9rgkh
01.04.15, 17:28
Jeśli istnieje, to dlaczego nie miałby do niektórych ludzi przychodzić? Jego wola. Ich wybiera i już. Inna sprawa jeśli nie istnieje. Tylko kto wtedy przychodzi?
U egzorcystów kolejki
Przecież w tym mieszkaniu tyle obrazów świętych, to gdzież szatan by tam wszedł.
Zielińscy przegrali walkę z demonem. Dzięki pionom wentylacyjnym przebieg starcia znany jest dość dobrze. Wstrząs jest tym większy, że to naprawdę bardzo spokojna i pobożna rodzina.
On, stolarz, pracuje dorywczo. Dobrze zarabiał za granicą, ale nie mógł wytrzymać bez rodziny, wrócił. Ona sprząta w galerii handlowej. Mieszka z nimi syn, po zawodówce mechanicznej, pomaga ojcu w robocie. Jest jeszcze córka, właśnie kończy gimnazjum.
Blok stoi na skraju osiedla. Zielińscy zajmują w nim dwa pokoje na drugim piętrze. Ściany są tu cienkie, a w łazienkach to już słychać wszystko. Stąd świadków ataku sił demonicznych nie brakuje.
Żarliwa modlitwa narasta
W całym pionie słyszano, jak leją wodę do wanny, modlą się, krzyczą: Jezu! Wypędź złego ducha!. Słyszano też córkę, gdy krzyczy: To boli!. Żarliwa modlitwa narastała. Narastało też zaniepokojenie sąsiadów. Pukali, nikt nie odpowiadał.
Po dziewięciu godzinach z otworów wentylacyjnych dobiegały już tylko wrzaski i niezrozumiały bełkot. Sąsiedzi zadzwonili po policję. Raz, że cisza nocna, a dwa, że sufit piętro niżej zaczął przeciekać.
Policjanci zastali zamknięte na głucho drzwi, strażacy weszli przez balkon. Z rodziną nie można się było porozumieć. Byli nadzy, córka przemarznięta. Matka chciała walczyć dalej. Gdy mąż na noszach wjeżdżał do karetki, na chwilę się ocknął: Co ja zrobiłem?! Walcz! Nie rezygnuj z Jezusa - odpowiedziała mu córka.
Czy to na pewno ona mówiła?
Zwłaszcza matka była przy Bogu. Skoro świt do kościoła. Całe mieszkanie w obrazach świętych. Kiedyś, gdy dzieci były mniejsze, w ich pokoju urządziła jakby ołtarz: duży obraz Matki Bożej i świece. Modlili się przy nim wspólnie.
Z sąsiadami relacji głębszych nie utrzymywała - Dzień dobry i Do widzenia. On co innego. Pomocny, sympatyczny, otwarty. W piwnicy w drewnie rzeźbił Świętą Rodzinę, zdarzyło się, że wtedy przy pracy piwko z sąsiadem wypił. Gdy tylko miał chwilę, od razu do dzieci: na rower, na spacer.
Podobno córka Zielińskich zmieniła się pod wpływem szkoły, zaczęła malować paznokcie, ubierać się w sposób niepokojący. W ten sposób zły miał zamanifestować swą obecność. Miała to zauważyć mama i podjąć środki. Jednak w szkole żadnej zmiany nie zauważono. Córka była jak zawsze: grzeczna i bardzo spokojna, z wyróżniającą oceną z zachowania, jedną z trzech w klasie.
Naprawdę zaczęło się od problemu z kolanami. Lekarz powiedział, że może być potrzebna operacja. Tego wieczoru z pokoju córki dobiegł straszny krzyk . Powiedziała, że to demon. Kazał jej słuchać złych myśli, płakać i śmiać się bez powodu. I dziwnie wykręcał twarz dziecka.
Od tej pory w dziewczynie nastąpiła wyraźna przemiana. W nocy nie mogła spać, często płakała, stała się złośliwa. Zdarzało się, że zaczynało nią trząść albo krzyczała coś zmienionym głosem. Czy to na pewno ona mówiła? Zupełnie jakby w środku było kilka osób. I jeszcze te jej rysunki na książkach: diabły i demony.
Rodzice domyślali się, z czym mogą mieć do czynienia. Uznali, że potrzebują pomocy fachowców. Byli u egzorcysty przy ulicy Zielonej w Lublinie. Tam pomodlono się nad dziewczyną, padło pytanie o psychiatrę. Nie byli, przecież to zły jest winien. Polecono im Wąwolnicę pod Nałęczowem. Tam jest ekspert. Pojechali, wypędził siedem duchów. Córka miała być wolna. Faktycznie, złe myśli ustąpiły.
Przez kilka dni pościli i wspólnie się modlili. 23 stycznia to zamanifestowało swoją obecność ponownie. Głos dochodzący z ust dziewczyny zawiadomił Zielińskich, że mogą uratować córkę, ale z bożą pomocą muszą oczyścić ją wodą. Klęknęli przy wannie. Córka, ojciec i matka (syn nie zmieścił się w łazience, klęczał więc na zewnątrz).
W modlitwie przeszkadzały dziewczynie włosy, wchodziły do ust.
- Weź nożyczki i obetnij je, tato - poprosiła.
Tak zrobił.
- Nie ciągnij tak mocno, boli.
Obciął też włosy matce. Głowę córki polewał wodą. Również krtań, bo coś ją tam ściskało.
- Potnij ubrania, krępują nas.
Pociął, zostali nadzy. Pukle włosów wpadały do wanny. Książki z demonicznymi rysunkami też trzeba było oczyścić wodą.
Usłyszeli walenie do drzwi. Córka: - Nie otwierajcie! To zły idzie! Nie przerywajcie modlitwy!
Kirych wrócił do siebie
Zdaniem księdza Krzysztofa Guzowskiego, profesora KUL, błąd polegał na tym, że Zielińscy weszli z demonem w dialog. - Obawiam się, że tak mogło być - przypuszcza. - I dialog przerodził się w zawładnięcie również nimi. Bo szatan jest ojcem kłamstwa. W dialogu jest w stanie podstępnie powieść ludzi swoją drogą, tak że niespodziewanie zaczną wykonywać jego rozkazy. Pamiętajmy, że podczas egzorcyzmów diabeł mówi i wykrzykuje przez usta osoby opętanej.
Ksiądz Guzowski, pracownik Instytutu Teologii Dogmatycznej, do niedawna zasiadał w radzie programowej miesięcznika Egzorcysta (zrezygnował, bo chce się całkowicie poświęcić nauce). Jako kapłan wspierający egzorcystę w modlitwie uczestniczył w wielu egzorcyzmach. Zauważa, że czasem nawet w przypadku egzorcystów dialog kończy się tym, iż diabeł wyprowadzi księdza na manowce. Stąd też niektórzy w ogóle nie wchodzą w dyskusję.
Uczony z KUL przyznaje, że sytuacja, gdy w jednej osobie jest kilka duchów, to rzadkość. I oznacza ciężką pracę. Podobny przypadek w jednym z numerów Egzorcysty opisał ksiądz Michał Olszewski, egzorcysta diecezji kieleckiej. Po kilkugodzinnej batalii, żarliwej modlitwie, przy wsparciu dwóch innych duchownych udało mu się wypędzić z siedemnastolatki sześć złych duchów. Stało się to możliwe tylko dlatego, że Matka Boża dawała mu światło, jak ma postępować. Warto zauważyć, że ostatni demon, który ostatecznie przedstawił się jako Kirych, umiejscowił się w szyi. Wyjaśniło się, że to on dusił dziewczynę nocami. Ksiądz Olszewski niezwłocznie obwiązał szyję stułą i odmówił konieczną modlitwę, a wtedy nastolatką zaczęło rzucać. Ostatecznie jednak Kirych został wypędzony i wrócił do siebie.
Ta sytuacja pozwala sobie wyobrazić, z czym musieli się zmierzyć Zielińscy.
(...)
I tak dalej. Strach się bać. Zwłaszcza uczonych kwestii wypowiadanych przez uczonych teologów.