privus
14.06.24, 14:49
W ich imię miliony mordowały "za wiarę" i miliony "za wiarę" ginęły. Tysiące spośród takich, którzy mordowali, by sami nareszcie zginąć "za wiarę" czczonych jest jako męczennicy i bohaterowie. A przecież wszyscy z nich walczyli w imię miłości i pokoju. Zapiekły fanatyzm stworzył w dziejach konfliktów religijnych ludzkści tak ścisły węzeł z hipokryzją, że nikt już nawet nie podejmuje się ze stanowiska neutralnego dociekać, kto bardziej był i jest w nich winny i po czyjej stronie było więcej racji.
Wrogość w stosunku do obcych czy inaczej myślących zazwyczaj potęguje się w sytuacji, gdy przychodzi do sporów i konfliktów z niewierzącymi i ateistami. Wszyscy, którzy nie chcieliby żyć wedle wymagań obyczajowych i rytualnych panującej w danym kraju religii ani też żadnej innej, która jest w nim tolerowana, stanowią obiekt napastliwej pogardy. Bez żadnych oporów moralnych szermuje się oskarżeniami o najgorszą demoralizację i zepsucie, czemu towarzyszy najczęściej kompletna niewrażliwość na własne występki oraz święte oburzenie w razie jakiejkolwiek krytyki.
Faktem jest, że pokłady pogardy i nienawiści zbierające się w instytucjach religijnych nie mogą znajdować naturalnego ujścia w szczerej wymianie myśli, ponieważ ambicje wszelkich pouczaczy w skukienkach zmierzających do niepodzielnego sprawować rządu dusz nad swoimi wiernymi, wymagają protekcjonalnego, a więc łagodnego sposobu bycia. Tak więc instytucje religijne i kapłani przemawiają tonem umiarkowanym, lecz nie znoszącym sprzeciwu.
Cechą większości tak reprezentowanych bóstw jest ich notoryczna niewinność. Czynią one wyłącznie samo dobro, a za zło trzeba już winić samych ludzi lub jeszcze kogoś innego, np. diabła :)
Dlatego wyznawcy wielu bogów, zwłaszcza bogów jedynych, wciąż dziękują swoim bogom za wszystko dobre, co ich w życiu spotyka, nigdy zaś nie obwiniają najwyższej istoty z powodu cierpień i udręk, jakie ta na nich zesłała.
Samonapędzające się religijne perpetum mobile?