27.07.09, 20:43
www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/rozwaz_wiara_01.html#4

" Talenty

Bóg oczekuje od nas patrzenia na wszystkie przeżywane przez nas sytuacje,
zwłaszcza sytuacje trudne, oczyma wiary. W przypowieści o talentach Jezus
przestrzega nas przed zamknięciem się na płynące z wiary Boże poznawanie i
przed gnuśnością w wykorzystywaniu wszystkiego, czym Bóg nieustannie nas
obdarowuje. Pan, zostawiając jednemu ze sług dziesięć talentów, drugiemu pięć,
trzeciemu jeden i zobowiązując ich do pracy, dał im szansę. Słowo talent,
które w czasach Chrystusa oznaczało pewną wartość pieniężną, teraz oznacza
raczej wartość intelektualną. Mówimy, że ktoś jest utalentowanym muzykiem,
matematykiem. Sens przypowieści o talentach jest jednak o wiele głębszy.
Myślenie ewangeliczne jest jakby odwróceniem o 180 stopni naszego myślenia
świeckiego, czysto ludzkiego. Tak również jest w przypadku przypowieści o
talentach. Talent to dar i pewne tworzywo, a jednocześnie szansa. Chrystus,
powierzając ci talent, obdarza cię zaufaniem i oczekuje, że go właściwie
wykorzystasz. Jeżeli dał ci jakieś zdolności, to nie jest Mu obojętne, co z
nimi zrobisz. Jeśli jednak nie otrzymałeś tych zdolności - to też talent.
Talentem jest nie tylko otrzymanie czegoś, ale i brak czegoś. W świetle wiary
talentem jest na przykład zdrowie, które masz, ale i to, że chorujesz, też
jest talentem. Jezus w każdym przypadku stawia ci pytanie: co robisz z tym
talentem? Zmarnować bowiem można zarówno zdrowie, jak - jeszcze bardziej -
brak zdrowia. A przecież wszystko jest darem - talent to dar. Jesteś
nieustannie przez Boga obdarowywany. Talentem na przykład jest to, że nie
potrafisz się modlić, a ty uważasz, że to nieszczęście. Ważne jest, co robisz
z tą nieumiejętnością modlenia się. Może zakopałeś ten talent i mówisz sobie:
no to nie będę się modlił. A przecież z niego można tak wiele wykrzesać;
nieumiejętność modlitwy powinna pogłębiać w tobie głód Boga, a tym samym stać
się środkiem twojego uświęcenia. Podobnie gdy masz problemy domowe, kiedy
rodzina jest skłócona - to też twój talent i dana ci od Boga szansa. Co z nim
robisz? Jeżeli załamujesz się i zniechęcasz, to zakopujesz go w ziemi.
Człowiek wiary nie może nie dostrzegać głębszego sensu własnych doświadczeń,
przy czym już samo poszukiwanie sensu jest jakimś obracaniem talentem. Jeżeli
przeżywasz lęk, np. boisz się cierpienia, śmierci, to też twoja szansa. Św.
Teresa od Dzieciątka Jezus miała wielki wstręt do pająków. Kiedyś powiedziała
o tym, jak bardzo musiała się przezwyciężać, aby omiatać z pajęczyny niszę pod
schodami (zob. Żółty zeszyt, 80). To bardzo pomagało jej w drodze do Pana. Był
to złożony w jej ręce talent, którym umiała obracać.

Jeżeli pewne sytuacje wywołują u ciebie napięcia, to znaczy, że kryje się w
nich jakby przysypany popiołem diament - twój talent. Co z nim robisz, jak go
wykorzystujesz? Przecież wszystko ma służyć twojemu uświęceniu. W tym sensie
wszystko jest łaską. Przygniatające cię cierpienie czy różne niesprzyjające
okoliczności to cały kompleks talentów. My jednak często jesteśmy jak ślepi
lub jak małe dzieci, które wielu rzeczy nie rozumieją. Dopiero kiedy staniemy
przed Bogiem, wszystko zobaczymy i zrozumiemy. Poznamy to całe morze talentów,
w którym byliśmy zanurzeni.

Talenty dzielą się na mniej i bardziej cenne. Jeżeli ci coś wychodzi, udało ci
się - to na pewno talent, ale jeśli ci nic nie wychodzi - to drogocenniejszy
dar. Niepowodzenia to bezcenne skarby dane ci w życiu, właśnie niepowodzenia.
Bóg kiedyś zapyta cię, tak jak ten ewangeliczny pan, który wrócił z podróży i
zażądał rachunku od swoich sług, jak wykorzystałeś swoje życiowe porażki,
które On dawał ci jako szansę, jako talent. Niekiedy jest ich tak wiele w
twoim życiu - czy je wykorzystujesz?

Przypowieść o talentach to ewangeliczne wezwanie do nawrócenia. Musisz zacząć
inaczej patrzeć na swoje życie, musisz patrzeć na nie oczyma wiary. Dopiero
wtedy dostrzeżesz to nieustanne Boże obdarowywanie cię, dostrzeżesz, że całe
twoje życie jest jakby kompleksem ukrytych szans nieustannej wewnętrznej
przemiany. Poznasz, że wszystko jest łaską. Bóg, udzielając ci łask trudnych,
niekiedy jakby wciska ci swój dar do rąk, a ty bronisz się, nie chcesz go
przyjąć. Tymczasem łaski trudne to najcenniejsze talenty twojego życia. Jest
ich nieraz tak wiele, bo Bóg chce, abyś miał czym obracać.

Wiara to udział w widzeniu Boga, a Pan Bóg zupełnie inaczej patrzy na twoje
życie. Jeśli wierzysz, to tak jakbyś oczami Jezusa patrzył na swoje życie, na
każdy swój dzień. Wtedy dopiero dostrzeżesz tę nieustanną szansę nawrócenia i
uświęcenia. Wtedy zaczniesz też rozumieć cierpienie, które w świetle wiary
jest krzyżem, a więc czymś, co cię wewnętrznie przemienia - o ile go
przyjmujesz. Kiedy rozpoznajesz w swoich trudnych doświadczeniach krzyż, a tym
samym szansę ku przemianie, wówczas rzeczywiście stają się one dla ciebie
darem. Gdybyś dostrzegał te niezliczone talenty, które Bóg ciągle ci daje,
nigdy nie byłbyś smutny. Wtedy również takie talenty, jak brak zdrowia,
sytuacje konfliktowe, niepowodzenia, wywoływałyby w twoim sercu radość, że Bóg
obdarza cię czymś tak bezcennym i okazuje ci tak niezwykłe zaufanie. On ufa,
że nie zakopiesz ani nie odrzucisz Jego darów. On liczy na twoją wiarę,
ponieważ jedynie w świetle wiary rozpoznasz darowane ci talenty. Talentem jest
wszystko, co dotychczas zrozumiałeś i zapamiętałeś, ale talentem jest też
słaba pamięć i to, że tak wiele rzeczy zapominasz, bo wszystko niesie łaskę i
- w tym znaczeniu - wszystko jest łaską. Tylko człowiek, który wierzy, potrafi
być wdzięczny za wszystko. Ta wdzięczność będzie objawiała się radością na
twojej twarzy, radością, bo wszystko jest talentem ku obracaniu na dobro. To
rozważanie o talentach nawiązuje do nauki św. Pawła i do słynnej tezy św.
Augustyna: "Miłującym Boga wszystko pomaga ku dobremu, nawet grzech". Tak więc
nawet upadek, a więc wielkie niepowodzenie, które jednocześnie rani Jezusa,
może być szansą; w nim też kryje się jakiś dany ci talent, który możesz
wykorzystać. Trzeba tylko twojej wiary, twojego nawracania się ku takiej
wierze, byś mógł patrzeć oczyma Jezusa. On patrząc na twoje życie - może pełne
niepowodzeń, trosk, konfliktów, nieudanych zamierzeń, trudności w życiu
zewnętrznym i wewnętrznym - nigdy nie jest smutny. On patrzy z radością, bo
spodziewa się, że to wszystko zaowocuje, że wykorzystasz to, że będziesz
radosny i wdzięczny za wszystko, czym cię obdarza. "Miałaś dziś dużo cierpień
- powiedziała Matka Agnieszka do ciężko chorej Teresy od Dzieciątka Jezus. Tak
- odpowiedziała - ale skoro je kocham� Kocham wszystko, co mi Pan Bóg daje"
(Żółty zeszyt, 140 n). "



Obserwuj wątek
    • kaczy.i.indyczy Re: Talenty 27.07.09, 20:44


      " Podobnie patrzyła na swe życie św. Bernadeta, której "Testament" to niezwykle
      wymowne świadectwo wdzięczności za dostrzeżone obdarowanie:

      Za biedę, w jakiej żyli mama i tatuś, za to, że się nam nic nie udawało, za
      upadek młyna, za to, że musiałam pilnować dzieci, stróżować przy owcach, za
      ciągłe zmęczenie� dziękuję Ci Jezu.

      Dziękuję Ci, Boże mój, za prokuratora i za komisarza, za żandarmów, za twarde
      słowa ks. Peyramale�

      Za dni, w które przychodziłaś, Maryjo, i za te, w które nie przyszłaś - nie będę
      Ci się umiała odwdzięczyć, jak tylko w raju. Ale i za otrzymany policzek, za
      drwiny, za obelgi, za tych, co mnie mieli za pomyloną, za tych, co mnie
      posądzali o oszustwo, za tych, co mnie posądzali o robienie interesu� dziękuję
      Ci Matko.

      Za ortografię, której nie umiałam nigdy, za to, że pamięci nigdy nie miałam, za
      moją ignorancję i za moją głupotę dziękuję Ci.

      Dziękuję Ci, ponieważ gdyby było na ziemi dziecko o większej ignorancji i
      większej głupocie, byłabyś je wybrała�

      Za to, że moja mama umarła daleko, za ból, który odczułam, kiedy mój ojciec,
      zamiast uścisnąć swoją małą Bernadetę, nazwał mnie "siostro Mario Bernardo"�
      dziękuję Ci Jezu.

      Dziękuję Ci za to serce, które mi dałeś, tak delikatne i wrażliwe, a które
      przepełniłeś goryczą�

      Za to, że matka Józefa obwieściła, że się nie nadaję do niczego, dziękuję�, za
      sarkazmy matki mistrzyni, jej głos twardy, jej niesprawiedliwości, jej ironię, i
      za chleb upokorzenia� dziękuję.

      Za to, iż byłam taką, że matka Maria Teresa mogła o mnie powiedzieć: "Nigdy jej
      dość nie ustępujcie"�

      Dziękuję za to, że byłam tą uprzywilejowaną w wytykaniu mi wad, tak że inne
      siostry mówiły: "Jak to dobrze, że nie jestem Bernadetą".

      Dziękuję za to, że byłam Bernadetą, której grożono więzieniem, ponieważ
      widziałam Ciebie, Matko�, tą Bernadetą tak nędzną i marną, że widząc ją, mówili
      sobie: "To ta ma być?" Bernadetą, którą ludzie oglądali jak rzadkie zwierzę.

      Za to ciało, które mi dałeś, godne politowania, gnijące�, za tę chorobę, piekącą
      jak ogień i dym, za moje spróchniałe kości, za pocenie się i gorączkę, za tępe
      ostre bóle� dziękuję Ci, mój Boże.

      I za tę duszę, którą mi dałeś, za pustynię wewnętrznej oschłości, za Twoje noce
      i Twoje błyskawice, za Twoje milczenie i Twe pioruny, za wszystko. Za Ciebie - i
      gdy byłeś obecny, i gdy Cię brakło� dziękuję Ci Jezu
      (wg "Fonti vive", Caravate, wrzesień 1960). "

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka