z2006
12.10.08, 08:38
www.mateusz.pl/czytania/20081012.htm
"Wiele trudności w zrozumieniu tekstu biblijnego, zwłaszcza przypowieści
ewangelicznych, przysparza nam zbyt dosłowne i emocjonalne traktowanie słów
Jezusa. Zbyt koncentrujemy się na warstwie fabularnej, na obrazowych
szczegółach, które przesłaniają nam istotę. I tak w przypowieści o uczcie,
zazwyczaj zwracamy główną uwagę na ostatni szczegół – na surową karę, którą
Pan wymierzył człowiekowi bez weselnego stroju.
Pamiętam, jak sam wiele razy buntowałem się przeciwko niesprawiedliwemu, jak
mi się wydawało, wyrokowi. Przecież to nie jego wina, że nie miał porządnego
ubrania. A poza tym posyłać kogoś do piekła za strój? Czy to szata zdobi
człowieka? Ponieważ sam nie przywiązywałem żadnej wagi do swej garderoby, o co
zresztą mama miała często pretensje, że jej przynoszę wstyd, pokazując się u
babci czy znajomych w dżinsach, tedy tym trudniej było mi to wydarzenie
zaakceptować. Stawałem wyraźnie po stronie owego biednego człowieka.
Z podobnych względów identyfikowałem się z tymi wszystkimi, którym nie chciało
się przyjść na ucztę. Rozumiałem ich doskonale: niczego tak nie cierpiałem,
jak odświętnych wizyt – u ciotek, wujów czy znajomych rodziców. Całe
szczęście, że nie było ich jednak zbyt wiele. Jednakże potrafiłem
identyfikować się z tymi, którzy mieli odwagę przeciwstawić się i nie przyjść.
Ponieważ wielu ludzi myśli być może podobnie, warto pokusić się o jakiś
bardziej obiektywny punkt widzenia.
Po pierwsze, trzeba zauważyć, że dla owego króla uczta była wyrazem jego
wielkiej radości z okazji ślubu syna. Ojciec chciał dla niego jak najlepiej,
chciał, żeby inni dzielili z nim jego radość. Sądzę, że wiemy, jak to
człowieka boli, gdy ktoś go zlekceważy, a zwłaszcza, gdy ktoś odtrąci naszą
dobrą wolę. Czujemy się wtedy zranieni w tym, co w nas najlepsze. Postawmy się
w sytuacji człowieka, który ze szczerego serca zastawił stół tym, co najlepsze
i oto po kilku godzinach czekania i niepokoju zaczyna do nas docierać myśl, że
nikt nie przyjdzie, że nikomu nie jestem potrzebny, że nikomu nie zależy na
moim towarzystwie. (Był kiedyś taki film z Fijewskim w roli głównej.)
Po drugie: zaproszeni wyraźnie zlekceważyli zaproszenie i samego gospodarza.
Ich nieobecność wynikała ze złej woli. Mało tego: ostentacyjnie
zamanifestowali swoją niechęć. Owe zabójstwa, które są oczywiście przesadą,
wprost nawiązują do postępowania Żydów, którzy nie jeden raz prześladowali
proroków. (A my, czy potrafimy uszanować kapłanów, katechetki, pobożne babcie?)
Gospodarz – król, miał prawo czuć się dotknięty. Czyż można mu się dziwić, że
w zgorzknieniu zwrócił się ku przygodnie spotkanym nieznajomym? Właśnie w ten
sposób Królestwo Boże dostało się poganom, gdyż Izraelici nie potrafili
docenić i przyjąć miłości Boga. Miłosierdzie Boga nie ma granic, otwiera się
dla każdego, kto tylko chce je przyjąć.
Ale z tego przyjęcia wynikają pewne konsekwencje. Z inicjatywą – zaproszeniem,
wychodzi co prawda Bóg, ale gdy to zaproszenie przyjmujemy, gdy odpowiadamy
Bogu pozytywnie, gdy mówimy A – to musimy także powiedzieć B. I tu przychodzi
miejsce i czas, aby wystarać się o odpowiedni i godny strój. Jego brak
świadczy o duchowym niechlujstwie, o wymigiwaniu się, o niechęci w
podejmowaniu konsekwencji, a przynajmniej w braniu na siebie
odpowiedzialności. Jest to poważny grzech, grzech zaniedbania, i kto wie, czy
nie jest to największa bolączka naszych czasów.
I właśnie przed tym chce nas ochronić i przestrzec Chrystus: abyśmy nie
przyjmowali nadaremno łaski Bożej, abyśmy nie zakopywali do ziemi darów Boga."
Ks. Mariusz Pohl