edico
31.12.12, 02:38
Taka ocena zjawisk występujących również tutaj na forum jawiła mi się już od wielu lat. Podstawowym przyczynkiem kształtowania się takiego poglądu było i jest używania Boga jako wygodnego wyjaśniania zjawisk, których na pewnym etapie nie daje się wytłumaczyć naukowo. Zjawisko to wręcz doskonale można zaobserwować na przestrzeni 2000-letniej historii rozwoju katolicyzmu, gdzie Bóg do dnia dzisiejszego funkcjonuje jako magiczne słowo rozstrzygające wszelkie wątpliwości. O ile z wielkim niesmakiem taką sytuację można jeszcze traktować podczas egzekwowania tej doktryny w czasie zapaści średniowiecza, to utrzymywanie jej funkcjonowanie w XXI wieku można traktować z wielkim zdziwieniem i zaskoczeniem. I nie chodzi tutaj o jakieś drobne czy nieistotne luki w wiedzy, ale o przepastne wyrwy uwidocznione już w darwinizmie, naukach przyrodniczych czy samej kosmologii. Już św. Tomasz nauczał w napisanym specjalne na ten temat dziele p.t. "O wieczności świata" – że można wyobrazić sobie wszechświat, który nigdy nie miał początku i jest stworzony (stwarzany) przez Boga. A więc można i nie jest to żadnym przymusem, w co przekształciła doktryna watykańska. W XVII-wiecznej filozofii i teologii zastosowanie miała koncepcja twierdząca wprost, że jeśli nauka czegoś nie wie, to tam umieszcza Boga. I tak to niestety trwa w tej religii od 2 tys. lat rugując wszelkimi możliwymi środkami osiągnięcia nauki chyba tylko po to, by później w zażenowaniu wycofywać się z wcześniej zajętego stanowiska. Czy katechizmowa doktryna stworzenia świata upoważniała czy upoważnia do takiej religijnej nonsensologii i interpretacji woli Boga pod doraźne potrzeby ewangelizatorów? A może tak na wszelki religijny wypadek i w tej luce umieszcza się Boga w tym wszech świecie, który nigdy nie miał początku i nigdy nie będzie miał końca? Bezsprzecznie jest to fatalne i złe doktrynalne podejście do sprawy wciskane ludziom zasłaniające dziurę swojej niewiedzy Bogiem stworzonym na swój użytek czy jakimiś innymi siłami wyższymi.