praca w Anglii dla nieznających języka

28.03.06, 22:34
czy mozliwe jest znalezienie pracy w Anglii nie znając jezyka i mając 50 lat
będąc kobietą?Jeśli komuś sie udało to bardzo prosze o kontakt
    • natalia.brzeska Re: praca w Anglii dla nieznających języka 28.03.06, 22:37

      OK napisze kolejny raz:
      Wyobraź sobie, ze do Polski przyjeżdża 50-letni Japończyk, który nie zna w
      ogóle polskiego, angielskiego, rosyjskiego itp, tylko potrafi po japońsku. Czy
      myślisz, że znajdzie w Polsce pracę?
      • spiral_architect Re: praca w Anglii dla nieznających języka 28.03.06, 22:49
        natalia.brzeska napisała:

        >
        > OK napisze kolejny raz:
        > Wyobraź sobie, ze do Polski przyjeżdża 50-letni Japończyk, który nie zna w
        > ogóle polskiego, angielskiego, rosyjskiego itp, tylko potrafi po japońsku. Czy
        > myślisz, że znajdzie w Polsce pracę?

        Sa jednak wyjątki (potwierdzające regułe): znajoma 13 lata -> hotel -> wraz z
        nia pracująca jej mama, która jezyka nie zna ni w żąb :)
        • reallondoner Re: praca w Anglii dla nieznających języka 29.03.06, 09:40
          Tak Natalio... wybobrazam sobie, ze znajdzie. Mam znajomego studenta
          Koreanczyka. Jego tato ma firme w Warszawie. Ostatnio pomagalem mu polaczyc sie
          z netem poprzez polski windows. Jego tato nie zna i nie potrzebuje ani
          polskiego ani angielskiego. Syn owszem, po angielsku mowi. :)

          ALe to ojciec zarabia kase w Polsce, calkiem niezla :)
          • natalia.brzeska Re: praca w Anglii dla nieznających języka 29.03.06, 09:54
            reallondoner napisał:

            > Tak Natalio... wybobrazam sobie, ze znajdzie. Mam znajomego studenta
            > Koreanczyka. Jego tato ma firme w Warszawie. Ostatnio pomagalem mu polaczyc
            sie
            >
            > z netem poprzez polski windows. Jego tato nie zna i nie potrzebuje ani
            > polskiego ani angielskiego. Syn owszem, po angielsku mowi. :)
            >
            > ALe to ojciec zarabia kase w Polsce, calkiem niezla :)


            W mojej wersji był SAMOTNY Japończyk. Bez syna :-))
    • Gość: xyz Re: praca w Anglii dla nieznających języka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.03.06, 22:40
      brak znajomosci jezyka i tak to sie konczy :
      Polaków zmuszano do kradzieży w Szwecji
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3242369.html
      a masz tam kogos znajomego itp?
    • zerya Re: praca w Anglii dla nieznających języka 28.03.06, 22:55
      znajomy-młody-wyjechał do Angli-angielskiego nie znał, jest tam juz parę
      dobrych lat :)
      • monika_irl Re: praca w Anglii dla nieznających języka 28.03.06, 22:59
        zerya napisała:

        > znajomy-młody-wyjechał do Angli-angielskiego nie znał, jest tam juz parę
        > dobrych lat :)


        jak sama zauważyłaś było to ładnych parę lat temu, teraz sytuacja wygląda
        trochę inaczej, jest wiecej polaków i nie tylko.
        Szczerze mówiąc ja bym się bała nie mając nikogo kto mógłby mi pomóc na miejscu.
        • spiral_architect Re: praca w Anglii dla nieznających języka 28.03.06, 23:03
          Miało byc "znajoma 23 lata". Z drugiej strony jeśli chodzi o wyjazd z kimś
          najblizszym do tej samej pracy np. pakowanie czegoś w fabryce, to dlaczego nie ?
      • wika1021 Re: praca w Anglii dla nieznających języka 28.03.06, 23:04
        nie jestem już taka młoda dlatego mysle że szanse mam niewielkie chociaż bardzo
        bym chciała,może pomoc w prowadzeniu domu albo praca w ogrodzie,co jest moją
        pasją w Polsce,a może są jakieś inne zajęcia gdzie wystarczy minimum,tego bym
        się do czerwca zdążyla nauczyć
        • spiral_architect Re: praca w Anglii dla nieznających języka 28.03.06, 23:08
          wika1021 napisała:

          > nie jestem już taka młoda dlatego mysle że szanse mam niewielkie chociaż bardzo
          > bym chciała,może pomoc w prowadzeniu domu albo praca w ogrodzie,co jest moją
          > pasją w Polsce,a może są jakieś inne zajęcia gdzie wystarczy minimum,tego bym
          > się do czerwca zdążyla nauczyć

          Nie masz z kim jechać ? Nikogo z rodziny, dzieci, ktore choc troche znaja jezyk
          ? Spróbuj poszukać czegoś na stronach takich agencji jak itc -
          www.itcpraca.pl/
          • Gość: wika1021 Re: praca w Anglii dla nieznających języka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.03.06, 23:16
            dziękuje spiral-architect za życzliwość.Odpowiadając,mam córkę która pracuje w
            Anglii od października ale dopiero teraz znalazła dobrą pracę w restauracji przy
            najstarszym hotelu w Anglii,ale nie sądzę żeby mogła mi pomóc,nie chciałabym być
            dla niej ciężarem
    • carnivore69 Re: praca w Anglii dla nieznających języka 28.03.06, 23:46
      Moze jako gosposia w polskim srodowisku? (Znajomi w Dublinie korzystaja z uslug
      takiej pani i nie zna ona angielskiego.)

      Pzdr.
      • marla8 Re: praca w Anglii dla nieznających języka 29.03.06, 14:28
        "OK napisze kolejny raz:
        Wyobraź sobie, ze do Polski przyjeżdża 50-letni Japończyk, który nie zna w
        ogóle polskiego, angielskiego, rosyjskiego itp, tylko potrafi po japońsku. Czy
        myślisz, że znajdzie w Polsce pracę? "

        Ja sobie wyobrażam 50 letniego Polaka, który świetnie mówi po polsku (i radzi
        sobie nawet z rozyjskim)i też ma problemy... to smutne. Rzecz polega nie tyle
        na umiejętnościach językowych co na chłonności rynku pracy. Można mieć 25 lat
        znać angielski i to nie gwarantuje dobrze lub choćby średnio płatnej pracy.

        Znam kogoś, kto ani me ani be - jest pomocnikiem gdzieś w piekarni. Wykonuje
        swoje obowiązki, nie potrzebny mu język, podstawy załapał na miejscu.
        • marla8 Re: praca w Anglii dla nieznających języka 29.03.06, 14:30
          "Ja sobie wyobrażam 50 letniego Polaka, który świetnie mówi po polsku (i radzi
          > sobie nawet z rozyjskim)i też ma problemy... to smutne. Rzecz polega nie tyle
          > na umiejętnościach językowych co na chłonności rynku pracy. Można mieć 25 lat
          > znać angielski i to nie gwarantuje dobrze lub choćby średnio płatnej pracy." -
          chodzi mi o to że ma probelmy w Polsce. W Polsce chyba większość ma problemy...
          problemowy naród z nas... ;)
    • Gość: martenika bez jezyka?? wszedzie!!! IP: 83.104.90.* 29.03.06, 16:21
      Skoro nie znasz jezyka to czemu Anglia???
      Moze od 1-go maja Hiszpania?? cieplej... slonecznie...

      na jedno wyjdzie, nie uwazacie??
      Bez jezyka - mozna jechac wszedzie. ;)
      • waclaw.jurny Re: bez jezyka?? wszedzie!!! 29.03.06, 16:37
        Gość portalu: martenika napisał(a):

        > Skoro nie znasz jezyka to czemu Anglia???

        > Bez jezyka - mozna jechac wszedzie. ;)

        Ale to zależy którego języka nie znasz...
        • Gość: martenika Re: bez jezyka?? wszedzie!!! IP: 83.104.90.* 30.03.06, 09:42
          Waclaw nie komplikuje ;)
          Wiesz o co mnie sie rozchodzi ;)

          Pozdrawiam
    • martin_sutton Re: praca w Anglii dla nieznających języka 29.03.06, 17:47
      Do sprzatania domow nie za bardzo musisz znac jezyk, problem polega na tym, ze
      zostaniesz wilokrotnie oszukana,bedziesz musiala pracowac killka razy ciezej
      niz inny ktory potrafi sie o swoje wyklucic. Mozesz tez miec szczescie no i
      mozesz wygrac w totolotka.

      Jezyka trzeba sie nauczyc koniec kropka.
    • kerryman bardzo mi sie podoba co napisalas... 29.03.06, 19:20
      "mam córkę która pracuje w
      Anglii od października ale dopiero teraz znalazła dobrą pracę w restauracji przy
      najstarszym hotelu w Anglii,ale nie sądzę żeby mogła mi pomóc,nie chciałabym być
      dla niej ciężarem"

      bardzo mi sie podoba co napisalas.
      odnosnie bardzo trafnego przykladu japonczyka: wiele osob powie - znam kogos kto
      ani be ani me po angielsku i sobie jakos radzi. no to ja mam pytanie takie: ile
      z tych osob poradzilo sobie bez najmniejszej pomocy?? ani jedna. to jest po
      prostu nie mozliwe do zrobienia.
      mam juz dosc osob, ktore przyjezdzaja tutaj wychodzac z zalozenia "jakos to
      bedzie, na miejscu na pewno ktos mi pomoze". ma prawo nie miescic sie wam w
      glowie jakie sytuacje z tego potem wynikaja.

      przyklad? w drodze na wyspy poznalem kilku polakow, ktorzy - podobnie jak my -
      jechali do pracy, w ciemno. z kilkoma znaczacymi roznicami. jezyka uczylem sie
      od kilku lat. oni w ogole. wyjazd planowalem przez kilka miesiecy oni w ogole.
      przetrzasalem internet w poszukiwaniu pracy, mieszkan itd, oni w ogole. wzialem
      ze soba tone roznych rzeczy - a noz sie przyda, oni nic. nawet slownika ani
      rozmowek. "jakos to bedzie". wiesz jak to wygladalo? co chwile "wez mi zapytaj
      sie o to, o tamto" "pomoz mi znalezc toalete" "idz w recepcji zalatw mi costam".
      raz moge pomoc, drugi trzeci. po pierwszej odmowie slysze "ale przeciez dla
      ciebie to moment, ja nie umiem nic po angielsku".
      to juz nie chodzi nawet o to jaki ktos ma angielski albo czy w ogole go zna.
      mozna sie zaopatrzyc w podstawowe rozmowki z wymowa fonetyczna. i wiekszosc
      podstawowych spraw w ten sposob sie zalatwi.
      pewien typ ludzi wychodzi z zalozenia ze wszystko sie im nalezy, albo dokladniej
      - ze osoby ktore tu przyjechaly wczesniej winne sa im pomoc.
      mysle ze jesli ktos potrafil sobie samemu poradzic w polsce, wika, zakladam ze
      jestes OK, to tutaj tez sobie poradzi. nawet jesli by musial zaczynac
      porozumiewanie sie od jezyka "pseudomigowego".

      byle by nie zwalac sie komus na glowe wymagajac wrecz pomocy na kazdym kroku.
      wydaje mi sie ze oczekiwanie na pomoc, jak i samo jej udzielanie takiej osobie
      jest strasznie uposledzajace. najlepiej wszystko przynajmniej probowac zrobic
      samemu.
      pozdrawiam i powodzenia.
      • Gość: wow Re: bardzo mi sie podoba co napisalas- do wika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.06, 12:29
        nie sluchaj sie tych madrali. Ich komentarze typu " japonczyk przyjedzie do
        polski ..., najgorsze prace....itd"

        jezeli masz corke ktora mieszka w UK od pazdziernika to powinna Ci pomoc na
        poczatku, to nie jest zaden problem,
        Sam osobiscie zrekrutowalem bardzo wiele osob plec zenska/meska wiek rozny do
        pracy na rozne stanowiska najnizsze /wyzsze rozne sectory bez jezyka
        angielskiego. Pracodawcy dokladnie o tym wiedzieli ze ci kandydaci nie znaja
        angielskiego, mimo to zatrudnili ich - oczywiscie za mniejsze wynagrodzenie niz
        obowiazywalo na danej pozycji. Uwierz mi Ci pracodawcy bardzo zadowowleni z
        tych osob , osoby juz dawno nauczyly sie angielskiego. Ja mam natomiast
        satysfakcje - nie wiem czy niektorzy forumowicze wiedza o czy mowie I co ?
        Zaraz pewnie mnostwo madrali odpowie rozne dziwne bzdury nie bede ich cytowac

        Powiem tak wszystko zalezy od recrutiera jak bedzie chcial Ci pomoc to znajdzie
        Ci prace blyskawicznie odpowiadajaca Twoim kwalifikacjom i wcale nie musisz
        znac jezyka.

        Tak moja rada do wyjazdu ucz sie jezeli mozesz - jesli chcesz moge ci
        powiedziec jak bez kosztowo uczyc sie angielskiego, a pozniej popros corke aby
        Ci pomogla.

        Wasz ulubiony
        wow:)
        • raveness1 Re: bardzo mi sie podoba co napisalas- do wika 30.03.06, 13:16
          Gość portalu: wow napisał(a):

          > Powiem tak wszystko zalezy od recrutiera jak bedzie chcial Ci pomoc to
          znajdzie
          >
          > Ci prace blyskawicznie odpowiadajaca Twoim kwalifikacjom i wcale nie musisz
          > znac jezyka.

          Pewnie, po co ci znajomosc jezyka. Posluchaj dobrych rad i smialo ruszaj na
          podboj swiata, najlepiej od razu do wielkich aglomeracji jak Londyn, Paryz czy
          NYC. Miasta takowe wprost kipia od wspanialomyslnych pracodawcow i jeszcze
          bardziej zyczliwych "ziomkow". Powodzenia.



        • reallondoner Re: prawde pisze wow 30.03.06, 13:21
          Zgadzam sie z wow. Ja rowniez pomoglem wielu osobom, reczac swoja reputacja,
          ale tylko za tych, o ktorych wiedzialem, ze sie sprawdza.
          Udalo mi sie znalezc prace w housekeepingu jak rowniez wdla skilled workers z
          kompletnie zerowa znajomoscia jezyka (no, ok, wiedzieli co to dog, cat i sun).

          Zareczylem, ze potrzebuja pracy i kontaktu z jezykiem oraz minimum 3-4 miesiecy
          na zalapanie angielskiego jezyka, aby choc moc zrozumiec co sie do nich mowi.
          Wszystko sie udalo, do dzis wlasciciele pewnej firmy swojego polskiego
          pracownika uznaja za bardziej wartosciowego niz oni sami ;)
          WARTO, ale pomoc jest niezbedna... na poczatek ktos musi wyciagnac pomocna
          dlon.
          • kerryman opinii tyle ile punktow widzenia 30.03.06, 17:39
            kazdy ma swoja historie.
            ja znam tylko te zle. nie spotkalem sie z ani jednym przypadkiem szczesliwego
            zakonczenia gestu zyczliwosci. naprawde chcialbym pomagac, ale widze co sie
            dzieje z osobami ktore taka pomoc otrzymaly. wystarczy odmowic raz i juz jestes
            "wielcy panstwo". po kilku latach pracowania i mieszkania tutaj sa naprawde
            czesto duzo wazniejsze sprawy. osoba ktora nie pomyslala zeby zabrac ze soba
            rozmowki tego nie zrozumie. najgorzej chyba wychodzi sie z rodzina, (z ktora
            podobno dobrze tylko na zdjeciach)
            nie twierdze ze tak musi byc zawsze. ale namawianie ludzi do tego zeby bez
            jezyka planowali wyjazd oparty na zalozeniu "ktos pomoze" uwazam za sprawe w 75%
            skazana na porazke.
            nie zniechecam do pomagania. nie o to mi chodzi. ale jak sie siedzi w kraju
            przed wyjazdem, mozna zrobic 1000 roznych rzeczy, zeby zwiekszyc szanse
            powodzenia wyjazdu. ale niektorzy wola powiedziec "eeeh, co ja bede marnowal
            czas... ktos mi na pewno pomoze..."
            doceniam chocby minimalny wysilek i szukanie informacji np na tym forum. dlatego
            w czym moge to pomagam.



            >na poczatek ktos musi wyciagnac pomocna
            >dlon.

            ok, zgadzam sie. ale jak raz sie pomoze niemej osobie to nie mozna po pewnym
            czasie jej zostawic. pomagajac komus o kim wiesz ze sobie sam nie poradzi nie
            mozesz po jakims czasie stwierdzic - ok ja juz sie dosc napomagalem.
            • reallondoner Re: Do Kerrymana 30.03.06, 18:43
              Zgadzam sie z tym co mowisz, ale ja akurat nie zaznaczylem tego, iz mialem na
              mysli pomoc w momencie, kiedy mamy mozliwosc zalatwienia pracy i jej
              utrzymania, mimo braku znajomosci jezyka. Nie chodzi mi o naklanianie osob
              trzecich: "Przyjedzcie, jakos sie ulozy, cos znajdziemy".

              Nie tedy droga. To sie konczy najczesciej wielkim zawodem, zwlaszcza bez
              znajomosci w londynskich firmach, wtedy nikt CI nie pomoze.

              Sa zle strony, ja mialem ich kilka, mimo to pomagam.
              Przyjechalem tu ze znajomym, jemu nagralem prace, ja szukalem. Po pierwszych
              dwoch wyplatach facet nie do poznania, zaczal obrabiac dupe, poznal
              nowych "ziomali" krecieli (Polakow oczywiscie) i stal sie jak oni. Tak wiec,
              stalem sie jego wrogiem, bo on sie zmienil a ja nie. Hmmm....

              Tak bywa. Staram sie o tych zlych przypadkach nie myslec. Nie mam czasu na
              ludzi nienormalnych... wystarczy mi kilku, ale zaufanych ;)
              • kerryman Re: Do Kerrymana 30.03.06, 19:37
                rozumiem twoj punkt widzenia.

                mi m.in. o taki typ sytuacji, jaka przedstawiles, chodzilo. czasami bywa jeszcze
                gorzej. tym ciezej jest w przypadku rodziny. bo kumpla mozna ostatecznie
                odzalowac. ale brata czy siostre albo mame... no nie bardzo. wszystkiego sie nie
                przewidzi.
                • spiral_architect Re: Do Kerrymana 30.03.06, 20:13
                  Ja również, choc świadom tego jaki jest stereotyp Polaka o Polakach, patrze na
                  takie rzeczy wciaz optymistycznie. Moze dlatego,z e mam same p[ozytywne
                  doswidczenia jak dotad Sam sciagnalem znajomych i zalatwilem im prace (tylko na
                  wakacje, ale jednak). Zreszta co do tematu watku, tez zastanawiam sie nad
                  umieszczeniem gdzies w UK mojej mamy, ktora nie zna jezyka i najchetniej
                  zalatwilbym jej prace na przynajmniej rok, a pech w tym, ze na rok musze wracac
                  jeszcze dokonczyc studia...
                  • Gość: mart Re: Do Kerrymana IP: 83.104.90.* 03.04.06, 10:13
                  • Gość: martenika rodzice... IP: 83.104.90.* 03.04.06, 10:16
                    Sama wkrecilabym rodzicow gdzies do pracy, zeby byli blisko mnie, mojej siostry
                    i swojego wnyka, ale oboje nie znaja angielskiego i bedzie to dosc trudne.

                    Konkurencja jest co raz wieksza na rynku pracy nawet w Anglii. Agencje staja
                    sie wybredne i maja co raz wieksze wymagania.

                    Co do pomagania innym - przejechalam sie i to bardzo. Okazalo sie, ze jestem
                    najgorsza mimo uzyczenia dachu nad glowa i pomocy w szukaniu pracy...
                    od tej pory moja pomoc innym ogranicza sie do przekazywania nr telefonow do
                    kilku agencji.
                    • Gość: hm Pomoc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.04.06, 10:39
                      tak sobie czytam Wasze wypowiedzi na temat pomocy i jedno mnie zdumiewa
                      dlaczego to jesli ktos mnie oszuka to mam widziec w drugim czlowieku oszusta ?
                      czy czasami nie jest tak ze wlasnie ten 10.........100 tny bedzie nam wdzieczny
                      a ze po drodze sa tacy ludzie.
                      • kerryman do hmm 03.04.06, 11:16
                        nie chce mi sie pisac wszystkiego jeszcze raz, przeczytaj sobie ten watek:

                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=720&w=39566603
                        w skrocie: pomaganie to jedno, a rozpieszczanie to zupelnie co innego. jak kto
                        ktos trafnie podsumowal - lepiej dac wedke niz rybe. dlatego chetnie pomagam
                        osobom, ktore wysila sie na tyle zeby szukac pomocy na tym forum. a zupelnie co
                        innego jak ktos pyta "ej, zalatwilbys mi jakas prace?".
                        taaa, pewnie, jeszcze mieszkanie zalatwie, odbiore z lotniska i przygotuje
                        surprise welcome in Ireland party.
                        • volkl Re: do hmm 03.04.06, 13:29
                          Ja mieszkam w Polsce. Nigdy za granicą nie pracowałem. Obecnie choć mam 50 lat
                          jestem na emeryturze. Często czytam wypowiedzi na forum aczkolwiek coś one
                          zawsze wniosą, ale chciałem się ustosunkować do problemu "pomagać komuś" Powiem
                          tak jest to problem b. złożony. Jeżeli obdarowany pomocą nie doceni bądź uzna
                          pomoc za niewystarczającą, albo ta druga strona czyli darczyńca będzie oczekiwał
                          zbyt wygórowanych grtyfikacji(niekoniecznie finansowych) to wtedy rodzi się
                          problem. A jest to przecież problem żetelnej oceny. Ja w czasie pracy zawodowej
                          i teraz b. często pomagam bliskim, znajomym i całkiem obcym, nawet za granicą i
                          chcę powiedzieć, że wdzięczność (której absolutnie nie oczekuję) jest b. różna.
                          Za pozwoleniem, chcę jeszcze zwrócić uwagę na rzecz taką jak inne narody np
                          żydzi, romowie. Proszę uprzejmie zwrócić uwagę jak oni się wzajemnie traktują
                          niepytając czy to ktoś z rodziny. Jestem przekonany, że znajdą się napewno i
                          wśród nich przypadki odosobnione. Ale generalna zasada to sobie wzajemnie
                          pomagać. Nie napiszę tego morału co mi się na usta ciśnie, ale Polak powiem
                          Pozdrawiam wszystkich Polaków
                          • kerryman volkl 03.04.06, 14:06
                            to juz nie chodzi o wdziecznosc.

                            jesli bym oczekiwal zaplaty za pomoc albo jakiegos dowodu wdziecznosci - nie
                            byla by to pomoc a zwykle posrednictwo - w szukaniu pracy lub mieszkania.

                            a nie lepiej by bylo, zeby zaczynac od samodzielnych prob - pomocy szukajac w
                            ostatecznosci? pewnie ze latwiej kogos poprosic - moze ma dobre serce, co ja tam
                            sam bede probowal, skoro ktos chetnie pomoze.
                            znieczulica w naszym narodzie, chocby ta, o ktorej sie mowi - ze polak polakowi
                            za granica wilkiem, czy czyms tam - to wynika wlasnie z tego, ze jest milion
                            szukajacych pomocy a tysiac tych ktorzy w ogole moga pomoc. wiekszosc osob
                            najpierw poprosi o pomoc a dopiero potem probuje zrobic cos sama.

                            przyklad - zauwaz ile postow na tym forum to szukanie czegos co latwiej znalezc
                            na www.google.ie. ale niektore osoby wola wpisac www.gazeta.pl potem kliknac
                            forum, potem praca w UK, zalogowac sie, zadac pytanie i potem co chwile
                            powtarzac podobna procedure - sprawdzajac czy ktos odpisal. chetnie pomagam w
                            takich sytuacjach, ale w wiekszosci i tak sam musze wejsc na google zeby to znalezc.
                            • Gość: wk Re: volkl IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.04.06, 16:21
                              nie bardzo bez znajomosci języka człowiek jak nie słysząćych jest.
                              • kerryman Re: volkl 03.04.06, 16:50
                                no tak. masz racje.
                                ale z drugiej strony jesli nie zna jezyka, to w wiekszosci spraw taka pomoc mu
                                niewiele da.
Pełna wersja