z2006
19.09.09, 08:38
mateusz.pl/czytania/2009/20090919.htm
"Nasze obcowanie z Bogiem jest w istocie obcowaniem synowskim, a
zatem powinno się odznaczać wielką ufnością i zażyłością, bo nie
jesteśmy obcymi, lecz „domownikami Boga” (Ef 2, 19), czyli należymy
do rodziny Boga. Dlatego chrześcijańska modlitwa powinna być
wyrażeniem uczuć dziecka, które obcuje serdecznie z Ojcem swoim i
oddaje się z pełną ufnością w Jego ręce. Lecz niestety, człowiek
pozostaje zawsze grzesznikiem, a świadomość własnej nędzy i
niewierności powstrzymuje w nim ten zryw synowski, budząc pewien
lęk. Dlatego to spontanicznie ciśnie mu się na usta okrzyk św.
Piotra: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (Łk 5,
8). Zdarza się to przede wszystkim wtedy, kiedy przeżywa się przykry
okres walk, pokus, trudności, które usiłują pogrążyć człowieka w
niepokoju i zamieszaniu i utrudniają oddanie Bogu całego serca i
powierzenie Mu wszelkich trosk. Lecz oto nagle dusza niespodziewanie
doznaje nowego światła i znika wszelka bojaźń; nie jest to nowa
myśl, lecz nowe wewnętrzne przekonanie, dające jej odczuć głęboko,
że jest dzieckiem Boga i że Bóg jest jej Ojcem. Jest to wpływ daru
pobożności, którego udziela Duch Święty. Już św. Paweł mówił
pierwszym chrześcijanom: „Nie otrzymaliście ducha niewoli, by się
znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za
synów, w którym możemy wołać: «Abba, Ojcze!» Sam Duch wspiera swym
świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi” (Rz 8, 15-
16). Duch Święty wlewa nam w serce ten głęboki zmysł synowskiej
pobożności, doskonałej ufności względem Ojca niebieskiego, co
więcej, On sam modli się w nas wzdychaniem niewysłowionym,
szepcząc: „Ojcze!” Sobór Watykański II rozważając tę myśl
twierdzi: „Duch mieszka w Kościele, a także w sercach wiernych jak w
świątyni; w nich modli się i daje świadectwo przybraniu za synów (KK
4)."
http://mateusz.pl/czytania/2009/20090919.htm