Dodaj do ulubionych

Lekarstwo na ból duszy

19.03.08, 12:31
Oblężone konfesjonały - spowiedź zwalcza wady
W ostatnich dniach przed Wielkanocą wierni częściej niż zwykle
wypełniają kościoły. Przed konfesjonałami ustawiają się kolejki,
bowiem większość praktykujących katolików przystępuje do sakramentu
spowiedzi i komunii.
Z badań statystycznych wynika, że 86 procent Polaków twierdzi, iż
spowiedź pomaga zwalczać ich wady. Jak mówi współzałożyciel
krakowskiej szkoły dla spowiedników ojciec Piotr Jordan Śliwiński,
spowiedź pomaga ludziom w otwarciu się na drugiego człowieka i na
Boga.

Gość Polskiego Radia Rzeszów przyznaje, że w obecnym - zabieganym
świecie niełatwo wygospodarować czas na spowiedź, podkreśla jednak,
że to nie powinno to tłumaczyć katolików. Jako przykład podaje
dolegliwości związane z bólem zęba. W takim przypadku niemal każdy
natychmiast szuka pomocy dentysty. Spowiedź zaś jest reakcją na ból
duszy, zwany niepokojem sumienia. Warto więc ten ból zredukować i
znaleźć czas na spowiedź - podsumowuje ojciec Piotr Śliwiński.

Obserwuj wątek
    • vobiska1 Spowiedź dzisiaj 21.03.08, 11:14
      Polskie grzechy, polska spowiedź

      Rozmowa z o. Wiesławem Dawidowskim, augustianinem, członkiem Centrum
      Kultury i Dialogu

      Krzysztof Burnetko: – Jakie grzechy Polscy katolicy wyznają w
      konfesjonale bez większych oporów, a do jakich przyznają się
      niechętnie.
      Wiesław Dawidowski: – Najłatwiej wyznać grzechy, które najmniej
      obciążają sumienie: tego, że się nie modliłem, nie poszedłem w
      niedzielę do kościoła. Trudniej przyznać się przed samym sobą do
      grzechu przeciw siódmemu przykazaniu, czyli do szeroko rozumianej
      kradzieży: a więc oszukiwania w podatkach czy wypłatach dla
      pracowników, a w przypadku uczniów czy studentów do grzechu
      ściągania. A i to przecież są formy wyrafinowanej kradzieży. Na
      marginesie: dorośli za grzech uznają niekiedy swą niechęć do
      polityków.

      Mówią, do których?

      Nikt nie przychodzi do konfesjonału z listą nazwisk. Ludziom ciąży
      problem pogodzenia ich oczekiwań wobec władzy oraz konieczności
      modlitwy za rządzących z uczuciem obrzydzenia czy pogardy.

      A czy wyznają taką niechęć do hierarchii i duchownych?

      To sytuacja pozornie podobna do powyższej. Ale gdy ktoś przychodzi
      spowiadać się do księdza, to może z tym zaufaniem nie jest tak źle?
      Mnie ciekawi co innego: nigdy nie słyszałem, aby ktoś spowiadał się
      z grzechu antysemityzmu. Rzadko słyszę też, jak ktoś mówi „żyję jak
      faryzeusz”, czyli w hipokryzji. A faryzeizm był grzechem najostrzej
      piętnowanym przez Jezusa.

      A czy zdarza się, że wierni przyznają w konfesjonale, że nie
      zgadzają się z niektórymi naukami biskupów? Przykładowo: mówią, że
      uprawiają seks przedmałżeński, ale wcale nie uważają tego za grzech.

      To najchętniej przytaczana sytuacja. Chłopak lub dziewczyna
      stwierdza, że mieszka ze swoją sympatią i nie widzi w tym nic złego.
      Tymczasem dla Kościoła to sytuacja grzeszna, bo w jego rozumieniu
      osoby te nie chcą wziąć do końca odpowiedzialności za własne życie:
      zakładają, że się kochają, ale zostawiają sobie furtkę na zmianę
      zdania. Podobnie rzecz ma się z antykoncepcją, ale wolę dać inny
      przykład – przykazania, z którego Pan Bóg może szczegółowiej nas
      rozliczy. Mam na myśli szacunek dla rodziców. Ludzie w średnim wieku
      rzadko spowiadają się ze swoich relacji z rodzicami. Nie chodzi o
      to, że oddali ich do domów starców, ale o to, że ochłodzili z nimi
      stosunki: rzadko ich odwiedzają, lekceważą ich zdanie.

      I co wtedy mówi spowiednik?

      Najlepiej niech zasugeruje, by w ramach pokuty szukać pojednania z
      rodzicami. Może też zaproponować jako ćwiczenie głębokie spojrzenia
      we własne odbicie w lustrze.

      Tymczasem spowiednicy zamiast nakazywać w ramach pokuty naprawienia
      krzywd, najczęściej zadają modlitwę. Czy ma to jakieś uzasadnienie?

      Kiedyś mój spowiednik zadał mi za pokutę odczytanie pewnego
      fragmentu Pisma św. Gdy zacząłem lekturę, to ten fragment wszedł mi
      w pięty. Okazało się, że on mnie uważnie słuchał i wybrał taki
      ustęp, który odnosił się dokładnie do moich kłopotów.

      Pokuta powinna być adekwatna do popełnionego czynu. Ktoś przyznaje
      się do aborcji – dla katolika nadzwyczaj poważnego grzechu – i jest
      to dla spowiednika wyzwanie. Przecież ta osoba już jest mocno
      poraniona, nękają ją wyrzuty sumienia, jej droga do konfesjonału
      była pewnie długa i ciężka. Czy mam za pokutę nakazać jej przez
      dziewięć miesięcy składać ofiarę na ratowanie dzieci nienarodzonych?
      Czy ten rodzaj pokuty – mogącej przecież uchodzić za formę
      naprawienia krzywd – nie będzie torturą? Ksiądz w konfesjonale nie
      jest sędzią. W sytuacji większego grzechu lepiej jest, gdy okaże
      większe miłosierdzie, niż zagrzmi niczym trybun ludowy.

      Czy można mówić o ewolucji stanowiska Kościoła, jeśli chodzi o
      podejście do poszczególnych zachowań moralnych, a więc i grzechów?

      Najistotniejsza i prosta zasada brzmi: dobro należy czynić, zła
      unikać. Co jest dobrem i złem określa 10 przykazań. Albo się ich
      trzymamy, albo nie. Stanowisko Kościoła to nie jest prywatne czy
      urzędowe zdanie biskupów i księży. Musi ono wypływać z Ewangelii, bo
      jako takie wiąże sumienia nie tylko świeckich, ale i duchownych.

      Ale są kwestie – jak choćby antykoncepcja czy zapłodnienie in vitro –
      w których z czasem stanowisko Kościoła może się zmienić. Nie przez
      przypadek za papieża Pawła VI na najwyższych szczeblach
      teologicznych rozważano dopuszczenie antykoncepcji. Jeśli przy in
      vitro używany był tylko jeden zarodek, obecne wątpliwości Kościoła
      przestałyby mieć chyba rację bytu.

      Można spekulować, że gdyby Paweł VI nie napisał encykliki „Humanae
      vitae”, to może dziś antykoncepcja nie byłaby uznawana za grzech.
      Tak samo gdyby Kościół katolicki wzorem prawosławia przyjął
      koncepcję małżeństwa dopuszczającą rozwody, to dziś rozwiedzeni
      katolicy mogliby przystępować do sakramentów. Podobnie z in vitro:
      że gdyby nie powstawały dodatkowe zarodki, to metodę tę można by
      dopuścić. Kościół zapewne kiedyś może zmieniać zdanie. Powtórzę
      jednak: lepiej jeśliby spowiednicy i grzesznicy, a ci pierwsi też są
      w roli drugich, skończyli z tą obsesją grzechów ze sfery szóstego
      przykazania, czyli tyczących seksualności.

      Czy w ostatnich latach Polacy zaczęli spowiadać się z
      konsumpcjonizmu? Można to przecież uznać za grzech przeciwko
      pierwszemu przykazaniu – hołdowanie nowemu bożkowi.

      Generalnym problemem jest, w jakiego Boga ludzie teraz wierzą?
      Czasami pytam w konfesjonale: kim jest dla ciebie Bóg? Jakie miejsce
      on zajmuje w twoim życiu? I wtedy często spowiadający się wpada w
      panikę, bo przyzwyczajony do jurydycznego traktowania spowiedzi, nie
      jest gotów zaglądnąć głębiej w siebie. Ludzie postrzegają często
      Pana Boga na własny strój. Osobowy Bóg objawienia zdaje się na co
      dzień nie być koniecznie do zbawienia potrzebny. I to chyba główny
      grzech dzisiejszej religijności, będący korzeniem innych grzechów –
      albo braku poczucia grzeszności.

      A może dziś powoli zanikła w ogóle samo poczucie grzechu?

      Ono zanika tam, gdzie zanika wyobrażenie o Bogu jako osobie, a
      pojmuje się Go jako abstrakt. Wtedy o grzechu wstyd nawet mówić, bo
      jawi się on jako średniowieczny zabobon. Dziś wiele z naszych
      błędnych zachowań interpretujemy sobie jako zjawiska cywilizacyjne,
      obciążenia psychologiczne czy zwykłe choroby. Mówimy, że ktoś jest
      chory na anoreksję czy alkoholizm, ale wstydzimy się mówić, że on
      równocześnie grzeszy. Owszem, osoba taka jest chora, ale być może
      przyczyną są jakieś zaniedbania duchowe lub moralne. Przyczyną jest
      czasem krzywda doznana lub zadana.

      Naturalnie granica jest tu cienka. Jeden spowiednik powie
      alkoholikowi: przestań chlać i się nawróć. Ale inny poradzi ponadto:
      zwróć się o pomoc do terapeuty, pójdź na spotkanie grupy AA. Zrób to
      dla siebie, dla rodziny.

      Czy jednak spowiedź może być psychoterapią, a konfesjonał kozetką?

      Ludzie faktycznie często szukają u spowiednika poradnictwa
      duchowego, które można by śmiało wyprowadzić poza przestrzeń
      konfesjonału. To jedno z podstawowych nieporozumień. Człowiek
      powinien przychodzić do konfesjonału z grzechem ciężkim i najlepiej
      śmiertelnym.

      Ale trudno jednak odpędzać od konfesjonału ludzi, którzy skarżą się,
      że ich sumienie jest obciążone – choćby i lekko.

      Dziś konfesjonał przestaje być już miejscem wyznawania przestępstw
      przeciwko Bogu. I dobrze. Szczególnie w Polsce, w której nie ma
      tradycji pomocy psychologicznej, stał się forum terapeutycznym, w
      którym można opowiedzieć o swoich problemach nie tylko duchowych,
      ale i psychologicznych. Ludzie potrzebują, by ktoś ich wysłuchał.
      Swego czasu chodziłem spowiadać się do ks. Jana Twardowskiego. On
      niewiele mówił, no, czasem rzucił jedno zdanie czy słowo. Słuchał.
      Tak samo ks. Bronisław Bozowski: słuchał, czasem godzinami, a na
      koniec mawiał, że spowiednik ma być "hermetyczną spluwaczką".

      Tyle że w konfesjonałach zasiadają
      • z2006 Re: Spowiedź dzisiaj 21.03.08, 20:19
        To bardzo ciekawy tekst, szkoda, że obcięty. Byłoby dobrze, gdybyś podała odsyłacz.
        • vobiska1 Cały artykuł 21.03.08, 20:49
          przesłałam na Twoją pocztę, inni zainteresowani znajdą w archiwum
          Onetu.
          • z2006 Re: Cały artykuł 22.03.08, 10:33
            Przestałem zaglądać na moje konto w "Gazecie Wyborczej". Można do mnie pisać na
            adres arcykr@interia.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka