kociak40
08.09.20, 23:53
Mam dobrego znajomego, który 15 lat temu wyjechał do USA i tam przebywał,
bo miał dobrą pracę. Obecnie na stałe powrócił do Polski. Był na tej kwarantannie,
był zdrowy. Na ten jego czas pobytu w USA, jego żona zamieszkała u teściów,
czyli swoich rodziców. On kontakt z żoną utrzymywał listowny i telefoniczny.
Teściów nie znał bliżej. Wczoraj mnie odwiedził, długo sobie pogadaliśmy.
To co dokładnie mi powiedział, bardzo mnie ubawiło, i chcę to przekazać
na forum. Znam go i z tej strony, że nie przebiera w słowach.
Teraz opiszę to co mi dokładnie powiedział. Przyjechał do Warszawy i z lotniska
udał się do teściów, do swojej żony. Wchodzi do mieszkania i widzi, że na podłodze
stoi jakaś duża gipsowa figura, przed nią wszyscy klęczą, jego żona, teściowie,
jakieś inne osoby z rodziny teściów i na klęczkach modlą się do tej figury.
Nie wytrzymał i jego pierwsze słowa na przywitanie były:
"Co się tu ku..a wasza mać dzieje?!!!!!" - krzyknął. Takie było jego przywitanie.