wolny-1
21.03.08, 15:45
Aby Afryka rosła i rozwijała się samodzielnie
María Jesús Otero jest pielęgniarką z Valladolid (Hiszpania),
numerarią Opus Dei, która ponad 9 lat swego życia spędziła w Kenii i
ponad 20 w Ugandzie.
María Jesús Otero, 29 lat uczy się w Afryce.Obecnie pracuje na
przedmieściach Kampali, gdzie wspólnie z grupą studentek z Teemba
Study Center powołały do życia ruchomą klinikę. Jest ona utrzymywana
m.in. z darowizn firm farmaceutycznych. Dzięki niej zwiększa się
ilość ludzi z okolicy, którzy mogą korzystać z wizyt u lekarza oraz
poddawać się zabiegom.
Wywiad odbył się podczas jednej z wizyt w Hiszpanii.
Dlaczego zdecydowała się Pani być pielęgniarką?
Bo to coś, czego pragnęłam od młodości: pomagać innym.
A dlaczego akurat Afryka?
To był tylko kolejny krok w moim pragnieniu niesienia pomocy. W
Afryce żyją miliony osób, z jeszcze większymi potrzebami i z jeszcze
mniejszą ilością udogodnień niż my.
W Kenii i Ugandzie, jak w tylu krajach świata, przesłanie św.
Josemaríi przyczyniło się do chrześcijańskiego pobudzenia całego
społeczeństwa. Na przykład w Kenii, kiedy przybyły tam pierwsze
kobiety z Opus Dei, zanim jeszcze kraj uzyskał niepodległość,
dochodziło do silnej dyskryminacji rasowej, a ośrodek, w którym
studiowałyby razem osoby różnych ras, wydawał się czymś
nieprawdopodobnym.
Jednak Założyciel nalegał, aby osoby udające się tam pracowały na
rzecz przezwyciężenia tej dominującej mentalności. Dzięki jego
uporowi i ufności pokładanej w mieszkańcach Afryki rodziły się różne
inicjatywy międzyrasowe o charakterze edukacyjnym i
pomocniczym. „Istnieje tylko jedna rasa – mawiał – rasa dzieci
Bożych”.
Jak wygląda obecna sytuacja w tych krajach?
W wielu krajach Europy posiada się jednostronnie negatywną wizję
Afryki, oddaloną od rzeczywistości. Ewidentnie są to społeczeństwa
Trzeciego Świata, które cierpią z powodu złej sytuacji ekonomicznej.
Brakuje im wielu rzeczy, często najbardziej podstawowych.
UgandaAle to nie oznacza, że te osoby czują się źle, ponieważ nie
posiadają pewnych rzeczy, które wydają się niezbędne jedynie tym,
którzy żyją w krajach lepiej rozwiniętych.
W wielu krajach Zachodu przecenia się znaczenie słowa „mieć” i wielu
uważa się za nieszczęśliwych, jeśli brakuje im pewnych dóbr czy
przedmiotów. Afrykańczycy żyją innymi wartościami: nauczyli
się „żyć” szczęśliwi z tego, co mają, a poza tym potrafią dzielić
się tym z innymi. To nie oznacza, że są pasywni, że nie starają się,
aby osiągnąć nowe cele i rozwijać się.
Potrzeba, aby Zachód zrozumiał, że należy pomóc Afryce, by rosła i
rozwijała się samodzielnie, o własnych siłach. W Afryce jest wielu
ludzi dobrze przygotowanych, zdolnych przeprowadzić wielkie
projekty, które są godne ich wsparcia.
W tym duchu działa Harambee, projekt pomocy dla Afryki, który
zrodził się przy okazji kanonizowania św. Josemaríi przez Jana Pawła
II. Harambee pomaga wielu stowarzyszeniom i programom o charakterze
edukacyjnym, medycznym, pomocniczym, itp., na całym kontynencie.
Jaką pracę wykonuje Pani w Ugandzie?
Prowadzę różne projekty na rzecz kształcenia kobiet. Stworzyliśmy
ostatnio Szkołę Hotelarską, która przygotowuje do pracy w sektorze
hotelarskim, które jest obecnie w fazie szybkiego rozwoju, bo cały
kraj podnosi się ekonomicznie i otwiera się na turystów.
A w Kenii?
Tam pracowałam z dziewczynami oraz kobietami. Uruchomiłyśmy
wspólnie kilka projektów wolontariatu, w których odwiedzaliśmy z
naszą ruchomą kliniką różne przedmieścia. Studentki medycyny
zajmowały się ludźmi najbardziej potrzebującymi i pomagały im we
wszystkim.
Czy była Pani kiedyś w jakimś niebezpieczeństwie?
Kiedy przybyłam do Ugandy w 1986 r., w kraju panował pokój. Jeśli
chodzi o niebezpieczeństwa... często telewizje zachodnie
przedstawiają bardzo zdeformowany obraz tych narodów i pokazują
jedynie obrazy nędzy i przemocy. A przemoc jest obecna na całym
świecie.
Z pewnością w Afryce panuje bieda, ale jej mieszkańcy kroczą cały
czas do przodu i coraz częściej używają nowoczesnych technik i
wynalazków, jak telefon komórkowy, telewizja – która działa w prawie
każdym domu, itp.
Otrzymujecie pomoc z innych krajów?
Tak. Szkoła Hotelarska rozpoczęła działalność dzięki pomocy z
Austrii. Jesteśmy też w kontakcie z rodzinami z Hiszpanii, które
adoptują – poprzez stypendia – dziewczyny uczestniczące w zajęciach
z hotelarstwa oraz osierocone dzieci chore na AIDS, aby mogły uczyć
się w szkole średniej.
AIDS nadal jest poważnym problemem. Jak można walczyć z tą chorobą?
Pierwszym celem jest zmiana wzorów zachowań. W Ugandzie wciela się w
życie program wychowawczy zwany ABC, znany na całym świecie ze
swoich dobrych rezultatów.
Czy zachęciłaby Pani innych, aby też doświadczyli na własnej
skórze „afrykańskiej rzeczywistości”?
Oczywiście. A osoby, które nie mają takiej możliwości, zachęcam, aby
pomogły Afryce z Europy, z której tyle dobrego można zrobić.
link artykuł www.opusdei.pl/art.php?p=22467
otwarte serca polskich misjonarzy i wolontariatu dobro i troska,
serdeczność istnieje zobacz www.pomocglodnym.pl