z2006
11.01.09, 08:27
mateusz.pl/czytania/2009/20090111.htm
"Wiele szczegółów dotyczących surowego życia św. Jana Chrzciciela –
pustelniczy ubiór, ascetyczne pożywienie, przebywanie na pustyni – ma nam
uświadomić wielki autorytet, jakim musiał się cieszyć w Izraelu ten Prorok. I
faktycznie, przed Jezusem nikomu nie udało się wprowadzić tak ożywczej
przemiany w narodzie żydowskim. Całe tłumy ciągnęły nad Jordan, by się
nawrócić, czyli zmienić dotychczasowy, grzeszny tryb życia.
Ów obrzęd nawrócenia polegał na tzw. chrzcie janowym, czyli wejściu do rzeki,
głośnym wyznaniu swej grzeszności i polaniu głowy wodą. Był to zewnętrzny znak
pokuty, czyli wewnętrznego pragnienia, by stać się na nowo czystym i
pojednanym z Bogiem. Każdy, kto ciężko zgrzeszy, a ma sumienie wrażliwe i
czułe na zło, wie, ile wewnętrznego cierpienia i niepokoju potrafią
przysporzyć ciążące na człowieku winy.
Ale co innego jest pragnienie, a co innego spełnienie pragnienia. Można bardzo
żałować za błędy i grzechy, ale co się stało, to się nie odstanie: człowiek
jest bezsilny wobec przeszłości, nie może cofnąć i unieważnić tego, co było.
Przeszłość, dokonane przez nas dobrowolnie zło piętnuje nas nieusuwalnym
znamieniem. Można od niego uciekać, można je próbować zetrzeć, zagłuszyć
wyrzuty sumienia, zapomnieć, zapić – ale nadaremnie! Świadomość popełnionych
win przytłacza nas i zatruwa. I dopóki człowiek w sakramencie pojednania nie
otrzyma przebaczenia grzechów – nie zazna spokoju.
Wczujmy się jednak w sytuację Żydów. Oni nie mieli spowiedzi, a ponieważ byli
ludźmi bardzo religijnymi, szczerze kochającymi Boga i mieli wrażliwe sumienia
(może z wyjątkiem faryzeuszów), więc ból osobistych grzechów był dla nich nie
do zniesienia. Stąd właśnie ich bezskuteczne usiłowania pokuty: niezliczone
ofiary przebłagalne, modlitwy skruchy, jałmużny pokutne, wreszcie chrzest
janowy. Ale wszystko to daremnie, bo nie leży w mocy człowieka pojednać się z
Bogiem – za wysokie progi, za duża przepaść między ludzką grzesznością, a
świętością Boga. Tylko Bóg może wyjść ze skuteczną inicjatywą przebaczenia i
pojednania.
To właśnie chciał powiedzieć pokutującym tłumom św. Jan Chrzciciel: „Ja was
chrzczę tylko wodą, ale cóż znaczy woda na bród waszych grzechów? Tu potrzeba
chrztu innego, Bożego, chrztu Duchem Świętym. Tylko Bóg może was oczyścić. I
On to wkrótce uczyni, bo już przyszedł! Przyszedł osobiście, a ja i mój
chrzest jest wobec Niego niczym”.
I faktycznie, Jezus przyszedł ze swoim chrztem w Duchu Świętym. Chrzest ten
dokonał się i uzyskał swą nieskończoną moc na krzyżu, poprzez zbawczą Krew
Chrystusa. Ale zanim to się dokonało, Jezus chciał pokazać, że uznaje
pragnienia i dążenia wszystkich, którzy szczerze i całym sercem żałują za
swoje grzechy i wzywają zmiłowania Bożego. Dlatego Jezus wszedł do Jordanu i
swoim chrztem uświęcił i zaakceptował te bezsilne dotąd usiłowania.
Ale od tego momentu dał nam do dyspozycji skuteczne narzędzie: sakrament
chrztu świętego i sakrament pojednania. Odtąd już żaden człowiek, który ufa
Bogu nie musi się niczego lękać. Odtąd narzędzie przebłagania i pojednania
jest na każde nasze zawołanie. To nie ma znaczyć, że wobec tego możemy sobie
spokojnie grzeszyć, a potem szybko do spowiedzi – i znów grzeszyć. To znaczy,
że Bóg wyciąga rękę do każdego, kto tylko zechce tę rękę uchwycić i przyjąć
Jego przebaczenie. To jest jedyna pełna droga, bo poza Jezusem nie ma zbawienia.
Może to pomoże nam uświadomić sobie wagę chrztu i spowiedzi. Jakże machinalnie
i lekceważąco traktujemy nieraz te sakramenty, nie zdając sobie sprawy z tego,
co się za nimi kryje: moc Ducha Świętego i miłość Ojca, objawiona w Jezusie
Chrystusie na odpuszczenie grzechów i życie wieczne. Amen."
Ks. Mariusz Pohl