Dodaj do ulubionych

Jestem zdezorientowany...

01.10.05, 15:11
Wprawdzie od lat w Żaganiu nie mieszkam, jednak dość często bywami dlatego
swój ogląd sytuacji gospodarczej miasta mam. A tu taki kwiatek! I komu teraz
wierzyć?


"Tygodnik Żarsko-Żagański
1 Października 2005
GDZIE SIĘ PODZIALI...?


- Patrząc na dane PUP-u bezrobotnych specjalistów nie brakuje. Jest ich ponad
pięciuset w powiecie - mówi dyrektorka urzędu Wioletta Tybiszewska
fot. Bartosz Hucał
Miasto od lat uważane było za włókiennicze centrum zachodniej Polski. Przez
lata istniało tu technikum włókiennicze. W urzędzie pracy zarejestrowanych
jest ponad 500 osób z włókienniczym wykształceniem, jednak do pracy w tej
branży nie ma chętnych.



Nie wrócą już chyba czasy, kiedy połowa mieszkańców miasta pracowała w
przemyśle włókienniczym. Ale nadal w tej branży można zdobyć zatrudnienie.
Patrząc na dane z Powiatowego Urzędu Pracy w Żaganiu bezrobotnych
specjalistów nie brakuje. - Jest ich ponad pięciuset w całym powiecie -
informuje dyrektorka PUP Wioletta Tybiszewska.
A oto dokładna statystyka: przędzarze - 114 (w tym 18 zarejestrowanych w
pierwszej połowie tego roku), tkacze - 88 (29), technicy włókiennicy - 69
(30), szwaczki - 135 (57) oraz krawcy - 205 (73).

Rynek wyczerpany


Okazuje się, że to tylko liczby. W ostatnich tygodniach chętnych do pracy
poszukiwały dwie duże żagańskie firmy - Bob Polska oraz Bartex. I albo ludzi
nie ma, albo nie ma specjalistów. - Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie ma
chętnych do pracy u nas - mówi dyrektor Bob Polska Tadeusz Roksela. - Od
kilku tygodni spotykamy się z kandydatami i zatrudniamy nowych pracowników.
Bob zatrudnia teraz 320 osób, za kilka miesięcy ma być ich 350. - To
praktycznie podwojenie zatrudnienia sprzed roku, kiedy pracowało u nas 180
osób - tłumaczy T. Roksela. - Wyczerpaliśmy już rynek specjalistów w Żaganiu
i teraz zaczynamy przyjmowanie ludzi niewykwalifikowanych.
Bob Polska poszukuje m. in. tkaczek i dziewiarek. Jednak musi je sobie sam
wyszkolić. - Dobrze układa nam się współpraca z urzędem pracy, ale niestety
brakuje ludzi wykwalifikowanych. Dlatego często przyjmujemy takich bez
odpowiedniej specjalizacji - dodaje T. Roksela. - Ich szkolenie i wdrożenie
do naszej pracy zajmuje więcej czasu, ale nie mamy wyjścia.
Problemy ma też Bartex. Dwa miesiące temu firma dała ogłoszenia do prasy i
lokalnej telewizji, że poszukuje ludzi.
- Nikt się nie zgłosił - mówi prezeska Barteksu Anna Buganik. - Dlatego
postanowiliśmy wydrukować dziesięć tysięcy ulotek. A listonosze roznosili je
po mieście. Specjalnie nie daliśmy nazwy firmy tylko telefon kontaktowy.
Tym razem efekt był piorunujący... zgłosiło się 14 osób. - Z tej liczby do
dziś pracuje zaledwie kilka - tłumaczy prezeska.
- To jednak nie tylko nasz problem, ale całej Polski. Nawet w Łodzi, stolicy
włókiennictwa, brakuje odpowiednio wykształconych ludzi.

Kiepski dojazd


Nie ma ludzi do pracy, skąd więc urzędowe statystyki? - To głównie osoby
spoza Żagania, których problemem jest dojechanie do miejsca pracy - tłumaczy
W. Tybiszewska. - Jeżeli ktoś pracuje na trzy albo nawet cztery zmiany, to w
nocy nie ma jak dojechać.
Inną grupą są pracownicy, którzy w danej firmie się nie sprawdzili. - Albo
byli zwalniani, albo sami się zwalniali. I teraz już tam nie wrócą - wyjaśnia
dyrektorka urzędu pracy.
- W pewnym momencie mieliśmy całą grupę ludzi na zwolnieniach lekarskich.
Uciekali od pracy. Inni dorabiali do minimum socjalnego i nie za bardzo się
przykładali - mówi A. Buganik.

Nie chcą się uczyć


Gdy przepytujemy kolejkę przed urzędem pracy w Żaganiu o możliwość
zatrudnienia w jednej z miejscowych firm, najczęściej słyszymy "krwiopijcy”. -
Za 400-500 złotych nie będę harował jak wół. Wolę pojechać dorobić na czarno
w Niemczech - mówi Marek.
- Wymagają od nas nie wiadomo jakich umiejętności. A w zamian niewiele dają -
dodaje Kasia.
- U nas ludzie mają naprawdę rozbudowany pakiet socjalny. Wysłaliśmy 100 osób
na turnus rehabilitacyjny. Kilkadziesiąt osób było na wycieczce w Rzymie.
Płacimy wszelkie świadczenia - zapewnia A. Buganik.
Dla pracowników, którzy nie mają odpowiedniego wykształcenia urząd pracy
organizuje kursy. - Kilkanaście lat temu były inne maszyny i sprzęt. Dlatego
teraz chcemy nauczyć ludzi obsługi czegoś nowego, pracy włókienniczej, ale
już o innej specyfice - tłumaczy W. Tybiszewska. - Kiedyś ciągle robili to
samo, dziś mają specyficzne zamówienia, muszą być elastyczni.
Żadnego zainteresowania przemysłem lekkim nie ma też wśród młodzieży. Po
prośbach firmy Bob, Zespół Szkół Tekstylno - Handlowych po latach znów miał
otworzyć kierunki włókiennicze. Jednak nie otworzył. - Zainteresowanie było
zerowe. Młodzi ludzie nie chcieli kształcić się na włókienników - tłumaczy T.
Roksela.


TOMASZ HUCAŁ
thucal@gazetalubuska.pl"

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka