Dodaj do ulubionych

Aktualizowanie się wiary

02.08.09, 20:20
www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/rozwaz_wiara_08.html


Wiara winna przenikać całe nasze życie. Wówczas dzięki niej wierzący całym
swoim człowieczeństwem i całą swoją codziennością wchodzi w związek z Bogiem.
Najpełniej aktualizuje się ona w sakramentach, zwłaszcza w sakramentach
chrześcijańskiej inicjacji. Dzięki wierze możemy dostrzec w nich zbawcze
działanie Chrystusa i przyjąć je. Pierwszym sakramentem inicjacji
chrześcijańskiej jest chrzest. W nim otrzymujemy wraz z życiem nadprzyrodzonym
dar wiary. W ochrzczonym poprzez wszczepienie w Chrystusa dokonuje się
podstawowa konsekracja - poświęcenie osoby ludzkiej Bogu i powołanie jej do
świętości. Bierzmowanie, jako następny sakrament chrześcijańskiej inicjacji,
potęguje dynamizm wiary, obdarza bierzmowanego szczególną mocą Ducha Świętego
oraz zobowiązuje do szerzenia wiary i bronienia jej. W Eucharystii zaś,
sakramencie kulminacji wiary i trzecim sakramencie inicjacji, możemy w sposób
szczególny jednoczyć się z Chrystusem ukrzyżowanym i zmartwychwstałym.
Szczytem życia wiarą jest udział w odkupieńczej Ofierze Chrystusa, w której
oddajemy siebie wraz z Ofiarą Chrystusa Bogu Ojcu. Eucharystia, podczas której
wspólnie składamy ofiarę i wspólnie jednoczymy się z Chrystusem, tworzy
wspólnotę wiary.

Wiara aktualizuje się w szczególny sposób w modlitwie, która jest
zapoczątkowanym i rozwijanym przez wiarę dialogiem człowieka z Ojcem przez
Jezusa Chrystusa w Duchu Świętym. Realizuje się też przez tę formę dialogu z
Bogiem, jaką jest wsłuchiwanie się w Słowo Boże, gdy człowiek dobrowolnie
powierza siebie objawiającemu się Bogu, okazując uległość rozumu i woli w
posłuszeństwie wiary. Konieczne jest również, by wyrażała się ona w uczynkach
miłości, bez których staje się martwa. Wiara, będąc stałym procesem nawracania
się, jest nieustannym otwieraniem się na miłość Boga i stałym przyjmowaniem
tej miłości, by obdarzać nią innych.
Obserwuj wątek
    • kaczy.i.indyczy Sakrament chrztu 02.08.09, 20:22
      Sakrament chrztu

      Chrzest, tak jak i inne sakramenty, stanowi szczytową formę realizowania się
      wiary. Jest fundamentem i początkiem tego procesu, "pierwszym zaczątkiem pełni
      życia w Chrystusie" (DE 22). W myśli soborowej tak sakrament chrztu, jak i inne
      sakramenty zostały nazwane sakramentami wiary, ponieważ wszystkie sakramenty
      wymagają wiary, zakładają ją i wyrażają, a jednocześnie dają jej wzrost. Wiara
      wyprzedza chrzest i do niego prowadzi, jest dyspozycją umożliwiającą jego przyjęcie.

      Przez chrzest umieramy dla grzechu. Jest to autentyczna śmierć, zniszczenie w
      człowieku tego, co było w nim złe, nieodkupione, by mógł odrodzić się jako syn
      Boży, stając się nowym stworzeniem - powołanym do świętości uczestnikiem natury
      Bożej. Przez chrzest człowiek zostaje poświęcony, konsekrowany dla Boga, staje
      się prawdziwym Jego czcicielem i przybranym dzieckiem. Sobór mówiąc o chrzcie
      ukazuje nam prawdy przerastające ludzką myśl i wyobraźnię. Mówi o wszczepieniu
      nas w Chrystusa ukrzyżowanego i uwielbionego, o upodobnieniu do Chrystusa. Mówi,
      że przez chrzest człowiek otrzymuje dar wiary i odtąd uczestniczy w królewskim
      kapłaństwie Chrystusa, stając się uczestnikiem Jego kapłańskiego, prorockiego i
      królewskiego urzędu, że zostaje włączony - choć jeszcze nie całkowicie - w Jego
      Mistyczne Ciało.



      Zanurzenie w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa

      Chrzest na skutek małej wiary pozostaje ciągle sakramentem nie odkrytym przez
      chrześcijan. Potrzebna jest głęboka wiara, aby zrozumieć słowa św. Pawła:
      "Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu" (Kol 3, 3).
      Pawłowe wyrażenie "umarliście" zawiera tę samą treść, jaką wypowiada Apostoł w
      Liście do Rzymian, gdy pisze o znaczeniu wprowadzającego nas w życie Chrystusa
      sakramentu chrztu: "Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali
      chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć?" (Rz
      6, 3). To na mocy Jego śmierci przez chrzest wkraczamy w nowe życie. Ten
      pierwszy sakrament Kościoła jest zapoczątkowaniem naszego "ukrycia z Chrystusem
      w Bogu". Chrzest jest źródłem wiary. On zapoczątkowuje w nas życie
      nadprzyrodzone, które jest życiem wiary, nadziei i miłości.

      Odtąd jesteśmy z Chrystusem pogrzebani dla grzechu, dla zła moralnego, dla tego
      wszystkiego, co nie jest Chrystusowe. Jest to śmierć autentyczna, musi bowiem
      obumrzeć w nas wszelkie przywiązanie do świata, do jakichkolwiek wartości poza
      Bogiem, abyśmy mogli przejść do nowego życia, zapoczątkowanego przez
      zmartwychwstanie Chrystusa.

      W każdym systemie religijnym występuje zjawisko podwójnych narodzin. Człowiek
      rodzi się nie tylko w sensie fizycznym, ale rodzi się też w sensie duchowym.
      Narodziny w sensie duchowym to pewnego rodzaju inicjacja. W niektórych religiach
      pozachrześcijańskich została ona rozbudowana do form niezwykle dramatycznych,
      bazujących na symbolice śmierci i powtórnych narodzin. Dramatyzm tych form
      wynika z wykorzystywania w ich symbolice tego, co przeraża w śmierci i co
      odbierane jest jako wspaniałe w nowym życiu. Wiele z tych udramatyzowanych form
      odwołuje się do tak mocnych symboli i obrazów, jak pogrzebanie w ziemi,
      wyrzucenie przez otwór z płonącymi wokół żagwiami, pożarcie przez jakiegoś
      mitycznego potwora czy wręcz pochowanie wraz ze zwłokami ludzkimi. Wszystko to
      obliczone jest na psychiczny wstrząs i na pewien szok, który bardzo mocno
      poruszy ludzką wyobraźnię. W systemach pozachrześcijańskich bowiem inicjacja
      apeluje jedynie do wyobraźni, ponieważ tylko do niej może się odwoływać.

      W chrześcijaństwie inicjacja - rozumiana jako narodziny do życia
      nadprzyrodzonego - dokonuje się poprzez trzy sakramenty: chrzest, bierzmowanie i
      Eucharystię. Symbolika i znaki sakramentalne odwołują się przy tych sakramentach
      do wiary, a nie do wyobraźni. Odwoływanie się do wyobraźni byłoby zresztą w
      wypadku sakramentów bezcelowe, ponieważ to, co znaki sakramentalne oznaczają,
      przerasta wszelką ludzką myśl i wszelką wyobraźnię.

      Przez chrzest w naturę ludzką zostaje wszczepiony jakby nowy, nadprzyrodzony
      organizm. W dotychczasowe życie wszczepione zostaje życie nowe. Gdyby jakiemuś
      uczonemu udało się dokonać przeszczepu życia zwierzęcego w coś, co przedtem
      miało tylko życie wegetatywne, np. w jakąś roślinę, świat przyjąłby to z
      najwyższym zdumieniem. Obserwujący takie doświadczenie doznaliby szoku, widząc
      jak roślina zaczyna widzieć, słyszeć, odczuwać, reagować na głos. Nazwano by to
      z pewnością największym cudem ludzkiego geniuszu. Tymczasem to wszczepienie,
      jakie dokonuje się przez sakrament chrztu, przewyższa w sposób niewyobrażalnie
      wielki takie fikcyjne wszczepienie nowego rodzaju życia.

      Gdy patrzymy na znaki sakramentalne, na odrobinę wody, którą polewa się głowę
      niemowlęcia czy dorosłego katechumena, na dotknięcie głowy krzyżmem, podanie
      świecy i białej szaty, to znaki te nie są w stanie ukazać nam tej
      rzeczywistości, jaka się wówczas dokonuje. Bez wiary człowiek nie potrafi jej
      zrozumieć ani ogarnąć. Tylko żywa wiara pozwala nam dostrzec w chrzcie zbawcze
      działanie Chrystusa i przyjąć je.

      Chrzest sprawia, że naszym udziałem staje się ta absolutna nowość życia, jaką
      Chrystus zapoczątkował w dziejach człowieka przez swoje zmartwychwstanie. Ta
      nowość życia to wyzwolenie nas z dziedzictwa grzechu, z jego "niewoli" i
      uświęcenie w prawdzie. To odkrycie naszego powołania do zjednoczenia z Bogiem i
      życia razem z Chrystusem w Nim. Nowość ta zawiera w sobie początek wszystkich
      ludzkich powołań. Ostatecznie bowiem każde powołanie, czy to będzie powołanie do
      kapłaństwa, czy do stanu zakonnego, czy do ojcostwa albo macierzyństwa, zmierza
      do pełnej realizacji sakramentu chrztu świętego.

      Zapoczątkowane przy chrzcie umieranie z Chrystusem czyni nas uczestnikami owoców
      Jego zmartwychwstania na podobieństwo ziarna, które rzucone w glebę obumiera,
      aby zaowocować nowym życiem. Przez chrzest dokonuje się podstawowa konsekracja -
      poświęcenie osoby ludzkiej Bogu na własność. Konsekracja ta może urzeczywistniać
      się dzięki łaskom Chrystusowego Odkupienia, a jednocześnie jest naszą
      odpowiedzią na nie.

      Do łask sakramentu chrztu winniśmy nieustannie powracać, by przez wierność tym
      niezwykłym i szczególnym łaskom osiągnąć w jakimś stopniu taki stan czystości
      duszy, jaki został nam dany w momencie inicjacji chrzcielnej. Przez dokonujące
      się bowiem w chrzcie zanurzenie w śmierć i zmartwychwstanie Jezusa osiągamy
      pewien stan nieskazitelności, który potem bardzo często marnujemy. Łaski chrztu
      dane są nam na zawsze, my jednak najczęściej marnotrawimy je, ulegając złu. Gdy
      jednak pragniemy iść do świętości, możemy przez poszczególne etapy oczyszczeń
      osiągnąć na nowo ten szczególny stan, który przedtem przez niewierność łaskom
      chrztu roztrwoniliśmy. Cała nasza droga do świętości nie jest niczym innym jak
      dochodzeniem do takiego stanu naszej duszy, jaki uzyskujemy w momencie chrztu.

      Postęp w życiu wewnętrznym polega na coraz silniejszym pragnieniu realizowania
      łask chrztu św., łask upodobniania się do Chrystusa przez życie w duchu ośmiu
      błogosławieństw. "Kto straci swe życie z Mego powodu, znajdzie je" - mówi
      Chrystus (Mt 16, 25). To "tracenie życia" rozpoczyna się już w sakramencie
      chrztu i ma realizować się w całym naszym życiu. Mamy tracić swoje życie z
      powodu Chrystusa, usiłując naśladować Go coraz pełniej na swojej konkretnej
      drodze życia, zgodnej z Jego wolą i Jego planem wobec nas. Musimy być razem z
      Chrystusem "pogrzebani", musimy więc przejść przez swoją śmierć. Dlatego na ile
      nie umarliśmy dla wszystkiego, co oddziela nas od Boga, na tyle nie może
      urzeczywistnić się nasze "ukrycie z Chrystusem w Bogu", nasza świętość. Przez
      utratę swojego życia dla Chrystusa zrealizujemy nasze powołanie do odnalezienia
      siebie w Nim, który jest "wszelką pełnią" (Kol 2, 9).

      • kaczy.i.indyczy Re: Sakrament chrztu 02.08.09, 20:23
        Udzielony nam w sakramencie chrztu "dar wiary" (DWCH 2) ma prowadzić do ciągłego
        wzrostu naszego przylgnięcia do Chrystusa. Chrzest staje przed nami nie tylko
        jako coś dokonanego, ale również jako pewne zadanie i cel. Podobnie jak wiara
        jest on dla nas zadaniem, które zostanie zrealizowane w pełni dopiero w momencie
        naszego zjednoczenia z Chrystusem, wówczas gdy będziemy mogli powtórzyć za św.
        Pawłem: "Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus" (Ga 2, 20).



        Włączenie do Ciała Chrystusowego

        Istotnym zbawczym skutkiem chrztu świętego jest wcielenie ochrzczonego w
        społeczność Kościoła. Rodząca się z chrztu wiara powoduje wyjście z izolacji
        własnego "ja" i wejście w komunię z Jezusem, a także z tymi, którzy są cząstką
        Jego Mistycznego Ciała. Miejscem twojej wiary staje się Kościół. Twoja wiara
        jest cząstką wiary Kościoła, poza którym nie miałaby szans rozwoju.

        W myśl orzeczeń Soboru Mistyczne Ciało Chrystusa jest budowane przez sakramenty
        inicjacji chrześcijańskiej. Przez chrzest jesteśmy w nie włączani, a następnie
        umacniani przez bierzmowanie i Eucharystię. Dostrzeżenie jednak naszej
        przynależności do Mistycznego Ciała Jezusa i życie tą przynależnością niemożliwe
        jest bez żywej wiary.

        Bardzo często ludzie otaczający osobę przyjmującą chrzest są jakby niewidomi,
        patrzą, a nie widzą ani nie rozumieją. Nieświadomi, że dokonuje się wydarzenie
        niezwykłe i dla nas niewyobrażalne, zainteresowani są bardziej zachowaniem się
        dziecka, tym czy płacze, czy jest spokojne. Gdyby mieli wiarę, doznaliby szoku,
        bo zrozumieliby, jak wielkie wydarzenie dokonuje się w momencie, gdy na głowę
        przyjmującego chrzest spływa woda i wypowiadane są słowa: "ja ciebie chrzczę w
        imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego". Tylko żywa wiara umożliwia przebicie się
        poprzez bardzo proste znaki sakramentalne ku tej niepojętej rzeczywistości, jaka
        się wówczas dokonuje. Brak wiary może prowadzić do magicznego pojmowania
        sprawczości sakramentu chrztu albo do pojmowania go w sensie czysto zewnętrznej
        czynności kościelnej.

        Twojej osobistej wiary, której źródłem jest chrzest, nie możesz budować i
        pogłębiać jedynie poprzez prywatny dialog z Jezusem, bo wiara ma wymiar komunii
        i również w tym wymiarze ma ona rodzić się i rozwijać. Sakrament chrztu to
        bardzo ważne wydarzenie dla całej parafii. Najbliższa wspólnota wierzących winna
        towarzyszyć przyjmującemu ten pierwszy sakrament Kościoła swoją modlitwą i
        postawą wiary. Przez ten sakrament bowiem Bóg obdarowuje niezwykłymi łaskami nie
        tylko nowo ochrzczonego, ale również przyjmującą go wspólnotę - otrzymuje ona
        nowego, uświęconego członka wspólnoty. Ważne jest więc, byśmy wszyscy
        przyjmowali ten wielki dar Boga w duchu głębokiej wiary i wdzięczności.

        Przez sakrament chrztu wchodzisz w świętych obcowanie. Łaska Chrystusa jak
        olbrzymia rzeka życia przenika wszystkich należących do Jego Mistycznego Ciała.
        We wszystkich działa ten sam Duch Święty. Każdy z nas otrzymuje Jego łaski nie
        tylko dla siebie, ale i dla innych; szerzy je słowem, myślą, dziełem miłości.
        Wzrost w łasce poprzez większą wierność Bogu intensyfikuje nasze swoiste
        promieniowanie na innych, i to nie tylko poprzez słowo mówione czy pisane, przez
        dawanie dobrego przykładu, ale również niezależnie od bezpośrednich działań i
        fizycznej odległości. Modlitwa innych należy także do ciebie - powie Romano
        Guardini - podobnie jak ich działanie, ich wzrost duchowy, czystość serca. Czy
        zastanawiałeś się kiedy nad wspólnotą cierpienia, nad tym, że łaski płynące z
        czyjegoś cierpienia przechodzą na innych? Jeżeli łącząc się z cierpieniami
        Chrystusa ofiarujesz swe bolesne doświadczenia Bogu za innych, wówczas stają się
        one dla nich żywą, dobroczynną, odkupieńczą mocą. Ponad wszelkimi przeszkodami i
        odległościami niesiesz pomoc tam, gdzie nic innego pomóc nie może (zob. R.
        Guardini, Il senso della Chiesa).

        Nikt nie jest samotną wyspą. Jako Mistyczne Ciało Chrystusa stanowimy swoisty
        system naczyń połączonych. Każde twoje dobro, jak i każde zło ma wymiar
        społeczny, wywołuje swoiste nadprzyrodzone ciśnienie oddolne dobra lub zła na
        innych. Modlitwa widziana w świetle wiary sytuuje się w ramach systemu naczyń
        połączonych. Jako taka nigdy nie jest modlitwą samotną. Jako członek mistycznego
        organizmu Kościoła przez swoją modlitwę wiary ubogacasz go lub zubożasz. Stanowi
        to o eklezjalnym wymiarze modlitwy i określa twoją odpowiedzialność za Kościół,
        za innych. Nie chodzi tu o zwykłe klepanie pacierzy, ale o modlitwę autentyczną,
        która jako forma realizowania się wiary dosięga samego Boga. Modlitwa, aby
        oddziaływać na innych, nie musi mieć charakteru wyraźnie, imiennie
        wstawienniczego. Wystarczy, że wzrasta w tobie wiara, nadzieja i miłość - a tym
        samym wzmaga się w tobie życie modlitwy - by Kościół, by inni, by całe Ciało
        Mistyczne Jezusa mogło odczuć jej dobroczynny, zbawienny wpływ.

        W ramach tak rozumianego Mistycznego Ciała Chrystusa występują różne w swej
        bliskości i głębi wzajemne powiązania. Fizykalny obraz naczyń połączonych może
        nam przybliżyć tajemnicę wzajemnych powiązań w ramach Mistycznego Ciała
        Chrystusa. Systemem naczyń połączonych jest na przykład rodzina jako Kościół
        domowy. Zwykle Bóg, chcąc oddziaływać na określoną grupę osób, posługuje się w
        sposób szczególny jedną z nich, aby przez nią obdarzać łaskami innych. Załóżmy,
        że w określonym systemie naczyń połączonych, jakim jest np. czteroosobowa
        rodzina, trzy osoby są zamknięte na życie łaski. Są one jak szczelnie
        zakorkowane probówki. Jeżeli zaś jedna próbuje nawracać się ku Bogu, staje się
        wtedy dla tych najbliższych sobie osób kanałem łaski. Ma ona dwie możliwości
        oddziaływania. Może próbować usunąć odgórnie zawory, tak jak usuwa się korek za
        pomocą korkociągu. Jeżeli jednak ten zawór stanowi żywą tkankę ludzkiej
        osobowości, to takie jego odgórne wyrywanie będzie zawsze połączone z
        cierpieniem, z bolesnym i w jakiejś mierze niszczącym ranieniem oraz
        ograniczającym wolność przymusem. Pan Bóg nie chce tego, On kocha w człowieku
        realizowaną w wolności decyzję wyboru zmierzającą ku pełniejszej wierze i
        miłości. Posługując się dalej obrazem systemu naczyń połączonych - Pan Bóg woli,
        aby te korki były wyważane oddolnie, przez swoisty wzrost ciśnienia łaski w
        twojej probówce. Zanim będziesz nawracał innych, staraj się przede wszystkim
        nawrócić samego siebie. Ważny jest stopień twojej wiary, twojego przylgnięcia do
        Chrystusa. "Nie jest ważne, co robisz - powiedział Jan Paweł II - ważne jest,
        kim jesteś". Im więcej będzie dobra w tobie, im bardziej będziesz wierny łasce,
        tym twoje oddziaływanie na innych będzie skuteczniejsze.

        Jeśli więc żona chce nawrócić męża, który np. upija się, musi zacząć od siebie.
        To ona ma się najpierw nawrócić. Dopiero gdy w niej zacznie wzrastać łaska, gdy
        będzie pogłębiało się jej nawrócenie, wówczas ta narastająca w niej oddolna siła
        dobra spowoduje nawrócenie współmałżonka. Reformę świata, przemianę innych
        musimy zaczynać od siebie. To w tobie ma wzrastać życie Chrystusa w takim
        stopniu, aby przyjęte przez ciebie łaski i dobro powodowały nawrócenie innych.
        Może się jednak zdarzyć, że takie nawracanie innych będzie ciągle nieskuteczne,
        że będzie wymagało coraz wyższego "ciśnienia" łaski w twojej "probówce". W ten
        sposób Bóg może domagać się od ciebie bardziej intensywnego życia wewnętrznego,
        a nawet całkowitego daru z siebie, radykalnego dążenia do świętości. Takie są
        konsekwencje twojej przynależności do Mistycznego Ciała Chrystusa, konsekwencje
        tej niezwykłej prawdy, że przez chrzest stałeś się członkiem Chrystusa
        Totalnego, Jego Mistycznego Ciała.

        G. K. Chesterton pisze, że w dziejach Kościoła wiara chrześcijańska przynajmniej
        pięć razy przechodziła swój pozorny zgon (zob. The everlasting man, 250-254).
        Jednym z takich dramatycznych okresów "umierania Kościoła" były czasy św.
        Franciszka z Asyżu. O niezwykle ponurym obrazie Kościoła XII w. świadczą m.in.
        liczne bulle papieża Innocent
        • kaczy.i.indyczy Eucharystia 02.08.09, 20:25
          Eucharystia

          Między wiarą a sakramentami istnieje ścisła współzależność. Sobór Watykański II
          w "Konstytucji o liturgii" podkreśla, że sakramenty nie tylko zakładają wiarę u
          przyjmujących, lecz dają również jej wzrost, umacniają ją i wyrażają (zob. n.
          59). Wiara jest zawsze wstępnym warunkiem skuteczności sakramentów, których moc
          sprzęga się z jej mocą. Teologia dogmatyczna podkreśla, że sakrament, choć
          działa własną mocą - ex opere operato - w przypadku braku wiary pozostaje
          bezowocny. Wielu chrześcijan mimo częstego przystępowania do sakramentów
          świętych nie rozwija się duchowo wskutek małej wiary i wynikającego stąd braku
          zaangażowania w zbawcze dzieło Chrystusowej śmierci i zmartwychwstania, które
          realizuje się poprzez sakramenty.

          Oczekiwanie na Eucharystię

          Może dziwisz się, że Eucharystia czy sakrament pokuty wciąż nie przemieniają
          cię, że nie przynoszą widzialnych rezultatów, a przecież łaska potrzebuje
          otwarcia i wewnętrznej dyspozycji. Spójrz, jak Kościół w swojej mądrości stara
          się w roku liturgicznym przygotować nas na przyjęcie łask Bożego Narodzenia.
          Poświęca temu całe tygodnie Adwentu, w których nieustannie modli się o przyjście
          Jezusa, o Jego zstąpienie na ziemię. "Niebiosa, spuśćcie Sprawiedliwego, jak
          rosę" (Iz 45, 8) - woła w swoich modlitwach liturgicznych. Kościół chce, żeby
          wzrastał w nas głód Jezusa, głód Jego przyjścia. Na miarę tego głodu, tego
          pragnienia, by przyszedł, by w ramach roku liturgicznego w święta Bożego
          Narodzenia znów się narodził; na miarę przygotowania i otwarcia, a więc na miarę
          wiary działają w naszych sercach łaski Bożego Narodzenia. Jeżeli nie ma Adwentu,
          to nie ma właściwego przeżycia Bożego Narodzenia. Gdy nie przeżywasz Adwentu i
          nie czekasz na Jezusa, to nie dziw się, że Boże Narodzenie tak po prostu jakby
          przemyka, nie zostawiając śladu w twojej duszy. Podobnie jak przyjście Jezusa na
          Boże Narodzenie poprzedza oczekiwanie adwentowe, tak oczekiwane powinno być
          również Jego przyjście w Eucharystii. Jezus ciągle zstępuje na ołtarz, rodzi się
          na nim i to Jego rodzenie się na ołtarzu też powinno być poprzedzone "adwentem"
          - adwentem eucharystycznym. Adwent eucharystyczny to przede wszystkim postawa
          wiary, to wiara w miłość Jezusa, który ciebie oczekuje. Tak ważne jest, żebyś
          uwierzył, że Jezus pragnie przyjść do twojego serca, że pragnie sprawowania
          Eucharystii, że oczekuje twojej Komunii św., ponieważ chce poprzez Najświętszy
          Sakrament - główne źródło łask, oddać się tobie w pełni. Jedną z podstawowych
          potrzeb psychicznych człowieka jest potrzeba akceptacji i miłości. Nie szukaj
          jej jednak u ludzi, u których bardzo często doznasz zawodu i rozgoryczenia.
          Wiara mówi ci, że tak naprawdę potrzebna ci jest tylko jedna akceptacja - ze
          strony Chrystusa, a On zawsze cię akceptuje. Jan Paweł II powiedział: W Komunii
          świętej nie tyle ty Go przyjmujesz, co On przyjmuje ciebie, przyjmuje takiego,
          jakim jesteś. Przyjmuje, to znaczy akceptuje i kocha. Synkretystyczny filozof
          pogański Celsus pisze około roku 178 po Chrystusie pełne nienawiści i sarkazmu
          dzieło, w którym wyszydza chrześcijańskie dogmaty Wcielenia, Odkupienia i drwi
          ze Mszy św. Według Celsusa chrześcijanie są szaleni. - Wierzą, że ich Bóg stał
          się jednym spośród nich, że mogą się z Nim zjednoczyć w ramach Uczty. Jest to,
          jego zdaniem, po prostu szaleństwo. Tę opinię Celsusa należałoby odwrócić - to
          nie chrześcijanie są szaleni wierząc, że Chrystus oddaje się im pod postacią
          chleba, to Bóg oszalał w swojej miłości ku człowiekowi; Eucharystia jest wyrazem
          szaleństwa Chrystusa, Jego szalonej miłości do człowieka, Jego miłości do
          ciebie. Trzeba, byś przez taką wiarę przygotowywał się na przyjście Chrystusa w
          Eucharystii. Święty Franciszek Salezy starał się przygotowywać do Mszy św. cały
          dzień, tak by na pytanie: co robi? mógł powiedzieć, że przygotowuje się do
          Eucharystycznej Ofiary. Tak ważne jest, by wzrastała w tobie wiara w Jego
          miłość, wiara w Jego głód przychodzenia do ciebie w Eucharystii. Kiedy
          uwierzysz, jak bardzo On cię kocha i czeka na ciebie, to poznasz, że Bóg w
          swojej szalonej miłości ku tobie - jeżeli ty opóźniasz swoje przyjście -
          doświadcza tego, co psychologia nazywa udręką oczekiwania. Kiedy uwierzysz w
          miłość Jezusa, w to, że On czeka na ciebie, wówczas w odpowiedzi na tego rodzaju
          wiarę powinno pojawić się w tobie pragnienie i głód Eucharystii, dręczące
          pragnienie, aby On przyszedł. Udręka oczekiwania na osobę, którą się kocha, jest
          udręką na miarę miłości wzgardzonej. Im bardziej matka kocha dziecko, które nie
          przychodzi, tym większa jest jej udręka oczekiwania na spotkanie z nim. A jeżeli
          jest to nieskończona miłość Boga, jakiej nie potrafisz sobie nawet wyobrazić, to
          - gdy nie przychodzisz - jak wielka musi być Jego udręka oczekiwania na ciebie?
          Wiara w Jego pragnienie spotkania z tobą będzie chroniła cię przed rutyną, która
          jest jednym z największych zagrożeń wiary. Kiedy w pełni uwierzysz w
          nieskończoną miłość Jezusa, gdy odkryjesz Jego udrękę oczekiwania na ciebie przy
          Stole Eucharystycznym, wtedy już nie będziesz mógł żyć bez Eucharystii. Będzie
          wtedy w tobie Jej głód, gorące pragnienie spotkania z Panem, a przy głodzie
          Eucharystii nie ma już miejsca na rutynę.

          • kaczy.i.indyczy Eucharystia kulminacją wiary 02.08.09, 20:26
            Eucharystia kulminacją wiary

            Ofiara Chrystusa ma swoją skuteczność tylko u tych, którzy łączą się z męką
            Chrystusa przez wiarę i miłość - powie św. Tomasz z Akwinu. Im więcej jest w
            tobie wiary i miłości, tym skuteczniejsza jest Eucharystia w twoim życiu. Wiara
            jest uczestnictwem w życiu Boga, realizuje się w szczególny sposób w
            sakramentach, które są sakramentami wiary. Poprzez Eucharystię uczestniczysz ze
            wspólnotą wierzących w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, zanurzasz się
            wspólnie w to niezgłębione misterium Jego śmierci i zmartwychwstania. "Liturgia
            jednoczy nas wszystkich, jako bezpośredni wyraz naszej wiary, szczególnie w
            czasie Eucharystii. Akt wiary Kościoła nigdy nie jest równie pełny jak w owej
            chwili. Nigdy nie ma tak wysokiego stopnia świadomości w zjednoczeniu ze zmarłym
            i zmartwychwstałym Chrystusem, którego powrotu oczekuje Kościół. Nigdy tak mocno
            nie uczestniczymy w wierze wspólnoty jak w tej chwili, gdy modlimy się wspólnie,
            gdy wspólnie składamy ofiarę i wspólnie jednoczymy się z miłością Bożą, która
            żyje w Jezusie Chrystusie" (J. Colomb, Stawanie się wiary, 70). W Eucharystii
            Jezus zanurzy cię w misterium swojej śmierci, dokona się wtedy twoja przemiana i
            nawrócenie - śmierć "starego" człowieka. Mocą działania sakramentu i mocą
            zbawczej męki Jezusa dokona się też w tobie zmartwychwstanie i odrodzenie.
            Zanurzenie w zmartwychwstanie Chrystusa sprawi, że zacznie rodzić się w tobie
            nowy człowiek, ukształtowany na Jego podobieństwo. Jeżeli wiara jest
            przylgnięciem do osoby Chrystusa, to przyjęcie Chrystusa i przylgnięcie do Niego
            znajduje pełny wyraz dopiero w Eucharystii, która jest kulminacją wiary. Podczas
            Eucharystii Chrystus staje się darem składanym Ojcu za nas. Na mocy
            powszechnego, królewskiego kapłaństwa również my jesteśmy wezwani do składania
            Bogu całkowitego daru z nas samych wraz z ofiarowującym się Chrystusem.
            Przylgnięcie do Niego oznacza wejście w komunię z Jego darem, oznacza oddawanie
            życia po to, by zamieniać je na służbę Kościołowi i braciom. Celem Eucharystii
            jest twoje nawrócenie, twoje odwrócenie się od własnej woli tak, by twoja wola
            zaczęła coraz bardziej znikać na rzecz służenia innym. Idziesz do Komunii św.,
            aby się nawrócić, aby odtąd już Chrystus królował w twoim sercu, by Jego wola
            stawała się dla ciebie najwyższą wartością. Każda Komunia św. winna utwierdzać
            twoje przylgnięcie do Jego woli. W związku z tym powinieneś oczekiwać, że Jezus
            będzie krzyżował twoje plany. Eucharystia ma cię do tego przygotować, ma
            przyczyniać się do zamierania twojego egoizmu, by mógł wzrastać w tobie
            Chrystus. Jeżeli wiara jest oparciem się na Chrystusie i powierzeniem się Jemu,
            to w Eucharystii powinieneś powierzać Mu wszystkie swoje sprawy, lęki,
            niepokoje. Eucharystia będzie przynosiła ci wtedy pokój, który rodzi się z wiary
            w odkupieńczą moc Jezusowej ofiary, z wiary, że On odkupił cię również od lęku,
            niepewności i stresów, od wszystkiego, co niszczy twoje życie duchowe bądź
            zdrowie psychiczne czy fizyczne. Przez wiarę będziesz mógł przyjmować owoce
            Odkupienia. Jeżeli wiara jest uznaniem własnej bezradności i grzeszności oraz
            oczekiwaniem wszystkiego od Boga, to Eucharystia jako par excellence sakrament
            wiary domaga się od ciebie postawy bezradnego dziecka i postawy grzesznika,
            który niczego tak nie pragnie jak uzdrowienia ze swojego zła. Próbuj stawać w
            czasie Mszy św. jak ten trędowaty z Ewangelii i proś, by Jezus oczyścił cię z
            trądu egoizmu, z trądu twojej pychy, z trądu lęku o siebie, pośpiechu, niepokoju
            i smutku, z trądu zbytniego zabiegania o sprawy doczesne, bo to wszystko
            uniemożliwia wzrastanie Chrystusa w tobie. Dzięki wierze będziesz w czasie Mszy
            św. odkrywał siebie, swoją grzeszność i potrzebę Odkupienia. Zaczniesz coraz
            bardziej, na miarę pogłębiania się twojej wiary, widzieć siebie w prawdzie.
            Dostrzeżesz swój trąd grzechu. I wtedy poznasz, jak jesteś niegodny Eucharystii,
            a jednocześnie, jak bardzo potrzebujesz Jej zbawczego działania w swoim życiu.
            Twój wzrost w wierze umożliwi ci odkrywanie w czasie Eucharystycznej Ofiary
            realnej obecności Jezusa i odkrywanie uobecniania się Jego odkupieńczej ofiary.
            Zaczniesz coraz bardziej poznawać, kim On jest i co dzieje się na ołtarzu. Aby
            codzienne przyjmowanie Eucharystii nie powodowało rutyny i nie niszczyło twojej
            wiary, próbuj uczestniczyć we Mszy św. tak, jakbyś uczestniczył w niej po raz
            pierwszy lub po raz ostatni w swoim życiu. Pomyśl, jak głęboko musi przeżywać
            kapłan Mszę św. prymicyjną, swoją pierwszą Mszę św. Z pewnością, kiedy bierze on
            wtedy w swoje ręce Ciało Chrystusowe, to jest to dla niego rzeczywiście Ktoś.
            Może nieraz w tym momencie ręce mu drżą. To jest ta wiara nie zniszczona rdzą
            rutyny. Pomyśl o pierwszej Komunii św. konwertyty, który najpierw przygotowywał
            się do chrztu, a potem przyjął Eucharystię. Może kiedy jego usta po raz pierwszy
            przyjmowały Ciało Pańskie, też drżały, bo bardzo żywa była jego wiara, że to
            przecież Bóg jest w tej chwili na jego ustach, że przychodzi do jego serca, że
            znalazł się w obliczu niezgłębionej, pełnej grozy i majestatu tajemnicy -
            misterium tremendum.

            Kenoza Chrystusa

            Wiara pozwoli ci zobaczyć, że twoje ręce i usta, które przyjmują Jezusa, są
            zawsze brudne - zawsze, również wtedy, gdy jesteś w stanie łaski uświęcającej,
            bo grzesznikiem jesteś zawsze, a ręce i usta grzesznika pozostają zawsze
            niegodne, i w tym sensie brudne. Przecież przyjmujesz Jezusa ustami, które
            potrafią zabijać słowem, przecież twoje słowa nieraz zamiast błogosławić ranią,
            są źródłem zła i nieszczęścia. I oto te grzeszne usta stykają się z najwyższą
            świętością Boga. Poznasz wtedy tajemnicę tego, co teologia określa słowem kenoza
            (od greckiego kenosis - wyniszczanie się). Eucharystia jest kenozą, czyli
            wyniszczaniem się Boga-Człowieka, ponieważ Jego największa świętość styka się z
            twoją grzesznością i twoją niegodnością. To jednak nie znaczy, że masz unikać
            Eucharystii, przecież będziesz tym bardziej godny, im będziesz częściej do Niej
            przystępował. Jezus z miłością czeka na ciebie, On chce przychodzić, aby ciebie
            przemieniać, by cię uświęcać, byś stawał się coraz bardziej godnym Jego
            przyjścia. Święty Jan Apostoł powiedział: "Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to
            samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy" (1 J 1, 8). Wszyscy jesteśmy
            grzesznikami i wszyscy jesteśmy niegodni, aby przyjmować Jezusa. Pomyśl, twoje
            usta są brudne, ale ty powinieneś oczekiwać, że Eucharystia będzie ten brud, ten
            trąd grzechu, trąd egoizmu usuwała z twoich ust, z twojego serca i twojej duszy.
            Jezus tak bardzo tego pragnie, że chce, by dokonywało się to nawet za cenę Jego
            tak wielkiego wyniszczenia, za cenę Jego kenozy. To w świetle wiary zobaczysz, w
            jak wielkim stopniu Eucharystia jest wyniszczaniem się Chrystusa. On ogołaca się
            i wyniszcza już przez sam fakt, że ukrywa swój majestat i swoje człowieczeństwo
            pod postacią kawałka materii - chleba i wina. Ogołaca się z należnej Mu czci i
            hołdu. A kiedy do Niego przychodzisz z grzeszną dłonią, z grzesznymi ustami i
            grzesznym sercem, to jest dalszą dla Niego kenozą. Święty Ludwik Maria Grignon
            de Montfort radzi, aby zapraszać do naszego uczestnictwa w Eucharystii Maryję.
            Obecność Niepokalanej przy nas, zwłaszcza w czasie Eucharystii, jest dla nas
            jakąś wielką tajemnicą, jest jakimś rozwiązaniem problemu kenozy Chrystusa. Ci,
            którym trudno jest uznać potrzebę i znaczenie Maryjnej drogi do Chrystusa,
            uważają, że między nami a Chrystusem nie może stanąć Maryja, bo przesłoni nam
            Jezusa. W świetle wiary jednak, w świetle poznania świętości Boga i swojej
            wielkiej niegodności, swojej grzeszności, stwierdzisz, że sytuacja jest wręcz
            odwrotna. Kiedy prosisz, aby Ona stanęła między tobą a Chrystusem, stajesz się
            bliższy Chrystusowi, bo ty prosisz Ją, aby Ona, stając między tobą a Chrystusem,
            zaoszczędziła Mu Jego kenozy, Jego wyniszczania się. Tylko Jej dłonie nie są
            brudne i nigdy nie były brudne; były
        • kaczy.i.indyczy Bierzmowanie 02.08.09, 20:33
          Bierzmowanie

          Sakrament bierzmowania wiąże się ściśle z chrztem i Eucharystią, ponieważ tak
          jak i one jest sakramentem inicjacji chrześcijańskiej. Jeżeli chrzest wciela
          ochrzczonego do Kościoła, to bierzmowanie dokonuje dalszego, doskonalszego
          włączenia w Ciało Chrystusa. Sakrament bierzmowania potęguje dynamizm łask
          chrztu i obdarza szczególną mocą Ducha Świętego, zobowiązując tym samym do
          dawania świadectwa Chrystusowi, do szerzenia wiary i bronienia jej (zob. KK 11).
          Bierzmowanie razem z chrztem i Eucharystią jest sakramentem warunkującym i
          pogłębiającym proces upodabniania człowieka wierzącego do Chrystusa.

          W sakramencie bierzmowania otrzymujemy łaskę Pięćdziesiątnicy - pełnię Ducha
          Świętego. Kościół w tekstach liturgicznych porównuje łaski tego sakramentu z
          tymi niezwykłymi łaskami, jakie stały się udziałem Apostołów w dniu
          Pięćdziesiątnicy. Bierzmowanie to uroczyste "zstąpienie" na ochrzczonych Ducha
          Świętego, który pragnie doprowadzić do dojrzałości to, czego dokonał już raz na
          zawsze w sakramencie chrztu. Szczególnym owocem tego sakramentu jest dar
          dojrzałej wiary, udzielany nam przez Ducha Świętego poprzez łaski ogołocenia.



          Ogołocenie warunkiem pełni

          Pogłębienie naszej wiary dokonuje się na drodze ogołacania nas z własnych
          systemów zabezpieczeń, z tego, co rodzi w nas poczucie siły, mocy, znaczenia.
          Ogołacanie nas to czynienie miejsca dla wiary, która domaga się pokory. Bóg
          ogołacając ciebie z własnej mocy i z własnych sił przybliża cię ku sobie, stawia
          cię w prawdzie i sprawia, że bardziej Go potrzebujesz - a to niezwykła łaska.

          Święty Jan od Krzyża powie, że Bóg kocha duszę najbardziej, gdy ją ogołaca, bo
          człowiek może wtedy dojść do pełni wiary. Gdy nie masz oparcia w żadnym systemie
          zabezpieczeń, wtedy możesz być pociągnięty przez Boga do tego, by tylko na Nim
          się oprzeć - jedynej skale twojego zbawienia. Łaska ogołocenia to szczególny dar
          Ducha Świętego, który przed swoim zstąpieniem na człowieka ogołaca go. My często
          nie w pełni rozumiemy działanie Ducha Świętego. Jest On Mocą, jest
          Pocieszycielem, jest Miłością Ojca i Syna, ale często zapominamy, że to On jest
          głównym Budowniczym naszej świętości. Jest więc Tym, który dokonuje całego,
          niezbędnego w drodze do zjednoczenia z Bogiem procesu, zawierającego zarówno
          elementy pociągnięcia, jak i elementy oczyszczeń, a więc elementy naszego
          ogołocenia. To Duch Święty nas ogołaca, to On czyni nas ubogimi. On jest, jak
          wyznajemy w sekwencji mszalnej, Ojcem ubogich, a więc tym, który obdarza.

          Czy Duch Święty obdarza nas po to, by uczynić nas bardziej bogatymi? To przecież
          nie miałoby sensu, ponieważ bogactwo w duchu nazwane jest w Ewangelii
          przekleństwem. Jego dar to ogołacanie nas i czynienie jeszcze bardziej ubogimi,
          byśmy byli bardziej otwarci na Jego moc i na Jego miłość. Dopiero wtedy On sam
          stanie się darem dla nas, bo będzie mógł zstąpić w tę pustkę naszego ogołocenia
          i zapełnić ją swoją nieskończoną mocą i miłością.

          Szczególnie ważnym rodzajem ogołocenia, poprzez które Duch Święty przygotowuje
          nas na swoje "zstąpienie", jest ogołocenie nas z fałszywego obrazu samego siebie
          i uwolnienie od zakłamania. Św. Jan w swojej Ewangelii przekazuje nam
          Chrystusową obietnicę, że Pocieszyciel - Duch Święty, gdy przyjdzie, przekona
          świat o grzechu (por. J 16, 8). Jedną więc z funkcji zstępującego na nas w
          sakramencie bierzmowania Ducha Świętego jest przekonanie nas o naszym grzechu,
          czyli obdarzenie łaską pokory. Jest to fundamentalna łaska Ducha Świętego. To
          dzięki niej poznajemy, kim jesteśmy naprawdę, przekonujemy się, że jesteśmy
          grzesznikami, ludźmi małej wiary.

          Jeżeli jesteś pewny siebie, jeżeli dotąd nie odkryłeś własnej grzeszności i sam
          we wszystkim dajesz sobie radę, to właściwie nie potrzebujesz Ducha Świętego.
          Postawa pewności siebie i brak pokory zamykają drzwi twojego serca na Jego
          zstąpienie. Jeśli nie czujesz się grzesznikiem, to nie będziesz pragnął
          zbawczego działania Ducha Świętego w twoim życiu, i wtedy nie otrzymasz łask
          sakramentu bierzmowania. Pokora i wiara, te podstawowe dary Ducha Świętego,
          otwierają nas na coraz pełniejsze Jego zstępowanie ku nam i na przyjęcie jako
          daru Jego samego.



          Owocność sakramentu bierzmowania

          Łaski sakramentu nie działają automatycznie. Bierzmowanie nie zaciera wad
          charakteru, nie usuwa braków związanych z temperamentem i nie zastąpi twojego
          osobistego wysiłku. Po jego przyjęciu możesz pozostać w dalszym ciągu
          nikczemnym, bojaźliwym, letnim w wierze, niewolnikiem względów ludzkich.
          Udzielana w sakramencie bierzmowania moc Ducha Świętego jest ci najpierw jedynie
          proponowana, byś mógł przez wiarę przyjąć ją w sposób wolny. Możesz odmówić
          przyjęcia tej łaski, możesz ją zlekceważyć. Duch Święty przychodzi do człowieka
          z wielką delikatnością, bez narzucania się, w ciszy oczekującego na Jego
          zstąpienie serca. On przyjdzie dopiero wówczas, gdy będziesz Go oczekiwał, gdy
          zaczniesz wsłuchiwać się w każde Jego Słowo i zapragniesz Jego działania w twoim
          życiu. Dopiero na miarę rodzącego się w twoim sercu głodu Jego obecności i
          działania On będzie do ciebie przychodził.

          Droga ku dojrzałości wiary nie jest ruchem regularnym, postępującym w linii
          prostej. Naznaczona jest zwykle licznymi wzlotami i upadkami. Aby dojść do
          dojrzałości wiary, będziesz musiał nieraz doświadczyć błędu własnej
          niedojrzałości. Najpierw musisz stać się pokornym, dopiero wtedy będzie mogła
          wzrastać w tobie wiara. Wzrost w pokorze, która jest prawdą, umożliwi ci coraz
          pełniejsze otwarcie na łaski bierzmowania i wzrastanie w nich.

          Po przyjęciu bierzmowania możesz np. stwierdzić, że coś w twoim życiu religijnym
          zostało zakończone, że masz już pewien etap za sobą, podczas gdy jest to
          początek twojej drogi ku pełni życia wiarą. Jest to sakrament, który wymaga
          twojej współpracy. On zapoczątkował coś niezwykle ważnego w twoim życiu,
          rozpoczął nowy proces twojej współpracy z Duchem Świętym, który przyszedł i
          czeka, aż przez wzrost pokory i wiary twoje serce otworzy się w pełni na Jego
          zstąpienie.

          Przed przyjęciem sakramentu bierzmowania, w czasie odnawiania przyrzeczeń
          chrzcielnych, Kościół skierował do ciebie pytanie: "Czy wierzysz w Ducha
          Świętego, Pana i Ożywiciela, którego masz dzisiaj otrzymać w sakramencie
          bierzmowania, tak jak otrzymali Go Apostołowie w dzień Pięćdziesiątnicy?" Aby
          dziś odpowiedzieć jeszcze raz na to pytanie, musisz stanąć w prawdzie przed
          Bogiem. Czy patrząc na swoje życie w duchu pokory, która jest trwaniem w
          prawdzie, nie powinieneś zakwestionować swojej wiary? Jak mało musi być w tobie
          wiary, skoro nie żyjesz łaskami chrztu św. i łaskami bierzmowania. Przecież
          przyjąłeś pełnię daru Ducha Świętego, a co zmieniło się w twoim życiu? W czasie
          chrztu, jeśli przyjmowałeś ten sakrament jako dziecko, byłeś nieświadomy
          dokonującej się w tobie wielkiej przemiany, tego, że były to twoje nowe
          narodziny. Przyrzeczenia chrzcielne składali wówczas w twoim imieniu rodzice i
          chrzestni. A czy później, w czasie bierzmowania, kiedy odnawiałeś te
          przyrzeczenia, wypowiadałeś je z pełną świadomością, że wybierasz Chrystusa, że
          chcesz do Niego w pełni należeć? Starając się trwać w prawdzie, często stawiaj
          sobie pytanie: Co zrobiłem z darami Ducha Świętego, co zrobiłem z samym Duchem
          Świętym, którego otrzymałem jako niewymowny dar?

          Ważność sakramentu nie jest równoznaczna z jego owocnością dla osoby
          przyjmującej. Sakrament może być ważny, a mimo to człowiek może nie otrzymać
          związanych z nim łask, co gorsze, może stać się winnym niegodnego przyjęcia
          sakramentu. Św. Paweł, mówiąc o Eucharystii, przestrzega: "Kto spożywa chleb lub
          pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej" (1 Kor 11,
          27). Sakramenty udzielają łaski tylko tym, którzy nie stawiają jej oporu. Duch
          Święty potrzebuje twojego otwarcia, twojej wewnętrznej dyspozycji. On stoi u
          drzwi i kołacze, jednak nie wejdzie nie proszony. Możesz się więc przed Nim
          zamknąć, ale możesz
          • kaczy.i.indyczy Re: Bierzmowanie 02.08.09, 20:36
            Sakrament bierzmowania przyjęty w grzechu śmiertelnym czy bez wiary jest ważny,
            ale bezowocny. Gdy jednak zaistnieje w człowieku właściwa dyspozycja, może on
            odżywać. Jeżeli przyjąłeś ten sakrament z małą wiarą, nie zdając sobie sprawy z
            tego niezwykłego wydarzenia - zstąpienia na ciebie Ducha Świętego, to teraz
            przez wzrost dyspozycji możesz to naprawiać. Łaski tego sakramentu mają w tobie
            odżywać i wzrastać przez całe życie - aż do osiągnięcia przez ciebie pełnego
            zjednoczenia z Jezusem w Duchu Świętym.



            Dar Ducha dla Apostołów

            Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus powiedział do Apostołów: "Jeszcze wiele mam
            wam do powiedzenia, ale teraz [jeszcze] znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie
            On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy" (J 16, 12-13). W przeddzień
            śmierci Chrystusa Apostołowie nie byli jeszcze zdolni przyjąć całej Jego nauki,
            ponieważ nie zstąpił jeszcze na nich Duch Święty. Dlaczego Duch Święty nie
            zstąpił na Apostołów od razu, zaraz na początku, gdy spotkali Jezusa i poszli za
            Nim? Przecież gdyby tak się stało, w pełni zrozumieliby Jego naukę. Tymczasem
            oni przez cały czas niewiele rozumieli z tego, co Jezus im mówił. Duch Święty
            jednak nie mógł wtedy na nich zstąpić, ponieważ nie było w nich koniecznej
            dyspozycji, nie byli jeszcze ogołoceni, nie było w nich autentycznej pokory, nie
            było też autentycznej wiary - wiary, która jest bezradnością i wszystkiego
            oczekuje od Boga.

            Człowiek wierzący musi zostać ogołocony z systemu zabezpieczeń. W życiu
            Apostołów widać to bardzo wyraźnie. Proces ogołocenia prowadzi albo do buntu i
            odejścia od Boga, albo do zdynamizowania wiary i większego zawierzenia Bogu.
            Bogaty młodzieniec, który z taką żarliwością pytał Jezusa, co ma robić, aby
            osiągnąć życie wieczne, w końcu odmówił pójścia za Panem. Nie chciał zostawić
            wszystkiego; nie chciał ogołocenia. Dlatego to pod jego adresem Chrystus powie:
            "Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do
            królestwa Bożego" (Mk 10, 25). A później to zdumienie Apostołów i reakcja
            Piotra: Panie, a co będzie z nami, którzy "opuściliśmy wszystko i poszliśmy za
            Tobą" (Mk 10, 28).

            W duszy Piotra mogło zrodzić się jakby pewne poczucie wyższości i zadowolenia -
            oto ten nie poszedł za Panem, ale my rzeczywiście zostawiliśmy wszystko. I nie
            można temu zaprzeczyć. Piotr naprawdę zostawił rodzinę, zostawił swój zawód.
            Podobnie Jan i Jakub. Wiemy o nich z Ewangelii, że zostawili ojca swego
            Zebedeusza, który zapewne miał jakieś rybackie przedsiębiorstwo, bo zatrudniał
            najemników i był prawdopodobnie człowiekiem bogatym. Oni też zostawili rodzinę,
            zawód, zabezpieczenie; zostawili wszystko, ażeby pójść za Jezusem. Ale, jak to
            zwykle bywa, człowiek w jednorazowym akcie gotów jest wszystko Panu Bogu oddać,
            a potem - gotów jest z powrotem wszystko sobie przywłaszczyć.

            Apostołowie, na przykład Jan i Jakub, którzy zostawili wszystko dla Jezusa,
            później są tak pewni siebie. Mają wyraźnie zarysowaną wizję doczesnego królestwa
            Izraela i chcieliby zrobić w nim karierę. Co więcej, wydaje się, że jest w nich
            nawet jakby zazdrość w stosunku do Piotra, że jest wyróżniany. Ich matka, pewnie
            nie bez ich wiedzy, prosi, by to oni zasiadali po prawej i lewej stronie
            Chrystusa. Tak więc można zostawić wszystko, aby później wszystko przywłaszczyć.
            W pragnieniach przecież Apostołowie ci przywłaszczyli sobie pierwsze miejsca w
            królestwie Jezusa. To są już z ducha prawdziwi faryzeusze, mimo że nie są nimi z
            nazwy ani z formalnej przynależności. Ich faryzeizm okazuje się na przykład
            bardzo wyraźnie w sytuacji, kiedy Jezus w drodze do Jerozolimy chciał przejść
            przez pewne miasteczko samarytańskie, ale jego mieszkańcy z powodu swojej
            niechęci do Żydów nie przyjęli Go. Wtedy to Jakub i Jan, zwani "synami gromu",
            powiedzieli: "Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył
            ich" (Łk 9, 54). To jest już wyraźny rys faryzeizmu; oni - lepsi - domagają się
            kary dla tych gorszych.

            Można zostawić wszystko i pójść za Panem, a później poczuć się wielkim, lepszym
            od innych, to znaczy przyjąć truciznę faryzeizmu. Tak też stało się z
            Apostołami. Widzimy jednak, że dopóki są oni tak faryzejscy, dopóki tak wiele
            sobie przywłaszczają, Duch Święty nie może na nich zstąpić. A przecież byłoby to
            najprostsze, gdyby już na samym początku Duch Pocieszyciel, Ten, który uświęca i
            prostuje ścieżki w duszach ludzkich, Ten, który jest światłem, zstąpił i
            wyjaśnił całą naukę Jezusa. Duch Święty nie zstąpi jednak na człowieka bogatego
            duchem, o którym Jezus powie: "biada wam, bogaczom" (Łk 6, 24). Nie może zstąpić
            na człowieka, który jest pewny siebie, który jest bogaty duchem, bo taki
            człowiek jest zamknięty na Jego moce, na moce Ojca ubogich.

            W życiu Apostołów widać wyraźnie etapy ich zbliżania się do Boga. Najpierw była
            w ich życiu taka wiosna galilejska, radosna i pełna marzeń. Dopiero później
            zaczną pojawiać się na horyzoncie czarne chmury, zacznie dochodzić do konfliktów
            z faryzeuszami, zrodzi się obawa i lęk przed nimi - pierwsze przebłyski
            oczyszczeń i pierwsze próby wiary w ich życiu. To wtedy Tomasz, świadek
            niedawnych prób ukamienowania i pojmania Jezusa, powie z wyraźną rezygnacją,
            prawie w rozpaczy: "Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć" (J 11, 16). To
            już nie są ci triumfujący Apostołowie wiosny galilejskiej. Teraz zaczynają się
            bać, bo dochodzi do konfrontacji z elitą narodu, z potęgą, jaką w ówczesnych
            czasach stanowili faryzeusze i saduceusze.

            Pełne ogołocenie i pełna próba wiary nastąpi w czasie Chrystusowej męki. Wielki
            Piątek, ten dzień męki Jezusa, przez którą dokonuje się Odkupienie świata, to
            dla Apostołów pełna noc oczyszczenia. Im wszystko się wtedy zawaliło, wszystko
            runęło. Nie ma królestwa, Jezus przegrał, teraz już nic nie będzie, nie ma na co
            czekać, pozostała rozpacz. Stojący pod krzyżem Jan pewnie też nie był wolny od
            uczucia rozpaczy, choć Ewangelia nie wspomina o tym wprost. Wtedy i w nim
            musiało się wszystko załamać.

            Ktoś powiedział: Jeżeli nie przeszedłeś przez test rozpaczy, to właściwie nie
            wiesz nic. Apostołowie przeszli w Wielki Piątek przez taki test rozpaczy. Oni,
            faryzeusze z ducha, zostali wtedy całkowicie ogołoceni. Po Zmartwychwstaniu ta
            noc będzie jeszcze prześwietlana blaskami pojawiającego się Chrystusa
            zmartwychwstałego. Zobaczą, że On żyje, że jest wśród nich. Ale to jest już inna
            obecność, nie dająca pełnego zabezpieczenia i poczucia stabilizacji. To nie jest
            już to dawne człowieczeństwo Chrystusa. Jest ono teraz inne, uwielbione i jakby
            nieziemskie, przenikające przez zamknięte drzwi, tak że czasami mają oni
            wątpliwości, czy to naprawdę ich Mistrz.

            To jeszcze nie koniec ich próby, ich nocy oczyszczeń. Te dziesięć dni, od
            Wniebowstąpienia do Zesłania Ducha Świętego, też były dla Apostołów próbą wiary
            i dalszym ogołoceniem. Wtedy zostało im ostatecznie zabrane człowieczeństwo
            Jezusa, które dotąd było dla nich głównym oparciem (por. R. Garrigou-Lagrange,
            Trzy okresy życia wewnętrznego, t. II, 352, 420). Teraz nie ma już żadnego
            oparcia. Rodzący się w Wieczerniku i trwający na modlitwie młody Kościół jest
            kompletnie ogołocony.

            Teologia życia wewnętrznego mówi, że w trakcie drugiej nocy, tej najcięższej,
            pojawia się Maryja, która swoją obecnością tę noc prześwietla. Tak też było w
            Wieczerniku. Tam Apostołowie nie byli sami, była z nimi Ona - Maryja, Ta, która
            nigdy nie poddała się rozpaczy i której wiara nigdy się nie zachwiała. Teraz
            trwa z nimi jako wzór wiary i wytrwania na modlitwie, wzór oczekiwania na Ducha
            Świętego. Apostołowie, całkowicie ubodzy, nie mający już nic, nie mający
            widocznego znaku człowieczeństwa Jezusa, czekają razem z Nią. I to wtedy zstąpi
            na nich, tak ogołoconych i pozostających w całkowitej pustce, Duch Święty, który
            - jak mówi liturgia - jest Ojcem ubogich. Wtedy zstąpi na nich Jego moc. Dopiero
            tak umocnieni zostaną posłani, by zdobywać świat dla Chrystusa.



            • kaczy.i.indyczy Umiłować Kościół 02.08.09, 20:38
              Umiłować Kościół

              Przez bierzmowanie jeszcze ściślej wiążesz się z Kościołem. Przyjmując ten
              sakrament, nawiązujesz ścisłą duchową więź z udzielającym ci go biskupem, który
              jako szafarz sakramentu bierzmowania uczestniczy w nadprzyrodzonym
              macierzyństwie Kościoła. On, stając się dla ciebie szczególnym kanałem łaski i
              darów Ducha Świętego, "rodzi cię" do pełni życia chrześcijańskiego. Teksty
              liturgiczne mówią o duchowym znamieniu, jakie zostaje wyciśnięte na duszy
              bierzmowanego, wyrażającym ścisłą i doskonałą więź z Chrystusem i z Kościołem.
              Wejście bierzmowanego w duchową więź z biskupem zobowiązuje do umiłowania
              Kościoła. Powinieneś tak umiłować Kościół jak Chrystus, który "wydał za niego
              samego siebie" (Ef 5, 25). Umiłować jak Chrystus, to umiłować aż do oddania życia.

              Kościół jest naszą Matką. Na skutek powszechnej sekularyzacji brak nam
              nadprzyrodzonej wizji Kościoła. W Credo wyznajemy: "Wierzę w Kościół
              powszechny". W sensie postawy wyznanie to oznacza: oddaję ufnie siebie
              Kościołowi, tak jakbym oddawał się osobie Chrystusa. Powierzając bowiem siebie
              Kościołowi, powierzasz się Chrystusowi. Zdając się na Kościół, zdajesz się na
              Chrystusa, bo Kościół to Jego Mistyczne Ciało.

              Henri Daniel-Rops w książce pt. "Nokturny" (s. 91-97) pisze o znajdującej się w
              muzeum Bardo w Tunisie pewnej mozaice z IV wieku po Chrystusie, której żaden
              chrześcijanin nie może oglądać bez wzruszenia. Nieudolnie, jakby odtwarzając w
              rysunku jakieś graffiti z antycznych kamieni, przedstawia ona przedsionek i
              kolumnadę jednej z bazylik, pod którymi widnieje krótki napis, podnoszący ten
              skromny obrazek do godności symbolu - dwa pełne treści słowa: Ecclesia Mater -
              Matka Kościół.

              IV wiek to okres wielkich walk, okres nawrotów pogaństwa i prześladowania
              Juliana Apostaty. Nie było wtedy rzeczą łatwą i bezpieczną opowiadać się za
              Chrystusem. W całym cesarstwie wzrastał stale niepokój, szerzyła się polityczna
              anarchia i zamęt religijny. W tej atmosferze stałego zagrożenia i
              niebezpieczeństw, w świecie, w którym nie zaschła jeszcze na piasku amfiteatrów
              krew męczenników, ktoś wyrył, zapewne w atmosferze kojącej modlitwy, te dwa
              pocieszające słowa - Matka Kościół.

              Czyż potrzeba wiele wyobraźni - kontynuuje Daniel-Rops - by zrozumieć te słowa
              tak, jak rozumiał je ten odległy nasz brat w Chrystusie, który nakreślił je za
              pomocą kamyczków w wilgotnym cemencie? Otaczający go świat był niepewny, a
              dzieje pozostawały okryte mrokiem. Istniało jednak miejsce, w którym nawet
              niebezpieczeństwo miało sens i gdzie wszystko podporządkowywało się wielkiej
              nadziei. Miejsce, gdzie ludzkie braterstwo przezwyciężało klasowe czy rasowe
              podziały, gdzie miłość była silniejsza od śmierci. Tym miejscem
              uprzywilejowanym, którego kolumny i mury bazyliki były tylko widzialnym obrazem,
              tym miejscem, o którym Apostoł powiedział, że będzie na wieki domem Boga Żywego,
              był Kościół, nasza Matka - Ecclesia Mater. Minęło wiele wieków i wiele epok, a
              Kościół pozostaje dla nas wciąż tym samym, czym był dla wiernych tamtego
              bohaterskiego wieku - pozostaje Matką.

              Słowo syn Kościoła, którym określa siebie chrześcijanin, wyraża przynależność
              innego rodzaju niż ta, jaką nadają ludzkie partie i stowarzyszenia, odmienną od
              solidaryzowania się z różnymi filozofiami czy ich systemami. I nawet to imię,
              nadawane przez nas temu, który w naszych oczach streszcza i uosabia Kościół -
              Ojciec ("papa" = ojciec = "papież") - czyż nie jest echem tych samych uczuć
              przywiązania i całkowitej ufności, jaką wyrażał ten afrykański napis sprzed
              przeszło szesnastu wieków - Matka Kościół. Jego rola staje się bardziej widoczna
              w godzinach niepokoju i zagrożenia. Mówiono o nim, że już kona, że wraz ze
              starymi strzępami przeszłości został odłożony do "lamusa", a on wciąż trwa na
              swoim miejscu, jak miasto położone na górze, widoczne dla wszystkich. Gdy w
              chwilach zagrożeń wołamy o ratunek, Kościół, Matka nasza, jest zawsze w pobliżu
              - nieskończenie cierpliwy i miłosierny, zawsze przyjmujący z radością
              marnotrawnego syna, otwierający swe ramiona dla każdej zabłąkanej owcy.

              Kościół wie, że w żadnym ludzkim sercu nie ma zdrady tak całkowitej, żeby nie
              było już miejsca na przebaczenie. Dlatego z niewysłowioną litością patrzy na
              tych, którzy od lat udawali, że go nie znają, i szepcze: Cóż znaczy, że tak
              daleko odeszliście ode mnie, skoro ja przy was byłem. Dziś też Kościół z głębi
              swego macierzyńskiego serca ofiaruje ludziom XX wieku to, czym był dla taMtych z
              IV. W obliczu wielkich historycznych burz, w świecie nękanym tak często
              barbarzyństwem, który nie wie już, co za sens ma ludzkie życie, w świecie
              wątpiącym we wszystko i w samego siebie, on jeden robi wrażenie, że dobrze wie,
              dokąd idzie i niezależnie od przypisywanych mu zamiarów znaczenia w życiu
              społecznym czy politycznym ukazuje niewzruszone prawdy. Światu nękanemu przez
              gwałt, w którym człowiek wydaje się dostrzegać tylko tragiczny fatalizm własnej
              woli niszczenia - konkluduje Daniel-Rops - Kościół powtarza prostą i tak
              potrzebną naukę, powtarza lekcję miłości, jaką sam otrzymał na stokach wzgórz
              galilejskich, a którą na Kalwarii przypieczętowała Boża Krew - jest ciągle
              Ecclesia Mater.

              Przez bierzmowanie zostałeś bardzo ściśle związany z Kościołem. Czy wzbogacony
              łaskami bierzmowania umiłowałeś go tak, jak Chrystus go umiłował? Czy
              interesujesz się jego życiem, czy jest to dla ciebie "twój Kościół"? Twoje
              pragnienie zjednoczenia z Jezusem sprawi, że będziesz coraz bardziej czuł się
              synem Kościoła. Szukając Jezusa, odnajdziesz Go w pełni w Jego Mistycznym Ciele;
              kochając Go, zaczniesz kochać Kościół, który On ukochał aż do końca, aż do
              oddania życia.



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka