Nurtujace pytanie.Zaradnosc.

02.12.07, 05:16
Chcialbym sie dowiedziec czy po przybyciu na wyspy korzystaliscie
z przychylnosci lub byliscie na lasce pomocy sprzymierzonych
we wszelkich sprawach zwiazanych z zyciem tu?
Czy raczej dochodziliscie do wszystiego testujac to na wlasnej
skorze czyt (d.pie).
nie wiem samozaparcie? niechec bycia ciezarem?
dam sobie rade ?(lachy psyt)
Czy moze mysleliscie tak:
jezeli juz jestem to ktos mi pomoze "pomoze"-rozna interpretacja,
ale czy liczyliscie na kogos kto podpowie wam idz tam idz tam ,
zrob tak albo tak ,zalatwi cos za was albo nie wiem co... da
wam "recepte"
i niech mi ktos powie jak sie na tym wychodzi.

    • korkix78 Re: Nurtujace pytanie.Zaradnosc. 02.12.07, 13:16
      Szukanie i znalezienie pracy, zalatwianie "papierow" tj: NIN, WRS, zakladanie
      konta w banku - wszystko to na wlasna reke, zreszta nie oczekiwalem innego
      obrotu spraw- i zapewne dlatego nie doswiadczylem jakiegos rozczarowania.

      Pytalem jedynie o lokalizacje sklepow, gdzie moge sciagnac blokade SIM i ktos mi
      mowil ze "podobno" internet w bibliotekach jest za darmo, o czym wtedy nie
      wiedzialem.

      Choc dodam, ze niektorzy spotkani przypadkowo pierwsi 'przeunijni' Polacy czesto
      chcieli zazwyczaj uwypuklic roznice miedzy nowoprzyjezdnymi a nimi, starymi
      "wyjadaczami", tacy z serii "Ty nie wiesz jeszcze jak tu jest", "Nie wiesz jacy
      sa Anglicy" itp.
      Jako ze wlasciwie byla to prawda, zadawalem im sporo pytan, wychodzac z
      zalozenia, ze a nuz sie cos dowiem; ale zwykle otrzymywalem zadne, albo dziwne
      odpowiedzi.

      Przyklad: chcialem sie dowiedziec ile w praktyce czeka sie na otrzymanie z
      powrotem wyslanych papierow dot. WRS.
      Okazalo sie, ze na ok 10 pytanych osob- jak nie wiecej nikt nic nie wysylal, bo
      w wiekszosci wciaz pracuja na czarno (2 czy 3 nie pracowalo w ogole).
      Malo tego.
      Jeden z nich, akurat mial prace legalna, przez reszte uwazany byl za niemal guru
      "On to niezle mowi po angielsku" (a tydzien pozniej slyszalem wyraznie jak mowil
      swojemu LandLordowi "OK, I giving you 100 pounds, you guilty me 20 punds"! ;) )
      On to radzil mi, zebym nic nigdzie nie wysylal, bo "Z Anglikami to nigdy nic nie
      wiadomo".
      Spytalem "co ma na mysli?"
      On: "Nie wysylaj, mowie Ci. Zobaczysz- wystawisz sie, stracisz 50 funtow
      (owczesna oplata)- nie zdziwie sie jak Home Office Cie deportuje."
      Ja: Ale od 4 miesiecy jestesmy w Unii. Jestesmy i pracujemy tu lealnie -chca
      tylko zebym im wyslal te papiery".
      On: "Anglik mowi jedno, a robi co innego.Krotko tu jestes to nic nie wiesz,
      naiwnie im wierzysz."

      I tyle w kwestii "pomocy" od "lidera" kilkunastoosobowej grupy Polakow,
      natrafionych w pierwszych tygodniach..:>
      • aniaheasley Re: Nurtujace pytanie.Zaradnosc. 02.12.07, 14:18
        No korkix, super, masz absolutna racje. Przedunijna emigracja to
        debile nieznajacy angielskiego, kazdy jeden.
        • Gość: Zaradny Re: Nurtujace pytanie.Zaradnosc. IP: *.lns6-c11.dsl.pol.co.uk 02.12.07, 14:29
          Chyba nie o to mu chodzilo. Ja jestem w UK dosc krotko, ale tez zauwazylem, ze
          ci, ktorzy przyjechali tutaj przede mna, chocby tylko kilka miesiecy wczesniej,
          wymadrzaja sie jakby zjedli wszystkie rozumy. A gdy zaczynam rzucac w ich
          kierunku prostymi haslami typu EHIC, ISA, Quidco, WTC czy kody do zakupow
          on-line np. w TESCO, to kompletnie nie wiedza o czym ja do nich rozmawiam.

          Generalnie staram/-lem sie unikac rad osob juz w Wielkiej Brytanii bedacych,
          wszystko mozna znalezc w internecie lub na wlasna reke. A ze jestem w tym chyba
          niezly...
          ;-)
          • Gość: Zaradny Suplement IP: *.lns6-c11.dsl.pol.co.uk 02.12.07, 14:33
            Musze jednak dodac, ze wiele informacji pozyskalem wlasnie z tego forum i to od
            osob, ktore zdolaly juz w UK osiasc na dobre. W powyzszej wypowiedzi chodzilo mi
            o typowych madralinskich z pracy, czy "z miasta".
          • korkix78 Re: Nurtujace pytanie.Zaradnosc. 02.12.07, 16:19
            > Chyba nie o to mu chodzilo.
            > ci, ktorzy przyjechali tutaj przede mna, chocby tylko kilka >miesiecy
            wczesniej wymadrzaja sie jakby zjedli wszystkie rozumy. A
            > gdy zaczynam rzucac w ich
            > kierunku prostymi haslami typu EHIC, ISA, Quidco, WTC czy kody do >zakupow
            on-line np. w TESCO, to kompletnie nie wiedza o czym ja do >nich zmawiam.

            Dokladnie.
            Zaskakujace to, z czym do mnie wyskoczyla, troche nietypowe dla niej.
            Pisalem o wlasnych doswiadczeniach, bo teog dotyczylo pytanie. Napisalem wiec o
            konkretnej grupie ludzi, ktorzy przyjechali wczesniej, a ze akcja miala miejsce
            w sierpniu/wrzesniu 2004, sila rzeczy akurat byli to Ci "przedunijni".

            Co innego wiedza i doswiadczenie jakie wynikaja z dluzszego pobytu tu, a co
            innego patrzenie na innych z gory, bo "ja tu jestem duzo dluzej", tak jakby samo
            w sobie czynilo to kogos lepszym.

            No na takich trafilem, majac swiadomosc ze tego moge sie spodziewac,
            zamieszkujac z obcymi osobami, ktore sa tu "o juz dlugo" a wciaz mieszkaja w
            kilku w jednym domu.
        • publick_enemy Re: ? 02.12.07, 20:14
          <Przedunijna emigracja to debile nieznajacy angielskiego,
          kazdy jeden >

          nie wiem co jest z toba z tym angielskim
          dla ciebie kazdy nieznajacy j. obcego jest debilem????????

          ja nie znam i zyje i nie narzekam i co?
          dla ciebie jestem debilem?
          a moze chcesz przez to powiedziec ze twoj ang jest perfect
          nie watpie, probujesz sie wywyzszyc przez to ?
          • Gość: majkel Re: ? IP: 195.188.191.* 03.12.07, 13:09
            ja nie znam i zyje i nie narzekam i co?
            dla ciebie jestem debilem?

            rozbiles mnie koles
            jesli to dla ciebie powod do dumy
            to tak jestes debilem
            • publick_enemy Re: ? 04.12.07, 01:15
              Gość portalu: majkel napisał(a):

              > ja nie znam i zyje i nie narzekam i co?
              > dla ciebie jestem debilem?
              >
              > rozbiles mnie koles
              > jesli to dla ciebie powod do dumy
              > to tak jestes debilem
              nierozumiem sugesti
            • publick_enemy jesze raz. 04.12.07, 01:24
              dla mnie znajomojc jezyka wiaze sie zjednym
              lotwos c wyrazezenia swoich pogladow bez wiekszego
              nadwyezania swojego umyslu.


              na razie musze myslec dwa razy wiecej zanim cos powiem...

              komunikatywnosc nie robi ze mnie znajacego jezyka tubykcow
    • bonzee33 Re: Nurtujace pytanie.Zaradnosc. 02.12.07, 14:41
      jak mialam 17 lat, to podczas wakacji uczylam sie ang. w szkole na
      Camden Town i roznosilam ulotki. Na odchodne Rob, przyjemny
      staruszek dla ktorego pracowalam pozegnal mnie slowami, zebym
      zawsze 'keep going' , a osiagne to co bede chciala.
      Pamietam jego slowa do dzis..
    • Gość: A Re: Nurtujace pytanie.Zaradnosc. IP: 78.32.65.* 02.12.07, 16:52
      Przed wyjazdem obczytalam sie odpowiednio na paru stronach polskich jak i
      angielskich. Po przyjezdzie zaczelam dzialac wedlug misternie ulozonego planu i
      wszystko wyszlo tak jak mialo wyjsc.
      Jestem osoba bardzo niezalezna i licze tylko na siebie.

      Nie potrafie polegac na innych i czekac, az ktos za mnie cos zrobi.
    • golfstrom Re: Nurtujace pytanie.Zaradnosc. 02.12.07, 20:29
      Bardzo przydatna była strona ghroma i Eli, którą to stronę zresztą
      wynalazła szwagierka.

      Fizycznie wszystko załatwiałam sama - nie lubię prosić o pomoc, bo
      zwykle bardzo mnie zaskakuje ludzkie wyobrażenie o wdzięczności.
      Zresztą takiego podejścia nauczył mnie brat - możesz kogoś poprosić,
      żeby Cię gdzieś podwiózł, ale nie żeby coś za Ciebie zrobił.

      Wielu rzeczy musieliśmy się z mężem uczyc na właśnej skórze. W wielu
      innych sprawach przydatne okazały się rozmowy z autochtonami.
      • Gość: ggg Re: Nurtujace pytanie.Zaradnosc. IP: *.113.78.244.plusnet.pte-ag2.dyn.plus.net 03.12.07, 12:21
        moja rodzinka również przecierala szlaki samodzielnie. nigdy nie
        prosiłam nikogo o załatwianie czegoś dla mnie, nie oczekiwałam
        żadnej pomocy ani współczucia.

        chłonęłam jak gąbka wszelkie informacje pojawiające się na tym
        forum. te, które, wydawały mi się "na wagę złota" notowałam.
        mój angielki nie jest perfekcyjny, ale od pierwszego dnia próbuję
        sama pisać listy do urzędów itp., gorzej już było dla mnie z
        rozmowami telefonicznymi. teraz wiem, że nie ma dla mnie listu,
        którego nie byłabym w stanie napisać. po prostu człowiek wykszytałca
        w sobie pewne umiejętności( praktyka czyni mistrza). telefony -
        dalej wywołują we mnie lekkie lęki, ale gadam, słucham, proszę o
        powtórzenie i radzę sobie sama.(czyt. bez pomocy znajomych i
        tłumaczy).
        strona Ghrom-a jest skarbnicą wiedzy (informacje są sprawdzone i
        pewne) - bardzo Ci dziękuję Ghrom i wszytstkim, którzy piszą na tym
        forum, odpowiadają bez zbędnej agresji na pytania, czasem
        głupie "nowicjuszy".
        teraz i ja odpisuję czasem na te pytania.
    • tesco-polo Re: Nurtujace pytanie.Zaradnosc. 03.12.07, 15:26
      Myslelysmy tak:

      skad recepte? kto podpowie? gdzie isc i co zrobic? mysmy pytali, ale
      ludziska albo zazdrosne i nie chcieli mowic gdzie isc i nie chcieli
      zalatwiac. inne ludzie to wogole mowili tak ze ich nie szlo
      zrozumiec. jakis dziwny akcent ci anglicy maja. w ogole inny od pani
      korepetytorki.niechby ona ich nauczyla mowic po angielsku to by bylo
      lepiej.

      moja rada; idz tam, zrob tak. to jest najlepszy sposob. a w ogole to
      funt spada, wiec raczej nie trac czasu na testowanie na wlasnej
      skorze.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja