szczurbiurowy
03.04.05, 01:11
Stałem od rana w upale, a tłum gęstniał.
Pięć godzin w coraz większym ścisku.
Nie byłem specjalnie wierzacy, raczej przygnała mnie ciekawość i chęć
zobaczenia jak to będzie. W końcu to pierwsze takie wydarzenie w PRL.
A potem, gdy rozpoczęła się Msza Święta, gdy Papież zwrócił sie do Ducha
Świętego poczułem, ze moje życie się odmienia, nagle, tak jakby obrócić kartę.
Całe moje dorosłe życie jest za czasu tego Pontyfikatu. Gdy myślałem o śmierci
Jana Pawła Wielkiego, nieuchronnej przecież, obawiałem się, że Polacy nie
poradzą sobie z tym, że kraj jest już rozwalony wszystkimi aferami,
politykierami, tym wszystkim co się działo, czym żyliśmy jeszcze tak niedawno.
Ale teraz - po tych kilku dniach - widać, że tak jak Pontyfikat był darem od
Boga, tak te kilka dni było darem od Papieża dla nas, żebyśmy nie rozpaczali,
ale żebyśmy tak jak wtedy w 1979 roku zjednoczyli się i coś zrobili dla Polski.
Wtedy zjednoczyliśmy się w radości, teraz jednoczymy się w smutku. Ale - i to
jest tym niesamowitym darem - znów jesteśmy razem. W obliczu Wielkiej Zmiany.
Polska już nie będzie taka sama.
Spadły zasłony politycznej poprawności, ludzie dzisiaj mówią otwarcie o sobie
i swoich uczuciach.
Tak samo przemienią kraj.