bełkotał. Temat po prostu dla
                              typa bardzo niewygodny. Nie będę dociekał dlaczego.

                              BTW.
                              nie mam czasu rypac po archiwum, ale pisałes jakiś czas temu o nowym
                              rydzyk prodżekt. Czy miałes wówczas na myśli prodżekt wziązany z
                              pewna firmą odzieżową i zakusami, by poprzez pewne zaciężne podmioty
                              gospodarcze urwać w białych rękawiczkach niezły tort na gruuubą
                              kasiorrrrę jednoczesnie bezwzględnie dymajac kilkaset osób?
                              • hecer Re: a tak wygląda problem zaległości czynszowych 22.06.09, 20:44
                                oj, jakieś 30 sekund grzebałem w myślach by sobie przypomnieć o co mi chodziło:)

                                jeśli dobrze mi się wydaje, to po prostu użyłem porównania do Rydzyka a nie
                                inwestycje Rydzyka.

                                Wtedy nie napisałem o co mi chodziło więc zdradzę teraz - może ktoś coś wie.

                                Jak sobie biegałem koło lotniska to zauważyłem że tam koło fortu trwa intensywne
                                osuszanie -

                                - cała fosa ciągnąca się mniej więcej za działkami, za pętlą na Okrężnej, koło
                                fortu VIII

                                (mapka fortów: www.torun.pl/index.php?strona=zw_fort)

                                ...jest na nowo odkopana, budowana jest droga do jednego z budynków fortu, a
                                wnętrze fortu zostało otwarte...

                                Nie wygląda to na zagospodarowanie pod jakiś warsztat, to raczej większa inwestycja.

                                dodałem tę wzmiankę o Rydzyku i kilka wykrzykników żeby wzbudzić ciekawość:)

                                --------------

                                ale teraz mam coś lepszego, w innym miejscu (tym razem ze spaceru:) Może to o to
                                ci chodzi?

                                To wygląda jak taki "mały Licheń", serio, jest naprawdę oszołamiające. Dzwoniłem
                                i pytałem znajomych "czy wiedzą cóż to" ... Jak tam spacerowaliśmy to zapytałem
                                nawet takie dwie panie z pieskiem "cóż to za budowla" a one: "my też nie wiemy,
                                też chcielibyśmy wiedzieć, toż jakieś pozwolenie powinien potrzebować żeby coś
                                takiego budować":))

                                Potem ustaliłem że to jakaś firma, ale nie znam nazwy i żadnych innych
                                szczegółów niestety nie znam...

                                chodzi ci może o to na Osiedlowej?

                                No to kurcze, masz lepszy riserch, respekt. Odzieżowa?
                              • maritaita Re: a tak wygląda problem zaległości czynszowych 23.06.09, 10:06
                                hecer, nie mam zamiaru z Tobą dalej dyskutować, bo naprawdę brakuje
                                Ci wiedzy na temat spółdzielczości (przykład: "zamiast walnego czy
                                zgromadzenia wspólników jest zebranie członków" - błąd - ostatnia
                                nowelizacja ustawy o SM wprowadza obowiązek zwoływania walnego
                                zgromadzenia, a nie zebrania członków). Z sobie tylko znanych
                                powodów zioniesz nienawiścią do całokształtu zagadnień związanych ze
                                spółdzielczością. Choćbym tu pisywała siedem dni w tygodniu, kilka
                                razy dziennie i użyła wszystkich możliwych argumentów, do Ciebie i
                                tak nic nie trafi, bo jesteś przekonany o swej nieomylności i każdy
                                mój argument potraktujesz jak piramidalną bzdurę.

                                Jesteś świetnym przykładem na to, że najlepiej siedzieć na dupie
                                przed kompem i wyżywać się na forum, zamiast ruszyć się i zacząć
                                działać. Dzięki takiemu myśleniu o stołki biją się starzy wyjadacze,
                                bo zwyczajnie nie mają konkurencji. Brakuje młodych, wykształconych
                                ludzi, którzy chcieliby robić to, co dzisiejszy samorząd. A
                                wyciągany przez Ciebie slogan, że nic się nie da zmienić, że sitwa,
                                że układy itd., to najbardziej kretyńska wymówka na świecie.
                                Próbowałeś? A może takich jak Ty, zmęczonych tymi ludźmi jest
                                więcej, tylko trzeba się rozejrzeć i zachęcić ich do działania.
                                Skoro Tobie się nie chce, to ja się ruszę i będę działać. Może mi
                                się uda, a może nie, ale chociaż będę pewna, że stanowię przeciwwagę
                                dla ludzi takich jak Ty.

                                Nic nie zrozumiałeś - ja wcale nie twierdzę, że spółdzielnie są the
                                best, prezesi sami cudowni, a cała struktura podoba mi się bez
                                zarzutu. Chciałam tylko powiedzieć, że to podmioty tak samo podatne
                                na wypaczenia i błędy, jak każde inne. Rozpaczliwe próby ukrócenia
                                nieprawidłowości w spółdzielniach, podejmowane przez grupę posłów,
                                doprowadziły do nowelizacji ustawy, która właściwie tylko
                                skomplikowała życie członkom spółdzielni, nie proponując żadnych,
                                powtarzam żadnych, konkretnych rozwiązań. Wszystkie te działania są
                                niestety skierowane nie na poprawę funkcjonowania struktur
                                spółdzielczych, ale na utrącenie prezesów. Nawet jestem w stanie to
                                zrozumieć, zwłaszcza kiedy się słyszy o wybrykach i samowoli wielu z
                                nich. Problem jednak w tym, że nikt nie ma pomysłu, jak sensownie
                                wybrnąć z tematu. Nie ma żadnej alternatywy dla spółdzielni.
                                Najlepszym rozwiązaniem byłoby ustanowienie nowych regulacji
                                prawnych, które zastąpiłyby skostniałe relikty poprzedniej epoki,
                                ale nie spowodowałyby rozpadu spółdzielni jako takich. Wbrew
                                pozorom, ten system się sprawdza, a dobre uregulowania prawne i
                                zwiększenie kontroli ze strony niezależnych instytucji zewnętrznych
                                uzdrowiłyby sytuację. Na to jednak też nie ma mądrych, nawet pani
                                Staroń i spółka nie potrafią sobie z tym poradzić i jedyne, co im
                                pozostało, to podpuszczanie oszołomów do atakowania każdego, komu
                                się spółdzielnie i spółdzielczość podobają.

                                Jeśli miałabym wybierać, to wolę mieszkać w zasobach swojej
                                spółdzielni, bo wbrew temu, co mówisz wiem, co się w niej dzieje i
                                co się będzie działo, a za czynsz, który płacę mogę wymagać opieki
                                nad moim blokiem. Przejęcie przez samorząd zasobów spółdzielczych
                                może się okazać gwoździem do trumny lokalnych budżetów i dziwi mnie,
                                że tego nie dostrzegasz. Jeśli samorząd będzie miał fart, to
                                przejmie wyremontowane i ocieplone budynki, wtedy nie ma problemu,
                                bo czynsze wystarczą na pokrycie kosztów bieżącej konserwacji.
                                Jednak w przeciwnym przypadku na samorządy, obciążone już i tak
                                wieloma zadaniami, spadnie kolejny problem, a właściwie dwa - po
                                jednej stronie będą lokatorzy domagający się modernizacji i
                                remontów, a po drugiej totalny brak środków na realizację takich
                                zadań. Nie wiem, czy się orientujesz, ale nasz fenomenalny
                                ustawadawca ma zwyczaj zwalania na samorządy kolejnych zadań bez
                                wskazania, skąd mają pochodzić fundusze na ich wykonanie.

                                Jeśli rzeczywiście interesuje Cię, jak działa spółdzielnia, w której
                                zasobach mieszkam, chętnie Ci opowiem. Mam jednak wrażenie, że
                                bardziej ucieszyłaby Cię demagogiczna wymiana zdań na zasadzie ja
                                swoje, a Ty swoje. Ja, w przeciwieństwie do Ciebie, nie mam na to
                                czasu i ochoty. Muszę opracować strategię zanim stanę do wyborów i
                                przygotować plan kampanii :) Kto wie, może nawet Ci się spodobają
                                moje argumenty i oddasz na mnie swój głos :) Daj znać, jeśli
                                zechcesz zaczerpnąć informacji o zasadach funkcjonowania normalnej
                                spółdzielni.

                                Muszę Cię rozczarować, nie zjadło mnie. Musiałbyś się naprawdę
                                postarać, a tak tylko mnie rozśmieszyłeś swoim zacietrzewieniem.
                                • hecer Re: a tak wygląda problem zaległości czynszowych 23.06.09, 12:00
                                  > hecer, nie mam zamiaru z Tobą dalej dyskutować, bo naprawdę
                                  brakuje
                                  > Ci wiedzy na temat spółdzielczości (przykład: "zamiast walnego czy
                                  > zgromadzenia wspólników jest zebranie członków" - błąd - ostatnia
                                  > nowelizacja ustawy o SM wprowadza obowiązek zwoływania walnego
                                  > zgromadzenia, a nie zebrania członków).

                                  no widzisz, więc ja używam takiego argumentu: spółdzielnie bardziej
                                  przypominają prywatne spółki, przez co nie podlegają takiej
                                  samej kontroli jak urzędu publiczne i urzędnicy a ty mi na
                                  to: "mylisz się hecer, bo w spóldzielniach nawet zmieniono nazwę z
                                  zebrania członków na walne zgromadzenie" - czyli jeszcze bardziej ma
                                  to przypominać spółkę, ale "ja się mylę"

                                  Gdzie tu jest sens? Poza tym, nie chodzi o to jak to się nazywa, ale
                                  w jakim trybie to walne zostaje ogłoszone i przebiega! Dotychczasowy
                                  tryb zwoływania i przebiegu walnego jest zaś taki, że prezesi są ci
                                  sami od 20 lat - choćby jawnie okradali, brali łapówy. W Toruniu po
                                  tych wielkich aferach prezes nadal jest ten sam, a w linku który
                                  podalem wcześniej można było sobie przeczytać jak odbywało się walne
                                  i kontrola.

                                  I problem polega na tym, że tak odbywają się lub mogą się odbywać
                                  wszystkie walne czy zebrania członków - bez względu na to czy prezes
                                  jest dobry czy zły.

                                  A ja nie zionę nienawiścią do wszystkich prezesów, choć oczywiście
                                  jak ktoś broni struktur spółdzielni, całego modelu działania miasta
                                  z wyemancypowanymi strukturami spółdzielni, który odbija się na
                                  jakości lokalnych demokracji co udało mi się uzasadnić na
                                  przykładzie Torunia to się irytuję i zaczynam sypać przykładami
                                  nieudanych prezesur i lokalnych układów.

                                  Przecież prezesi spółdzielni mogliby nadal zarządzać osiedlami w
                                  nowej strukturze organizacyjnej - w której majątek spóldzielni
                                  zostaje skomunalizowany. Dlaczego nie? Wówczas jednak odpawiadają
                                  przez prezydentem miasta który pochodzi z wyborów. A w przyszłości,
                                  po decentralizacji, być może będą kontrolowani przez rady osiedla.

                                  W każym razie jasno zostanie określony ich status - będą urzędnikami
                                  publicznymi, na ich stanowiska będą odbywały się konkursy, będą
                                  działali zgodnie z bardzo rygorystycznymi przepisami ustaw
                                  zapewniających przejrzystość ich działania, pod kontrolą różnych
                                  kontrolnych jednostek...

                                  Dlaczego nie widać afer w samorządach? Nie widać, bo kontrola jest
                                  ścisła a kadencja trwa 4 lata i żeby wygrać trzeba być uczciwym i
                                  pracować z uczciwymi ludzmi.

                                  ----------------------------------

                                  Ale komunalizacja spóldzielni ma też dużo więcej korzyści dla
                                  mieszkańcow miast - zapewnia wieksza optymalizacje, elastycznosc
                                  samorzadowi... Miasto, aby sie rozwijac, potrzebuje nowych mieszkan,
                                  gruntow, musi modernizowac swoje zasoby mieszkaniowe... To wszystko
                                  powinno byc przedmiotem dzialalnosci samorzadow!

                                  ---------------------------------------

                                  > Jesteś świetnym przykładem na to, że najlepiej siedzieć na dupie
                                  > przed kompem i wyżywać się na forum, zamiast ruszyć się i zacząć
                                  > działać.

                                  Ale ja nie mam ambicji bycia urzednikiem czy samorzadowcem, czy
                                  spoldzielca. Moja ambicja jest aby Torun dobrze sie rozwijal bo ma
                                  to przelozenie na moje wygody jako mieszkanca. Nie czuje na sobie
                                  misji, powolania do takiej dzialalnosci.

                                  Wystepuje na forum publicznym jako mieszkaniec Torunia i obywatel
                                  RP, przedstawiam propozycje rozwiania problemu z ktorym nie moga lub
                                  nie chca uporac sie kolejne rzady - mam satysfakcje z tego, ze udalo
                                  mi sie powiedziec "cos nowego" w tej toczacej sie od lat dyskusji.
                                  Do tego mam powolanie.

                                  -------------------------------

                                  > Nic nie zrozumiałeś - ja wcale nie twierdzę, że spółdzielnie są
                                  the
                                  > best, prezesi sami cudowni, a cała struktura podoba mi się bez
                                  > zarzutu. Chciałam tylko powiedzieć, że to podmioty tak samo
                                  podatne
                                  > na wypaczenia i błędy, jak każde inne

                                  Otoz wlasnie spoldzielnie nie sa podatne tak jak każde inne twory -
                                  są podatne dużo bardziej! Dlatego ze w samorządach afery mają
                                  krótkie nogi - jesli w ogole sa. I gdy tylko "kontrola wykarze
                                  nieprawidlowosci" robi sie wielka afera w prasie.

                                  Poza tym spoldzielnie są całkowicie zbedne - to 5-te kolo u wozy. Po
                                  co spoldzielnia? Od zarzadzania miastem jest samorzad. To samorzad
                                  jest organem reprezentujacym mieszkancow, a nie walne zgromadzenie
                                  spoldzielcow czy zarzad spoldzielni.

                                  No i po trzecie - spoldzielnie krepuja rozwoj lokalnej demokracji bo
                                  stanowia repozytorium dla samorzadowcow. A droga do spoldzielni jest
                                  zamknieta dla mieszkanca miasta! Tam jest najwieksze kolesiostwo -
                                  pracuja cale rodziny i tylko znajomi znajomych. To akurat jest
                                  standard - nawet jak nie ma afer w jakiejs spoldzielni, to nepotyzm
                                  ma miejsce na 90%.

                                  > nich. Problem jednak w tym, że nikt nie ma pomysłu, jak sensownie
                                  > wybrnąć z tematu. Nie ma żadnej alternatywy dla spółdzielni.
                                  > Najlepszym rozwiązaniem byłoby ustanowienie nowych regulacji
                                  > prawnych, które zastąpiłyby skostniałe relikty poprzedniej epoki,
                                  > ale nie spowodowałyby rozpadu spółdzielni jako takich.

                                  Wystarczy modyfikacja (decentralizacji) struktur samorzadowych, tak
                                  aby przejely kompetencje spoldzielni. Komunalizacja spoldzielni
                                  (przeksztalcenie prawa wlasnosciowego spoldzielczego w pelna
                                  wlasnosc, a lokatorskiego w prawo najmu lokalu komunalnego). I tak
                                  naprawde mozna to zrobic bez zadnej ustawy - wystarczy ze miasto
                                  zaproponuje mieszkancom ze zacznie pomagac im w przelsztalceniu
                                  wlasnosci spoldzielczej w pelna wlasnosc rozkladajac im oplaty na
                                  raty, zachecajac osoby z lokatorskimi by przekazywali swoje wklady
                                  mieszkaniowe na rzecz miasta... No i oczywiscie jednoczesnie miasto
                                  musi wypelnic pustke po spoldzielniach - rozbudowac ADM, przekazac
                                  mu pewne dodatkowe kompetencje, zachecac pokazujac ze ADM-y
                                  gwarantuja nizsze oplaty czynszowe i wiecej atrakcji i wygod na
                                  osiedlu (remonty, place zabaw, itp).

                                  > nad moim blokiem. Przejęcie przez samorząd zasobów spółdzielczych
                                  > może się okazać gwoździem do trumny lokalnych budżetów i dziwi
                                  > mnie,
                                  > że tego nie dostrzegasz.

                                  chyba sobie żartujesz! Z czego utrzymywane są spółdzielnie? Z
                                  czynszów - wszystkie inwestycje spółdzielni robione są z pieniedzy
                                  mieszkancow tej spoldzielni bo karnie placa oni za to, co prezes
                                  uwaza ze powinno byc zrobione...

                                  Dzis spoldzielnie sa samofinansujace - i beda w przyszlosci, jesli
                                  wysokosc czynszow nie ulegnie zmianie. Dzieki lepszemu zarzadzaniu
                                  (samorzadowiec bedzie chcial wykazac sie przez mieszkancami) jest
                                  mozliwosc wspolpracy z wodociagami, itp.

                                  Dzis torunskie wodociagi to bardzo bogata spolka - dlaczego? Bo
                                  mieszkancy karnie placa oplaty... I nie winia za te oplaty
                                  prezydenta miasta, bo w koncu "placa czynsz w spoldzielni". To
                                  spoldzielnia "podniosla im oplaty".

                                  Po skomunalizowaniu majatku spoldzielni kazdy prezydent bedzie
                                  kombinowal jak obnizyc ludziom rachunki - to bedzie jego priorytet,
                                  bez tego przegra. Bedzie kombinowal jak zalatwic tani prad, wode,
                                  wywoz smieci...
                                  ----
                                  Dzis mieszkania komunalne to najbardziej zdewastowana czesc zasobow
                                  mieszkaniowych w miescie... Zas spoldzielnie maja stosunkowo dobre
                                  zasoby. Taka jest prawda niestety - a nie to co insynuujesz.

                                  Przejecie blokowisk pozwoli lepiej zarzadzac zasobami
                                  mieszkaniowymi - bedzie mozna wyremontowac kamienice i przerzucic
                                  koszty remontu w czynsz - wykwaterowac biednych ludzi ktorych nie
                                  bedzie stac na oplacenie nowego, wyzszego czynszu do jakis blokow,
                                  gdzie czynsz bedzie nizszy - a do wyremontowanej kamienicy
                                  sprowadzic kogos kto zaplaci tyle ile zarzyczy sobie miasto.

                                  Dlaczego na Bydgoskim od lat kamienice komunalne popadaja w ruine?

                                  > Muszę opracować strategię zanim stanę do wyborów i
                                  > przygotować plan kampanii :) Kto wie, może nawet Ci się spodobają
                                  > moje argumenty i oddasz na mnie swój głos :) Daj znać, jeś
                                • hecer Re: a tak wygląda problem zaległości czynszowych 23.06.09, 13:23
                                  po prostu jestem za tym, by przestały nami rządzić spółdzielnie i
                                  ich prezesi - a zaczęli rządzić samorządowcy. By na osiedlach
                                  działały ADM które są jakąś jednostką urzędu miasta. I by w
                                  kompetencjach ADM znalazło się wszystko to co dotyczy dobrobytu
                                  mieszkańców tego osiedla: od mieszkania poczynając, przez drogi,
                                  chodniki, parkingi, pawilony handlowe, place zabaw, ścieżki
                                  rowerowe, trawniki, dostarczanie wody, gazu, ciepla, wywóz śmieci...
                                  Oczywiście oplaty ponosić będą mieszkańcy w czynszu - ale zarząd
                                  będzie odbywał się przez struktury lokalnego samorządu. Część
                                  remontów miasto może dofinansować, niektórym ludziom może
                                  obniżać "oplatę remontową" - zamiast wyplaty socjalnych zasiłków. To
                                  daje też narzędzia w polityce społecznej - jeśli pracujesz, to
                                  choćbyś mało zarabiał, będzie cię stać na skromne ale godziwe życie.
                                  W ten sposób ogranicza się wykluczenie i patologie - wandalizm,
                                  przestępczość, itp.

                                  Oczywiście tego rodzaju dofinansowania powinny być uzależnione od
                                  budżetu i woli mieszkańców... Ale po to mamy demokrację by się
                                  dogadywać w tej sprawie. Jeśli młode małżeństwo zarabia po 900 zł na
                                  rękę to nie stać ich na opłaty remontowe i przedszkole - samorząd
                                  pomaga finansowo ale być może bardziej efektywna i łątwiejsza jest
                                  inna pomoc, wykorzystująca zasoby mieszkaniowe miasta. Najważniejsza
                                  jest partycypacja - płacisz mniej ale płacisz, podejmujesz pracę.

                                  Od powstawania nowych osiedli i remontów w istniejacych zasobach
                                  miasta uzależniona jest przyszłość miasta i jego atrakcyjność.
                                  Tymczasem budżet na tę działalność jest w strukturach spółdzielni -
                                  to one pobierają opłaty remontowe, czynsze, itd. Nie chodzi mi o
                                  włączenie tych dochodów do budżetu miasta - ale o zarządzanie tymi
                                  dochodami przez urzędników samorządowych. W ten sposób dochody te
                                  będą rozsądnie wydawane - bo samorząd, pod kontrolą wyborców, będzie
                                  się starał obniżać wydatki na dostarczenie gazu, wody, remonty...

                                  Oczywiście budżet miasta może współfinansować nowe inwestycje -
                                  jeśli tak jak na bydgoskim, potrzeba parkingów wielopoziomowych,
                                  naziemnych lub podziemnych, to sfinansują ich powstanie wspólnoty
                                  mieszkańców, ale miasto może zorganizować kredyt, wykonawcę,
                                  przygotować plany i w pewnej części współfinansować realizację tych
                                  inwestycji.

                                  Podobnie z remontem mieszkań - na przykład na Bydgoskim wiele
                                  mieszkań nadal nie ma instalacji gazowej choć jest ona doprowadzona.
                                  Wystarczy tylko przeprowadzić remonty w mieszkaniach - ogłosić duży
                                  przetarg, zminimalizować koszty, zaciągnąć kredyt na wspólnotę na
                                  remont, raty kredytu splacać przez opłaty w czynszu. To
                                  korzystniejsze dla mieszkańców niż indywidualny kredyt i
                                  indywidualne inwestycje.

                                  Podobnie wymiana okien - czy naprawdę każdy sam musi je wymienić?
                                  Można wymienić w całym bloku, uzyskać korzystny rabat, spłacać
                                  kredyt na tę wymianę okien w czynszu. Jeśli ktoś nie chce - a ma
                                  pełną własność - to okien u niego nie wymieniamy. Jeśli kogoś bardzo
                                  nie stać na podwyżkę czynszu - część może pokryć samorząd, albo
                                  pozostali członkowie wspólnoty... Taka solidarność bowiem też
                                  istnieje.

                                  Nawet boiska, place zabaw, nowe chodniki mogą być sfinansowane w
                                  części w podwyżkach czynszu... Dodatkowe 10 zł miesięcznie w czynszu
                                  przez 10 lat i jest porządna infrastruktura na osiedlu - a miasto
                                  współfinansuje.

                                  Oczywiście nie zrobi tego prezes, bo musiałby się spotkać z
                                  mieszkańcami, przedsykutować... albo może zrobi to i po prostu
                                  podniesie czynsz uzasadniając to w jakiś dziwny sposób. Ale nie
                                  sięgnie po wspólny samorządowy budżet. I nie wiemy czy zrobi to
                                  tanio czy nie.

                                  Po co mi prezydent który raz na rok objedzie miasto na spotkania z
                                  mieszkańcami. Wolę mieć reprezentanta prezydenta na co dzień na
                                  swoim osiedlu - do niego iść i narzekać że chodnik jest krzywy a
                                  plac zabaw maly, z brudnym piaskiem, albo zdemolowany, że nie mam
                                  gdzie zaparkować auta. I zapytać "co on zamierza zrobić"

                                  Nawiasem mówiąc, akurkat parkingi to ogromny problem w wielu
                                  miastach, np w Bydzi planiści sprzed 30 lat zupełnie nie
                                  przewidzieli że w Polsce ludzie będą mieli dzis prywatne
                                  samochody... W Toruniu zostawiono jakieś miejsca chociaż.

                                  Ale już na Bydgoskim problem jest palący - i te rzędy aut
                                  zagracających ulice są nieporozumieniem. Ulica Sienkiewicza -
                                  zrobiono remont a auta nadal parkują na chodniku. Dlaczego? Bo robił
                                  to ZDM który najwyraźniej ma to w dupie. A te zółte barierki koło
                                  zajezdni tramwajowej, po przeciwnej stronie ulicy tak pasują do
                                  kolorów bydgoskiego jak pięść do oka... I blokują parkowanie.

                                  Wystarczy trochę tam połazić - i widać jak można problem rozwiązać.
                                  Po co te stare, zrujnowane, obleśne garaże w podwórkach?? Czy nie
                                  lepiej dogadać się we wspólnocie w taki sposób, że właściciele tych
                                  szajerków oddadzą je wspólnocie a w zamian dostaną za darmo miejsce
                                  na parkingu dwupoziomowym? Być może podziemnym? A pozostali
                                  członkowie wspólnoty wezmą kredyt - dofinansowany przez miasto - na
                                  budowę wspólnego garażu podziemnego czy naziemnego? Wtedy wszyscy
                                  mają auta garażowane a ulice służą pieszym i rowerzystom.

                                  Jeśli taki parking kosztuje 10mln zł, miasto może dać 50% a resztę
                                  sfinansuje wspólnota - i każdy dostanie swoje miejsce w garażu, może
                                  z szafką na narzędzia i może nawet jakimś jednym miejscem gdzie
                                  można umyć auto.

                                  Prosta sprawa - uzależniona tylko od woli mieszkańców, możliwości
                                  finansowych samorządu, porozumienia.

                                  Można też - oprócz TBS - utworzyc coś podobnego do miejskiego SKOK-
                                  u. Dzięki temu mieszkańcy będą mogli oszczędzać chociaż na wkład
                                  własny pod kredyt mieszkaniowy (te 20-30% wartości mieszkania).

                                  W ten sposób działa rynek mieszkaniowy w Niemczech - tam wlaśnie
                                  oszczędza się ale też zaciąga się kredyty w takich kasach
                                  samorzadowych.

                                  Można emitowac miejskie obligacje - z bardzo niskimi odsetkami, ale
                                  umożliwiające zakup lokali komunalnych przez wynajmujących
                                  mieszkania (jeśli ktoś chce wykupic swój lokal, dawniej należący do
                                  spółdzielni czy lokal komunalny) może kupić obligacje i odsetki
                                  niefinansowe (wysokie, np 7%) będą kapitalizowane co roku - aż
                                  kapital pozwoli wykupić mieszkanie z zasobów miasta. W ten sposób
                                  miasto uzyskuje dodatkowe dochody. Zamiast sprzedawać mieszkanie
                                  komunalne za 10% jego wartości, może lepiej umozliwić taki wykup
                                  dotychczasowym lokatorom (oczywiście można w tych obligacjach
                                  również otrzymywać odsetki finansowe, ale w niższej wysokości).

                                  Są różne instrumenty które można wdrożyć, wymyśleć. Choćby taki
                                  prosty który dziś jest często stosowany przez państwo - rozłożyć
                                  koszty nowych inwestycji na raty. Zaleski szuka kasy na most ale
                                  musi zaciągnąć duży kredyt na wkład własny miasta, jakieś 500 mln
                                  zł. Ale nie może - bo przekroczy próg 60%. Rozwiązanie jest zaś
                                  takie - rozłożyć płatność za most na 10 lat... Wtedy kredyt
                                  zaciągnie firma budująca most a miasto będzie płaciło firmie raty
                                  przez 10 lat... Oczywiście ten most to absurd i Rada Miasta nigdy
                                  nie powinna się zgodzić na tego rodzaju obciążenie dla budżetu.

                                  bla bla bla... można tak sobie gadać. Te mechanizmy i narzędzia są
                                  proste w założeniach ale trudno je wdrożyć - to wymaga lat i
                                  eksperymentów.. Ale im wcześniej zaczniemy organizować tego rodzaju
                                  partnerstwo publiczno-prywatne, tym lepiej. Tu chodzi właśnie o
                                  partnerstwo - spóldzielnie od lat je uskuteczniają tylko że są poza
                                  kontrolą tych, którzy placą. Samorząd zaś jest gwarantem
                                  przejrzystości takiego partnerstwa, bo jest pod kontrolą wyborców.
        • alienisko Słusznie prawisz 19.06.09, 01:16
          z tym, że to nie tyczy się jeno spółdzielni. Ludzie w Polsce
          generalnie są aspołeczni. Dbają tylko o swoje, zwracają uwagę na
          problemy, dopiero jak dosięgną ich bezpośrednio, są niedbali i
          obojętni. Za to gotowi podnieść raban i walczyć jak lew jak co jest
          nie po ich myśli, nawet jeśli sami się ku temu przyczynili...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka