Dodaj do ulubionych

Jak wychować Smakosza?

IP: 81.210.125.* 10.05.04, 12:50
Na fali świetnego wątku o smakach dzieciństwa i tego, że dwa tygodnie temu
zostałam mamą i marzę o tym, żeby moje dziecko kochało jeść dobrze, a nie
byle co i byle jak, chciałam Was zapytać o Wasze doświadczenia związane z
jedzeniem w dzieciństwie i o to, jak wychowujecie kulinarnie Swoje dzieci i
jak one reagują na nowe eksperymenty w kuchni.
Czy jest jakiś sekret na wychowanie smakosza?
:-)
Obserwuj wątek
    • lunatica MOJE GRATULACJE LISKO :-) 10.05.04, 13:09

      • Gość: aniel jak to bylo ze mna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.04, 13:14
        Bylam wybrednym dzieciakiem, ale moja wyrozumiala mama nie zmuszala mnie nigdy,
        do rzeczy ktorych nie chcialam jesc. I tak np. nie jadlam miesa ale wszystkie
        warzywa, raz lubilam cebule, raz nie itd. Z wiekiem smaki mi sie pozmienialy,
        nie majac przykrych doswiadczen z dziecinstwa, probuje i eksperymentuje z
        nowymi potrawami :)
        Jednego moja mama zawsze pilnowala: jedzenie bylo kolorowe i bardzo ladnie
        przystrojone, ze sie "jadlo oczami" :) To od niej nauczylam sie fantazji i
        kreatywnosci.
        Dziekuje Mamo.
    • lunatica Re: Jak wychować Smakosza? 10.05.04, 13:15
      wracając do tematu... wydaje mi się, że nie ma sprawdzonej reguły, ale z moich
      obserwacji wynika, że rozleglejsze upodobania smakowe/gustowe/kulinarne mają
      dzieci, którym od małego pozwalamy eksperymentować w kuchni, "pomagać" sobie w
      przyrządzaniu posiłków, często dawać do spróbowania to czego teoretycznie
      dziecko nie powinno lubić (oczywiście powyżej 1, 1 1/2 roku) np. śledzie,
      tatar. to co napiszę będzie banalne, ale podróże i książki mogą stanowić
      doskonałe źródło inspracji dla malucha - jeste teraz tyle świetnych wydawnictw
      dotyczących kuchni dla dzieci... mnie się marzą zajęcia/kursy kulinarne dla
      dzieciaków, których świadkiem byłam w Danii, co one tam wyrabiały...
      pozazdrościć.
      • Gość: Liska Re: Jak wychować Smakosza? IP: 81.210.125.* 10.05.04, 13:24
        Dziękuję za gratulacje, Lunatico:-)
        Kursy gotowania dla dzieci??? Ale fajny pomysł! Ciekawe, czy coś takiego jest w
        Polsce, pewnie niestety nie:-( I od razu zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy
        trudno by było zorganizować takie zajęcia. Pewnie sanepid i miliony papierów do
        załatwienia... A mogłabyś napisać coś więcej na ich temat?
        :-)
        • lunatica kursy gotowania dla dzieci 10.05.04, 13:59
          też się nad tym zastanawiałam - jakby to było, gdyby człowiek chciał
          zorganizować coś takiego... w szkole, która sąsiadowała z moim domem była
          ooogromna sala/kuchnia z kilkoma kuchenkami, piecykami, i innym kuchennym
          ustorjstwem... oczywiście wszystko na odpowiedniej wysokości, żeby dzieciaki
          mogły bezproblemu dostać do blatów :-) kolorowe i miniaturowe. podejrzewam, że
          poza zajęciami pozalekcyjnymi - kursami, odbywały się tam zajęcia w ramach
          programu nauczania. smiechu i uciechy było przy tym co od groma :-) oczywiście
          wytwory kuinarne stworzone przez uczestników kursów należały do najprostszych,
          ale stanowiły doskonały poligon doświadczalny...

          z tego, co pamiętam to Krystyna w przepisie na ciasto jogurtowe, pisała że jej
          córka nauczyła sie je piec właśnie na tego typu zajęciach, ale nie mogę teraz
          wyszukać linku, bo serwer gazety coś szwankuje :-(

          tak się zastanawiam, że dla dzieci ciekawym zagadnieniem może być rola chemii w
          kuchni, co jest za co odpowiedzialne, ale to już wyższy stopień
          wtajemniczenia :-)
          • brunosch Re: kursy gotowania dla dzieci 10.05.04, 14:28
            1. W zamierzchłych czasach istniał w szkołach przedmiot Wychowanie Techniczne.
            W naszej wyglądało to tak, że chłopcy z zapałem godnym lepszej sprawy rżnęli
            deski i wbijali gwoździe i miał z tego powstać np karmik dla ptaków, albo
            radio, a dziewczyny gotowały. Ciekaw jestem, czy to nadal istnieje.
            2. W Warszawie jest przedszkole, w którym dzieci gotują, tzn dostają w piątek
            ciasto drożdżowe i robią z niego plecione chałki. Chyba jeszcze w
            czymś "pomagają" kucharce.
            3. Upowszechnić tego się nie da, bo istnieje mit BHPowy, wg którego dzieci z
            pewnością sobie żyły przetną i wymordują w trakcie robienia sosu do sałaty. A
            Makłowicz dał dzieciom noże i kazał kroić kapustę. Krew się nie lała, no cóż,
            ale inspektorzy wiedzą lepiej.
            • lunatica Re: kursy gotowania dla dzieci 10.05.04, 15:18
              były, były w tych jekże zamierzchłych czasach... a i kilka przepisów z zajęć
              praktyczno-technicznych się zachowało i służą do dziś dnia. problem był tylko
              tak, że na całą szkołę był jeden piekarnik, no i w ogóle było tak ubogutko...
              inne czasy. łaza się w oku kręci :`(
    • Gość: Marghe_72 Re: Jak wychować Smakosza? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 10.05.04, 14:00
      Gratulacje:))))
      Pochwal sie maleństwem. Dziewczynka, chłopiec?

      Co do wyrabiania smaku.. hmm.. w najmłodszych latach to moze być trudne. Nasza
      córka ma pod nosem rózne "fikuśne" potrawy w zasadzie od zawsze, ale siega
      raczej po klasykę. Może ma za młode kubeczki smakowe? :)
      Mam nadzieję, ze z czasem sama zacznie sięgac po to co widzi na naszych
      talerzach (tak naprawdę to już zaczyna, lubi sery śmierdziele:), pikantną zupę
      pomiodorową z nachos, hihi, wszelkie risotta..).

      NIe zmuszać a zachęcać. A jak nie polubi, to uzbroić sie w cierpliwość.
      M.
    • brunosch Re: Jak wychować Smakosza? 10.05.04, 14:19
      Gratulacje! Rośnie nam nowe pokolenie czytelników/użytkowników tego forum!
      Jak narazie, to masz w domu Mamojada, ale ani się nie obejrzysz i zacznie
      kaprysić nad talerzem. To pierwszy, ale zdrowy odruch smakosza :)
      A tak poważnie - sądzę, że dziecko które widzi, że jedzenie dla rodziców jest
      czymś fajnym, że rodzina zbiera się przy stole, że wszyscy chwalą kucharza -
      szybko połapie się że jest to jedna z radośniejszych stron życia.
      • Gość: Marghe_72 Re: Jak wychować Smakosza? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 10.05.04, 14:28
        Hihi, moja pAscala pasjami ogląda (a raczej Kluska..). po czym żada, zeby
        zrobić taki deser jak robił Pascal.
        "mamaaaaa kup cukinie to zlobimy takie cos jak lobił Pascal" :)

        M.

        ps. i Teleshop - o ile robą coś do jedzenia:))
    • Gość: gratulująca Re: Jak wychować Smakosza? IP: 213.17.230.* 10.05.04, 15:02
      Duuuuuuuuuuużo szczęścia!
      Jak ukształtować smakosza? Lata temu wydawało mi się to prostsze. A teraz? Mój
      11-letni synek sprowadził moje poglądy na ziemię. Już tu kiedyś pisałam, że
      prawie 9 lat nic nie jadł - wszystko(!) było niesmaczne, albo jeśli trzy
      pierwsze kęsy były smaczne, to czwarty już zdecydowanie nie. Żebrami rysował
      wannę, ale żył w pełnym zdrowiu.
      I nagle zaczął coś jeść. I nagle zaczął się rozglądać po stole i po kuchni. Z
      zainteresowaniem dopytuje co będzie na obiad, a jak się domyślacie
      eksperymentów na półmiskach nie brakuje, ale są teraz, nie wiadomo dlaczego,
      interesujące i niezłe. Buszuje po niektórych półkach w hipermarketach i jakby
      szuka czegoś interesującego, dopytuje co jest co?
      Żeby mi ktoś powiedział skąd ta zmiana?
      Jego znani mi męscy przodkowie byli smakoszami niewątpliwie, ale nie rozwijali
      upodobań w kuchni, bo w kuchni siedziały kobiety. Poza tym się rozwinęli
      smakowo w bardzo dobrych restauracjach, kiedy już byli dorośli.
      Życzę ci, żeby twoje maleństwo lubiło jeść od zawsze, bo to znacznie
      przyjemniejszy wariant, kiedy się ma sympatycznych stołowników.
      • Gość: gratulująca Re: Jak wychować Smakosza? IP: 213.17.230.* 11.05.04, 09:50
        Dopiszę jeszcze dla pełności obrazu, że mój 11-latek nie był nigdy zmuszany do
        jedzenia i nikt za nim nie biegał z talerzem. Irytuje mnie zawsze taki widok, a
        szczególnie, że widać biegające z jedzeniem mamuśki, które ścigają grube
        dzieci. Zupełny brak rozsądku - moim zdaniem.
        W czasach niejedzenia mój mały miał słabość do ruskich pierogów. Zjadał "aż"
        trzy małe wycinane szklanką. Ponieważ podróżowaliśmy z nim sporo, a i w
        niedzielę często jedliśmy w restauracjach, poza domem wybieraliśmy głównie te
        lokale, w których były ruskie pierogi. Niestety trzeba stwierdzić z
        przykrością, że Eurodisneyland nie spełnił tych standardów, ale jakoś udało mu
        się tam z głodu nie paść. Mały miał takie oko do knajp, w których zjawialiśmy
        się po raz pierwszy, że jak wchodziliśmy, to rzucał krótkie spojrzenie na
        całokształt i decydował szybko zostajemy, czy szukamy dalej. Bawiło nas to, że
        oko miał i ma niezwykle bystre a wprawne. Restauracje niezadbane lub z marną,
        na pierwszy rzut oka klientelą (czerwone nosy) spisywał natychmiast na straty,
        co przyjmujemy do dziś z pełnym zrozumieniem. Dopracowane wnętrza
        akceptuje "jak swoje".
        Od kilku lat rzuca się wreszcie z zainteresowaniem na menu. Ruskie pierogi, to
        ciągle pozycja godna uwagi, ale bez nich daje się przeżyć.
        A ja w dziciństwie bardzo lubiłam jeść i lubię dzisiaj. Stąd tak ciężko było mi
        przeżyć pierwszych osiem lat mojego niejadka. Trwałam jednak pełna zrozumienia
        (skoro był zdrowy), ale nadal nie rozumiem skąd u niego te ruskie pierogi,
        które w moim domu były rzadkościa, a ja od dziecka żyłam właściwie tylko na
        mięsie bez kluch, bez pierogów, bez naleśników. Czarny rynek mięsny był za
        czasów PRL moim warunkiem przetrwania.
        Moja tusza szczęśliwie nigdy mojego apetytu nie zdradzała.
        • Gość: giezik Re: matka-polka IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.05.04, 12:16
          rany, gdzieżeś Ty sie uchowała. Zaprzeczasz archetypowi matki-polki :)

          taki cytat z malutkiej ksiazeczki "Poradnik ksenofoba - Polacy"
          "Dla polskich matek dzieci to tyle co gęsi sztrasburskie - są po to, żeby je
          tuczyć. jeśli polska matka powie ci, że ma poważne kłopoty z synkiem, to wcale
          nie oznacza, że mały Tomek spalił szkołę i poszukuje go policja w całym kraju.
          Oznacza to, że znów nie zjadł obiadu"

          Z czym zgadzam sie w 8 przypadkach na 10.

    • Gość: sz Re: Jak wychować Smakosza? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.04, 15:18
      cudownie!
      nie wyganiac z kuchni
      nie przymuszac do pokarmów
      pozwalac sobie pomagać przy garach
      zabrac do babci ( zostawić niech se placek zrobia razem czy cuś)
      niech gotuje z ojcem

      i już
    • funana Re: Jak wychować Smakosza? 10.05.04, 15:45
      Lisko,
      przed wszystkim gratuluję!!!
      Może zacznę od tego, że smakowania nauczył mnie ojciec. W siermiężnych latach
      peerelowskich przywoził z delegacji (hi, hi naczęściej z
      Warszawy,prowincjonalny Kraków był gorzej zaopatrzony)zawsze jakieś smakołyki-a
      to ananasy, daktyle (kiedyś to były delicje!!), z zagranicznych służbowych
      delegacji, jak je zwał "świństwa morskie"=-ośmiornice, ślimaki. To było święto!!
      Sidaliśmy w spółnie i smakowaliśmy.
      Jak chowałam mojego obecnie 16-letniego malucha, nie mogę narzekać na brak jego
      apetytu. Ale pamiętam taki przełomowy wieczór i kolację-odsunął miskę z kaszka
      od siebie i mówi "nie będę tego jadł. nie będę jadł kolacji"...i ten badający
      wzrok. Hm...juz moja mama zabierała się by odprawić cyrk pt."za mamusię, za
      tatusia...patrz, tam ptaszek leci! itp, ale powiedziałam "ok, jak nie chcesz
      jesć, to trudno. Ale do jutra rana nie ma jedzenia". Oczywiście po kąpieli były
      stęki i jęki i marudzenie,że głodny, ale pozostałam twarda-tylko pić, jedzenie
      rano.Na następny dzień wszystkie posiłki ok, tylko znowu ta sama historia z
      kolacją, a ja znowu konsekwentna. Na trzeci dzień problem nie istniał i już
      nigdy nie grymasił od tamtego czasu. Nigdy do jedzeniea nie był zmuszany, ale
      gdy nie zjadł posiłku, to nie dawaliśmy mu słodyczy. Dzieki temu nastepny
      posiłek był zjadany bez problemu.
      Jemy bardzo urozmaiconą kuchnię, lubimy eksperymantować-widzi to na co dzień.W
      ramach wyjazdów wakacyjnych staraliśmy sie też pokazywać w innych
      regionach/krajach kuchnie regionalne jako element składowy każdej kultury.
      Uważam, że sie nam udało-chłopak chętnie próbuje nowe rzeczy, powiedzenie,że
      garnie się do garów byłoby naduzyciem, ale proszony chętnie pomaga w kuchni, a
      sobie bez problemu przygotuje posiłki.
      Jestem przekonana, że jeśli gotowanie sprawia Ci frajdę,wprzągniesz młode na
      początku np. w pieczenie pierniczków, miksowanie itp., na pewno chwyci bakcyla!
      • Gość: Cynamoon Re: Jak wychować Smakosza? IP: *.it / 62.233.189.* 10.05.04, 16:24
        Lisko, rowniez serdecznie Ci gratuluje!
        A co do bycia smakoszem, to mysle, ze to sie dziedziczy w genach :-)
        W mojej rodzinie wiekszosc osob, a juz na pewno mama jej siostry, babcia, druga
        babcia i inni swietnie i pieknie gotowali. I przeszlo na mnie ;-)
        Przypuszczam, ze jezeli widzi sie w domu specyficzny stosunek do jedzenia, to
        jest ogromna szansa, ze bedzie sie go powielac w swoim zyciu.
        pozdrawiam.
        • Gość: Camille Re: Jak wychować Smakosza? IP: *.snvacaid.dynamic.covad.net 10.05.04, 17:03
          Mnie sie to akuratnie udalo i nawet wiem dlaczego...Podam pare przykladow:

          Przede wszystkim nigdy nie gotowalam dla corki jedzenia innego niz dla nas.

          Po drugie bralam na wszystkie mozliwe przyjecia i kazalam jesc to co na stole.

          Po trzecie duza z nia jezdzimy i musi wsuwac to co w danym kraju/regionie jest
          uwazana za tzw. jedzenie lokalne.

          Zabieramy do przeroznych restauracji, gdzie sama zamawia i musi to pozniej
          zjesc.

          Konsultuje sie z nia w sprawie "co ugotowac", czytamy wspolnie ksiazki
          kucharskie, ogladamy programy TV o gotowaniu, nie wyganiam jej tez z kuchni.

          Podkreslam tez jak bardzo duza traca jej kolezanki, bo tego wszystkiego co ona
          nie znaja-bo nie chca....Czuje sie przy tym bardziej od innych dorosla i nie
          chce nas zawiesc /to juz troche bardziej psychologiczne zagranie, ale pracuje/.

          Powodzenia!
          • Gość: Marghe_72 Re: Jak wychować Smakosza? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 10.05.04, 17:35
            Cammile, podobają mi sie Twoje metody.. sama niektóre z nich wprowadzam w
            życie :), ale inne wydają mi sie raczej przeznaczone dla nieco starszego
            dziecka. Ile lat ma Twoja córka> ? Moja 3 i pół roku.
            M.
            • Gość: Camille Re: Jak wychować Smakosza? IP: *.snvacaid.dynamic.covad.net 10.05.04, 18:06
              Moja ma prawie 12, ale wypuscilam ja na "szerokie kulinarne wody" jak tylko
              skonczyla 2 lata...Nigdy nie zapomne jak w tym wieku wsuwala na jednym z
              przyjec oliwki, bo nie bylo duzo wiecej na stole oprocz tego i dipow. Majac 5
              lat zamowila talerz surowych ostryg/myslala, ze ugotowane, ale zjadla i surowe,
              chociaz pozniej zrobila komentarz, ze raczej z grzecznosci bo byla w tej
              restauracji z naszymi znajomymi, ale bez nas i wstydzila sie zostawic/.
              Obecnie jest na etapie sushi i sashimi, ktore robie lub kupuje przynajmniej raz
              w tygodniu.
    • Gość: jan Re: Jak wychować Smakosza? IP: 5.2.* / *.chello.pl 10.05.04, 17:28
      nie wiem
    • Gość: zonby Re: Jak wychować Smakosza? IP: *.riz.pl / *.riz.pl 10.05.04, 17:32
      aj
    • Gość: kiwi Re: Jak wychować Smakosza? IP: *.chello.pl 10.05.04, 22:06
      Przede wszystkim tak, żeby Wam obojgu było przyjemnie. Jak najwięcej nowych
      smaków i smaczków, w maleńkich ilościach ale śmiało. Pomidor może byc raz
      słodki raz kwaśny a zwykłe jebłko dla malucha - raz mekintosz a raz antonówka,
      niech samo małe uczy się czerpać doznania i przyjemności ze smaków. Dbać zawsze
      o to by jadło różnorodnie a gdy tylko można edzie z nim sie porozumieć,
      opowiadać mu/jej o jedzeniu, same miłe i ciekawe rzeczy, np. że chleb jadano
      juz za czasów Kopciuszka ale był to zupełnie inny chleb, podobniejszy do
      razowca czy staropolskiego. O Pinokiu i włoszczyźnie itp. To dawkowane
      umiejętnie nie spowoduje obsesji na punkcie żarcia ani widzenia całego świata
      przez pryzmat jedzenia, ale otworzy dziecko na pozaspozywcze aspekty jedzenia
      co jest niezbędne, by być prawdziwym smakoszem. Moim zdaniem.
      Tymczasem jednak dbaj o siebie!
      • giezik Re: Jak wychować Smakosza? 11.05.04, 07:13
        wlasciwie wszystko juz powiedziano. Tak tylko dodam (jako niegdys niejadek i posiadajacy 11-latka, ktory niejadkiem byl w okresie 5-9 rok zycia).
        Jesc wszystko wspolnie, ale na sile nie fosowac rzeczy, ktorych tradycyjnie dzieci nie lubia (tluszcz itp - smaki sie zmieniaja i wszyscy to wiemy).
        Nie popadac przy tym w obłęd, ze jesli nie zje to cos sie wydarzy. W wiekszosci przypadkow, jesli dziecko jest zdrowe, jak bedzie glodne to zje.
        Koszmarem jest robienie oddzielnych posilkow dla dziecka. Pod tym wzgledem irytuje mnie osoba z rodziny, ktora oddzielnie mojemu dziecku szykuje obiad - zanim zjedza dorosli i zwykle jest to co innego. Niestety poniewaz mialo to znamiona "dogadzania" - czhesz pierogi, albo nalesnika. To po dwoch latach, gdy przy kazdej wizycie jest nalesnik albo pierogi, maly ma dosyc tych wiktuałów.
        Najwazniejsza chyba rzecz - pozwalac na wspolne robienie prostych rzeczy.
        Dzieciaki garna sie do kuchni, jak widza ze ich rodzicom sprawia to przyjemnosc, a nie jest to przymusowa katorga.
        A przede wszystkim byc cierpliwym i nic na sile.

        Moj potomek ma ostatnio faze na wedliny, ktorych wczesniej unikal jak ognia. Ot i tyle, nalezy sie cieszyc.
    • poleczka2 Re: Jak wychować Smakosza? 11.05.04, 11:56
      Cześć Liska. Ja mam na to pytanie sprawdzoną odpowiedź. Otóż gdy zostałam
      pierwszy raz mamą dwa lata temu zadecydowałam, że będę zawsze gotować sama dla
      syna. W wieku 16tu tygodni mój syn Olek przeszedł pierwszy raz na pokarmy stałe
      i zamiast mu dawać słoiczki i gotowe dania zawsze wszystko robiłam sama.
      Zainwestowałam w dobrą książkę kucharską babki która zajmuje się odżywianiem i
      robiłam jedzenie wg jej przepisów. Inne mamy mówiły mi jak to mój syn w wieku
      półtora roku zacznie marudzić przy jedzeniu i nie będzie chciał warzyw i
      owoców.
      Mieszkam w Anglii i tutaj dzieci są głównie odżywiane na McDonaldach, gotowych
      daniach z Tesco czy półproduktach, typu gotowy sos, dodać pierś kurczaka i
      podać z ryżem. Mój syn i mąż zresztą też zawsze jedli świeżo ugotowane przeze
      mnie jedzenie. Mój mąż nie przepada za polską kuchnią więc dania typu
      kapuśniak, kopytka zawsze robię tylko dla siebie lub dla nas z synem. Syn jada
      wątróbkę od siódmego miesiąca życia, je brązowy ryż i chleb graham. Nie je w
      ogóle czekolady i słodyczy za to uwielbia owoce, marchew i inne warzywa. Według
      mnie zawdzięczam to głównie mojej konsekwencji w gotowaniu świeżego jedzenia.
      Gotując samemu zawsze wie się jakie są składniki, można zrobić większą ilość i
      zamrozić i jest to o wiele tańsze niż kupowanie gotowych posiłków.
      Zdecydowanie polecam gotowanie samemu. Faszerowanie dzieci gotowymi posiłkami
      nie jest dobre dla ich zdrowia no i nie rozwija smaku. Nie wiem czy odwiedzasz
      forum edziecko ale tam na forum wszystko o jedzeniu można dowiedzieć się wiele
      ciekawych rzeczy i dostać przepisy odpowiednie dla wieku twojego dziecka.
      Pozdrawiam.
    • Gość: Liska Re: Jak wychować Smakosza? IP: 81.210.125.* 11.05.04, 15:29
      Po pierwsze - BARDZO Wam serdecznie dziękuję za gratulacje.
      To niezwykle miłe:-))))
      Po drugie - bardzo ciekawy zrobił się ten wątek. Na pewno wszystko sobie wezmę
      do serca (i do skopiowania).

      Pamiętam, że jak byłam mała, najchętniej odżywiałam się kanapkami z dżemem lub
      ew. paprykarzem. Często byłam zmuszana do jedzenia np. kaszy manny z grudkami
      bleee albo mięska, co tak skutecznie na mnie podziałało, że pewnego dnia
      przestałam je jeść w ogóle.
      Mogę sobie wyobrażać, jak wychowuje się smakosza, ale chciałam wiedzieć jak to
      jest w praktyce... Jestem przeciwna słoikom, półproduktom i innym świństwom.
      Będę zatem gotować!!!
      Pozdrawiam bardzo serdecznie:-)
      L
      • marghe_72 Re: Jak wychować Smakosza? 11.05.04, 15:34
        Ja słoikom nie jestem aż tak bardzo przeciwna :) Może jestem naiwna ale wierzę,
        w to że są sprawdzone. w przeciwienstwie do warzyw z pobliskiego bazarku.
        Niestety nie mam ogródka/dzialki, itp.. na kórych bym mogła hodowac jarzyny i
        owoce dla malucha (juz nie takiego malucha ale to inna para kaloszy..) :)
        M
        • funana Re: Jak wychować Smakosza? 11.05.04, 15:42
          Ja nie używałam słoików, bo po prostu ich nie było:-)(tzn. były tylko w
          Peweksie.Czasem się trafiały Gerbery albo Hippy ze zrzutów...i kaszka Milupa-
          dlaczego nie ma jej w Polsce??(widuje w Mini-Europie).a Ale sobie myślę, że
          gdyby mi sie "trafiło" nastepne dziecię, to raczej bym sama pichciła ze zdrowej
          żywności, a słoiki podawałbym np. na wyjeździe, kiedy nie byłoby jak gotować.
          • Gość: Cynamoon Re: Jak wychować Smakosza? IP: *.it / 62.233.189.* 11.05.04, 17:06
            O, co do dzieciowych sloikow, to ja tez uwazam, ze sa ok, do pewnego momentu.
            Moja coreczka ma alergiczne sklonnosci, w tej chwili minimalne, wierze, ze na
            skutek dluuuugiego karmienia piersia :-) Sporo czytalam na temat karmienia
            dzieci i pierwszy posilek inny niz mleczko podalam jej w 8 miesiacu, obserwujac
            oznaki, czy jest na to gotowa i czy chce. Okazalo sie, ze owoce i warzywa z
            calkowicie ekologicznej dzialki ja uczulily, a sloiki nie. A zaczelam od
            swiezych rzeczy, "podpuszczona" przez znajoma gotujaco wedlug pieciu przemian.
            Uzywalam wiec sloiczkow,mniej wiecej az mala skonczyla rok, potem zaczelam
            jej sama gotowac (bez blendera Brauna ani rusz :-))) i wszysko bylo ok.
            Ale to tak na przyszlosc no i kazde dziecko inaczej reaguje :-)
          • Gość: Camille Re: Jak wychować Smakosza? IP: *.snvacaid.dynamic.covad.net 11.05.04, 17:08
            Chcialam zrobic jeszcze tylko jedna uwage- tak jak w USA wychowuje sie dzieci
            na fast-foodach, w Polsce zauwazylam "ciagoty" do dan weglowodanowych.
            Widze to w mojej rodzinie, po znajomych, nawet w wielu Waszych wypowiedziach.
            To tez nie jest dobre, bo potrawy maczne maje tendencje do zapychania tylko na
            chwile, sa tuczace i maja malo wartosci odzywczych.
            Ale to tylko taka moja mala dygresja.
            • Gość: smutna Re: Jak wychować Smakosza? IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 11.05.04, 17:18
              Waśnie jestem po kolejnej kulinarnej drace z moją 11 letnią córką."Ciągle
              jakieś gluty mi dajesz", eksperymentujesz na mnie, nie będę tego jadla...3
              osobom doroslym smakowalo. Ona na okrąglo by jadla makaron z truskawkami,
              racuchy, w drodze wyjątku mielone...Nie wychwalam smakosza.
            • Gość: Cynamoon Re: Jak wychować Smakosza? IP: *.it / 62.233.189.* 11.05.04, 17:19
              To pewnie jeszcze tendencja pokutujaca z czasow, gdy do mleczka dodawalo sie
              maki, poczawszy od chwili gdy maluch ukonczyl miesiac, bo mleczko, zwlaszcza z
              piersi bylo "niewartosciowym pokarmem"...
              A co do odzywiania dzieci, to najlepiej po prostu je obserwowac. One maja
              zdrowy instynkt i siegaja same po to, co jest im wlasnie potrzebne.
    • Gość: saiss Re: Jak wychować Smakosza? IP: *.lodz.msk.pl / 62.233.147.* 11.05.04, 17:30
      Ja mysle, ze nie stawiac zbyt wielu ograniczen w stylu " to niezdrowe, to
      nieladne, a to pewnie mu nie zasmakuje ". Nie ma na świecie nic bezwzględnie
      zdrowego ani smacznego. Czyli dać spróbowac wszystkiego, nawet tego, co nam
      wydaje sie byc paskudne. A co! :)
      Pozdrawiam!
      • Gość: kiwi Re: Jak wychować Smakosza? IP: *.chello.pl 12.05.04, 11:10
        Tak! Tak! Tak! Zgadzam sie w pełni z Saiss.
        Niech to bedzie ćwierć łyżeczki buraków, po prostu półtora wiórka, ale niech ma
        nawyk taki wpojony, ze powinno spróbować. Moje w ten sposób odkryło buraczki na
        gorąco.
        Najgorsze co można robić to wygłaszać przystole komunikaty: "Dla niej proszę
        bez marchewki, bo ona nie lubi". To niegrzeczne i przy okazji utrwala odrazę do
        tego, co kiedyś tam dziecku nie zasmakowało. Moja metoda pozwala w przyjemny
        sposób odkrywac nowe smaki.
        • Gość: Marghe_72 Re: Jak wychować Smakosza? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 12.05.04, 13:02
          U nas czesto (choć nie zawsze) działa metoda "Spróbuj, jak Ci nie posmakuje to
          nie bedziesz jadła" :)
          M.
    • lunatica linki dla Liski 27.05.04, 10:29
      www.cookiecrumbles.net/pageview2.asp?cust=172
      www.thekidscookeryschool.co.uk/docs/news.htm
    • Gość: smakosz... Jak wychować Smakosza? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.05.04, 23:30
      Sądziłem że jestem dostatecznie wychowany...
    • narysuj.mi.baranka W ramach buntu... 27.05.04, 23:51
      W moim domu jadalo sie suto i wytwornie, czasami wrecz snobistycznie, dlatego w
      ramach mlodzienczego buntu moje upodobania kulinarne ponioslo ku barom
      mlecznym:)
      Dzis cenie wyrafinowana kuchnie, lecz potrafie sie takze zachwycac prostym
      jedzeniem:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka