Dodaj do ulubionych

Amerykanie są bardzo religijni

25.06.08, 11:04
..i nie przeszkadza im to w legalności aborcji.. inna wiara??
my wiemy lepiej??
Obserwuj wątek
    • kijwoko Amerykanie są bardzo religijni 25.06.08, 11:16
      A skad te amerykanskie glupki taka definicje ateisty wytrzasnely?!? To ze ktos
      sam siebie nazwie stolem, nie znaczy ze juz nim jest....

      Podaje za slownikiem Kopalinskiego:

      www.slownik-online.pl/kopalinski/5774F597D0942D31412565CB0059A735.php
      ateista (przest. ateusz), nie wierzący w istnienie Boga a. bogów, zwolennik
      ateizmu, poglądu odrzucającego wiarę w Boga i przeczącego istnieniu wszelkich
      sił nadprzyrodzonych; por. teizm.

      ________________________________________

      Nie można być równocześnie dorosłym człowiekiem i chrześcijaninem-James Joyce
    • astrotaurus Re: Amerykanie są bardzo religijni 25.06.08, 11:20

      Polecam dla uzupełnienia:

      www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=13821
    • artois12 Amerykanie są bardzo religijni 25.06.08, 11:35
      Dziwne, ale najbardziej religijny kraj jest obecnie najbardziej morderczym,
      stosuje wyrafinowane tortury, napada inne kraje. Na amerykańskim filmie facet
      zabija faceta i bez żadnych emocji przestępując trupa jak zdechłego psa idzie
      oddawać się innym zajęciom.
    • toja3003 Amerykanie mają 25.06.08, 13:59
      rację, bo niech mi w takim razie taki krytyk
      kreacjonizmu powie skąd się wziął Wszechświat? Ot tak sobie, sam z
      siebie, się sprężył i wziął?! Przecież z Nicości nie może nic
      więcej powstać i tego uczy cała Nauka, więc skąd?

      Otóż w nauce istnieją takie prawa jak zachowania masy czy energii i
      to mam na myśli, że taka materia jak naszego wszechświata nie mogła
      wedle tych praw powstać bez jej odpowiedniego ekwiwalentu. Jeśli są
      inne prawa czy modele, które tłumaczą, że taka materia mogła powstać
      inaczej to chętnie posłucham.
      • kijwoko Re: Amerykanie mają 25.06.08, 14:18
        > Amerykanie mają rację, bo niech mi w takim razie taki krytyk
        > kreacjonizmu powie skąd się wziął Wszechświat? Ot tak sobie, sam z
        > siebie, się sprężył i wziął?! Przecież z Nicości nie może nic
        > więcej powstać i tego uczy cała Nauka, więc skąd?

        Wpadasz w pulapke religii - religie powstaly po to by prymitywom, ktorzy ledwo
        zeszli z drzewa, wytlumaczyc skad sie wzieli oni i wszystko co ich otacza
        (nazwanie niewiadomego bogiem) oraz wyprowadzenie z tego moralnosci (jak
        wytlumaczyc, ze by nie zabijac, krasc i gwalcic jak nie jakas wyimaginowana
        wieczna kara/nagroda?). Skadindad dobry pomysl (dopoki ktos nie zauwazyl, ze
        mozna z tego zyc i ze daje to bogactwo i wladze), ale powiedz mi co nazwanie
        wszystkiego, czego nie na aktualnym etapie rozwoju ludzkosci i nauki nie wiemy,
        bogiem zmienia?!? Nic, absolutnie nic ;)
        ____________________________________

        Nie ma rzeczy nadprzyrodzonych - sa tylko rzeczy wykraczajace poza nasza obecna
        wiedze o naturze.
        • toja3003 ja nie mówię o religii tylko naukowo 25.06.08, 14:30
          wnioskuję w kontekście zadanego pytania "dlaczego istnieje
          cokolwiek". I jak widać większość ludzi ma podobne poglądy i to nie
          byle gdzie ale w czołowym światowym mocarstwie.
          • kijwoko Re: ja nie mówię o religii tylko naukowo 25.06.08, 15:33
            > I jak widać większość ludzi ma podobne poglądy i to nie
            > byle gdzie ale w czołowym światowym mocarstwie.

            To powod do radosci czy smutku?
            __________________________________

            Jak powiedzial kiedys Witkacy:
            -Ludzie nie są znowu takim wielkim bydłem i bez idei żyć im trudno.
            • toja3003 jak kto woli 25.06.08, 16:19
          • drojb Re: H, hi, hi. toja - naukowo! 25.06.08, 20:04
            i "naukowo udowadnia" kreacjonizm! Siegaj ty czasem do działu Nauka Gazety
            Wyborczej. Może po dłuższej lekturze zrozumiesz teorię "biga bangu" i dowiesz
            się o śladach życia sprzed milionów lat. A jak nauczysz się logicznie i z
            wyobraźnią myśleć - to możesz dojść do wniosku, że teorie naukowe nie muszą stać
            w sprzeczności z mitami zapisanymi w Biblii (tyle, że Biblię też trzeba
            przeczytać, nie zawierzać katechecie, ktory wybiera z niej tak, jak Gontarczyk z
            dokumentów IPN).
            • toja3003 A co było przyczyną Big-Bangu? 26.06.08, 11:36
              Ot tak sobie, sam z siebie, się Big-Bang sprężył i wziął?! Przecież
              z Nicości nie może nic więcej powstać i tego uczy cała Nauka, więc
              skąd?

              Otóż w nauce istnieją takie prawa jak zachowania masy czy energii i
              to mam na myśli, że taka materia jak naszego wszechświata nie mogła
              wedle tych praw powstać bez jej odpowiedniego ekwiwalentu. Jeśli są
              inne prawa czy modele, które tłumaczą, że taka materia mogła powstać
              inaczej to chętnie posłucham.
              • kijwoko Re: A co było przyczyną Big-Bangu? 27.06.08, 12:12
                Pozwole sobie odpowiedziec pytaniem na pytanie (nie lubie tego robic, ale coz):
                A co bylo przyczyna boga?
                (sam rozumiesz, ze odpowiedz, ze bog jest przyczyna wszystkiego jest bez sensu
                jaesli probujemy do nauki nawiazywac)

                Bo skoro ktos sugeruje, ze praprzyczyna ma byc bog, to czemu prapraprzyczyna
                tego boga nie ma byc jakis... poprzedni bog, a tego... jeszcze poprzedni itd.
                (przypomnina mi sie opowiadanie Stanislawa Lema o cywilizacji ktora stworzyla
                elektrycznego smoka, a potem, zeby go pokonac stworzyla... jeszcze
                potezniejszego elektrycznego smoka)

                To, w czym nauka pokazuje swa wielkosc i wyzszosc nad taka na przyklad religia
                katolicka (dla ustalenia uwagi), to to, ze ma dystans do stanu wiedzy o swiecie
                jakim w danej chwili dysponuje.

                Religia ma to do siebie, ze uwaza sie za nieomylna w kazdej chwili (a jak ktos
                glosi inne poglady, to juz przeciwko bogu itp.)
                Dla mnie to zenujace, ze jakos za cos za co kogos dawniej spalono na stosie juz
                sie nie pali, bo w koncu dla wszystkich staje sie jasne, ze zaprzeczanie faktom
                wywoluje tylko... smiesznosc.

                A nauka? Kiedys szczytem nauki byly odkrycia Newtona, potem okazalo sie, ze jego
                prawa sa szczegolnym przypadkiem bardziej zlozonych teorii wzglednosci, te z
                kolei znajda swoje rozszerzenie w kolejnych teoriach itp. Ale nikt nie glosi
                swej nieomylnosci i faktu, ze juz doszedl do skraju poznania, a zaprzeczanie
                aktualnemu stanowi wiedzy (ale naukowe, zebys dobrze zrozumial, a nie oparte na
                bajeczkach o smokach wawelskich) nie stoi w sprzecznosci z nauka, ale... sluzy
                jej rozwojowi.

                A mieszanie nauki z religia to w ogole inny temat - glownie do zartow :). Mnie
                sie zawsze przypomina "naukowy" wywod (gruba ksiega na kilkadziesiat stron!)
                starego giertycha (maciej mu chyba jest, europosel od smokow wawelskich), ktory,
                posilkujac sie druga zasada termodynamiki, dowodzil, ze ewolucja nie moze miec
                miejsca, bo jest w sprzecznosci ze wzrostem funkcji nieuporzadkowania
                (entropii). Tylko czegos tam nie doczytal o ukladach zamknietych...

                Zycze odrobiny dystansu. Jak tylko przyjac, ze jakas rzeczywistosc nas otacza,
                bo... po prostu nas otacza, skads sie wziela, bo... po prostu skads sie wziela,
                a jedyne czego potrzeba, to po prostu zaakceptowac, ze poki co nie umiemy tego
                wytlumaczyc, to powinno to powodowac jedynie zdrowa ciekawosc. A nie powinno
                powodowac jakiejs metafizyki, wymyslania bogow, rozowych sloni i powolywania sie
                na moc sprawcza jakiejs przyslowiowej dupy Maryni...
                (jak ci sie podoba pomysl, ze wielki wybuch spowodowala ta wlasnie przyslowiowa
                dupa Maryni? W czyms to lepsze niz gorsze od wymyslenia takiego czy innego boga?)
                • toja3003 odpowiadam, kijwoko, Bóg, 27.06.08, 12:26
                  Bóg, z definicji, jest wszechmogący i nie ma tu sprzeczności w
                  stwierdzeniu, że sam się stwarza, był jest i będzie.

                  W tym miejscu znowu zadasz pytanie skąd dowód na takie a nie inne
                  założenia dot. definicji materii czy Boga, względnie założeń
                  połączonych z określoną tezą. Otóż nie ma takiego dowodu w nauce, bo
                  składa się ona z modeli, będących w naszym wobrażeniu odbiciem czy
                  uproszczeniem rzeczywistości dla jej lepszego zrozumienia. Euklides
                  przyjął określone aksjomaty i dedukcyjnie powstała z tego geometria
                  ale euklidesowa. U Łobaczewskiego przyjęto inne założenia, inne
                  definicje i stąd inne wnioski. W efekcie znowu wracamy do kwestii
                  języka i co najmnej od Wittgensteina można zauważyć, że poza
                  językiem nic nie istnieje. Językiem matematyki, naturalnym czy
                  jakimś innym. Stąd człowiek ma swobodę konstruowania teorii
                  wychodząc od różnych założeń i przyjmując różną logikę, bo i tu nie
                  ma tej jednej, jedynie słusznej. Moja jest taka jak pisałem a twoja
                  inna, nie mam z tym żadnego problemu.
                  • astrotaurus Re: odpowiadam, kijwoko, Bóg, 27.06.08, 12:38


                    toja3003 napisał:

                    **Bóg, z definicji, jest wszechmogący i nie ma tu sprzeczności w stwierdzeniu,
                    że sam się stwarza, był jest i będzie. **

                    To Wielki Potwór Spaghetti jest wszechmogący i to on stworzył wszystkich bogów
                    we wszystkich wszechświatach. Dał im spore kompetencje, ale bez przesady - sam
                    się przekonasz, kiedy bóg z naszego wszechświata zniknie w niebycie, a WPS
                    zostanie po wsze czasy.


                    **W efekcie znowu wracamy do kwestii języka i co najmnej od Wittgensteina można
                    zauważyć, że poza językiem nic nie istnieje.**

                    No, może i tak. Może rzeczywiście nie ma bogów, tylko Jęzor Wszechmogący...


                    **Stąd człowiek ma swobodę konstruowania teorii wychodząc od różnych założeń i
                    przyjmując różną logikę, bo i tu nie ma tej jednej, jedynie słusznej. Moja jest
                    taka jak pisałem a twoja inna, nie mam z tym żadnego problemu. **

                    I dlatego już Ci zwracałem uwagę, ze cywilizowani ludzie wyznaczają temat
                    rozmowy, wspólna bazę pojęciową itp.
                    Jeśli jeden mówi po chińsku o zupie, a drugi po polsku o dupie to to nie jest
                    rozmowa.
                    I na razie wygląda na to, że to Ty sztuczkami erystyczno-sofistycznymi stwarzasz
                    pozory rozmowy, kiedy tak naprawdę nie masz nic do powiedzenia.
                    • toja3003 twierdzisz astrotaurus, że 27.06.08, 13:44
                      "sztuczkami erystyczno-sofistycznymi stwarzasz pozory rozmowy, kiedy
                      tak naprawdę nie masz nic do powiedzenia" ale ja mogę powiedzieć o
                      tobie to samo, nie bardzo wiem co mają to dyskutowanej kwestii twoje
                      dygresje typu
                      "Wielki Potwór Spaghetti jest wszechmogący i to on stworzył
                      wszystkich bogów we wszystkich wszechświatach"
                      "Może rzeczywiście nie ma bogów, tylko Jęzor Wszechmogący"
                      "jeden mówi po chińsku o zupie, a drugi po polsku o dupie to to nie
                      jest rozmowa"
                      faktycznie nie jest, żegnam.
      • astrotaurus Re: Amerykanie mają 25.06.08, 17:54

        toja3003 napisał:

        ** rację, bo niech mi w takim razie taki krytyk kreacjonizmu powie skąd się
        wziął Wszechświat? Ot tak sobie, sam z siebie, się sprężył i wziął?! Przecież z
        Nicości nie może nic więcej powstać i tego uczy cała Nauka, więc skąd?**

        A bóg miał ekwiwalent i stwórcę?
        I to przecież wasz bóg stworzył świat z nicości ...
        A jeśli tak ogromnie skomplikowany stwór jak bóg nie musiał mieć swojego
        stwórcy, to czemu coś tak prostego jak świat stwórcy wymaga?

        Ech, naukowość religijnych jest porażająca.
        • toja3003 Otóż w nauce istnieją takie prawa jak zachowania m 26.06.08, 11:38
          Otóż w nauce istnieją takie prawa jak zachowania masy czy energii i
          to mam na myśli, że taka materia jak naszego wszechświata nie mogła
          wedle tych praw powstać bez jej odpowiedniego ekwiwalentu. Jeśli są
          inne prawa czy modele, które tłumaczą, że taka materia mogła powstać
          inaczej to chętnie posłucham.

          Taka jest właśnie definicja materii i nie można jej zaprzeczać,
          twierdząc, że powstała z niczego, bez przyczyny. Oczywiście można
          przyjąć inną definicję materii i przypisać jej moc samostworzenia i
          dalej moc ewoluowania aż do fenomenu wszelkich form życia z
          samoświadomością włącznie a więc również i sferą duchową (uczuciową)
          ale wówczas możnaby w klasycznym wyznaniu wiary „Wierzę w Boga”
          zastąpić innym słowem Boga tzn. mówić „Wierzę w materię, przyczynę
          wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, materia prawdziwa z
          materii prawdziwej, światłość fotonowa ze światłości fotonowej”
          itp.itd. Byłoby to podobne wyznanie wiary tylko w innym języku. I
          jeśli ktoś tak to rozumie to jego sprawa. Też jest dla mnie
          człowiekiem wierzącym, może nie zdając sobie z tego sprawy.

          Natomiast Bóg, z definicji, jest wszechmogący i nie ma tu
          sprzeczności w stwierdzeniu, że sam się stwarza, był jest i
          będzie.

          Innymi słowy mówiąc, uważam, że gdyby Boga nie było, to trzebaby go
          wymyśleć aby stworzyć bardziej spójny model opisujący świat.
          • astrotaurus Re: Otóż w nauce istnieją takie prawa jak zachowa 26.06.08, 14:33
            toja3003 napisał:

            **Taka jest właśnie definicja materii i nie można jej zaprzeczać, twierdząc, że
            powstała z niczego, bez przyczyny.**

            Nie kombinuj, człowieku!
            A kto kiedy twierdził, że materia powstała bez z niczego i bez przyczyny??!!
            Świat jaki znamy i materia jaką znamy powstały wskutek bigbangu. Wcześniej była
            Osobliwość. Jej naturę dopiero próbujemy poznać.
            A przyczynę...? Spoko, mamy czas, nie musimy (a jeśli jesteśmy myślący to nawet
            nie wolno nam) wyjaśniać niewyjaśnionego niewyjaśnionym.


            **I jeśli ktoś tak to rozumie to jego sprawa. Też jest dla mnie człowiekiem
            wierzącym, może nie zdając sobie z tego sprawy.**

            Ktoś, kto nie odrzuca wiarę jest dla Ciebie człowiekiem wierzącym!
            Nic dziwnego, że w tym co mówisz nie ma za grosz sensu.


            **Natomiast Bóg, z definicji, jest wszechmogący i nie ma tu sprzeczności w
            stwierdzeniu, że sam się stwarza, był jest i będzie.**

            Taaaa, tylko cały z nim kłopot, że stworzył się i będzie istniał wyłącznie w
            głowach wierzących, bo w realnym świecie nie ma o nim ŻADNYCH informacji.

            Czujesz bluesa?
            Stworzył świat i ludzi, topił cały świat w masach wody, wysyłał w przestrzeń
            kosmonautów (na razie z biblii wiemy o jednym, a z katechizmu kk o dwójce :D )
            ingeruje w świat co i rusz (np: zapładnia swoim palcem bożym nawiedzone kretynki
            patrzące na trupa dżejpitu) etc. etc. ...

            Poza tym w ogóle ta Twoja "definicja" jest śmieszna. "Sam się stwarza", czyli go
            nie było, ale że był, to mógł się stworzyć...
            Chodziłeś kiedyś do jakiejś szkoły?


            **Innymi słowy mówiąc, uważam, że gdyby Boga nie było, to trzebaby go wymyśleć
            aby stworzyć bardziej spójny model opisujący świat. **

            No i boga wymyślić już wam się udało. I nawet pasował do modelu opisującego
            świat dopóki wszyscy ludzie byli tak ciemni jak Ty.
            A teraz już nie pasuje. Musiał się wycofać na pozycję kreatora, ale już i tam
            grunt pod stopami mu się pali.
            Luuuzik, niedługo zniknie całkowicie. :D


            • toja3003 astrotaurus, twoje 26.06.08, 15:09
              "argumenty" typu:
              "Nie kombinuj, człowieku!"
              "w tym co mówisz nie ma za grosz sensu"
              "Czujesz bluesa?"
              "Twoja "definicja" jest śmieszna"
              "Chodziłeś kiedyś do jakiejś szkoły?"
              "wszyscy ludzie byli tak ciemni jak Ty"
              mnie nie przekonują i uważam, że niewiele
              wnoszą do dyskusji, proponuję nie rozmawiać
              o sobie ale o kwestii, pozwól zatem, że
              nie będę cię pytał czy chodziłeś do jakiejś szkoły
              - twoje wypowiedzi mi wystarczają i mówią same za siebie.
              Z tej przyczyny także ja nie zamierzam podawać tu
              szczegółow mego życiorysu. Zatem ad rem.

              Zgoda na to, że przyczyną Big-Bangu była Osobliwość.
              Dlaczego była? Dlaczego właśnie taka? Dlaczego
              istnieje cokolwiek? To pytania, które stawiam.
              O naturze Boga i religiach się tu nie wypowiadam.

              Otóż pojęcie materia ma co najmniej dwa znaczenia. Pierwsze, wąskie
              oznacza obiekty masowo-energetyczne a więc to czego doświadczamy
              zmysłowo w naszym codziennym życiu w kontaktach z przedmiotami czy
              zjawiskami. Czyli mówiąc językiem fizyki materia to wszystko co
              posiada masę względnie energię. Taka wąska definicja nie wystarcza
              do poszukiwania odpowiedzi na wcześniej postawione pytanie,
              wykraczające poza obszar zainteresowań fizyki. Drugie
              znaczenie „materii” jest szersze i oznacza całość rzeczywistości,
              którą da się kategoryzować np. pięciorako: masa, energia,
              przestrzeń, czas, informacja. W tym kontekście zasada zachowania
              materii oznacza, że rzeczywistość podlega transformacjom ale nie
              może być „zniszczona” tzn. doprowadzona do stanu nicości.
              Jednocześnie działa zasada odwrotna: z nicości nie może coś powstać.
              Ta druga zasada koresponduje z zasadą przyczynowości.
              W szczególności nie ma doświadczenia pokazującego, że cokolwiek może
              powstać z nicości. Nie ma też doświadczenia pokazującego, że
              cokolwiek zachodzi bezprzyczynowo.

              Zapytany o przyczynę odpowiadasz "Spoko, mamy czas, nie musimy (a
              jeśli jesteśmy myślący to nawet nie wolno nam wyjaśniać
              niewyjaśnionego niewyjaśnionym". Otóż ja nie czekam ale już dziś
              badam naukowo odpowiedzi na postawione pytanie i nie uznaję
              zakazanych tematów w nauce a kryterium odpowiedzi jest spójność
              modelu a model z Bogiem wykazuje tu wyższość nad modelem bez.
              • muerte2 Re: astrotaurus, twoje 26.06.08, 15:52
                toja3003 napisał:

                < model z Bogiem wykazuje tu wyższość nad modelem bez.

                Dlaczego istnienie Boga usiłuje się dowieść naukowo, skoro sam Bóg zapiera się
                rękami i nogami, żeby nie udało się tego w sposób naukowy dowieść? Bóg
                notorycznie łamie zasady fizyki. Stworzył coś z niczego, wskrzeszał ze zmarłych,
                brał żywcem do nieba itp. Czy może być tak, że jakimś modelu opartym na
                niezmiennych prawach jeden element modelu posługuje się zupełnie innymi prawami?
                Czy to jest spójny model? Czy może czarodziejstwo?
                • toja3003 muerte2, ja nie 26.06.08, 17:04
                  dyskutuje na temat istoty Boga ale naukowo rozważam "dlaczego
                  istnieje cokolwiek" a ty od razu przechodzisz do religii
                  i "wskrzeszania zmarłych".

                  Bóg, z definicji, jest Wszechmogący może zatem się stwarzać „z
                  niczego”. Natomiast materia, jak pokazują wszelkie prawa chemii,
                  fizyki i innych nauk, takiej właściwości, z definicji, nie ma.
                  Oczywiście materialista może uzupełnić model materialistyczny o
                  założenie, że wyjątkowo czy cudownie powstała materia miała
                  możliwość samostworzenia się „na początku” ale to oznaczałoby
                  przypisanie materii cech boskich właśnie a więc powrót do idei Boga.
                  Innymi słowy mówiąc, uważam, że gdyby Boga nie było, to trzebaby go
                  wymyśleć aby stworzyć bardziej spójny model opisujący świat.

                  W tym miejscu znowu zadasz pytanie skąd dowód na takie a nie inne
                  założenia dot. definicji materii czy Boga, względnie założeń
                  połączonych z określoną tezą. Otóż nie ma takiego dowodu w nauce, bo
                  składa się ona z modeli, będących w naszym wobrażeniu odbiciem czy
                  uproszczeniem rzeczywistości dla jej lepszego zrozumienia. Euklides
                  przyjął określone aksjomaty i dedukcyjnie powstała z tego geometria
                  ale euklidesowa. U Łobaczewskiego przyjęto inne założenia, inne
                  definicje i stąd inne wnioski. W efekcie znowu wracamy do kwestii
                  języka i co najmnej od Wittgensteina można zauważyć, że poza
                  językiem nic nie istnieje. Językiem matematyki, naturalnym czy
                  jakimś innym. Stąd człowiek ma swobodę konstruowania teorii
                  wychodząc od różnych założeń i przyjmując różną logikę, bo i tu nie
                  ma tej jednej, jedynie słusznej. Moja jest taka jak pisałem a twoja
                  inna, nie mam z tym żadnego problemu.
                  • muerte2 Re: muerte2, ja nie 26.06.08, 19:45
                    toja3003 napisał:

                    > nie mam z tym żadnego problemu.

                    Osobiście również nie mam z tym problemu. A już z pewnością najmniejszy problem
                    mam z kwestią istnienia Boga. Skoro mamy, Twoim, zdaniem swobodę w konstruowaniu
                    teorii, a jeszcze większą swobodę w sposobie postrzegania istoty Boga, to w
                    zasadzie ktokolwiek powie cokolwiek - każdy ma rację. A w zasadzie jej nie ma i
                    wszystko to jest akademicką wariacją. A jeżeli będziesz się upierał, że Bogiem
                    jest samostwarząjąca się materia, to Cię na koniec ukamienują "prawdziwi"
                    tutejsi wierzący ;-)
                    • toja3003 "w zasadzie" tak. Tak właśnie działa nauka. Przyjm 27.06.08, 10:27
                      Tak właśnie działa nauka. Przyjmuje się na wiarę pewne dogmaty i na
                      zasadzie aksjomatyczno-dedukcyjnej wyprowadza twierdzenia typu
                      założenie-teza-dowód. Owe aksjomaty mają zatem kluczowe znaczenie o
                      czym pisałem w kontekście logik (binarnej, wielowartościowej,
                      rozmytej). Oczywiście teoria jest w nauce weryfikowana empirycznie
                      ale tu też przyjmuje się pewne modele dla eksperymentalnych
                      pomiarów, też jest obserwator, jego zmysły i definicja „istnienia”.
                      Fizyka to za mało aby odpowiedzieć na zadane wyżej pytanie. W jaki
                      sposób badać fenomeny związane z naturą człowieka jak świadomości
                      czy wolnej woli? Tylko mierząc oddziaływania bio-chemo-
                      elektromagnetyczne w mózgu?

                      Owszem, można modelowo przyjąć, że wiara i nauka to „przeciwieństwa”
                      ale to tylko model czyli uproszczenie rzeczywistości. Jest tylko
                      jedna rzeczywistość, z jednym ludzkim gatunkiem, i jej pełne
                      zrozumienie tylko od strony religijnej albo tylko od strony naukowej
                      jest niemożliwe. Rzeczywistość jest naukowo-religijna a człowiek
                      jest istotą religijno-naukową.
                      • astrotaurus Re: "w zasadzie" tak. Tak właśnie działa nauka. P 27.06.08, 10:38

                        toja3003 napisał:

                        **Tak właśnie działa nauka. Przyjmuje się na wiarę pewne dogmaty**

                        Aha! Ale mówisz o nauce religii...?
                        Bo z tego co ja wiem to prawdziwa nauka niczego nigdy nie przyjmuje na wiarę , a
                        już najmniej dogmatów w sensie religijnym.

                        W każdym razie wymiękam.
                        Wygrałeś.

                        Wedle Twojej wersji nauki teoria boga jest niewątpliwie naukowo spójna.
                        Cóż, życzę zdrowia!
                        • kijwoko Re: "w zasadzie" tak. Tak właśnie działa nauka. P 27.06.08, 11:26
                          > Wedle Twojej wersji nauki teoria boga jest niewątpliwie naukowo spójna.
                          > Cóż, życzę zdrowia!

                          Wiesz, dla takich jak on, teoria boga jest zawsze spojna, chocby na zasadzie:
                          "bog moze wszystko, w szczegolnosci moze... go nie byc" ;)
                          (jak tu z czyms takim dyskutowac?)
                        • toja3003 co to znaczy "prawdziwa nauka"? 27.06.08, 12:28
                          Kto definiuje jej "prawdziwość" i jak?
                          I dlaczego twierdzisz, że "nauka niczego nigdy nie przyjmuje na
                          wiarę", skoro przyjmuje i to często. Tak właśnie działa nauka.
                          Przyjmuje się na wiarę pewne dogmaty i na zasadzie aksjomatyczno-
                          dedukcyjnej wyprowadza twierdzenia typu założenie-teza-dowód. Owe
                          aksjomaty mają zatem kluczowe znaczenie o czym pisałem w kontekście
                          logik (binarnej, wielowartościowej, rozmytej). Oczywiście teoria
                          jest w nauce weryfikowana empirycznie ale tu też przyjmuje się pewne
                          modele dla eksperymentalnych pomiarów, też jest obserwator, jego
                          zmysły i definicja „istnienia”. Fizyka to za mało aby odpowiedzieć
                          na zadane wyżej pytanie. W jaki sposób badać fenomeny związane z
                          naturą człowieka jak świadomości czy wolnej woli? Tylko mierząc
                          oddziaływania bio-chemo-elektromagnetyczne w mózgu?
                          • astrotaurus Re: co to znaczy "prawdziwa nauka"? 27.06.08, 12:43

                            toja3003 napisał:

                            ** Kto definiuje jej "prawdziwość" i jak? I dlaczego twierdzisz, że "nauka
                            niczego nigdy nie przyjmuje na wiarę", skoro przyjmuje i to często. Tak właśnie
                            działa nauka. **

                            Wiesz, to może Ty zdefiniuj wszystko (naukę, dogmaty itp) jak uważasz, a ja
                            dopiero zobaczę czy warto z Tobą gadać.


                            **Fizyka to za mało aby odpowiedzieć na zadane wyżej pytanie. W jaki sposób
                            badać fenomeny związane z naturą człowieka jak świadomości czy wolnej woli?
                            Tylko mierząc oddziaływania bio-chemo-elektromagnetyczne w mózgu**

                            Domniemywam, że masz obcykane lepsze, nie tak prostackie jak fizyka sposoby na
                            poznanie świata...
                            Oczywiście nie mam pojęcia co sie u Ciebie kryje pod definicją "fizyka".....
                            • toja3003 ja opieram się na powszechnie 27.06.08, 13:52
                              przyjętych definicjach nauki. Poglądy, które reprezentuję są
                              naukowymi poglądami jakie można znaleźć w naukowych czasopismach.
                              Nie chcesz do nich sięgnąć nic na to nie poradzę. Być może rozumiesz
                              pojęcie „nauka” w swoisty i zawężony sposób? Proponuję trzymać się
                              powszechnie przyjętych definicji a takowymi są normy prawne
                              obowiązujące w Polsce. Definiują one dyscypliny naukowe, w których
                              nadaje się stopnie naukowe oraz uczelnie, które mogą to robić i
                              wydają one naukowe czasopisma. Zatem jeżeli na uczelni U jest
                              wydział W prowadzący badania w dyscyplinie D i publikujący
                              recenzowany artykuł A w czasopiśmie naukowym C podpisany przez
                              profesora P to poglądy tam głoszone są z definicji prawnej naukowe.
                              Koniec kropka.

                              Mogą się one tobie nie podobać, możesz się z nimi nie zgadzać ale
                              nie możesz podważyć ich naukowości. Konkretnie: niech U=Katolicki
                              Uniwersytet Lubelski a D=Teologia. KUL jest uczelnią, teologia jest
                              dyscypliną naukową (Zgodnie z uchwałą Centralnej Komisji do Spraw
                              Stopni i Tytułów z dnia 24 października 2005 roku w sprawie
                              określenia dziedzin nauki i dziedzin sztuki oraz dyscyplin
                              naukowych, Monitor Polski z dnia 12 grudnia 2005 roku) i chyba jest
                              jasne, że profesor, który jest wyświęconym księdzem nie napisze
                              inaczej niż tak jak ja tzn. „Bóg jest Stworzycielem Wszechświata”.
                              Taki pogląd jest zatem naukowy cnd. Oczywiście były próby, np. w
                              ZSRR, aby wymuszać, że naukowe mogą być tylko poglądy
                              materialistyczne ale te czasy się skończyły.

                              Fizyka to ważne narzędzie badawcze ale o fizyka ma do powiedzenia na
                              temat sfery uczuciowej człowieka? Nic. Co ma do powiedzenia na temat
                              sfery duchowej? Nic. A sfera ta jak najbardziej w człowieku
                              istnieje. Co fizyka wie na temat miłości? Co wie na temat strachu,
                              wolnej woli, zajwisk psychologicznych, społecznych. Fizyk potrafi
                              numerycznie opisać spektrum akustyczne V-tej symfonii Beethovena ale
                              czy w ten sposób pokazał całą prawdę o muzyce? Wątpię. A jak fizyka
                              tłumaczy fakt, że poruszyłem moją rękę. Powiedziałem sobie „ręka do
                              góry” i proszę parę kilo mięśni i kości się rusza a przecież moja
                              myśl to nie masa czy energia więc jak niematerialna myśl może
                              poruszyć materialną rękę. Czy może myśl to też tylko
                              bio-chemo-elektromagnetyczno impulsy?

                              Mówiłem o podejściu interdyscyplinarnym, bo człowiek (obserwator)
                              to nie maszyna są przykły związane z osiągnięciami w obszarze
                              relatywizmu poznawczego, znanych od niemal 100 lat (Gödel, Einstein,
                              Heisenberg, Wittgenstein, Gadamer). Dodam jeszcze jeden
                              wzmiankowany: logika. Potrzebna w każdym rozumowaniu. Ale jaka
                              pytam? Co znaczy wynik, statystyka, bez interpretacji? Ktoś mówi, że
                              coś „jest” albo, że „nie jest”. W logice binarnej to proste ale
                              dlaczego takie uproszczenie miałoby lepiej opisywać rzeczywistość
                              niż zbiory rozmyte? I wówczas natychmiast pojawia się problem.

                              Tak właśnie działa nauka. Przyjmuje się na wiarę pewne dogmaty i na
                              zasadzie aksjomatyczno-dedukcyjnej wyprowadza twierdzenia typu
                              założenie-teza-dowód. Owe aksjomaty mają zatem kluczowe znaczenie o
                              czym pisałem w kontekście logik (binarnej, wielowartościowej,
                              rozmytej). Oczywiście teoria jest w nauce weryfikowana empirycznie
                              ale tu też przyjmuje się pewne modele dla eksperymentalnych
                              pomiarów, też jest obserwator, jego zmysły i definicja „istnienia”.
                              Fizyka to za mało aby odpowiedzieć na zadane wyżej pytanie.

                              Zacznijmy zatem od tytana fizyki i kosmologii współczesnej tj.
                              Stephena Hawkinga. Np. “W poszukiwaniu Teorii Wszystkiego”. Polecam
                              rozdział XIII dotyczący „Pochodzenia Wszechświata”. Hawking
                              wielokrotnie rozważa tam Boga jako jego przyczynę.
                              • astrotaurus Re: ja opieram się na powszechnie 27.06.08, 14:40

                                Jasne!, jeśli teologia jest dla Ciebie dyscypliną naukową, a nie wynaturzeniem
                                filozofii, to rzeczywiście wszystko się zgadza.
                                Jeśli przyjmiemy, że jest bóg i że jest on wszechmocnym stworzycielem świata, to
                                oczywiste i naukowe jest, ze bóg jest i że stworzył świat.

                                Może w owym wiekopomnym rozporządzeniu zapomnieli dodać, że teologia jest nauką
                                jedynie etymologicznie. :D


                                I sam chyba się poruszasz w jakichś ciasnych i schematycznych korytarzach
                                myślowych, skoro, według Ciebie, fizyka zdolna jest tylko do opisania spektrum
                                akustycznego jakiegoś skocznego kawałka.
                                Ja wiem, że miłość, strach, wolna wola, zjawiska psychologiczne i społeczne
                                istnieją tylko jako emanacja fizycznych procesów materii.

                                Tu, oczywiście też masz tę wyższość nade mną, że tu możesz sobie naukowo
                                założyć istnienie duszy nieśmiertelnej, która mimo braku jakiegokolwiek ciała
                                materialnego istnieje sobie pod opieką naukowo założonego boga czy szatana, czy
                                innego Potwora Spaghetti.

                                Ja jestem fanem Ockhama i jego brzytwy.


                                **Tak właśnie działa nauka. Przyjmuje się na wiarę pewne dogmaty i na zasadzie
                                aksjomatyczno-dedukcyjnej wyprowadza twierdzenia typu założenie-teza-dowód.**

                                Jeśli mówisz o teologii, to o.k. - już rozumiem, że tak w tej "nauce" może być.
                                Ba! MUSI ! :D

                                A czy jakaś inna nauka tak działa...? Jakie dogmaty przyjmuje na wiarę...?
                                jakiś przykład....?
                                • toja3003 Już Leibniz powiedział, że model rzeczywistości ni 27.06.08, 14:53
                                  Już Leibniz powiedział, że model rzeczywistości nie może być
                                  bardziej złożony od niej samej, bo wówczas niczego by nie wyjaśniał.
                                  To też obowiązuje nadal. Czyli jeżeli model z Bogiem jest bardziej
                                  spójny od tego bez, co pokazałem wcześniej i udowodniłem, to taki
                                  model spełnia założenia Leibniza i Ockhama cnd.

                                  Otóż fizyka stosuje do opisu świata aparat matemmatyczny, który
                                  stara się werfyikować empirycznie. Matematyka jest zaś dziedziną
                                  aksjomatyczno-dedukcyjną. U jej fundamentów znajdują się aksjomaty,
                                  które przyjmuje się dogmatycznie na wiarę, bo aksjomat jest, z
                                  definicji, „prawdą”. Tymczasem na każdy aksjomat jest inny aksjomat.
                                  Proste równoległe nie przecinają się w geometrii euklidesowej ale
                                  np. Łobaczewski przyjął inne założenia. W logice boolowskiej są
                                  tylko 2 kategorie: „prawda” i „fałsz”, natomiast w logice
                                  wielowartościowej ten aksjomat nie obowiązuje. Nie ma zatem w nauce
                                  niepodważalnych pewników.

                                  Więcej, już w ramach samego systemu aksjomatycznego istnieją zdania,
                                  o których prawdziwości czy fałszywości nie jesteśmy w stanie niczego
                                  powiedzieć w ramach tego systemu (twierdzenia Gödla). Z kolei
                                  empiria także nie jest jakimś absolutem, w który trzeba bezwarunkowo
                                  wierzyć. Nie ma „czystych danych empirycznych”. Zawsze związane są
                                  one z naszą zmysłową i modelową interpretacją. Zmysły mają swoje
                                  ograniczenia a model jest tylko uproszczeniem rzeczywistości.

                                  Z kolei w obliczu unikalności pewnych obiektów nie mamy szans na
                                  powatrzalność doświadczeń, względnie na ich przeprowadzenie. Jest
                                  jeden gatunek ludzki z jedną historią i cywilizacją, jedna Ziemia i
                                  jeden Wszechświat, który znamy, z jedną ewolucją materii i przyrody
                                  ożywionej. To powoduje, że szukanie odpowiedzi na pytanie „dlaczego
                                  w ogóle istnieje coś” wymaga podejścia interdyscyplinarnego. Nie
                                  obejdzie się tu bez gadamerowskiej hermeneutyki i relatywizmu
                                  lingwistycznego w sensie wittgensteinowskim. Sama fizyka niewiele ma
                                  do powiedzenia na temat fenomenu świadomości, bo nie zajmuje się
                                  funkcjonowaniem obiektów żywych. Takie pojęcia jak np. wolność czy
                                  świadomość są jej obce. Tu potrzebne są z jednej strony dokonania
                                  nauk humanistycznych a z drugiej ich powiązanie np. z biologią,
                                  chemią, genetyką, informatyką (infogenetyką), neurologią; z fizyką
                                  też ale jak widać nie tylko. Tak, organizmy biologiczne to nie tylko
                                  maszyneria biochemiczna. Powtórzę: maszyneria nie tłumaczy fenomenu
                                  samoświadomości. Owszem, myśli są związane z działaniem mózgu który
                                  realizuje pewne algorytmy przetwarzania informacji. Ale uważam, że
                                  to wcale nie jest tak „po prostu”. I fizyka niewiele tu pomoże.
                                  Powiadasz: „prawo” a zatem jakiś „algorytm”, „informacja”. Zapytam
                                  zatem też „po prostu”: czym jest informacja? Cóż może nam tu jedynie
                                  fizyka odpowiedzieć? Niewiele. Owszem istnieje zgrabna definicja
                                  entropiczna, są prace Shanonna (to już teoria informacji) ale też
                                  będące opisem ilościowym. A co z kontekstem informacji? A jest ona
                                  jak najbardziej kontekstowa. I znowu wracam do samoświadomości. Czy
                                  informacja, jako taka, ma własności materialne? Jeśli tak to jakie?
                                  I nie mówię o nośnikach danych tj. reprezentacji informacji ani o
                                  fizycznym transporcie jonów wapnia w mózgu bądź innych sygnałach
                                  elektro-chemo-magnetycznych. Idea (informacja) jako taka jest czymś
                                  niematerialnym (choć ma materialną reprezentację ale to nie to
                                  samo). Jak fizyka (czy w ogóle nauka) tłumaczy fakt, że coś
                                  niematerialnego, np. sama moja myśl, wola, jest w stanie poruszyć
                                  jak najbardziej materialną ręką ważącą parę kilo? Uważasz, że to „po
                                  prostu” taki sam proces jak zderzenie dwóch kulek, które opisują
                                  klasyczne równania mechaniki? Wątpię.

                                  Jeśli zatem po tych argumentach chcesz się dalej upierać
                                  przy „obowiązywalności, do której aspirują twierdzenia naukowe.” to
                                  ja pragnę podkreślić, że owa „obowiązywalność” jest podważalna. Masz
                                  prawo wyznaczać granice zasadzie przyzynowości i przyjmować okeśloną
                                  definicję czasu (ciekawe na jakiej się opierasz?) Ale ja mam prawo
                                  przyjąć inną a jest ich wiele. I każda z nich jak najbardziej
                                  uznawana w nauce.
                                  • astrotaurus Re: Już Leibniz powiedział, że model rzeczywistoś 02.07.08, 10:57

                                    toja3003 napisał:

                                    **Już Leibniz powiedział, że model rzeczywistości ......**

                                    Ty masz zdrowie , człowieku. Tyle pseudointelektualnego bełkotu zamiast
                                    powiedzieć o co Ci konkretnie chodzi. :D

                                    Domyśliłem się jedynie, że może Ci chodzić o to, iż jedynie twierdzenie naukowe
                                    o istnieniu boga ma obowiązywalność niepodważalną.

                                    Rozmach masz imponujący, ale z brzytwą Ockhama ma on niewiele wspólnego.
                                    A ja jestem prostym człowiekiem i wolę po nitce do kłębka. :)
                                    Zamiast więc popisywać się elokwencją mów coś do rzeczy i nie wszystko naraz.

                                    Zgodziłem się z Tobą (bo cóż się kopać z koniem?), że bóg jest naukowym faktem,
                                    skoro opowiada o nim teologia, która wedle rozporządzenia może kościelnym tytuły
                                    naukowe wedle woli przyznawać.
                                    Cóż więc wnoszą dywagacje na temat logiki wielowartościowej? Chcesz
                                    niepodważalne istnienie boga sam podważyć???


                                    Tyle że , gdybyś chciał mi coś rozjaśniać powinieneś przyjąć założenie, że ja
                                    nie zgodzę się nigdy na stawianie naukowego znaku równości między teologią, a
                                    matematyką. Nie zgodzę się nigdy na stawianie znaku równości między religijnym
                                    dogmatem, a matematycznym aksjomatem.
                                    I szkoda by było Twojego zachodu.

                                    Może jestem prymitywem, z którego słusznie sie naśmiewałeś choćby tu:
                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=721&w=81326158&wv.x=2&a=81425757we
                                    wzmiance o noblistach i profesorach. Może laureaci Nagrody Templetona lepiej
                                    popychają świat do przodu , a może jest jakiś jeszcze lepszy wyznacznik, którego
                                    nie znam.... Może Ty jesteś lepszy od Demokryta i Łobaczewskiego.... może...
                                    Pozostanę jednak niewiernym Tomaszem i poczekam, aż opisy cudów będą publikowane
                                    w innych, niż teraz pismach, a nagrody za dowód istnienia boga będą przyznawane
                                    przez inne, niż teraz kapituły. :D

                                    Ciągle bowiem widzę, że żadna teoria boga kupy się nie trzyma. Współczesne
                                    teorie boga z kreacjonizmem na czele nie są nowym , śmiałym pomysłem, stworzonym
                                    na coraz szerszej bazie myślowej , ale są cofaniem się. Nie umacniają się w
                                    miarę zdobyczy nauki, tylko się kurczą. Bogowie są coraz bardziej enigmatyczni i
                                    coraz bardziej odlegli od naszego wszechświata.

                                    Ale, spoko! Jeśli bóg jest i ma/miał cokolwiek z naszym światem wspólnego, to
                                    dojdziemy i do tego. Wyśledzimy go. Wprawdzie po okresie aktywności (stworzenie,
                                    dyktowanie biblii, potopy, wniebowzięcie pewnej Żydówki itp) bawi się z nami w
                                    chowanego, ale kiedyś mu przejdzie i znowu pozwoli się zobaczyć. :)

                                    Tak sobie gadam, choć nie wiem ciągle w jakiego konkretnie boga Ty wierzysz.
                                    Choć Ty nie musisz wierzyć, Ty po prostu naukowo wiesz. Przecież masz
                                    rozporządzenie!
                                    I to wcale nie jest zabawne. :(
                                    • toja3003 okopałeś się na swoich dogmatach - można, 03.07.08, 11:07
                                      a kiedy doświadczalnie zostanie udowodniona bezprzyczynowość oraz
                                      powstawanie czegoś z niczego, chętnie zrewiduję moje poglądy, na
                                      razie są one niepodważalne. Ja tylko pytam „dlaczego w ogóle
                                      istnieje coś” a nie „jaki jest Bóg”. Stąd nieporozumienia wynikające
                                      ze stosowania binarnej logiki na zasadzie „jeżeli są dwa różne
                                      zdania to oba nie mogą być prawdziwe”. Binarna logika to tylko
                                      pewien model, w logice wielowartościowej dochodzimy do innych
                                      wniosków. Owszem prawda jest tylko jedna ale to nie jest binarna
                                      wartość zero lub jeden, bo prawda jest niezwykle złożona i ta sama
                                      prawda może być różnie postrzegana z różnych stron. Tak jak jedna
                                      kula, która jest tylko jedna ale widziana z różnych stron może być
                                      widziana inaczej - jeden obswerwator powie „kula jest czerwona” a
                                      drugi powie „kula jest zielona” i obaj mają rację. A nie ma takiego
                                      człowieka, który mógłby powiedzieć „widzę całą kulę”, bo w tej
                                      metaforze oznaczałoby to, że jest ktoś kto poznał całą prawdę. Jest
                                      ktoś taki? Nie.

                                      • astrotaurus Re: okopałeś się na swoich dogmatach - można, 03.07.08, 15:28

                                        toja3003 napisał:

                                        **okopałeś się na swoich dogmatach - można,**

                                        Aha! Ja na dogmatach? A co to jest w Twoim mniemaniu dogmat i na jakich
                                        dogmatach ja się, Twoim zdaniem, okopałem?

                                        To chyba jedyna kwestia nad jaką jako-tako panowałeś.
                                        Zresztą taka jest konstrukcja Twoich postów: na początku bąkniesz coś niby w
                                        nawiązaniu do wypowiedzi rozmówcy, a potem wklejasz jakieś cytaty czerpane
                                        skądsiś chaotycznie do różnych wątków i różnych rozmów. I nie masz nad tym
                                        jakiejkolwiek kontroli, bo to o logice binarnej i czerwono - zielonej kuli było
                                        już użyte nawet w tym wątku i równie bez sensu jak teraz.
                                        Jeśli zaciął Ci się różaniec z cytatami, to ja na pewno już Ci podziękuję: było
                                        mi bardzo niemiło z Tobą gadać.

                                        Gdybyś się zdecydował wziąć osobiście udział w jakiejś rozmowie to spróbuj choć
                                        z grubsza określić temat, cel, zakres elementarnych pojęć itp. Może coś z tego
                                        wyjdzie. ;)
                                        • toja3003 jeszcze raz:tak właśnie działa nauka. Przyjmuje si 04.07.08, 09:14
                                          Tak właśnie działa nauka. Przyjmuje się na wiarę pewne dogmaty i na
                                          zasadzie aksjomatyczno-dedukcyjnej wyprowadza twierdzenia typu
                                          założenie-teza-dowód. Owe aksjomaty mają zatem kluczowe znaczenie o
                                          czym pisałem w kontekście logik (binarnej, wielowartościowej,
                                          rozmytej). Masz prawo mieć swoje wierzenia, swoje dogmaty. A ja mam
                                          prawo mieć inne.

                                          I daruj sobie charakterystyczne dla twoich postów dygresje typu
                                          "bez sensu", "nie masz nad tym jakiejkolwiek kontroli". Tak wiem. Ty
                                          piszesz z sensem, ja piszę bez sensku. Kropka. Chcesz rozmawiać o
                                          kwestii czy o osobach dyskutantów? Można bez końca prowadzić dialog
                                          typu „ja mam rację a nie ty”, „a nieprawda, bo to ja mam
                                          rację”, „wcale nie, to ja mam rację”. I tak w kółeczko.

                                          • astrotaurus Re: jeszcze raz:tak właśnie działa nauka. Przyjmu 05.07.08, 02:10
                                            toja3003 napisał:

                                            **Masz prawo mieć swoje wierzenia, swoje dogmaty. A ja mam prawo mieć inne.**

                                            A po co mówisz coś, co jest oczywiste, czyli to, że mamy prawo do wierzeń i
                                            dogmatów? Takie jest prawo i o czym tu gadać?
                                            Zarzuciłeś mi wręcz, że okopałem się na jakichś dogmatach. Prosiłem o wskazanie
                                            ich, a Ty znowu rżniesz głupa i mącisz beztreściowo od innej strony.

                                            **Chcesz rozmawiać o kwestii czy o osobach dyskutantów?**


                                            A o jakiej kwestii rozmowa się toczy?
                                            Wklejasz jak nakręcony zlepki z jakiegoś gotowca i to się nazywa według Ciebie
                                            rozmową?
                                            Czy Amerykanie wierzą w boga, o jakim tutaj mówisz, czy mówimy na temat
                                            "dlaczego coś jest?" ? Jeśli możliwe jest (w x czasie) każde zdarzenie i to jest
                                            według Ciebie dowód na istnienie/zaistnienie boga może to być też dowodem na
                                            nieistnienie boga (o seksie mojej zmarłej babci już nie wspominam). Czemu więc
                                            twierdzisz , że bóg jest, skoro powinieneś twierdzić ze bóg jest i go nie ma.
                                            Rozmywa Ci się logika rozmyta?

                                            I tak można by długo, bo to co w tym wątku prezentujesz to chaos i bełkot.

                                            Zdecyduj się, jak już prosiłem o czym chcesz mówić i jakim zasobem pojęciowym
                                            się posługiwać.
                                            W powszechnym encyklopedyczno-słownikowym ujęciu np. teologia to nie jest nauka,
                                            a dogmat religijny nie jest aksjomatem matematycznym.
                                            Masz lepsze definicje?
                                            "Bóg jest wszechmogący, więc mógł stworzyć z niczego materię, która nie może
                                            powstać z niczego, a potem mógł zabrać w kosmos ożywionego zmarłego kaznodzieję
                                            i jego mamusię..." Dogmat poganiany dogmatem - to jest tylko w religii/teologii
                                            możliwe. Żadna nauka podobnego debilizmu nie przetrzymałaby.
                                            O przykłady matematyki z dogmatami też Cię prosiłem....
                                            Ech, ręce opadają...
                                            • toja3003 zdecyduj się: 07.07.08, 10:41
                                              mówisz "prawo do wierzeń i dogmatów? Takie jest prawo i o czym tu
                                              gadać?". O niczym ale czemu zdanie dalej oburzony mówisz:
                                              "okopałem się na jakichś dogmatach.". "Prosiłem o wskazanie
                                              ich". Ja mam ci wskazywać twoje dogmaty? Po to żebyś to komentował
                                              "po co mówisz coś, co jest oczywiste". Bo towje wierzenia są chyba
                                              dla ciebie oczywiste prawda?

                                              Argumenty typu " rżniesz głupa i mącisz beztreściowo",
                                              "prezentujesz to chaos i bełkot"
                                              "ręce opadają"
                                              mnie nie przekonują.

                                              Można bez końca prowadzić dialog typu „ja mam rację a nie ty”, „a
                                              nieprawda, bo to ja mam rację”, „wcale nie, to ja mam rację”. I tak
                                              w kółeczko.

                                              Już wyjaśniałem, że Jasiu Kowalski może uważać, że astrologia to
                                              nauka a Grześ Piotrowski może uważać, że nie i po to są normy prawne
                                              aby znaleźć wspólne stanowisko. Tak długo jak będą naukowe badania,
                                              ludzie nauki, profesorowie, naukowe czasopisma, które zajmują się
                                              teologią, tak długo nie można tej dyscypliny oficjalnie
                                              ogłaszać „nienaukową”. Oczywiście możesz mieć swoje zdanie.
                                              Niektórzy np. twierdzą, że nauka to matematyka a fizyka to nie nauka
                                              ale rzemiosło. Co z tego? Każdy może mieć swoje zdanie ale po to są
                                              Konferencje Rektorów Polskich, Uczelnie definiujące swoje Wydziały,
                                              regulacje ministerialne, rządowe, parlamentarne żeby wypracowywać
                                              wspólne stanowisko. Masz prawo ignorować Polskie Normy i Polskie
                                              Prawo i twierdzić, że ruch prawostronny to bzdura i Anglicy wiedzą
                                              lepiej i respektujesz tylko lewostronny. I co z tego?

                                              Teologia jest dyscypliną naukową (Zgodnie z uchwałą Centralnej
                                              Komisji do Spraw Stopni i Tytułów z dnia 24 października 2005 roku w
                                              sprawie określenia dziedzin nauki i dziedzin sztuki oraz dyscyplin
                                              naukowych i artystycznych, Monitor Polski z dnia 12 grudnia 2005
                                              roku) i chyba jest jasne, że profesor, który jest wyświęconym
                                              księdzem nie napisze inaczej niż tak jak ja tzn. „Bóg jest
                                              Stworzycielem Wszechświata”. Taki pogląd jest zatem naukowy cnd.
                                              • astrotaurus Re: zdecyduj się: 13.07.08, 09:15

                                                Parę razy próbowałem..., podchodziłem jak do jeża, bo sensowna rozmowa z
                                                prestigitatorstwem słownym jest niemożliwa, ale przemogłem się i jeszcze raz
                                                spróbuję. :)


                                                toja3003 napisał:

                                                **mówisz "prawo do wierzeń i dogmatów? Takie jest prawo i o czym tu gadać?". O
                                                niczym ale czemu zdanie dalej oburzony mówisz: "okopałem się na jakichś
                                                dogmatach.". "Prosiłem o wskazanie ich". Ja mam ci wskazywać twoje dogmaty? Po
                                                to żebyś to komentował "po co mówisz coś, co jest oczywiste". Bo towje wierzenia
                                                są chyba dla ciebie oczywiste prawda?**

                                                A jakie wypatrzyłeś "moje wierzenia"? Chyba że na to sformułowanie też masz
                                                jakaś dziwaczną definicję. Ja wiem, że w moim rozumieniu wiary i wierzeń
                                                jakakolwiek wiara i wierzenia są mi z natury obce - odrzucam taki sposób odbioru
                                                świata.

                                                Z powyższego wynika jednakże (chyba) , że dla Ciebie słowo dogmat obejmuje
                                                również warunki z realnego, otaczającego nas świata - warunki podlegające jak
                                                najbardziej logice binarnej, w tym zasady demokracji i cywilizowanej dyskusji.
                                                Czy miedzy takimi dogmatami, a np. dogmatem kk o lataniu w kosmos niektórych
                                                Żydów stawiasz jakościowy znak równości?


                                                **Argumenty typu " rżniesz głupa i mącisz beztreściowo",
                                                "prezentujesz to chaos i bełkot"
                                                "ręce opadają"
                                                mnie nie przekonują.**

                                                Kolejna głupawa sztuczka. Te sformułowania były użyte w konkretnym miejscu i
                                                konkretnym kontekście i tam, i tylko tam miały swoje znaczenie.


                                                **Już wyjaśniałem, że Jasiu Kowalski może uważać, że astrologia to nauka a Grześ
                                                Piotrowski może uważać, że nie i po to są normy prawne aby znaleźć wspólne
                                                stanowisko.**

                                                O.K., ale dlaczego dla takiego potężnego umysłu, który na tysiąc sposobów
                                                wałkuje dowolną kwestię w dziesięciu różnych logikach pośrednia definicja nauki
                                                wynikająca z jednego z wielu rozporządzeń, definicja sprzeczna z definicjami
                                                słownikowo-encyklopedycznymi, staje się, według Ciebie, jedyną i obowiązującą ,
                                                dysponującą niezachwianą wartością w logice binarnej. Teologia jest nauką i już,
                                                powiadasz.
                                                Bóg jest i już.
                                                Dlaczego, poddając logicznemu rozmywaniu wszystko inne - w tych dwóch
                                                przypadkach bronisz się przed tym?

                                                I mów za siebie, bo na zajmowanie się kolejnymi wklejkami byle jak dopasowanymi
                                                do treści wątku na pewno nie będę się zajmował.
                                                Na razie jest sporo rozbieżności w rozumieniu podstawowych pojęć, więc
                                                powściągnij rozmach i skup się może, jak już wcześniej prosiłem, na tym co zgrzyta.
                                                • toja3003 skoro moje kolejne 14.07.08, 16:06
                                                  argumenty kwitujesz dygresjami typu "Kolejna głupawa sztuczka" (tak
                                                  wiem, te sformułowania były użyte w konkretnym miejscu i konkretnym
                                                  kontekście i tam, i tylko tam miały swoje znaczenie.) to dziękuję za
                                                  uwagę i rozmowę.
              • astrotaurus Re: astrotaurus, twoje 26.06.08, 16:59

                toja3003 napisał:

                **"argumenty" typu:
                "Nie kombinuj, człowieku!"**

                A to czemu kombinujesz?
                Polemizujesz z czymś co sam wymyśliłeś jako niby argument strony przeciwnej, a
                na pytanie po co to robisz wyjeżdżasz z nowym wykładem na temat kwestii, których
                nigdy nie zamierzałem podawać w wątpliwość.


                **"w tym co mówisz nie ma za grosz sensu"**

                No to wytłumacz jaki widzisz sens w nazywaniu wierzącymi ludzi, którzy odrzucają
                wiarę.


                **"Czujesz bluesa?"**

                A czujesz?
                Twierdzisz, ze istnieje coś, na istnienie czego nie masz ŻADNYCH dowodów. Nie
                masz ŻADNYCH dowodów na istnienie czegoś co według Ciebie jest przyczyną i
                operatorem WSZYSTKIEGO.


                **"Twoja "definicja" jest śmieszna"**

                Może się mylę, może masz jakieś dowody na uzasadnienie takiej "definicji". Może
                potrafisz wyjaśnić jak bóg mógł się stworzyć, jeśli go wcześniej nie było, albo
                jeszcze jajeczniej: jak mógł się stworzyć, jeśli wcześniej był?


                **"Chodziłeś kiedyś do jakiejś szkoły?"**

                No dobra, już widzę, że fizykę i astronomię w jakimś zakresie przerabiałeś.
                Ale logiki nie.
                I w ogóle zestaw szkolnych przedmiotów pozostawił w Twojej głowie chaos, zamiast
                uporządkowanego i spójnego sposobu obserwacji i poznawania świata.


                **"wszyscy ludzie byli tak ciemni jak Ty"**

                Bo taka jest prawda . Kiedyą piorun był bogiem i Słońce, i co bądź.
                Dzisiaj tylko zwolennicy kreacjonizmu sie bronią. I to nie bronią się
                argumentami, bo ich nie są w stanie znikąd wziąć, tylko wycofują się z bogiem w
                te rejony, w których niemożliwe jest udowodnienie im czarno na białym bzdurności
                ich twierdzeń.

                I tylko dlatego toja3003 może się napuszyć i powiedzieć: wymyśliłem, że jest bóg
                i mi to pasuje!
                A ja Ci powtórzę: mimo wielu tysięcy lat działalności Twojego boga nie masz
                ŻADNYCH dowodów na jego istnienie. Nie masz ŻADNYCH dowodów na jego
                oddziaływanie na nasz świat. Nie masz ŻADNYCH racjonalnych przesłanek, aby
                upierać się przy prawdziwości swojej bajki.


                **Otóż ja nie czekam ale już dziś badam naukowo odpowiedzi na postawione pytanie
                i nie uznaję zakazanych tematów w nauce a kryterium odpowiedzi jest spójność
                modelu a model z Bogiem wykazuje tu wyższość nad modelem bez.**

                Ho ho, cóż za buńczuczna postawa! Nie uznajesz zakazanych tematów? A cóż to za
                argument? Przecież jeśli ktoś zakazuje jakichś tematów, to tylko kościelni w
                obronie swojej religii. I bardzo jestem ciekaw tych Twoich naukowych odpowiedzi,
                bo jeśli model z bogiem jest dla Ciebie naukowo spójny, to ja Ci życzę zdrowia!
                • toja3003 astrotaurus, nadal 26.06.08, 17:12
                  dyskutujesz na temat dyskutanta (czyli mnie) a nie o sprawie.
                  Rozmawiajmy o sprawie a nie o sobie. Cóż wnoszą do dyskusji
                  stwierszenia:
                  "czemu kombinujesz?"
                  "zestaw szkolnych przedmiotów pozostawił w Twojej głowie chaos"
                  "cóż za buńczuczna postawa!" itp.
                  "fizykę i astronomię w jakimś zakresie przerabiałeś. Ale logiki nie."
                  Twierdzę, że niewiele i proponuję nie dyskutować kto ma chaos w
                  głowie, kto przerabiał logikę a kto nie.

                  Pytasz skąd dowód na takie a nie inne założenia dot. definicji
                  materii czy Boga, względnie założeń połączonych z określoną tezą.
                  Otóż nie ma takiego dowodu w nauce, bo składa się ona z modeli,
                  będących w naszym wobrażeniu odbiciem czy uproszczeniem
                  rzeczywistości dla jej lepszego zrozumienia. Euklides przyjął
                  określone aksjomaty i dedukcyjnie powstała z tego geometria ale
                  euklidesowa. U Łobaczewskiego przyjęto inne założenia, inne
                  definicje i stąd inne wnioski. W efekcie znowu wracamy do kwestii
                  języka i co najmnej od Wittgensteina można zauważyć, że poza
                  językiem nic nie istnieje. Językiem matematyki, naturalnym czy
                  jakimś innym. Stąd człowiek ma swobodę konstruowania teorii
                  wychodząc od różnych założeń i przyjmując różną logikę, bo i tu nie
                  ma tej jednej, jedynie słusznej. Moja jest taka jak pisałem a twoja
                  inna, nie mam z tym żadnego problemu.

                  Zauważ, że taka konstrukcja myślowa jest bardziej spójna od
                  materialistycznej. Po prostu Bóg, z definicji, jest Wszechmogący
                  może zatem się stwarzać „z niczego”. Natomiast materia, jak pokazują
                  wszelkie prawa chemii, fizyki i innych nauk, takiej właściwości, z
                  definicji, nie ma. Oczywiście materialista może uzupełnić model
                  materialistyczny o założenie, że wyjątkowo czy cudownie powstała
                  materia miała możliwość samostworzenia się „na początku” ale to
                  oznaczałoby przypisanie materii cech boskich właśnie a więc powrót
                  do idei Boga. Innymi słowy mówiąc, uważam, że gdyby Boga nie było,
                  to trzebaby go wymyśleć aby stworzyć bardziej spójny model opisujący
                  świat.

                  Zrewiduję moje poglądy jeśli zostaną obalone zasady:
                  przyczynowości ii zachowania materii.
                  Wiem, że istnieją modele teoretyczne, które próbują zastąpić zasadę
                  przyczynowości zasadą samoprzyczynowości ale w żadnym laboratorium
                  jak dotąd nie przeprowadzono doświadczenia obalającego zasadę
                  zachowania materii. Można dokonywać jej transformacji ale nie
                  samoprzyczynowego tworzenia. W ten ostatni sposób nie uzyskano dotąd
                  choćby jednej, najmniejszej cząsteczki. Jeśli ktoś twierdzi inaczej
                  to niech poda źródło naukowe opisujące takie powtarzalne
                  doświadczenie. Pominę dalsze rozważania teoretyczne jakie warunki
                  musiałyby być spełnione aby takie doświadczenie przeprowadzić.
                  Heisenberg to przy tym drobnostka. M.in. musiałoby nie być żadnych
                  pól ani czasoprzestrzeni, żadnych obserwatorów, żadnego
                  Wszechświata. Niemożliwe? A więc taka teoria pozostaje bezdowodową
                  spekulacją.
                  • astrotaurus Re: astrotaurus, nadal 27.06.08, 02:18

                    toja3003 napisał:

                    **dyskutujesz na temat dyskutanta (czyli mnie) a nie o sprawie. Rozmawiajmy o
                    sprawie a nie o sobie. Cóż wnoszą do dyskusji stwierszenia:
                    "czemu kombinujesz?"
                    "zestaw szkolnych przedmiotów pozostawił w Twojej głowie chaos"
                    "cóż za buńczuczna postawa!" itp.
                    "fizykę i astronomię w jakimś zakresie przerabiałeś. Ale logiki nie."
                    Twierdzę, że niewiele i proponuję nie dyskutować kto ma chaos w głowie, kto
                    przerabiał logikę a kto nie.**

                    Już w jednym poscie wskazałem, ze wyrwane przez Ciebie z kontekstu wypowiedzi
                    nie są beztreściowymi wykrzyknikami egzaltowanej pensjonarki, tylko fragmentami
                    większej całości. Skup się więc na meritum, bo dalszy ciąg Twoich dywagacji
                    dowodzi znowu poważnych braków w Twojej logice.
                    Oczywiście w Twoim języku logika nie musi oznaczać poprawności rozumowania i
                    wnioskowania, ale dobrze byłoby, abyś uprzedził, że posługujesz się jakimś
                    innym językiem i innym systemem logicznym.
                    Po mojemu wiara nie ma bowiem nic wspólnego z jakąkolwiek logiką.

                    Przywołane przez Ciebie przykłady Euklidesa i Łobaczewskiego nic nie wnoszą do
                    tematu. Oni obaj opisują rzeczy ciut odmienne, ale realne, mierzalne i
                    sprawdzalne, będące różnymi aspektami tej samej rzeczywistości.

                    Postawie, którą Ty prezentujesz, może jako idol przyświecać raczej Mendelejew,
                    który odkrywszy część prawdy potrafił opowiedzieć coś o innych klockach
                    łamigłówki. Tyle że on też mówił o sprawach realnych, a w Twojej konstrukcji bóg
                    jest protezą myślową, bo nie masz ŻADNYCH podstaw do przypuszczeń, że coś/ktoś o
                    postulowanych przez Ciebie cechach istnieje.

                    Wspominałeś coś o naukowości swoich teorii i badań, a prezentujesz tylko
                    bajkopisarstwo.
                    Ludzie przez tysiąclecia na różne niewiadome znajdowali odpowiedź: "bóg" i
                    pasowała im ta odpowiedź do wszystkiego była np. świetnym wyjaśnieniem pioruna
                    kiedy jeszcze wiedzy o elektryczności nie było.
                    Ty już wiedzę o elektryczności jakąś masz, więc nie nazwiesz bogiem piorunu, ale
                    mechanizm powielasz bez zastrzeżeń - nazywasz bogiem swoja niewiedzę.


                    **w żadnym laboratorium jak dotąd nie przeprowadzono doświadczenia obalającego
                    zasadę zachowania materii. Można dokonywać jej transformacji ale nie
                    samoprzyczynowego tworzenia. W ten ostatni sposób nie uzyskano dotąd choćby
                    jednej, najmniejszej cząsteczki. **

                    Aha! Dobre! Stary nacjonalistyczno/obozowy dowcip:
                    Amerykanin mówi, że znaleźli 150-letni drut, więc jest to dowód na to, że
                    istniał wtedy u nich telegraf. Na to Rosjanin, że nie znaleźli 150-letniego
                    drutu, więc to dowodzi, że u nich wtedy istniał już telegraf bez drutu.

                    To, że nie znamy przyczyny istnienia materii nie dowodzi istnienia boga - tej
                    materii stwórcy.
                    Zresztą Ty sam w cudownie prosty sposób obalasz twierdzenie, że materia nie może
                    powstać z niczego, skoro Twój bóg z niczego ją stworzył. Jeśli przyjmiemy tę
                    facecje za fakt, to ciągle nie masz dowodu, że owo cudowne powstanie materii za
                    przyczynę miało boga, a nie co innego.


                    **A więc taka teoria pozostaje bezdowodową spekulacją.**

                    A jak się nazywa Twoja teoria z bogiem?
                    • toja3003 pozwól astrotaurus, że 27.06.08, 10:36
                      pominę twoje "argumety" typu
                      "wyrwane przez Ciebie z kontekstu wypowiedzi nie są beztreściowymi
                      wykrzyknikami egzaltowanej pensjonarki"
                      "w Twoim języku logika nie musi oznaczać poprawności rozumowania"
                      "prezentujesz tylko bajkopisarstwo."
                      "Aha! Dobre! Stary nacjonalistyczno/obozowy"
                      bo niewiele wnoszą do tematu.

                      Uważam, że nauka zatacza już wielkie koło – począwszy od
                      pooświeceniowego krytykowania religii, przez postawę wobec niej
                      neutralną, wróci do niej na gruncie czysto naukowym właśnie i to od
                      strony nauk najbardziej ścisłych a nie humanistycznych. Jak
                      wyobrażam sobi taki proces? Niewątpliwie mamy obecnie w fizyce do
                      czynienia z krokiem w kierunku rozszerzenia modelu standardowego i
                      unifikacją znanych nam oddziaływań, wszczególności grawitacyjnych.

                      Jesteśmy blisko odkrycia grawitonu. Gdyby teoria pól Higgsa (byś
                      może jest ich wiele) się potwierdziła, byłby to poważny krok w tym
                      kierunku. Ale wówczas zanlezione odpowiedzi natychmiast prowokować
                      będą do następnych pytań. Grawiton to jeszcze nie wszystko. Szereg
                      biologów i genetyków, wysuwa przypuszczenie, że infogentyka czy
                      spektukularne rozszyfrowywanie ludzkiego genomu w ostatnich latach
                      nie tłumaczy całkowicie mechanizmu powstawania życia.

                      Byś może istnieje również swego rodzaju biologiczne „pole życiowe”,
                      mające swoje odpowiedniki we właściowściach pól fizycznych. Być może
                      będziemy mogli kiedyś zacząć poszukiwania takiej „cząstki życia” i
                      fizyko-chemo-biologicznego pola umożliwiającego rozwój życia. Z
                      kolei socjologia poszukuje aktualnie pewnych podstawowych „cząstek”
                      o charakterze kulturowym (teoria memów). Natychmiast powstaje tu
                      zasadne pytanie o fizyczne odpowiedniki tych tworów.

                      Ba, Demokryt gdy formułował swoją ideę atomu również nie miał
                      mikroskopu elektronowego aby zajrzeć do wnętrza materii. A jednak
                      taka idea była pomocna Bohrowi czy Ruthefordowi kiedy tworzyli
                      podwaliny nowoczesnej fizyki. Dlaczego by więc nie pójść tropem
                      biologicznego pola, memów, dalej nawet – założyć, że istnieją pola
                      czy cząstki odpowiedzialne za inteligencję, świadomość. Swego
                      rodzaju pole informacyjne. Jeśli by zatem udałoby się kiedyś
                      połączyć wszytskie te pola i oddziaływnia, wszystkie fenomeny
                      rzeczywistości, w jedną Teorię Wszystkiego, która byłaby znacznie
                      szersza od tej o której fizyka mówi dziś, wówczas moglibyśmy zrobić
                      kolejny krok: ważyć się na Teorię Teorii.

                      Zrealizować odwieczne marzenie ludzkości i w spójny sposób połączyć
                      całą naszą wiedzę. W takim momencie, różnice które dzisiaj jeszcze
                      mogą wydawać się istotne – różnice między religią a nauką – mogłyby
                      ulec naturalnemu zmniejszeniu na zasadzie konwergencji. W trakcie
                      tego procesu, pewne teorie mogę pełnić rolę atraktorów, kto wie czy
                      jednym z nich nie okaże się Najwyższa Symetria? Może więc warto w
                      seminariach duchownych wykładać wyższą matematykę i fizykę
                      kwantową?

                      Jak pisałem dowodem na istnienie Boga jest istnienie Wszechświata,
                      natomiast nie ma żadnego empirycznego dowodu na to, że Bóg nie
                      istnieje. Porównałem listę cech Rzeczywistości i cech Boga i okazało
                      się, że są podobne tzn. w istocie mówimy nie o różnych ale tożsamych
                      bytach, reszta jest kwestią językową.

                      Ja tylko stawiam pytanie „dlaczego w ogóle istnieje coś?” Również
                      przyjmuję za słuszne teorie statystyczne. Np. powiadają one, że w
                      czasie t = ∞ prawdopodobieństwo zajścia dowolnego zdarzenia p = 1.
                      Np. gdzieś ktoś w jakimś świecie czy wszechświecie 100 niedziel z
                      rzędu zagra w totka i 100 razy trafi 6-kę. Może nawet już zagrał? A
                      zatem statystyka powiada, że zdarzenie polegające na istnieniu Boga
                      jest też 100% pewne. Potrzeba tylko nieskończoną ilość czasu a tego
                      przecież nie brakuje prawda? W przeszłości czy przyszłości, które to
                      zresztą pojęcia są całkowicie umowne.

                      Binarna logika to tylko pewien model, w logice wielowartościowej
                      dochodzimy do innych wniosków. Owszem prawda jest tylko jedna ale to
                      nie jest binarna wartość zero lub jeden, bo prawda jest niezwykle
                      złożona i ta sama prawda może być różnie postrzegana z różnych
                      stron. Tak jak jedna kula, która jest tylko jedna ale widziana z
                      różnych stron może być widziana inaczej - jeden obswerwator
                      powie „kula jest czerwona” a drugi powie „kula jest zielona” i obaj
                      mają rację. A nie ma takiego człowieka, który mógłby
                      powiedzieć „widzę całą kulę”, bo w tej metaforze oznaczałoby to, że
                      jest ktoś kto poznał całą prawdę. Jest ktoś taki? Nie.

                      • astrotaurus Re: pozwól astrotaurus, że 27.06.08, 11:55
                        toja3003 napisał:

                        **pozwól astrotaurus, że pominę twoje "argumety" typu....**

                        A ja pominę, bez względu na Twoje pozwolenie czy jego brak Twoje wywody na temat
                        kierunków poszukiwań nauki. Jestem wiernym fanem, kibicuję nowym osiągnięciom,
                        choćby nie dawały one ostatecznej odpowiedzi w jakiejkolwiek kwestii. Też się
                        cieszę na nowy zderzacz hadronów, cieszę się na nowe pytania jakie pojawią się z
                        potwierdzenie (czy zaprzeczeniem teorii Higgsa) obserwuję jak mocno trzyma się
                        religijny mempleks (może mocniej od innych :D ) etc. etc.

                        Tyle że nie zmienia to nic w meritum. Twoja teoria boga ciągle się kupy naukowej
                        nie trzyma, a porównanie z Demokrytem jest chyba trochę ... hmm... na wyrost.


                        **W takim momencie, różnice które dzisiaj jeszcze mogą wydawać się istotne –
                        różnice między religią a nauką – mogłyby ulec naturalnemu zmniejszeniu na
                        zasadzie konwergencji.**

                        No, czemu nie? W końcu owo zmniejszanie różnic na zasadzie konwergencji jest
                        procesem rzeczywiście zachodzącym. W cywilizowanych krajach obiekt główny
                        religii już dokonał konwergencji z całokształtu zjawisk świata do stanowiska
                        kreatora. Przy czym atraktorem jest sama nauka.
                        I gdzieś na końcu tego procesu trzeba będzie jednak przedefiniować trochę
                        religię, bo w dotychczasowej wersji tej definicji jej całkowita unifikacja z
                        nauką jest niemożliwa i vive versa. Chyba że pod koniec tego procesu religię w
                        jej ówczesnym kształcie odłożymy tam gdzie jej miejsce - na półkę z historią i
                        bajkami.


                        **Jak pisałem dowodem na istnienie Boga jest istnienie Wszechświata, natomiast
                        nie ma żadnego empirycznego dowodu na to, że Bóg nie istnieje. **

                        Ech, to Ty wprowadzasz pojęcie boga do obiegu społecznego, więc na Tobie ciąży
                        obowiązek dostarczenia dowodu na jego istnienie. Nikt rozsądny nie będzie się
                        zajmował przecież udowadnianiem nieistnienia czegoś co nie jest rozsądnie
                        zdefiniowane i na istnienie czego nie ma żadnych źródeł informacji w otaczającym
                        nas świecie.
                        Wszelkie dotychczasowe definicje boga padły i dlatego na forum świata toczy się
                        batalia religijnych o zarezerwowanie dla boga niemożliwej na razie do zbadania
                        funkcji kreatora.

                        A istnienie wszechświata jest dowodem na istnienie wszechświata, anie żadnego
                        boga! :D


                        **Porównałem listę cech Rzeczywistości i cech Boga i okazało się, że są podobne
                        tzn. w istocie mówimy nie o różnych ale tożsamych bytach, reszta jest kwestią
                        językową.**

                        Taa, tylko że rzeczywistość istnieje w rzeczywistości, a bóg w Twojej głowie
                        jedynie. I nazywanie tych dwóch bytów tożsamymi nazywa się urojeniem. W każdym
                        języku. :D


                        **Np. powiadają one, że w czasie t = ∞ prawdopodobieństwo zajścia dowolnego
                        zdarzenia p = 1. Np. gdzieś ktoś w jakimś świecie czy wszechświecie 100 niedziel
                        z rzędu zagra w totka i 100 razy trafi 6-kę. Może nawet już zagrał? A zatem
                        statystyka powiada, że zdarzenie polegające na istnieniu Boga jest też 100% pewne.**

                        Każdego, nawet najbardziej wydumanego?
                        Super! To moja dawno zmarła babcia jeszcze sobie podupczy. Ha, może nawet po 4
                        razy dziennie przez 3 tygodnie z rzędu!


                        **jeden obswerwator powie „kula jest czerwona” a drugi powie „kula jest
                        zielona&# 8221; i obaj mają rację. A nie ma takiego człowieka, który mógłby
                        powiedzieć „widzę całą kulę”, bo w tej metaforze oznaczałoby to, że jest ktoś
                        kto poznał całą prawdę. Jest ktoś taki? Nie. **

                        Przecież nikt nie wymaga od Ciebie niemożliwego, ba, w ogóle nikt niczego od
                        Ciebie nie wymaga.
                        Nie pokazuj całego boga, nawet nie całą jedną jego stronę. Pokaż kawałek,
                        ślad... na początek wystarczy.
                        • toja3003 strotaurus, 27.06.08, 12:38
                          twoje "argumnenty"
                          "Twoja teoria boga ciągle się kupy naukowej nie trzyma"
                          "nazywanie tych dwóch bytów tożsamymi nazywa się urojeniem"
                          "moja dawno zmarła babcia jeszcze sobie podupczy"
                          mnie nie przekonują.

                          Jeszcze raz: jeżeli mam dwa obiekty, byty, i mają te same
                          właściwości to są one tożsame, zatem jeżeli ktoś przypisuje materii
                          cechy Boga to mówi o Bogu używając innego języka.
                          Twoje podejście do pytania o przyczynę rzeczywistości jest
                          jednostronne i traktujesz je jako „jedynie słuszne”. Takie podejście
                          nie ma charakteru naukowego a jest jedynie deklaracją wiary. Całą
                          złożoność praprzyczyn i rozwoju rzeczywistości upraszczasz do
                          przyjętego przez ciebie modelu i nie dopuszczasz, że mogą być inne
                          modele i inne poglądy. W szczególności fetyszyzujesz cechy materii
                          przypisując jej własności niewątpliwie nadprzyrodzone. Bo
                          twierdzisz, że sama z siebie mogła wykreować całą rzeczywistość i
                          każde pytanie o przyczynowość bądź rozważanie innych modeli jest tu
                          zabronione i heretyckie. Twoje wyznanie wiary wygląda
                          następująco: „Wierzę w materię wszechmocną, praprzyczynę nieba i
                          ziemii, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, materia z
                          materii, materia prawdziwa z materii prawdziwej, samoistniejąca a
                          niezniszczalna, wiecznie istniejąca, była jest i będzie. Wierzę w
                          ducha nauki, który mówi o materii przez swych jedynie słusznych
                          noblistów i profesorów. W jeden, powszechny, uniwersalny i naukowy
                          światopogląd oparty na samoprzyczynowości materii. Wyznaję jeden i
                          jedynie słuszny model powstania rzeczywistości i oczekuję
                          ostatecznego wyjaśnienia przez taką naukę wszelkich problemów i
                          wieczne trwanie jej praw w materii”. Proponuję żebyś słowo „materia”
                          zaczął pisać dużą literą, bo ręce po takim wyznaniu to chyba same
                          składają się do modlitwy. Twoja sprawa. Ale jest to postawa
                          zamknięta i zupełnie nienaukowa.

                          Ponadto twierdzenie „Ty wprowadzasz pojęcie boga do obiegu
                          społecznego” jest nieprawdziwe. Ja jedynie cytuję autorytety
                          naukowe. Pojęcie Boga w obiegu społecznym było na długo przede mną
                          więc nie ja je „wprowadziłem”.


                          • astrotaurus Re: strotaurus, 27.06.08, 13:03

                            toja3003 napisał:

                            **twoje "argumnenty"
                            "Twoja teoria boga ciągle się kupy naukowej nie trzyma"
                            "nazywanie tych dwóch bytów tożsamymi nazywa się urojeniem"
                            "moja dawno zmarła babcia jeszcze sobie podupczy"
                            mnie nie przekonują.**

                            Tyle to ja wiedziałem. Nie wiedziałem jedynie dlaczego Cię nie przekonują. Ale
                            Ty też nie wiesz.
                            I nie wyjaśnisz mi dlaczego zaistnienie boga jest dla Ciebie śmiertelnie
                            poważnym prawdopodobieństwem, a seks mojej zmarłej babci nie, choć seks babci na
                            skali cudowności i nieprawdopodobieństwa plasuje sie dużo niżej, niż bóg.


                            **Jeszcze raz: jeżeli mam dwa obiekty, byty, i mają te same właściwości to są
                            one tożsame, zatem jeżeli ktoś przypisuje materii cechy Boga to mówi o Bogu
                            używając innego języka.**

                            Jeszcze raz: jeżeli masz dwa obiekty, byty, i mają te same właściwości, to
                            powinieneś się leczyć, bo jeden z tych bytów jest Twoim urojeniem - bytem,
                            którego realności nie potrafisz w żaden sposób wykazać.

                            Bleblanie na tematy religijne go podejścia do materii pominę.
                            Przypomnę jedynie: "nie sądź innych podług siebie".


                            **Ponadto twierdzenie „Ty wprowadzasz pojęcie boga do obiegu społecznego” jest
                            nieprawdziwe. Ja jedynie cytuję autorytety naukowe. Pojęcie Boga w obiegu
                            społecznym było na długo przede mną więc nie ja je „wprowadziłem”. **

                            Bzdura. Pojęć boga było i jest na świecie miliony. Każda religia ma swoje
                            pojęcie boga i każdy człowiek ma swoje pojęcie boga. I jeśli rozmawiam z Tobą,
                            to nie rozważam jakie pojęcie boga ma Michałowski, tylko jakie pojęcie boga ma
                            toja3003. Mówimy o Twoim bogu, o pojęciu boga, które do tej rozmowy wprowadzasz
                            Ty osobiście, a Ty za diabła nie chcesz powiedzieć o czym mówimy. :D

                            I, kurde, podrzuciłbyś jakieś linki do tych autorytetów naukowych od boga....

                            I wiesz, chyba zaczyna mi być szkoda czasu na Ciebie.
                            • toja3003 o twojej babci 27.06.08, 13:58
                              nie zamierzam dyskutować. Pominę także dygresje typu
                              "powinieneś się leczyć". Ja mógłbym to samo powiedzieć o tobie ale
                              to nie bardzo posuwa dyskusję w temacie prawda?

                              Odpowiadam natomiast na prośbę "podrzuciłbyś jakieś linki do tych
                              autorytetów naukowych od boga". Proszę bardzo: proponuję czasopisma
                              naukowe z Listy Filadelfijskiej
                              JOURNAL OF PSYCHOLOGY AND THEOLOGY
                              JOURNAL OF RELIGION
                              JOURNAL OF RELIGION & HEALTH
                              JOURNAL OF RELIGIOUS ETHICS
                              JOURNAL OF RELIGIOUS HISTORY
                              RELIGION
                              RELIGION & LITERATURE
                              RELIGION AND AMERICAN CULTURE-A JOURNAL OF INTERPRETATION 110.
                              RELIGIOUS EDUCATION
                              RELIGIOUS HUMANISM
                              RELIGIOUS STUDIES

                              np. w tym ostatnim piśmie jest następujący artykuł dotyczący cudów:
                              ROBERT A. LARMER (2008). Miracles, physicalism, and the laws of
                              nature. Religious Studies, 44, pp 149-159

                              Religious Studies (2008), 44:149-159 Cambridge University Press
                              Copyright © Cambridge University Press 2008
                              doi:10.1017/S0034412507009274

                              Miracles, physicalism, and the laws of nature
                              ROBERT A. LARMER
                              Department of Philosophy, University of New Brunswick, Fredericton,
                              New Brunswick, Canada E3B 5A3

                              Cytuję fragment
                              "In his paper ‘Miracles: metaphysics, physics, and physicalism’,
                              Kirk McDermid appears to have two primary goals. The first is to
                              demonstrate that my account of how God might produce a miracle
                              without violating any laws of nature is radically flawed. The second
                              is to suggest two alternative accounts, one suitable for a
                              deterministic world, one suitable for an indeterministic world,
                              which allow for the occurrence of a miracle without violation of the
                              laws of nature, yet do not suffer from the defects of what McDermid
                              terms the ‘Larmerian’ model. I briefly describe my model, reply to
                              McDermid's criticism of it, and evaluate his alternative
                              accounts...."

                              To tylko jeden z wielu przykładów - znajdziesz więcej w bibliotekach
                              uniwersyteckich.
    • drojb Re: Wiemy gorzej, jdmisiunio! 25.06.08, 20:06
      zakaz aborcji nie ma nic wspólnego z moralnością. Tu chodzi o władzę - m.in. nad
      takimi naiwniaczkami, jak ty.
    • kangur_01 Amerykanie są bardzo religijni 26.06.08, 00:31
      Amerykanie są bardzo religijni?
      To Bog mi powiedzial ze mam zaatakowc Irak
    • heraldek Nie maja wyboru...gdy nie Biblia spora czesc USA 26.06.08, 01:57
      ...bylaby analfabetami......
    • heraldek Amerykanie są bardzo religijni..co nie przeszkadza 26.06.08, 01:59
      ....im, prowadzic ciagle wojny i zabijac ludzi jak kroliki.....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka