qvintesencja
16.09.06, 08:51
Wyjedzajac znacznie podnosicie swoj standard zycia a
jednoczesnie bardzo przyczyniacie sie do rozwoju rynku
pracy w Polsce.
Jedyna metoda rozwoju ekonomii jest konkurencja na
zrownowazonym rynku. W Polsce rynek pracy byl bardzo
zepsuty przez nadmierna podaz sily roboczej. Dzieki
wstapieniu do Unii i dzialaniu konkurencji to sie
zaczyna bardzo zmieniac. Zaczyna dzialac normalny mechanizm
rynkowy ktory doprowadzi do stabilizacji a w przyszlosci
wyjazdy straca na atrakcyjnosci.
Teraz rynek pracy w Polsce wkracza w etap billboardowy,
mili usmiechnieci pracodawcy kusza do pracy, epoka slynnego
"jak sie nie podoba to won cooorva, za brama tlum czeka"
odochodzi do historii:
Trwa wielka wojna o pracowników
"Dziennik": Na rynku pracy trwa wielka wojna o pracowników. Toczą ją sieci
handlowe, firmy budowlane i sieci gastronomiczne, bo brakuje im ludzi.
Ponieważ nie wystarcza już nawet podwyżka płac, pracodawcy ściągnęli agencje
reklamowe.
Koncerny dwoją się i troją, by znaleźć kasjerów, budowlańców i kelnerów.
Potężne kłopoty przeżywa handel i gastronomia, skąd ludzie uciekają zaledwie
po kilku tygodniach pracy. W niektórych firmach z tej branży rotacja sięga
nawet 100 proc. rocznie. Podobnie jest w budownictwie.
"Kiedyś wystarczyło biuro do spraw personalnych, gdzie ludzie przychodzili z
podaniami. Teraz role się odwróciły i to my musimy wyjść do ludzi" - mówi
rzecznik Budimexu Krzysztof Kozioł.
To dlatego w Warszawie i w innych wielkich miastach wyrastają jak grzyby po
deszczu wielkie billboardy z hasłami zachęcającymi do zatrudnienia się w
określonej firmie. "Gratulacje! Znalazłeś pracę! Zadzwoń". To właściciel
sieci handlowej Carrefour szuka ludzi, którzy chcieliby pracować w pięciu
stołecznych hipermarketach.
Ale to dopiero początek wielkiej kampanii o pracowników -
zapowiada "Dziennik". Według danych unijnego urzędu statystycznego Eurostat,
koszty zatrudnienia w Polsce wzrosły w drugim kwartale o niespełna 5 proc. To
więcej od średniej unijnej, ale i tak dużo mniej niż w krajach, w których
brak pracowników widać gołym okiem - na Łotwie i Litwie. Tam koszty, w skład
których wchodzą również pensje i świadczenia - zwiększyły się o ponad 20
proc. Za chwilę może się okazać, że nawet tysiące billboardów nie wystarczą,
by przyciągnąć ludzi do pracy - konkluduje gazeta.
wiadomosci.onet.pl/1403917,11,item.html