z2006
24.01.07, 09:08
www.mateusz.pl/czytania/20070124.htm
"Pan Jezus, mimo że dzięki widzeniu uszczęśliwiającemu i doskonalej miłości trwał stale w nieprzerwanym zjednoczeniu z Ojcem, chciał jednak w czasie, w którym rozwijał ludzką swą działalność, poświęcić jeszcze pewne chwile szczególnemu obcowaniu z Bogiem. Były to chwile modlitwy. Jej głównie poświęcał długie lata spędzone w Nazarecie i czterdzieści dni pobytu na pustyni. W okresie swej działalności apostolskiej Jezus oddawał się modlitwie przeważnie w nocy, a niekiedy trwał na niej nawet przez całą noc.
Ewangelia podkreśla to w szczególny sposób przy opisie najbardziej podniosłych chwil Jego życia. Wspomina więc, jak Jezus przed wyborem dwunastu Apostołów „wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie cło Boga” (Łk 6, 12); modli się przed wyznaniem Piotra, przed swym Przemienieniem (Łk 9, 18, 28), w czasie Ostatniej Wieczerzy, w Ogrójcu, na Kalwarii itd. Ponadto przerywał też często swą pracę apostolską i „usuwał się na miejsce pustynne i modlił się” (Łk 5, 16). Wiele razy przed dokonaniem cudu podnosił wzrok ku niebu, wzywając Ojca, a następnie, gdy nadchodził wieczór „odprawiał tłumy”, wychodził sam jeden „na górę, aby się modlić” (Mt 14, 23).
Głębszej i bardziej z serca płynącej modlitwy niż Jezusowa nie sposób sobie wyobrazić. Dopiero w niebie, gdy człowiek dostąpi widzenia Boga twarzą w twarz, zrozumie, czym jest modlitwa Jezusa, i będzie mógł w niej rzeczywiście uczestniczyć. Lecz za życia ziemskiego można naśladować Jezusa odchodząc od wszelkiej działalności, nawet apostolskiej, gdy nadchodzi czas, który należy poświęcić modlitwie, i w tym czasie skupić władze duszy wyłącznie na Bogu."
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 66