kociak40
17.01.19, 15:56
Jest to Twoje forum religijne, na którym propagujesz wiarę i wielką miłość Boga dla ludzi.
Pewnej sprawy ja nie rozumiem i oczekuję Twojej opinii.
Jest rok 1348 na południu Europy pojawia się nieznana choroba. Człowiek rano jeszcze zdrowy, na wieczór ma bardzo dużą gorączkę, pojawiają się na ciele wrzody i umiera w męczarniach. Jak obecnie wiadomo była to tz. "czarna śmierć" czyli bardzo złośliwy zarazek dżumy. Jest te zarazek roznoszony przez pchły żerujące na szczurze płowym oraz "drogą kropelkową" czyli wydychanym powietrzu człowieka skażonego. Ludzie szukają ratunku. Oczywistym jest dla ówczesnych ludzi, że ratunek jest w Bogu. Grupują się na modlitwach w kościołach i na placach aby przez wspólne modlitwy wyjednać ratunek u Boga. Ma to odwrotny skutek. "Drogą kropelkową" jedni chorzy zarażają zdrowych, tak samo jak pchły mają większe możliwości zarażania w tłumie ludzkim. Zaraza rozpowszechnia się, wymierają całe miasta.
Tworzone są tz. procesje biczowników, czyli ludzi wierzących, niosących krzyże na barkach, odmawiający modlitwy i śpiewając kościelne pieśni. Takie procesje powstają w wielu miastach (każda trwa 33 dni, tyle dni co miał Jezus lat). Właśnie te procesje rozprzestrzeniają zarazę na nowe tereny itd.
Jaki był efekt? W całej Europie od południa (Włochy), do północy (Skandynawia), umiera w męczarniach ponad 60% całej populacji ludzkiej w Europie.
Tego zarazku nie stworzył człowiek, to "twór" stworzony przez Boga, który dodatkowo wiarę ludzką do siebie wykorzystuje do rozprzestrzenienia się na całą Europę tej "czarnej śmierci".
Jak to rozumieć?
Drugi przypadek - 1918 r. tz. "grypa hiszpanka" (obecnie sądzi się, że były to pierwsze przypadki "ptasiej grypy") powoduje śmierć ponad 100 milionów ludzi. Żadne modlitwy i prośby do Boga nie pomagają. Wspólne modlitwy powodują tylko większe zarażanie chorobą.
Umierają dzieci, kobiety w ciąży, mężczyźni, starcy itd. Taki wirus pochodzi też od Boga.
Można tylko podziwiać doskonały wzrok Boga, bo stwarzając wirusy i zarazki nie korzysta
z mikroskopu. W takich "kataklizmach" też można dopatrywać się "miłości bożej"?
Co Ty o tym sądzisz?