Dodaj do ulubionych

Zmartwychwstanie

24.03.08, 13:26
Ks. Marek Dziewiecki
ZMARTWYCHWSTAJĄCA MIŁOŚĆ
Zmartwychwstanie w ostateczny sposób odsłania tajemnicę Jezusa
Chrystusa. Przeszedł On przez ziemię, będąc podobnym do nas we
wszystkim, oprócz grzechu. Każdemu spotkanemu człowiekowi okazywał
miłość i udzielał pomocy, dostosowanej do jego konkretnej sytuacji:
uzdrawiał, umacniał, przebaczał, ukazywał całą prawdę o człowieku, o
jego życiu, godności, powołaniu. I czynił to z całą miłością.
Wszystko po to, byśmy mogli żyć w sprawiedliwości, miłości i pokoju,
aby nasza radość była pełna. Nic więc dziwnego, że tłumy ludzi
szukały Jezusa, że podążały za Nim nawet na pustynię, że słuchały Go
z nadzieją i zdumieniem. Wielu przemieniało zupełnie swoje życie.
Niektórzy zostawili dosłownie wszystko i poszli za Nim. Zaczęli
dostrzegać znaki, zauważyli, iż nie był On tylko człowiekiem.

Nie każdemu jednak podobały się słowa i czyny Jezusa, bo On
niepokoił tych, którzy byli twardego serca i którzy nie kierowali
się miłością. Łamał ich schematy myślenia oraz przekonanie o własnej
doskonałości. Demaskował powierzchowność osądów i obłudę. Był dla
nich niewygodny. Zaczęli więc szukać sposobu, aby Go zgładzić i w
końcu przybili Go do krzyża. Gdyby historia Jezusa zakończyła się na
Golgocie, to byłby On jeszcze jednym męczennikiem w historii
ludzkości. Niewątpliwie największym, najbardziej niezwykłym i
zmuszającym do głębokiej refleksji, ale tylko męczennikiem. Lecz po
raz pierwszy w historii ludzkości ktoś, kto oddał życie, by zło
zwyciężać dobrem, potrafił odzyskać swe życie na nowo. Śmierć Jezusa
na krzyżu nie była gestem heroicznego buntu wobec zła i grzechu, ale
dobrowolnym darem miłości, która wszystko przebacza, wszystko
przetrzyma, wszystko zwycięża.

Spotykając Zmartwychwstałego, uczniowie - dotąd zastraszeni i
wątpiący - upewnili się, że można zabić ludzkie ciało, ale nie można
zabić miłości. Do niej należy nie tylko eschatologiczna przyszłość,
ale także teraźniejszość. Jednocześnie upewnili się, że Jezus tak
ukochał każdego z nas, iż dobrowolnie oddał swe życie. Ma On moc, by
złożyć je za nas w ofierze i ma moc, by je odzyskać. Spotkanie z
Jezusem - Zmartwychwstałą Miłością, przemieniło apostołów i całe
pokolenia chrześcijan w heroicznych świadków ich Pana i Boga.

Człowiek nie może być szczęśliwym bez miłości czy wbrew miłości. Nie
może być szczęśliwym bez Boga, który jest Miłością (por 1 J 4,8).
Boża miłość w człowieku jest jednak ciągle zagrożona: grzechem,
słabością, zniechęceniem, doznaną krzywdą, utratą nadziei. W miarę
jak miłość słabnie czy przymiera, życie - zamiast być źródłem
radości i nadziei - staje się stopniowo koszmarem i nieznośnym
ciężarem. Żyjąc bez miłości czy przeciw miłości, człowiek zaczyna
patrzeć na siebie i na otaczający go świat z rosnącym niepokojem,
nieufnością, nienawiścią, buntem, niezrozumieniem. Przeżywa lęk,
rozgoryczenie, rozpacz, poczucie bezradności i bezsensu.

Wielkanoc to znak nadziei i wezwanie do tego, by zagrożona w nas
miłość mogła zmartwychwstawać. Tajemnica pustego grobu Jezusa staje
się ostatecznym znakiem i potwierdzeniem, że prawdziwa miłość
wszystko zwycięża: nie tylko śmierć, ale także jej źródło: egoizm,
grzech, wszelkie słabości i zniewolenia. Chrześcijanin to człowiek,
który tak mocno i tak ufnie złączył swe życie z Chrystusem, że może
w nim zmartwychwstawać miłość. Droga do Zmartwychwstania miłości w
naszym życiu prowadzi przez pojednanie.

Pojednanie z Bogiem jest podstawą. Pojednanie rozumiane głęboko. Nie
chodzi tu jedynie o uznanie własnych grzechów, o szczery żal i trud
poprawy. Prawdziwe pojednanie to sytuacja, w której z głębi serca
mówię: Ty, Boże, masz rację. Miałem wiele wątpliwości. Czasem się
buntowałem. Nieraz pobłądziłem, zadawałem ból sobie i innym.
Łudziłem się, że lepiej i nowocześniej jest posłuchać ludzkich
opinii albo mojego ciała czy własnych emocji. Teraz już wiem: Twoje
przykazania są słuszne. Odtąd będę kierował się Twoją Ewangelią i
przykazaniami nie ze strachu czy przymusu, ale z radości, bo Twoje
Słowa ukazują mi ścieżkę życia. Odtąd ufam już bardziej Tobie niż
sobie samemu, jak dziecko, które nie rozumie niektórych decyzji
kochających go rodziców, ale już się upewniło, że także wtedy warto
im zaufać.

Zmartwychwstawanie miłości w nas wymaga także pojednania z samym
sobą. To właśnie pojednanie z samym sobą często okazuje się
najtrudniejszym zadaniem. Oznacza ono przebaczenie sobie błędów z
przeszłości Nie po to jednak, aby tolerować własne grzechy czy
słabości, ale po to, by nie dać się nimi przytłoczyć, żeby nie
pozostać na zawsze w grobie własnej historii czy nienawiści do
samego siebie, jak uczynił to Judasz. Zapominanie o własnych
grzechach sprawia, że ciągle do nich wracamy. Z kolei myślenie tylko
o nich sprawia, że nie mamy siły i nadziei na zmianę życia. Zdarza
się, że Pan Bóg i ludzie nam już przebaczyli, a my nie potrafimy
przebaczyć samym sobie, by dać sobie szansę na nowe życie. A
tymczasem chrześcijaństwo wymaga miłosiernej miłości do każdego
bliźniego: do nieprzyjaciela, do grzesznego, słabego, odrzuconego,
nawet wtedy, gdy takim bliźnim... jestem ja sam!

Zmartwychwstawanie w nas Bożej miłości wymaga wreszcie pojednania z
drugim człowiekiem. Jest on równie niedoskonały i grzeszny, jak my
sami. Czasami zadaje nam ból i wyrządza krzywdę. Często jednak nie
czyni tego ze złej woli, lecz - podobnie jak my - jest nieświadomy
tego, co czyni albo ulega słabości. Chrystus wzywa nas, byśmy
przebaczali bliźnim zawsze i własnym życiem potwierdza, że zło można
zwyciężyć jedynie dobrem, miłosierną miłością. Mamy oczywiście prawo
bronić się przed krzywdą. Czynił to także Jezus. Mamy też prawo
mówić bliźniemu bolesną prawdę o jego postępowaniu, lecz pod jednym
warunkiem, że będziemy to czynili z miłości i z miłością.

Przy końcu życia będziemy sądzeni z miłości (por. Mt 25,31-46).
Ludzie po lewicy, a więc ci odrzuceni, nie są potępieni dlatego, że
uczynili wiele zła, ale dlatego, że nie kochali. Z kolei o ludziach
po prawicy, a więc o wchodzących do nieba, Chrystus nie mówi, iż
byli zupełnie bez grzechu. Mimo własnych słabości nauczyli się
jednak kochać głodnych, potrzebujących, potępianych, słabych,
wątpiących, a więc tych, od których nie mogli spodziewać się
zapłaty. Kochali zatem miłością bezinteresowną i bezwarunkową,
kochali Bożą miłością. Jeśli zacznie w nas zmartwychwstawać taka
właśnie miłość, to wszystko stanie się inne i nowe. Wprawdzie życie
nadal będzie niosło ze sobą podobne trudności i próby. Ale my sami
będziemy już zupełni inni, bo będziemy kierować się miłością, która
jest cierpliwa, nie szuka poklasku, nie pamięta złego, wszystko
znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko
przetrzyma (por. 1 Kor 13,4-7). Wielkanoc jest w sercach tych ludzi,
w tych rodzinach i wspólnotach, w których zmartwychwstaje taka
miłość.


---------------------------------------------------------------------
-----------

Ks. Marek Dziewiecki - Radom, dr psychologii, prodziekan WT UKSW w
Radomiu, wykładowca w WSD w Radomiu, w Podyplomowym Studium
Profilaktyki Uzależnień na Uniwersytecie Łódzkim, w Instytucie
Studiów nad Rodziną w Łomiankach oraz w Podyplomowym Studium
Integralnej Profilaktyki Uzależnień przy UKSW w Warszawie. Krajowy
duszpasterz powołań, ekspert Państwowej Agencji Rozwiązywania
Problemów Alkoholowych w zakresie terapii i profilaktyki uzależnień
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka