Dodaj do ulubionych

Przykazanie miłości

04.08.08, 12:01
mateusz.pl/czytania/20080804.htm
"Sobór Watykański II, omawiając powołanie wszystkich do świętości, wyjaśnia: „Wszyscy chrześcijanie jakiegokolwiek stanu i zawodu powołani są do pełni życia chrześcijańskiego i do doskonałości miłości” (KK 40). Istotnie, nie ma pełni życia chrześcijańskiego bez pełni miłości, ponieważ postęp w łasce jest równoczesny i równoległy z postępem w miłości. Miłość mocniejsza i bardziej wielkoduszna wymaga większej i obfitszej łaski.

Ponadto miłość nie jest radą, jest przykazaniem skierowanym do wszystkich bez różnicy i bezwzględnie koniecznym do zbawienia wiecznego: „Kto nie miłuje, nie zna Boga”(1 J 4, 8). Lecz do jakiego stopnia trzeba miłować Boga? Odpowiada św. Bernard: „Przyczyną, dla której miłujemy Boga, jest Bóg sam; miarą miłowania Boga jest miłować Go bez miary”. Choćby człowiek nie wiadomo jak miłował Boga, nie potrafi nigdy umiłować Go tak, jak tego wymaga Jego nieskończona miłość, dlatego przykazanie miłości wyklucza z natury swojej jakąkolwiek granicę. Życie chrześcijanina jest ciągłym dążeniem do Boga, jego celu ostatecznego. Na tej drodze, uczy św. Tomasz, „tym więcej postępujemy, im bardziej zbliżamy się do Boga, a człowiek zbliża się do Niego nie krokami ciała, lecz afektami duszy” (II-a II-ae 24, 4). Są to kroki miłości prowadzące do Boga, jest to miłość jednocząca. Jeśli te kroki ustaną, miłość nie wzrasta i chrześcijanin nie może dojść do mety. Św. Paweł pisał do Filipian: „modlę się o to, aby miłość wasza doskonaliła się coraz bardziej” (Flp 1, 9), a mówiąc o sobie samym dodawał: „Nie mówię, że ja już metę osiągnąłem i już się stałem doskonałym, lecz pędzę, abym też to zdobył” (tamże 3, 12). Przykazanie miłości wymaga ciągłego zrywu, ciągłego dążenia do Boga, Dobra nieskończonego. Tak samo brzmi przykazanie: „Będziesz miłował całym sercem, cala duszą, całą mocą”. Oznacza to całkowitość, wielkoduszność, nieustanność i brak jakichkolwiek zastrzeżeń. Ponieważ jednak miłość pochodzi tylko od Boga, więc tylko Bóg może ją pomnożyć. A Bóg, moc nieskończona, może ją mnożyć bez granic; aby móc to uczynić, żąda jedynie woli uległej, posłusznej, wielkodusznej."

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 17
Obserwuj wątek
    • z2006 "Jednakową miłością" 05.08.08, 06:59
      www.mateusz.pl/czytania/20080805.htm
      "Przykazanie miłości bliźniego ma swoje głębokie uzasadnienie w Bogu, a bardziej
      bezpośrednio w Jego miłości ku ludziom. „On sam nas umiłował — powtarza św. Jan
      — i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. Umiłowani,
      jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować” (1 J 4,
      10-11). Rozumowanie jest bardzo proste i przejrzyste. Jeśli Bóg umiłował ludzi
      tak, że ofiarował swojego Jednorodzonego dla ich zbawienia, to i ludzie są
      obowiązani miłować się wzajemnie. Gdy chrześcijanin wzrusza się wspominając, że
      Bóg umiłował go od wieków, wybrał i odkupił w Chrystusie, uczynił swoim
      dzieckiem przybranym, powinien pamiętać, że ta miłość i te szczególne łaski nie
      są wyłączną jego własnością czy też zastrzeżone dla tak zwanych
      „praktykujących”, lecz są przeznaczone dla wszystkich ludzi. Ojciec niebieski
      ogarnia wszystkich ludzi jednakową miłością. To właśnie Jego miłość czyni ludzi
      braćmi, stwarzając między nimi święte więzy miłości i solidarności. „Bóg
      troszczący się po ojcowsku o wszystko — naucza Sobór Watykański II — chciał, by
      wszyscy ludzie tworzyli jedną rodzinę i odnosili się wzajemnie do siebie w duchu
      braterskim. Wszyscy bowiem, stworzeni na obraz Boga... powołani są do jednego i
      tego samego celu, to jest do Boga samego. Dlatego to miłość Boga i bliźniego
      jest pierwszym i największym przykazaniem. Pismo święte zaś poucza nas, że
      miłości Boga nie można odłączyć od miłości bliźniego” (KDK 24). Jeśli „Bóg nie
      ma względu na osoby” (Dz 10, 34) i powołuje wszystkich, aby byli Jego dziećmi,
      ofiaruje wszystkim swoje zbawienie, swoją miłość, przebaczenie, otwiera
      wszystkim swoje serce i swój dom, to jak mógłby chrześcijanin, dziecko Boga,
      ograniczać swoją miłość do określonej kategorii osób? Jak ojciec cierpi, kiedy
      dzieci żyją w niezgodzie między sobą, tak Bóg czuje się zraniony w swojej
      miłości, kiedy ludzie nie kochają się wzajemnie, kiedy choćby jeden jest
      wyłączony z braterstwa.

      Św. Paweł chwali Tesaloniczan mówiąc: „Nie jest rzeczą konieczną, abyśmy wam
      pisali o miłości braterskiej, albowiem Bóg was samych naucza, abyście się
      wzajemnie miłowali” (1 Tes 4, 9). Bóg, ogarniając swoim ojcostwem wszystkich
      ludzi, uczy ich miłowania. Bóg, rozlewając w nich swoją miłość, czyni ich
      zdolnymi do powszechnej miłości braterskiej."

      O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      Żyć Bogiem, t. III, str. 21
    • z2006 Re: Przykazanie miłości 06.08.08, 07:35
      www.mateusz.pl/czytania/20080806.htm
      "„Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje
      bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: nie cudzołóż, nie zabijaj, nie
      kradnij, nie pożądaj, i wszystkie inne, streszczają się w tym nakazie: miłuj
      bliźniego swego jak siebie samego... Miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa”
      (Rz 13, 8-10). Wydaje się, jakby św. Paweł pomijał miłość Boga i zasadzał
      wypełnienie Prawa jedynie na miłości braterskiej. W istocie, gdy chrześcijanin
      miłuje bliźniego tak, jak naucza Ewangelia, i tak, jak to Chrystus czynił, wtedy
      nie można wątpić o jego miłości do Boga. To jest tak prawdziwe i miłość
      braterska jest tak miła Bogu, że Jezus, mówiąc o sądzie ostatecznym, nie podał
      innego powodu do usprawiedliwienia czy też potępienia, jak tylko miłość
      praktykowaną lub nie praktykowaną względem bliźniego. „Pójdźcie, błogosławieni
      Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia
      świata. Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść... byłem przybyszem, a przyjęliście
      Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie...” (Mt 25, 34-36). Chrystus nie tylko
      uważa ludzi za swoich braci, lecz jakby utożsamia się z nimi, przede wszystkim z
      najbiedniejszymi, najnędzniejszymi, najbardziej potrzebującymi pomocy, i mówi:
      „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście
      uczynili” (tamże 40). Prawda niezwykle pocieszająca; przeciwstawia się jej tutaj
      jednak inną, bardzo poważną. Jezus, dobroć i miłosierdzie nieskończone, nie waha
      się ogłosić wyroku potępienia wiecznego na tych, którzy odmówili bliźniemu
      pomocy płynącej z miłości braterskiej, odmówili jej jakby Jemu samemu. „Idźcie
      precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny... Bo byłem głodny, a nie daliście Mi
      jeść, bo byłem spragniony, a nie daliście Mi pić...” (tamże 41-42). Ludzie
      należą do Chrystusa: są Jego własnością. On ich nabył za cenę swojej krwi,
      wszczepił ich w siebie jako członki swojego Ciała Mistycznego; kto uderza
      człowieka, uderza Jego, kto nie miłuje człowieka, Jego nie miłuje. Kiedy św.
      Paweł pisał: „miłość jest wypełnieniem Prawa”, miał bez wątpienia na myśli naukę
      Pana i tajemnicę Jego Ciała Mistycznego, której stał się głosicielem."

      O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      Żyć Bogiem, t. III, str. 24
    • z2006 Re: Przykazanie miłości 07.08.08, 08:40
      www.mateusz.pl/czytania/20080807.htm
      "„Uzasadnieniem miłości bliźniego jest Bóg — mówi św. Tomasz; istotnie,
      powinniśmy miłować bliźniego ze względu na jego wszczepienie w Boga” (II-a II-ae
      25, 1). Znaczy to, że mamy miłować bliźniego ze względu na jego przynależności
      do Boga, którego jest stworzeniem, dzieckiem; to znaczy też uznawać i miłować
      Jego prawo do uczestnictwa w odkupieniu, w przynależności do Ciała Mistycznego
      Chrystusa, prawo do posiadania życia i szczęśliwości wiecznej. Ze względu na ten
      prosty fakt, że każdy człowiek jest stworzeniem Boga, każdy jest wezwany do
      posiadania tych dóbr, a jeśli jeszcze ich nie posiada, to miłość teologiczna
      miłuje Go ze względu na nie, pomagając mu je osiągnąć. Miłość nie jest nigdy
      tylko sympatią lub afektem ludzkim albo czystą filantropią, lecz jest miłowaniem
      ze względu na Boga, w odniesieniu do Boga. Tylko tak może być powszechną i
      obejmować również tych, którzy na nią nie zasługują ani nie są mili, czy tych,
      którzy są powodem cierpienia, są niewdzięczni, a nawet niekiedy stają się
      zdrajcami. Czy nie tak właśnie Bóg umiłował ludzi? „Bóg okazuje nam swoją miłość
      właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami”
      (Rz 5, 8). Bóg nie ociągał się, aby nas umiłować, a Chrystus nie odkładał
      śmierci za nas, dopóki nie będziemy bez grzechu i nie staniemy się godnymi Jego
      miłości.

      Chrześcijanin, choćby ochrzczony, nie jest dzieckiem Ojca niebieskiego ani
      bratem Chrystusa, jeśli nie żyje miłością Ojca i Syna. Ta jest miłość Boga, że
      „On sam pierwszy nas umiłował” (1 J 4, 19), Dlatego miłość chrześcijańska zawsze
      pierwsza uczyni krok; nie czeka na to, by uprzedzono ją grzecznością czy
      pobudzono dowodami uszanowania albo też postawą czci lub sympatii. Ta jest
      miłość Chrystusowa, „że On oddał za nas życie swoje, więc i my także winniśmy
      oddać życie za braci” (tamże 3,16). Czy to za wiele świadczyć dobrodziejstwa,
      spieszyć z pomocą, służyć tym, którzy nas nie kochają, i poświęcać się aż do
      oddania — nie należy tego wykluczać — życia za nich, skoro Chrystus oddał życie
      za nas, gdy byliśmy umarłymi wskutek grzechu, a może nie byliśmy nigdy Jego
      prawdziwymi przyjaciółmi?"

      O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      Żyć Bogiem, t. III, str. 28
    • z2006 Re: Przykazanie miłości 08.08.08, 10:39
      www.mateusz.pl/czytania/20080808.htm
      "Jezus kładzie nacisk na pozytywną stronę miłości bliźniego: „dobrze czyńcie
      rym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie
      się za tych, którzy was oczerniają... Jeśli bierze ci ktoś płaszcz, nie broń mu
      i szaty. Daj każdemu, kto cię prosi...” (Łk 6, 27-30). Niemal chciałoby się
      powiedzieć, że to za wiele! Lecz zarazem kto nie chciałby, aby w ten właśnie
      sposób odnoszono się do niego, nawet gdy źle postąpił, obraził kogoś lub znalazł
      się w potrzebie? Istotnie, gdy inni są względem nas dobrzy i wielkoduszni, nie
      wydaje się to nam za wiele; lecz wydaje się nam za wiele, kiedy trzeba, abyśmy
      sami tak czynili. Egoizm to wielki nieprzyjaciel miłości ewangelicznej; pod jego
      wpływem często nawet chrześcijanin zniekształca przykazanie Pańskie: dla siebie
      chce bardzo wielkiej miary miłości, względem innych zaś zadowala się bardzo
      szczupłą miarą, a choć niedbały i skąpy w udzielaniu miłości, sądzi, że i tak
      czyni zbyt wiele. Dzieje się to jakby podświadomie i łatwo może stać się
      przyzwyczajeniem, tak że już nie zauważamy ogromnej różnicy między własnym
      postępowaniem a przykazaniem miłowania bliźniego jak siebie samego. Roztropność
      i słuszna miara służy za pretekst lub usprawiedliwienie. Mówi się, że
      niekoniecznie trzeba stosować Ewangelię dosłownie, lecz wystarcza zrozumieć jej
      ducha, A jednak duch ewangeliczny wymaga właśnie, aby czynić dobrze wszystkim,
      płacąc własną osobą, oddając ze swego, nawet gdyby nas uznano za niemądrych.
      Duch Ewangelii jest rewolucyjny: nie daje pokoju egoizmowi, chciałby go wyrwać z
      korzeniami; jest jawnym nieprzyjacielem życia tzw. chrześcijańskiego a
      wygodnego, przeciętnego; wymaga miłości wielkodusznej, ochotnej i skutecznej.

      Sobór Watykański II idzie w pełni po tej linii „kładąc nacisk na szacunek dla
      człowieka: poszczególni ludzie winni uważać bliźniego bez żadnego wyjątku za
      drugiego samego siebie... Szczególnie w naszych czasach nagli obowiązek, abyśmy
      stawali się bliźnimi każdego bez wyjątku człowieka i służyli czynnie spotkanemu,
      czy byłby to starzec opuszczony przez wszystkich, czy robotnik, bezpodstawnie
      pogardzany cudzoziemiec, czy wygnaniec, czy dziecko z nieprawego związku. ..czy
      głodny, który apeluje do naszego sumienia, przypominając słowo Pańskie: «Coście
      uczynili jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili» (Mt 25,
      40)” (KDK 27). To jest prawdziwa Ewangelia."

      O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      Żyć Bogiem, t. III, str. 32
    • z2006 Przebaczenie 12.08.08, 10:12
      www.mateusz.pl/czytania/20080812.htm
      "Miłość jest wielkoduszna względem innych, ponieważ „nie pamięta złego” (1 Kor
      13, 5). Miłość braterską ostudza pamięć otrzymanych krzywd, a człowiek bardzo
      trudno o nich zapomina. Przebaczenie Boga nie tylko odpuszcza zaciągnięte długi,
      lecz niweczy je aż do całkowitego zapomnienia o nich. „Nie będą mu poczytane
      wszystkie grzechy, jakie popełnił” (Ez 18, 22), mówi Pismo. Chrześcijanin nie
      przebacza całkowicie i doskonale, jeśli nie usiłuje tak całkowicie zapomnieć o
      złu, jakiego doznał, że może odnosić się z sercem i gestem przyjaciela do tego,
      kto go obraził. „Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni — nalega św.
      Paweł — przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg przebaczył wam w Chrystusie” (Ef 4,
      32); Jeśli postanowienie przebaczenia nie jest wielkoduszne i trwałe, to
      chrześcijanin stając wobec Ojca niebieskiego, by się modlić, sam wydaje na
      siebie wyrok: „I przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy
      przeciw nam zawinili” (Mt 6, 12). Co mogłoby stać się z człowiekiem, gdyby Bóg
      okazał się takim jak on skąpym w przebaczaniu? Może przeciętność wielu ludzi,
      kiedyś gorliwych i wielkodusznych w służbie Boga, jest skutkiem braku
      wspaniałomyślności w przebaczaniu, braku, który paraliżuje ich życie duchowe.
      „Kto skąpo sieje, skąpo i zbiera” (2 Kor 9, 6). Kto udziela przebaczenia mało i
      skąpo, nie może spodziewać się od Boga przebaczenia wielkiego, wspaniałomyślnego
      ani obfitej łaski i miłości.

      „Dawajcie, a będzie wam dane — powtarza Pan — miarą dobrą, natłoczoną,
      utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrze wasze” (Łk 6, 38). Miłość nie jest
      zupełna, jeśli nie jest wielkoduszna pod każdym względem. Wszyscy ludzie żyją
      darami Boga i wszyscy powinni odwzajemniać sobie otrzymane dary: duchowe dary
      miłości, życzliwości, przebaczenia, i dary doczesne potrzebne do życia. „Gdy
      wróg twój łaknie, nakarm go chlebem, gdy pragnie, napój go wodą” (Prz 25, 21).
      „Jeśliby ktoś posiadał majętność tego świata i widział, że brat jego cierpi
      niedostatek, a zamknął przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłość Boga?
      Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą” (1 J 3, 17-18)."

      O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      Żyć Bogiem, t. III, str. 51
    • z2006 Re: Przykazanie miłości 14.08.08, 08:58
      www.mateusz.pl/czytania/20080814.htm
      "„Nie szukajmy próżnej chwały, jedni drugich drażniąc i wzajemnie sobie
      zazdroszcząc” (Ga 5, 26). Kto jest próżny, ten nie szanuje innych, stawia się
      przed wszystkimi, chce być zawsze pierwszym i wyróżnianym. Jego postępowanie źle
      usposabia i stanowi wyzwanie dla bliźniego, który czuje się pokrzywdzony w
      swoich prawach; tu tkwi przyczyna podziałów, zazdrości, zawiści. Miłość,
      przeciwnie, „nie uwłacza” (1 Kor 13, 5) nikomu; zamiast współzawodniczyć z
      innymi lub wynosić się nad kogokolwiek, wybiera dla siebie ostatnie miejsce.
      Miłość budzi względem bliźniego delikatne uczucia, nie pogardza nikim, szanuje i
      czci wszystkich. „W miłości braterskiej nawzajem bądźcie życzliwi. W okazywaniu
      czci jedni drugich wyprzedzajcie”, pisze św. Paweł do Rzymian (12, 10); a
      Filipianom poleca: „W pokorze oceniajcie jedni drugich za wyżej stojących od
      siebie” (2, 3). Zamiast małostkowych walk i wzajemnego prześcigania się,
      chrześcijanie jako prawdziwi bracia współzawodniczą, by ustępować sobie
      zaszczytów i korzyści.

      Aby zachęcić do pokory we wzajemnym obcowaniu., św. Paweł ukazuje wiernym
      wzniosły przykład Chrystusa. „To dążenie niech was ożywia; ono też było w
      Chrystusie Jezusie. On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze
      sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy
      postać sługi” (Flp 2, 5-7). Syn Boży umiłował i zbawił łudzi, stając się
      podobnym do nich, jednym z nich. On wskazuje drogę: chrześcijanin, chcąc
      skutecznie miłować bliźniego, powinien wyzbywając się wszelkiej próżności, stać
      się małym i pokornym, stanąć na równi ze wszystkimi, aby wszyscy odczuli, że
      jest ich bratem. To jest jedyna droga nie tylko do miłości braterskiej, lecz
      także do wszelkiego apostolstwa. „Tychy którzy w sprawach społecznych,
      politycznych lub nawet religijnych inaczej niż my myślą i postępują, należy
      również poważać i kochać; im bowiem bardziej dogłębnie w duchu uprzejmości i
      miłości pojmiemy ich sposób myślenia, tym łatwiej będziemy mogli z nimi nawiązać
      dialog” (KDK 28). Lecz niech się nie łudzi, że miłuje i szanuje dalekich ten,
      kto nie miłuje i nie szanuje bliskich, z którymi współżyje."

      O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      Żyć Bogiem, t. III, str. 58
    • z2006 Re: Przykazanie miłości 18.08.08, 14:53
      www.mateusz.pl/czytania/20080818.htm
      "Do faryzeuszy, którzy sprowadzili religię do przepisów zewnętrznych, jak
      obmywanie naczyń, Jezus mówił: „Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę,
      a zaraz wszystko będzie dla was czyste” (Łk 11, 41), Mało lub nic nie znaczą
      akty kultu, jeśli nie łączą się z miłością i sprawiedliwością, bo tylko te cnoty
      oczyszczają serce człowieka z egoizmu i chciwości i nakłaniają go do szczerej
      czci względem Boga oraz miłowania bliźniego nie słowem, lecz czynem. „Jeśli brat
      lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie
      im: «Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta!» — a nie dacie im tego,
      czego koniecznie potrzebują dla ciała — to na co się to przyda?” (Jk 2, 15-16).
      Religia i miłość bez uczynków są próżne.

      Pomoc biednym nie powinna być uważana za akt miłości mniej lub więcej dowolny,
      lecz za ścisły obowiązek sprawiedliwości. „Bóg — mówi Sobór Watykański II —
      przeznaczył ziemię ze wszystkim, co ona zawiera, na użytek wszystkich ludzi i
      narodów... Dlatego człowiek używając tych dóbr powinien uważać rzeczy
      zewnętrzne, które posiada, nie tylko za własne, ale za wspólne, w tym znaczeniu,
      by nie tylko jemu, ale i innym przynosiły pożytek” (KDK 69). Tę właśnie zasadę
      św. Paweł stawiał Kościołowi w Koryncie, zachęcając do niesienia pomocy
      Kościołowi w Jerozolimie: „Nie o to idzie, żeby innym sprawiać ulgę, a sobie
      utrapienie, lecz żeby była równość. Teraz więc niech wasz dostatek przyjdzie z
      pomocą ich potrzebom” (2 Kor 8, 13-14). Jeśli wszyscy ludzie są braćmi, skoro
      wszyscy są dziećmi Boga, to samo ich braterstwo wymaga, aby gdy jedni obfitują
      we wszystko, drudzy nie ginęli z nędzy. Dlatego Kościół naucza, „że ludzie mają
      obowiązek wspomagania ubogich i to nie tylko z tego, co im zbywa... Jest rzeczą
      całego Ludu Bożego — a biskupi słowem i przykładem mają im w tym przewodzić —
      wedle sił przynosić ulgę cierpiącym w naszych czasach nędzę, i to zgodnie ze
      starym obyczajem w Kościele, nie tylko z tego, co zbywa, ale nawet z rzeczy
      potrzebnych” (KDK 69. 88). Dary złożone ubogim „są ofiarą przyjemną, miłą Bogu”
      (Flp 4, 18)."

      O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      Żyć Bogiem, t. III, str. 78
    • z2006 Re: Przykazanie miłości 21.08.08, 08:56
      www.mateusz.pl/czytania/20080821.htm
      "Miłość „wszystko znosi” (1 Kor 13, 7). Błędy, słabości, braki, temperament,
      mniej lub więcej posłuszny czy miły, mogą być, przede wszystkim w życiu
      wspólnym, prawdziwym ciężarem wzajemnym. Trzeba dołożyć starań, aby go znosić z
      miłością. Biorąc pod uwagę ograniczenie każdego człowieka, niepodobna blisko
      siebie żyć, a nie być dla siebie wzajemnie ciężarem, choćby w sposób całkiem
      niedobrowolny. To jest sytuacja, jakiej nikt uniknąć nie może, a rozwiąże się ją
      jedynie znosząc siebie „nawzajem w miłości” (Ef 4, 2), z pokorną świadomością,
      że każdy sam musi cierpieć i jest równocześnie przyczyną cierpienia dla innych.
      Kto jest silny, przyczyni kłopotu słabemu, rzutki nieudolnemu, odważny
      bojaźliwemu i odwrotnie. Z drugiej strony kto ma większe uzdolnienia, jest
      bardziej obowiązany opanowywać się, współczuć, dostosowywać. „My, którzy
      jesteśmy mocni — mówi św. Paweł — powinniśmy znosić słabości tych, którzy są
      słabi, a nie szukać tylko tego, co dla nas dogodne. Niech każdy z nas stara się
      o to, co dla bliźniego dogodne — dla jego dobra, dla zbudowania. Przecież i
      Chrystus nie szukał tego, co było dogodne dla Niego” (Rz 15, 1-3). Jak Chrystus
      przystosował się do człowieka — do tego stopnia, że stał się człowiekiem, tak
      też chrześcijanin stara się dostosować do innych, zapierając się samego siebie.

      W ostatnich miesiącach życia św. Teresa od Dzieciątka Jezus pisała: „Rozumiem
      teraz, że miłość doskonała polega na tym, aby znosić błędy innych, nie dziwić
      się ich słabościom” (Dz. 10; Rps C, f°12’)- Jeśli na początku będzie się znosiło
      bliźnich nawet zgrzytając zębami, z wolna miłość nauczy znosić ich z
      życzliwością i ze zrozumieniem, jak matka znosi z miłością wybryki dziecka.
      Miłość uczy pochylać chętnie barki, by wziąć na siebie ciężar błędów innych, nie
      unikając nawet osób dokuczliwych. „Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków,
      idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce
      pożyczyć od ciebie” (Mt 5, 41-42). Ewangelia wzywa usilnie do wielkodusznego
      wyrzeczenia się własnych wymagań, a nawet własnych praw, by służyć bliźniemu z
      pełną oddania miłością."

      O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      Żyć Bogiem, t. III, str. 88

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka