Dodaj do ulubionych

Dlaczego...

13.06.11, 16:27
... w Polsce nie można kupić młodych migdałów albo młodych pistacji w różowych łupinkach, miniaturowych bakłażanów do faszerowania (makdous), dzikich cieniutkich szparagów, wielu ryb (np Piotrosza, turbota), karczochów w ludzkiej cenie i w dużej ilości, dzikiej różowej rzepy, nespoli (tinyurl.com/69g3bkt
) i wielu wielu innych rzeczy?
Dlaczego na każdym najmniejszym targu ulicznym w Paryżu jest tego zatrzęsienie ? Jesli to tylko kwestia transportu (np z Bliskiego Wschodu), to dlaczego niby do Francji taki transport się opłaca, a do Polski już nie ? Myślę że to nie jest jednak kwestia odległości bo do Polski dociera masa innych rzeczy z Maroka czy Egiptu.
A może chodzi o rynek zbytu ? Ktoś założył że w Polsce to się nie sprzeda ? Na podstawie jakich badań ?
Kurcze, aż serce ściskało jak sie przeszłam po ulicznym paryskim marche, wszystko bym wzięła ale musiałabym wtedy wracać z dodatkową walizką pełną zieleniny, orzechoów itp o rybach nawet nie wspomnę ;)
Wiem że w Polsce można kupić już wszystko, albo przynajmniej większość, ale dotyczy to głownie towarów zapakowanych, z długim terminem przydatności. A mi brakuje warzyw, zieleniny, owoców, wszystkiego co świeze...

A tak serio,czy ktoś potrafi mi wytłumaczyć to zjawisko ?
Obserwuj wątek
    • Gość: ania Re: Dlaczego... IP: *.range86-159.btcentralplus.com 13.06.11, 17:23
      wg mnie, w Polsce nie ma tylu cudzoziemcow co za granica. Zobacz kto chodzi po ulicach Paryza, wiekszosc to przyjezdni, czesto egzotyczni przyjezdni a w takiej Warszawie?
      • corrina_f1 Re: Dlaczego... 13.06.11, 22:37
        Gość portalu: ania napisał(a):

        > wg mnie, w Polsce nie ma tylu cudzoziemcow co za granica. Zobacz kto chodzi po
        > ulicach Paryza, wiekszosc to przyjezdni, czesto egzotyczni przyjezdni a w takie
        > j Warszawie?

        Zgoda, ale dlaczego takie rzeczy mieliby jeść wyłącznie imigranci ? Wymienione wcześniej towary kupowali również rdzenni Francuzi. Dlaczego Polacy nie są otwarci na nowe smaki ? Pewnie dlatego że nawet nie wiedzą, że istnieją...
        • eeela Re: Dlaczego... 16.06.11, 00:34
          > Zgoda, ale dlaczego takie rzeczy mieliby jeść wyłącznie imigranci ?

          Imigranci przynoszą nowe żywieniowe trendy. Im więcej imigrantów, tym większe początkowe zapotrzebowanie na różne produkty kuchni zagramanicznych i tym szybciej się rozprzestrzenia. W UK na przykład produkty azjatyckie czy polskie są wszędzie i w niskich cenach, a meksykańskich jest jak na lekarstwo i są drogie.
    • coralin Re: Dlaczego... 13.06.11, 17:44
      Oczywiście to kwestia zapotrzebowania Polaków. Dlatego pęczek pietruszki czy koperku kupisz wszędzie, a bazylię kupisz (w doniczce) nie wszędzie, a w pęczku to nie wiem gdzie. Nie sądzę by do tego były potrzebne badania. Rok temu "mój" warzywniak sprowadził kapustę pak choi. Niewypał jak na osiedlowy sklepik.
      We włoskich sklepikach nawet najmniejszych w sezonie są kwiaty cukinii. W Polsce nie , bo jednak nie ma zapotrzebowania. Ty, ja czy parę innych forumowiczów nie jesteśmy reprezentatywni. I na pewno bardziej opłaca się w polskich realiach wyhodować cukinię- maczugę niż sprzedać jej kwiatek.
      • triismegistos Re: Dlaczego... 18.06.11, 12:55
        A ja wiem gdzie kupić świeże zioła w pęczkach :) Bazylia, tymianek i inne takie. We Wrocku. Jak kto ciekaw to pisać, wytłumaczę gdzie.
    • kk345 Re: Dlaczego... 13.06.11, 19:10
      Sama sobie odpowiadasz na swoje pytania:) Zastanów się, ilu Twoich sąsiadów kupowałoby wymienione przez Ciebie produkty- tylko w przypadku, gdyby był popyt, opłacałoby się sprowadzać tak egzotyczne rzeczy. W ciemno strzelam, że byłabyś jedynym kupującym w takim sklepiku.
    • shilaa Re: Dlaczego... 13.06.11, 19:32
      Nespole nie wytrzymuja jakiegokolwiek dluzszego transportu. One juz na straganie np. tu we Wloszech poludniowych, po przejechaniu kilkudziesieciu kilometrow maja czarne plamki. Po doleceniu do Polski bylyby juz zupelnie czarne.

      Baklazan, niezwykle ceniony w kuchni staropolskiej, od lat nie ma w Polsce popularnosci.

      Ryby przezywaja kryzys od dawna, ale co sie dziwic, jesli sa drogie. Przecietny Polak wybiera pange albo woli kupic mieso.

      Na widok karczocha wiekszosc ludzi sie skrzywi, bo nie bedzie wiedziala, co z tym zrobic.

      Rzepy nie mozna kupic juz prawie nigdzie nawet tej czarnej, a co dopiero dzika rozowa...


      Niestety, po pierwsze nie ma zapotrzebowania, po drugie produkty "egzotyczne" z uwagi na transport, ale przede wszystkim kosmiczne marze dystrybutorow, osiagaja ceny zaporowe dla przecietnego "konsumenta".



      • corrina_f1 Re: Dlaczego... 13.06.11, 22:40
        shilaa napisała:

        > Nespole nie wytrzymuja jakiegokolwiek dluzszego transportu. One juz na stragani
        > e np. tu we Wloszech poludniowych, po przejechaniu kilkudziesieciu kilometrow m
        > aja czarne plamki. Po doleceniu do Polski bylyby juz zupelnie czarne.

        Owszem, te "paryskie" też były jak dalmatyńczyk :) Co nie zaszkodziło mi kupić symboliczne pół kilo i w pudełku przywieźć do domu. Posiedziały w lodówce chyba jeszcze ze 3 dni zanim definitywnie się skończyły.
        • shilaa Re: Dlaczego... 14.06.11, 12:55
          Chociaz nalezy kupowac i jesc wlasnie te "dalmatynczyki" ;) Nespole sa najsmaczniejsze jak sa brzydkie.

          Niestety, w tym roku nespole we Wloszech sa niedobre, nie maja jakiegokolwiek smaku, sa jak woda. Kupowalam u roznych sprzedawcow, w tym u zaufanych i na naprawde dobre trafilam moze 5 razy (a kupuje prawie codziennie, bo to ulubione owoce mojego chlopaka ;) ).
    • annjen Re: Dlaczego... 13.06.11, 20:32
      kiedyś poszukiwałam świeżych fig - też bez skutku... natomiast pistacje bez soli to u nas rzecz nieosiągalna, niestety:(
      • shilaa Re: Dlaczego... 13.06.11, 20:36
        Swieze figi jak nespole - nieodporne na transport.
      • kosmopolitesiorbut Jaja sobie robisz? Niesolone pistacje 14.06.11, 08:08
        mam w każdym większym sklepie. Inna rzecz, że w cenie polędwicy. No i hurtem: młode cukinie i ich kwiatki, inne warzywa młodziaste można kupić u działkowców. Nie wierzę, że jest jakieś miasto, w którym nie ma działek.
      • pavvka Re: Dlaczego... 14.06.11, 08:43
        annjen napisała:

        > kiedyś poszukiwałam świeżych fig - też bez skutku...

        Nie wiem gdzie szukałaś. Figi są normalnie dostępne w hipermarketach. Inna sprawa, że sztucznie dojrzewane i niezbyt smaczne, ale jak już napisano wyżej, figi są mało odporne na transport, więc dojrzałych nie przywieziesz.
      • triismegistos Re: Dlaczego... 18.06.11, 13:00
        We Wrocku i w Wawie figi dostępne bez żadnego problemu...
    • krzysztofsf A ile widzialas tam ogorkow i kapusty kiszonych? 13.06.11, 22:54
      Jak w temacie.
      I jak z agrestem i rabarbarem w Paryzu?
      • roseanne Re: A ile widzialas tam ogorkow i kapusty kiszony 13.06.11, 23:32
        Paryz czy inne miasto - wszstko zalezy od zbytu
        w Montrealu jest kultur i grup etnicznych bez liku i co za tym idzie popyt na wszelkie produkty

        sa i malenkie baklazany i swieze figi
        karczochy loklalne latem i kalifornijskie w reszcei roku
        kwasne ogotki, kapusta i agrest, nawet czerwone porzeczki tez bywaja

        jak zapowiedzialam w malenkim sklepiku, ze bede kupiwac sok z czarnych porzeczek, tarczyna, dwie lub trzy skrzynki w miesiacu to mi tez sprowadzaja i nawet daja upust na cenie - zaputalam ,bo widzialam polskie produkty na polkach, mimo ze sklep "balkanski"
        • krzysztofsf Re: A ile widzialas tam ogorkow i kapusty kiszony 14.06.11, 00:02
          No coz - trzeba czekac, az nam sie spoleczenstwo wzbogaci a kultury etniczne dojda.
          Pamietam czasy "rzuconych na sklepy" winogron i oczekiwania az przyjedzie statek z kubanskimi pomaranczami na swieta.
          O ile poziom zycia bedzie sie podnosil, to pozostaje zaczekac jeszcze z jedno czy dwa pokolenia.
          No i bawic sie we wlasny import tego, co mozna bez obawy o zepsucie zakupic samemu na ebayu czy sklepach internetowych.
          • kosmopolitesiorbut Prawdę powiedziawszy to ja Ciebie nie rozumiem. 14.06.11, 08:14
            Bywam w świecie i nie raz kupowałem kapustę kiszoną czy ogórki. Tylko trzeba wiedzieć gdzie i o co pytać. A dostępność? Tam gdzie bywamy wnosimy swoje potrawy, kulturę i przepisy. W końcu od jakiegoś czasu Ziemia to globalna wioska.
            • krzysztofsf Re: Prawdę powiedziawszy to ja Ciebie nie rozumie 14.06.11, 08:23
              kosmopolitesiorbut napisał:

              > Bywam w świecie i nie raz kupowałem kapustę kiszoną czy ogórki. Tylko trzeba wi
              > edzieć gdzie i o co pytać. A dostępność? Tam gdzie bywamy wnosimy swoje potrawy
              > , kulturę i przepisy. W końcu od jakiegoś czasu Ziemia to globalna wioska.

              Ja Ciebie tez nie rozumiem, bo podczepiasz odpowiedzi w dziwnych miejscach watku, odpowiadajac chyba na wypowiedz z innego miejsca? A moze calkiem komus innemu odpowiadasz? Nie cytujesz, to trudno dopasowac. Zakladam, ze piszesz do mnie, to odpowiedzalem, ze wypowiedz zabardzo mi nie pasuje do mojego wpisu.
            • linn_linn Re: Prawdę powiedziawszy to ja Ciebie nie rozumie 14.06.11, 08:29
              W swiecie nie jeden raz mozna kupic: ja mam najblizej w Rzymie / kilkaset km /.
              • kosmopolitesiorbut Re: Prawdę powiedziawszy to ja Ciebie nie rozumie 14.06.11, 09:36
                No popatrz... A ja 28 schodów w centrum Gdyni. W dodatku mogę sobie zamówić.
                • linn_linn Re: Prawdę powiedziawszy to ja Ciebie nie rozumie 14.06.11, 09:43
                  Faktycznie kiszona kapusta i ogorki w Gdyni to wielka zdobycz...
                  • kosmopolitesiorbut No i czego się czepiasz? Przecież wiesz, że nie 14.06.11, 09:48
                    o to chodzi.
      • Gość: emigrantka Re: A ile widzialas tam ogorkow i kapusty kiszony IP: *.ghnet.pl 14.06.11, 08:01
        rabarbar jest, a jakże. natomiast z agrestem nie spotkałam się, a korzeń pietruszki to już rarytas - polski albo ruski sklep, ewentualnie bio marche. podobnie nie dostanie się korzenia chrzanu, a jeszcze pięć lat temu niełatwo było kupić surowe buraki. nigdy też nie widziałam poziomek. truskawki są, a jakże ale dużo droższe niż u nas i nigdy nie mogłam sobie pozwolić na zakup kilku kilogramów i zrobienie domowych konfitur. podobnie czerwona i czarna porzeczka - sprzedawane w małych pojemniczkach po 10-15 dkg są relatywnie znacznie droższe. No i potem w sezonie grzyby również. Owszem, są kurki i prawdziwki, raz nawet rydze widziałam, ale maślaków, opieniek, kozaków i podgrzybków niet. A ogórki gruntowe, które używamy do kiszenia ? Raz tylko widziałam, i to pod niemiecką granicą - poza tym tylko wężowe ogórki....
      • corrina_f1 Re: A ile widzialas tam ogorkow i kapusty kiszony 14.06.11, 09:27
        krzysztofsf napisał:

        > Jak w temacie.
        > I jak z agrestem i rabarbarem w Paryzu?

        Agrestu nie widziałam ale to chyba jeszzce nie sezon ?
        Rabarbar jak najbardziej, na każdym stoisku warzywnym. W brasseriach masa tart i ciastek z rabarbarem. U Bertillon'a jadłam wspaniałe (pierwszy raz w życiu) lody rabarbatowe. Ogórki kiszone (nie naszą metodą) widziałam na stoisku arabskim.
        • krzysztofsf Re: A ile widzialas tam ogorkow i kapusty kiszony 14.06.11, 10:42
          corrina_f1 napisała:

          > krzysztofsf napisał:
          >
          > > Jak w temacie.
          > > I jak z agrestem i rabarbarem w Paryzu?
          >
          > Agrestu nie widziałam ale to chyba jeszzce nie sezon ?
          > Rabarbar jak najbardziej, na każdym stoisku warzywnym. W brasseriach masa tart
          > i ciastek z rabarbarem. U Bertillon'a jadłam wspaniałe (pierwszy raz w życiu) l
          > ody rabarbatowe. Ogórki kiszone (nie naszą metodą) widziałam na stoisku arabski
          > m.

          W Anglii czy Irlandii w slad za nasza emigracja ruczyly polskie produkty spozywcze.
          Pozostaje czekac az produkty osob imigrujacych d Polski zaczna sie pojawiac w naszej sprzedazy - ale to raczej chyba glownie wodki ze wschodu.......
    • krzysztofsf Re: Dlaczego... 14.06.11, 00:04
      Wez jeszcze pod uwage rachunek kosztow przy takich latwopsujacych sie produktach - do ceny zakupu i kosztow transportu trzeba doliczyc przewidywane straty zwiazane z popsuciem sie sporej czesci towaru - i to wliczyc w cene.
      • kosmopolitesiorbut Jak się chce to cena nie gra roli. 14.06.11, 08:16
        Proste jak budowa cepa.
        • krzysztofsf Re: Jak się chce to cena nie gra roli. 14.06.11, 08:50
          kosmopolitesiorbut napisał:

          > Proste jak budowa cepa.

          Bzdura.
          Twoja wypowiedz jest kompletnie niejasna, ale zakladajac, ze chodzi Ci o to, ze handlowiec jak chce to kupi latwopsujace sie towary liczac, ze moze ktos kupi i dajac cene taka, aby wyrzucenie 2/3 do smieci pokryla sprzedaz 1/3 , ktora zakupiono, jest to bez sensu - wylacznie, jesli ktos chce dlugoterminowo promowac jakis produkt liczac, ze po kilku sezonach bedzie sprzedawal calosc a jednoczesnie pozostanie monopolista.

          Jesli chodzilo o cos innego - rozwin prosze swoja budowe cepa, bo ja nie jestem ze wsi i do mnie to nie przemawia.
          • kosmopolitesiorbut Re: Jak się chce to cena nie gra roli. 14.06.11, 09:39
            Ja rozumiem, że będziesz swojej tezy bronił zębami i pazurami. No to napisz mi czego nie kupię w Gdyni. Kwestia czasu. Pójdę do portu i zamówię.
            • krzysztofsf Re: Jak się chce to cena nie gra roli. 14.06.11, 10:13
              kosmopolitesiorbut napisał:

              > Ja rozumiem, że będziesz swojej tezy bronił zębami i pazurami. No to napisz mi
              > czego nie kupię w Gdyni. Kwestia czasu. Pójdę do portu i zamówię.

              Wybacz, ale watek jest nie o mozliwosc zamowienia, a o dostepnosci do zakupu natychmiastowego w Polsce.
              Proponuje przesledzic watek od pierwszego wpisu a pozniej sie wypowiadac......
              • kosmopolitesiorbut I vice versa. 14.06.11, 10:45
                Jak chcę coś zdobyć - zdobędę. Vide - globalna wioska.
                • krzysztofsf Re: I vice versa. 14.06.11, 10:48
                  kosmopolitesiorbut napisał:

                  > Jak chcę coś zdobyć - zdobędę. Vide - globalna wioska.

                  Ale watek nie dotyczy "zdobywania".
                  Ja herbaty sciagam sobie z Chin, bo w Polsce nie ma odpowiadajacej mi oferty.
      • corrina_f1 Re: Dlaczego... 14.06.11, 09:30
        krzysztofsf napisał:

        > Wez jeszcze pod uwage rachunek kosztow przy takich latwopsujacych sie produktac
        > h - do ceny zakupu i kosztow transportu trzeba doliczyc przewidywane straty zwi
        > azane z popsuciem sie sporej czesci towaru - i to wliczyc w cene.

        Ok ! Ale powiedz mi, jaka jest różnica wysłać coś z Emiratów czy innego Libanu do Paryża a do Warszawy (generalnie do Europy)? Różnica może kilku godzin samolotem. Nie sądzę aby zrobiło to naprawdę aż tak wielką różnicę.
        Dlaczego można wysyłać w lutym gó...ane truskawki z Maroko i do Paryża i do Wiednia i do Warszawy ?
        • linn_linn Re: Dlaczego... 14.06.11, 09:45
          Ja mam nespole o rzut beretem, a dzis widzialam takie, ktore nie nadawaly sie do kupienia: pelne plam. Ja w ogole kupuje je rzadko: te ladne sa czesto kwasne, a ja lubie te slodziutkie. Na szczescie byly najwspanialsze czeresnie swiata, wie kupilam te.
        • krzysztofsf Re: Dlaczego... 14.06.11, 10:15
          corrina_f1 napisała:

          > krzysztofsf napisał:
          >
          > > Wez jeszcze pod uwage rachunek kosztow przy takich latwopsujacych sie pro
          > duktac
          > > h - do ceny zakupu i kosztow transportu trzeba doliczyc przewidywane stra
          > ty zwi
          > > azane z popsuciem sie sporej czesci towaru - i to wliczyc w cene.
          >
          > Ok ! Ale powiedz mi, jaka jest różnica wysłać coś z Emiratów czy innego Libanu
          > do Paryża a do Warszawy (generalnie do Europy)? Różnica może kilku godzin samol
          > otem. Nie sądzę aby zrobiło to naprawdę aż tak wielką różnicę.
          > Dlaczego można wysyłać w lutym gó...ane truskawki z Maroko i do Paryża i do Wie
          > dnia i do Warszawy ?

          Bo jest zbyt i zostana zakupione zanim sie popsuja?
          • miss_coco Re: Dlaczego... 14.06.11, 10:27
            W Belgii udalo mi sie juz w tym sezonie kupic agrest. Pudelko 500 g kosztuje 4.99 euro. Drogi, prawda? Sa i porzeczki, i poziomki. Za kazdym razem w takich malych plastikowych pudeleczkach i drogie jak diabli ;((
            Korzen pietruszki owszem ciezko dostac, ale za to wszystkie inne korzeniowe, i buraki, topinambury, brukiew, skorzonera bez problemu. W zeszlym roku bez problemu kupilam tez chrzan.
            Tu gdzie mieszkam, jest bardzo duzo wloskiej emigracji, wiec wloskie produkty, swieze sery i warzywa sa non stop.
            • krzysztofsf Re: Dlaczego... 14.06.11, 10:39
              U mnie w Szczecinie np (400 tys mieszkancow) rozne ciekawostki spozywcze sa reprezentowane sladowo - glownie takie o przedluzonym okresie przechowywania dostepne w marketach.
              Jak ktos ma bardziej egzotyczne preferencje dotyczace nowalijek i stac go na ich zaspokajanie, jezdzi na zakupy do Berlina lub sprowadza sobie internetowo (produkty rzadkie ale wytrzymujace podroz) z miejsca wystepowania.

              Nigdzie np. nie widzialem trufli (akurat na to bym zwrocil uwage i zapamietal, mimo, ze raczej bym nie kupil).

              Nie mamy ANI JEDNEJ porzadnej herbaciarni czy sklepu z herbatami (nie pisze o starych herbatach importowanych z Niemiec i przepakowywanych czy mieszanych z dodatkami smakowo-zapachowymi).
        • shachar Re: Dlaczego... 14.06.11, 11:49
          Corrina, tłumaczenie innych nie zbliży Cię do zrozumienia, najlepiej będzie kiedy sama zaangażujesz się w handel owymi młodymi migdałami i orzeszkami w różnych łupinkach, czy też figami. Jakby nie patrzeć będzieśz na tym wygrana bo: jesli nie ma tych produktów w Polsce tylko dlatego, że handlarze mało pomysłowi, to różne Corriny przyjdą do Ciebie i rozkręcisz Wieeeelki Biznes. A jeśli okaże się, że byłaś jedna w całym powiecie ze smakiem na w/w produkty, to przynajmniej najesz się świeżyzny do woli. :) Powodzenia.
    • lashqueen Re: Dlaczego... 14.06.11, 10:52
      A propos wyżej wspomnianych fig: Dojrzała figa prosto z drzewa, a ta z supermarketu to dwie różne bajki. Figa to nie banan, który może sobie dojrzeć zerwany i bedzie równie pyszny. Poza tym figa to owoc, który chyba najszybciej zmienia właściwości od chwili zerwania. Już po dwóch dniach od zerwania jest nie teges.
      Podobnie jest z morelami - ostatnio jadłam i prosto z drzewa i z supermarketu - dwa zupelnie inne smaki. To kolejny z tych owoców, który jest smaczny tylko wtedy, gdy dojrzał na własnej gałęzi. Do supermarketów zrywane są niedojrzałe.
      Nespoli z wieloma plamami nie kupuję, odstrasza mnie ich widok.
      • krzysztofsf Re: Dlaczego... 14.06.11, 11:04
        lashqueen napisała:

        > A propos wyżej wspomnianych fig: Dojrzała figa prosto z drzewa, a ta z supermar
        > ketu to dwie różne bajki. Figa to nie banan, który może sobie dojrzeć zerwany i
        > bedzie równie pyszny. Poza tym figa to owoc, który chyba najszybciej zmienia w
        > łaściwości od chwili zerwania. Już po dwóch dniach od zerwania jest nie teges.
        > Podobnie jest z morelami - ostatnio jadłam i prosto z drzewa i z supermarketu -
        > dwa zupelnie inne smaki. To kolejny z tych owoców, który jest smaczny tylko wt
        > edy, gdy dojrzał na własnej gałęzi. Do supermarketów zrywane są niedojrzałe.
        > Nespoli z wieloma plamami nie kupuję, odstrasza mnie ich widok.

        Wspominam Fantę, która piłem ze 20-a lat temu w Bułgarii.
        Byla robiona na soku z pomaranczy i miala trzydniowy termin przydatnosci do spozycia :)
    • krzysztofsf Kupuje glownie tutaj 14.06.11, 11:15
      www.yunnansourcing.com/store/
      • Gość: rozśmieszona Re: Kupuje glownie tutaj IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.06.11, 13:34
        w Polsce nie ma herbaty? dobre, naprawdę dobre hahahaha uśmiałam się jak norka. Niektórzy płacą po 7-8 $ za zwykły yunana ale ważne że on nie ze sklepu hahahaha
        • krzysztofsf Re: Kupuje glownie tutaj 14.06.11, 13:41
          Gość portalu: rozśmieszona napisał(a):

          > w Polsce nie ma herbaty? dobre, naprawdę dobre hahahaha uśmiałam się jak norka.
          > Niektórzy płacą po 7-8 $ za zwykły yunana ale ważne że on nie ze sklepu hahaha
          > ha

          Nie dostane np ponizsze - jedno ciastko fermentowane a drugi komplecik surowe

          www.yunnansourcing.com/store/product.php?id_product=1596
          www.yunnansourcing.com/store/product.php?id_product=1595

          Probki bardzo mi smakowaly. Jesli dostane w kraju...czemu nie?
    • krzysztofsf Nie martw sie, W koncu sie nauczysz 14.06.11, 11:18
      Musisz tylko zapamietac, ze wiekszosc wypowiedzi powinna miec wstep, rozwiniecie i zakonczenie.
      Tylko wtedy twoj glos w dyskusji bedzie zrozumialy.
      Chaotyczne pourywane kawalki zdan naprawde nie wnosza nic do watkow.
      Zycze powodzenia.
    • bene_gesserit Przeciętny Polak... 14.06.11, 12:10
      ...wydaje na jedzenie 25-30% pensji. Przecietny mieszkaniec EU poza Polską - góra 15%. Dlatego mieszkaniec EU moze sobie czesciej pozwolic na drozsze frykasy z importu, a wiec oplaca sie je dla niego sprowadzac.

      Producenci zywnosci w Polsce nie zajmuja sie niszami dokladnie z tego samego powodu - bo produkcja niszowej zywnosci jest drozsza, a wiec stałe (nie okazjonalne, od wielkiego dzwonu) zainteresowanie nią moga okazac jedynie ci, ktorych stac (glownie mieszkancy kilku wiekszych miast).
      • kosmopolitesiorbut Re: Przeciętny Polak... 14.06.11, 12:17
        Masz rację. Ale przeciętny Polak nie jest uczestnikiem tego forum i nie szuka nowych smaków. No - nawet ich nie zna. Graba Bene?
      • krzysztofsf Re: Przeciętny Polak... 14.06.11, 12:27
        bene_gesserit napisała:

        > ...wydaje na jedzenie 25-30% pensji. Przecietny mieszkaniec EU poza Polską - gó
        > ra 15%. Dlatego mieszkaniec EU moze sobie czesciej pozwolic na drozsze frykasy
        > z importu, a wiec oplaca sie je dla niego sprowadzac.

        Bardzo wnikliwe ujecie.
        Uzasadnienie przemawia do mnie.





        > Producenci zywnosci w Polsce nie zajmuja sie niszami dokladnie z tego samego po
        > wodu - bo produkcja niszowej zywnosci jest drozsza, a wiec stałe (nie okazjonal
        > ne, od wielkiego dzwonu) zainteresowanie nią moga okazac jedynie ci, ktorych st
        > ac (glownie mieszkancy kilku wiekszych miast).
        >

        "Dziwne rzeczy" kupuje na Swieta czy duze uroczystosci rodzinne. Na zasadzie ciekawostek.

        Nie dotyczy to herbaty, ale to juz jest raczej hobby niz zakup artykulow spozywczych.
        • aqua48 na południu.. 14.06.11, 13:48
          Nie marzę nawet o bardziej egzotycznych owocach, skoro mango, które można dostać jest niedojrzałe, a zamiast dojrzewać po prostu się psuje i czernieje. Mogę też kupić świeże figi, ale są najczęściej bez smaku.
          Jestem jednak ciekawa dlaczego na południu Polski nie można dostać polskich, ani innych ryb nie zalanych niemożliwą ilością zamrożonej wody i nasiąkniętych nią do obrzydliwości. Owoce owocami, ale na dobre ryby zbyt może jednak byłby większy? Zwłaszcza wobec wszechobecnej akcji tv - "mamo jedz rybę"?
          • krzysztofsf Re: na południu.. 14.06.11, 14:00
            W marketach i sklepach rybnych nie ma ryb innych niz mrozone?
            łososie, wegorze, leszcze - nie ma u was?
          • bene_gesserit Re: na południu.. 14.06.11, 19:23
            A to, mysle, troche inna sprawa.
            W Polsce nie ma silnego - o ile w ogole jest jakikolwiek - ruchu konsumenckiego. Nie ma czasopism konsumenckich, a nieliczne strony sa dosc ubogie w tresc i malo popularne. Nie jestesmy przekonani, ze mozemy cos zmienic, ze glosujemy nogami i portfelami i dlatego godzimy sie na takie oszustwa w rodzaju 50% wagi glazury na rybie.

            Mysle - mam nadzieje - ze to sie zmieni w koncu, min dzieki internetowi, min porownywarkom cen, forach na ktorych mozna poinformowac innych o producencie-oszuscie itd.
    • krzysztofsf Re: Dlaczego... 14.06.11, 12:16
      kosmopolitesiorbut napisał:

      > krzysztofsf napisał:
      >
      >
      > > Wspominam Fantę, która piłem ze 20-a lat temu w Bułgarii.
      > > Byla robiona na soku z pomaranczy i miala trzydniowy termin przydatnosci
      > do spo
      > > zycia :)
      > Fanta - firmy coca-cola dziecko.

      Dziecko tego koncernu, ale tylko tam spokalem z receptura oparta o swiezy WYCISKANY sok.
      W malych kapslowanych butelkach.
      Pamietam szok i obrzydzenie gdy w czasie podrozy powrotnej kupilismy z przyzwyczajenia Fante w Budapeszcie i dostalismy nieoczekiwanie konserwantem po kubkach smakowych :(
    • Gość: kwaśna śmietana Re: Dlaczego... IP: *.home.aster.pl 14.06.11, 16:07
      Ja też ubolewam, że w PL nie mogę znaleźć np. jarmużu, albo pasternaku, albo innych kapustnych, które hoduje np. J. Oliver w ogródku i prezentuje w programie "Jamie w domu". GB ma chyba dość podobny do polskiego klimat i taki jarmuż nie byłby trudny w hodowli.Chciałabym również popróbować ryb, które oglądam w programach kulinarnych: wspomnianego już turbota, piotrosza albo żabnicy. Czasem widuję je w Makro, ale jakoś dotąd nie miałam okazji spróbować.Szkoda, że nie są powszechniejsze. O cenie nie wspominając. Chciałabym także, aby bardziej powszechne były egzotyczne przyprawy. Wiem, wszystko można dostać w Internecie, ale ja bym chciała od ręki, w sklepie. Np. czy ktoś może mi podpowiedzieć gdzie znaleźć mieloną wędzoną paprykę?

      • coralin Re: Warzywa mało znane w 1982 roku:)) 14.06.11, 16:42
        Akurat pasternak jest powszechnie dostępny i podpisywany jako pietruszka. Przy okazji tego wątku przypomniało mi się takie wydawnictwo broszurowe, które było w domu i zabrałam do siebie. Pochodzi z 1982 roku i nosi tytuł Warzywa mało znane. Jest ich wymienionych 25 z opisem uprawy i przepisami. Zgadnijcie jakie to warzywa? :)) Oczywiście jest kilka do dziś mało popularnych, ale kilkoma będziecie zaskoczeni.

        Musimy być cierpliwi, Polacy odkrywają cały czas nowości. Pamiętam jeszcze kilka lat temu kiedy latem miałam obfite zbiory bazylii to niejednokrotnie najezdziłam się po mieście za mozzarellą. Teraz jest ona w standardzie zaopatrzenia w sklepach.
        • roseanne Re: Warzywa mało znane w 1982 roku:)) 14.06.11, 16:44
          widzialam ta ksiazeczke - cukinia, papryka...
          • coralin Re: Warzywa mało znane w 1982 roku:)) 14.06.11, 17:36
            Dziwiło mnie to o tyle, że pamiętam z lat 80 cukinię i brukselkę uprawiane przy domu babci. Nie uprawiało się papryki, ale jesienią na bank była w domu: marynowało się, dodawało do sałatek i leczo oraz nadziewało. Możliwe, że było to jednak bliżej połowy lat 80. Obecne tempo upowszechniania danych produktów uważam zależy od klienta. Jeśli będzie zapotrzebowanie kupcy sprowadzą. I dlatego sprowadzają pomidory, truskawki, a ostatnio cukinie okrągły rok. Parę razy postękałam Wam na tym forum na drogą i tylko włoską rukolę w polskich sklepach latem. Ale sam fakt, że jest w stałej sprzedaży w jednym z osiedlowych sklepów już świadczy o zbycie. Ludziom w okolicznych wioskach ziemia leży odłogiem, rukola rośnie jak chwast. Ciekawe kiedy kupię regionalną jak koperek czy sałatę. Mam nadzieję ,że to kwestia nieodległego czasu.
            Co do kwiatów cukinii to pewnie jest tak jak ktoś pisał powyżej-niby można dogadać się z działkowcem, ale on pewnie za kwiatek chciałby tyle co za cukinię- kolos.
            • roseanne Re: Warzywa mało znane w 1982 roku:)) 14.06.11, 17:43
              jarmuz i pasternak moja babcia hodowala od zawsze

              co do poczatkow cukini to pamietam jak moja ciocia uwielbiajaca eksperymenty i nowinki ogrodowe zaczela sadzic pojedyncze roslinki uzyskane od ogrodnika-naukowca, sasiada
              i jak probowalysmy toto przygotowac w formie jadalnej :) pierwsza polowa lat 80tych
              • coralin Re: Warzywa mało znane w 1982 roku:)) 14.06.11, 17:50
                Ja pamiętam klęskę urodzaju cukinii. Mama robiła głównie sałatki na zimę z nich. No i dusiło się z papryką, przecierem pomidorowym, kiełbasą. Takie ni to ratatuj ni leczo:)
                Pamiętam też jakąś odmianę fasolki w kolorze fioletowym.
              • bunia_kania Re: Warzywa mało znane w 1982 roku:)) 14.06.11, 20:17
                roseanne napisała:

                > jarmuz i pasternak moja babcia hodowala od zawsze
                >
                > co do poczatkow cukini to pamietam jak moja ciocia uwielbiajaca eksperymenty i
                > nowinki ogrodowe zaczela sadzic pojedyncze roslinki uzyskane od ogrodnika-nauko
                > wca, sasiada
                > i jak probowalysmy toto przygotowac w formie jadalnej :) pierwsza polowa lat 80
                > tych


                Cukinie hodowala moja ciocia, byla ona 10X wieksza niz ta ktora kuouje i oczywiscie nikomu nie smakowala ;-) Poza tym byla smazona w duuzej ilosci tluszcz i bez zadych przypraw poza pieprzem i sola

                Papryke hodowalismy w Polsce od dawna, ale jej jakosc zalezala od tego czy nam sie chcialo ja podlewac, bo ona chyba lubi cieplo i w miare mokro
              • kocia_noga Re: Warzywa mało znane w 1982 roku:)) 15.06.11, 09:25
                roseanne napisała:

                > jarmuz i pasternak moja babcia hodowala od zawsze
                >
                > co do poczatkow cukini to pamietam jak moja ciocia uwielbiajaca eksperymenty i
                > nowinki ogrodowe zaczela sadzic pojedyncze roslinki uzyskane od ogrodnika-nauko
                > wca, sasiada
                > i jak probowalysmy toto przygotowac w formie jadalnej :) pierwsza polowa lat 80
                > tych

                Ja gotowałam potrawy z kabaczka i cukini w latach 70. Bywały na działkach i w sklepach. Teraz kabaczka całkowicie wyparła cukinia.
                U działkowiczki możnabyło kupić też melona (kantalup szarantejski), a poznańska słodka już bywała uprawiana pod namiotami z folii, też w tym czasie, połowa lat 70, Kraków.
          • kocia_noga Re: Warzywa mało znane w 1982 roku:)) 15.06.11, 09:19
            roseanne napisała:

            > widzialam ta ksiazeczke - cukinia, papryka...

            We wczesnych 70. będąc w Bułgarii przeżyłam szok, widząc tak niesamowite rośliny, jak papryka czy bakłażan :) Nawet brzoskwinie były wielkim pzreżyciem - wszędzie dostępne, tanie i smaczne :)
            Z drugiej strony kard, karczoch, głąbiki krakowskie, wężymord- nadal egzotyczne i ich brak. Jarmuż (paczkowany i na wagę) bywa często w realu np.
      • akabe Re: Dlaczego... 16.06.11, 18:12
        Jarmuż widziałam w tym roku na rynku/targu w Poznaniu, na Pl. Wielkopolskim na kilku straganach. Nie skusiłam się, choć nigdy nie jadłam. Dzięki za przypomnienie, jeśli jeszcze będzie, tym razem kupię.

        Pozdrawiam serdecznie
        akabe
    • bunia_kania Re: Dlaczego... 14.06.11, 18:59
      corrina_f1 napisała:

      > ... w Polsce nie można kupić młodych migdałów albo młodych pistacji w różowych łupinkach, miniaturowych bakłażanów do faszerowania (makdous), dzikich cieniutkich szparagów, wielu ryb (np Piotrosza, turbota), karczochów w ludzkiej cenie i w dużej ilości, dzikiej różowej rzepy, nespoli (tinyurl.com/69g3bkt
      > ) i wielu wielu innych rzeczy?
      > Dlaczego na każdym najmniejszym targu ulicznym w Paryżu jest tego zatrzęsienie
      > ? Jesli to tylko kwestia transportu (np z Bliskiego Wschodu), to dlaczego niby
      > do Francji taki transport się opłaca, a do Polski już nie ? Myślę że to nie je
      > st jednak kwestia odległości bo do Polski dociera masa innych rzeczy z Maroka c
      > zy Egiptu.
      > A może chodzi o rynek zbytu ? Ktoś założył że w Polsce to się nie sprzeda ? Na
      > podstawie jakich badań ?
      > Kurcze, aż serce ściskało jak sie przeszłam po ulicznym paryskim marche, wszys
      > tko bym wzięła ale musiałabym wtedy wracać z dodatkową walizką pełną zieleniny,
      > orzechoów itp o rybach nawet nie wspomnę ;)
      > Wiem że w Polsce można kupić już wszystko, albo przynajmniej większość, ale dot
      > yczy to głownie towarów zapakowanych, z długim terminem przydatności. A mi brak
      > uje warzyw, zieleniny, owoców, wszystkiego co świeze...
      >
      > A tak serio,czy ktoś potrafi mi wytłumaczyć to zjawisko ?


      Nie rozumiem Twojego oburzenia.

      Moge Cie zapewnic, ze w owych krajach panuje teraz moda na zywnosc lokalna i czesto te zagraniczne 'frykasy' sie sa jakos mile widziane.
      Figi jedza na poludniu Europy 'od zawsze' :-) Tak samo migdaly ;-)

      Poza tym uwazam, ze warzywa czy owoce w Polsce sa duzo lepszej jakosci niz np w UK. Oczywiscie nie mowie o szparagach z Chile, krore sa do niczego tak w Polsce jak i w UK. ;-)

      Podoba mi sie w polskiej kuchnii to, ze jest sezonowa, ze inne jablka kupisz we wrzesniu a inne w luty.

      Naprawde nie chcialabys jesc jablek Gali, ktore smakuja tak samo o kazdej porze roku, ale dobrze znosza transport.



      • bene_gesserit Re: Dlaczego... 14.06.11, 19:32
        Wez kup w sezonie scorzonerę. Albo w sezonie groszek cukrowy. Albo w sezonie jarmuż, pigwę, mirabelki (nie ałycze), topinambur... To wszystko jadano w Polsce w sezonie przed wojną, i to nie byly warzywa i owoce z importu. Teraz, na upartego, mozna je kupic, ale albo sie trzeba nabiegac po zdrowych zywnosciach i ekskluzywnych budkach na bazarze, albo oraz i - zaplacic za nie jakby byly z co najmniej kamieni połszlachetnych.

        Z drugiej strony - porownujac ofertę polskich sklepow z tym, co bylo w nich chocby 15 lat temu widac, ze sie zmienia. Np malo jest przypraw, ktorych w Polsce nie da sie kupic (wiem o dwoch zaledwie). Oferta warzyw i owocow tez sie poszerza. Wiec moze wystarczy tylko uzbroic sie w cierpliwosc? Moze to kwestia wymiany pokolenia?
        • nexstartelescope Re: Dlaczego... 14.06.11, 20:47
          A czy w Polsce można teraz kupić takie (chyba dzikie) brokuły, z długimi, wąskimi łodygami i listkami (po angielsku chyba nazywają się rapini)? nie pamiętam, żebym widziała je kiedykolwiek w Polsce, a IMHO są tysiąc razy lepsze, niż te popularne.
          Bene, a do Twojej listy dodam jeszcze rodzime odmiany jabłek i gruszek, które z powodzeniem rosną na wsi w sadach, więc nie wyginęły całkowicie, a prawie nigdzie nie można ich kupić :/
          • linn_linn Re: Dlaczego... 15.06.11, 07:16
            W Warszawie nie wime. Tak wygladaja:
            bi.gazeta.pl/o/a/forum/369/8/369887.jpg
            We Wloszech sa sprzedawane pozna jesienia, zima i wiosna. Lubia chlod.
        • paluszki38 Re: Dlaczego... 14.06.11, 21:04
          To ja dodam od siebie:) Weź w sezonie kup porzeczki... W tamtym roku specjalnie na giełdę jechaliśmy, nigdzie w warzywniaku nie było... Truskawki zimą i owszem, ale porzeczki latem ciężko...
        • Gość: basia Re: Dlaczego... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.11, 23:11
          > Wez kup w sezonie scorzonerę. Albo w sezonie groszek cukrowy. Albo w sezonie ja
          > rmuż, pigwę, mirabelki (nie ałycze), topinambur... To wszystko jadano w Polsce
          > w sezonie przed wojną, i to nie byly warzywa i owoce z importu. Teraz, na upart
          > ego, mozna je kupic, ale albo sie trzeba nabiegac po zdrowych zywnosciach i eks
          > kluzywnych budkach na bazarze, albo oraz i - zaplacic za nie jakby byly z co na
          > jmniej kamieni połszlachetnych.

          Bez przesady. Na straganie na rynku, bazarku, czy jak to zwał, kupisz bez problemu. I za przyzwoitą cenę.
          Jarmuż, porzeczki - czerwone,żółte i czarne, rukolę w doniczce, roszponkę, szpinak, mirabelki, jeżyny, etc. Naprawdę w W-wie nie ma takiego miejsca?
          Trochę uogólnień tu pada. Natomiast faktycznie trudno lub wcale nie można trafić na stare odmiany owoców.
          • bene_gesserit Re: Dlaczego... 14.06.11, 23:29
            Sa w Wawie takie miejsca, przeciez o tym napisalam. Ale to nie jest tak, ze kiedy jest sezon na mirabelki, to bierzesz koszyk, idziesz na targ i kupujesz na pierwszym lepszym stoisku. Czasem znajomy warzywniak przywiezie dla ciebie dwa kilo, jesli zamowisz tydzien wczesniej, czasem dostaniesz je w Tej Budce na Tym Bazarze (odleglym o godzine jazdy autobusem). Trzeba sie nabiegac i nakombinowac, albo męczyć forum postami w rodzaju 'Warszawa Centrum: gdzie mozna kupic /kosztele/ulęgałki/łotewa'.
          • paluszki38 Re: Dlaczego... 15.06.11, 07:54
            > Jarmuż, porzeczki - czerwone,żółte i czarne, rukolę w doniczce, roszponkę, szpi
            > nak, mirabelki, jeżyny, etc. Naprawdę w W-wie nie ma takiego miejsca?

            Nie wiem jak w Warszawie, ale już na ziemiach odzyskanych o te porzeczki ciężko... Jarmuż, roszponkę, można nabyć w makro, ale porzeczkę w tamtym roku znalazłam tylko w jednym miejscu (w miejscowości liczącej 400 tys. mieszkańców). Oczywiście nie biorę pod uwagę działkowców, i prywatnych ogródków...
    • olivkah Re: Dlaczego... 14.06.11, 22:48
      A młode orzechy są dostępne w sklepach? Ja sobie specjalnie nasadziłam drzewek, żeby je wyjadać takie niedojrzałe.
      • bene_gesserit Re: Dlaczego... 14.06.11, 23:31
        Sa dostepne akurat.
        A z niedojrzalych wloskich mozesz zrobic przepyszne konfitury :) Ostatni dzwonek, bo pozno sie juz robi.
        • olivkah Re: Dlaczego... 15.06.11, 09:22
          Nie robiłam nigdy. Ten przepis będzie dobry?
          przepisy.net/konfitura-z-orzecha-wloskiego/
        • olivkah Re: Dlaczego... 15.06.11, 21:50
          Nastawiłam te orzechy. Akurat są dobre - jeszcze zupełnie miękkie w środku. Ponakłuwałam i moczą się. Trudno mi sobie wyobrazić, że te łupiny będą jadalne, a co dopiero pyszne. To straszliwie gorzkie jest.
          • bene_gesserit Re: Dlaczego... 16.06.11, 02:03
            Nie wiem, ja slyszalam o takim przepisie, w ktorym moczy sie 3-5 dni, zmieniajac wode 2x dziennie. Wlasnie moczenie ma wyplukac gorycz.
            • olivkah Re: Dlaczego... 16.06.11, 10:07
              Faktycznie dziś są już odrobinę mniej gorzkie. I bardzo zbladły. Potrzymam je wobec tego jeszcze ze dwa dni w wodzie.
    • oleandra20 Re: Dlaczego... 16.06.11, 00:59
      w PL i tak jest niezle, w koncu, nie mamy zadnych imigrantow ktorzy by wzbogacili nasza kuchnie, jak to sie dzieje we Francji czy w UK, a i tak dostep do "egzotycznych" (tradycyjnie) skladnikow jest calkiem niezly (przynajmniej w 3miescie w Bomi i w P&P)
      w takiej Hiszpanii gdzie 9.5 na 10 osob (no dobra, troche przesadzam) nie zje Ci czegos czego "cale zycie", "od zawsze" nie robila mama w kuchni, w supermarketach nie uswiadczysz niczego co nie byloby "tradycyjne" albo "od zawsze w domu" - mleko sojowe czy maka razowa to po prostu szczyt ekstrawagancji :D
      • coralin Re: Dlaczego... 16.06.11, 16:43
        Myślę,że dyskusja poszła w dwóch kierunkach i dotyczy:
        -rzeczy mało popularnych w Polsce ze względu na brak tradycji ich jedzenia
        -rzeczy zapomnianych, które kiedyś miały miejsce w polskiej kuchni
        Wydaje mi się, że w obu przypadkach z każdym rokiem postępy są. Po wiele rzeczy i tak musimy się przejść na targ (pigwa, grzyby leśne, owoce leśne... ).Choć w moim mieście działa to tak, że pod większymi sklepami czy w ruchliwym miejscu, na parkingu na osiedlu producent lub pośrednik sprzedaje z samochodu bezpośrednio (tak jak truskawki). W tym roku na karteczkach z ceną pojawiło się miejsce uprawy i odmiana.
        I racja co do łatwej dostępności w społeczeństwach wielokulturowych wielu produktów. Z Francji przywozilam sobie zawsze arabskie przyprawy, są powszechnie dostępne i marketach i na targach. Nigdy nie byłam w Londynie, Wlk.Brytanii, ale sądzę, że obkupiłabym się w hinduskie specjały.
    • bagatella Re: Dlaczego...dlatego 16.06.11, 23:48
      Mam w swojej bliskiej okolicy sklep, wielkosci boiska pilkarskiego
      z zywnoscia i produktami egzotycznymi i nie tylko takimi.
      Jak czegos potrzebuje specjalnego do kuchni to wiem, ze tam na pewno znajde,
      jezdze tam tez min. po koperek swiezy(tajlandia), kasze polskie, po jaska i mak.
      Sklep jest na prawde olbrzymi i wszyscy azjaci w regionie i nie tylko oni, bo ludzie z wysp
      i kolonii francuskich tez, robia tam zakupy, takie duze dla restauracji i takie male domowe.
      Wybor, ze az oczy bola, ale.... Wiekszosc tych rzeczy o ktorych napisalas jest przeceniana,
      bo jednak sprzedaz ich jest znikoma, nikt nie kupuje nagminnie i codziennie malych oberzyn, jak rowniez malych czarnych bananow...ceny sa wysokie i zaporowe:(
      Czesto zdarza mi sie kupic przecenione o polowe super owoce na sztuki!
      O czyms to swiadczy jednak, ze mimo tak duzej populacji tych ludzi sprzedaz w takim specjalistycznym jest znikoma takich "wynalazkow", wiec tym bardziej w Polsce
      ludzie nie bardzo beda chetni ich kupowac, a dla kilku amatorow to zaden biznes, no moze tylko na razie:)

      PS. Analogicznie, w moim "osiedlowym" duzym sklepie na wiosne sprzedaja mloda kapuste, nie ma jej nigdy zbyt duzo na stoisku i jest tylko jednorazowo
      ale wychodzi na to , ze gdybym ja nie kupila dwoch glowek to calosc poszlaby do smieci
      i tak samo jest z tymi egzotykami o ktore sie upominasz, trzeba amatora:)
      • krzysztofsf Re: Dlaczego...dlatego 17.06.11, 00:25
        Dokladnie :)
        Zwlaszcza, ze sporo takich "wynalazkow" bywa kupowane zaraz po sprowadzeniu partii probnej przez wiele osob z ciekawosci. Po sprobowaniu juz nie wracaja do tego produktu.

        Na Swieta czesto syn mnie namawia na kupno jakis dziwolagow, ktore "na pewno caly sloik zjem". Pozniej po posmakowaniu i "splunieciu" lezakuje toto w lodowce, aby wyladowac po kilku tygodniach w koszu na smieci.
    • triismegistos Re: Dlaczego... 17.06.11, 22:52
      Na rzeczone szparagi nadzialam się na hali mirowskiej. Nad brakiem reszty wymienionych produktów ubolewam.
    • eerinn Re: Dlaczego... 19.06.11, 17:52
      Nie wiem dlaczego i wcale mnie to nie interesuję. Trzeba jadać lokalne produkty, a egzotykę na wakacjach w egzotycznych krajach. W Polsce to co egzotyczne jest syfem drugiej, trzeciej albo czwartej kategorii w porównaniu z tym co jedzą w kraju pochodzenia i takie produkty mnie nie interesują. Nie chcę jeść ochłapów.
      • corrina_f1 Re: Dlaczego... 20.06.11, 09:24
        eerinn napisała:

        > Nie wiem dlaczego i wcale mnie to nie interesuję. Trzeba jadać lokalne produkty
        > , a egzotykę na wakacjach w egzotycznych krajach. W Polsce to co egzotyczne jes
        > t syfem drugiej, trzeciej albo czwartej kategorii w porównaniu z tym co jedzą w
        > kraju pochodzenia i takie produkty mnie nie interesują. Nie chcę jeść ochłapów

        Ale nikt ci nie każe ! Nie ma równiez obowiązku jadania lokalnych produktów.
        Ja tego syfu 2,3 i 4 kategorii nie kupuję, stąd było moje pierwotne pytanie, dlaczego do Polski nie dociera wiele towarów, kóre w innych europejskich krajach stały się tak samo lokalne jak u nas ziemniaki czy marchewka. Nie koniecznie z dużym uszczerbkiem na jakości.
        • linn_linn Re: Dlaczego... 20.06.11, 10:20
          Jasne, ze nikt nikogo nie zmusza, ale tendencja do kupowania i jedzenia produktow lokalnych jest i bedzie chyba umacniac sie. Szczegolnie wobec coraz czestszych przypadkow ryzyka z nimi zwiazanego. Jednak latwiej jest kontrolowac cos, co rosnie blizej niz w innych krajach, nie wspominajac o wplywie czasu transportu na produkty. We Wloszech ta tendencja nazywa sie "prodotti a km 0": nie zawsze rosna w odleglosci 0 km od naszego domu, ale blisko i bardzo blisko na pewno. Korzysci sa nie tylko smakowe.
          • miss_coco Re: Dlaczego... 20.06.11, 11:21
            Jest jeszcze termin locavore czyli lokalny-zerca ;))
            prawdziwy locavore nie siega nawet po kawe i herbate, bo zywi sie wylaznie tym, co zostalo wyprodukowane w promieniu do 250 km od jego miejsca zamieszkania
            wiecej tutaj :
            en.wikipedia.org/wiki/Local_food
        • eerinn Re: Dlaczego... 20.06.11, 10:58
          corrina_f1 napisała:

          > aczego do Polski nie dociera wiele towarów, kóre w innych europejskich krajach
          > stały się tak samo lokalne

          Nie wiem co ty rozumiesz pod pojęciem lokalne, ale dla mnie lokalne znaczy w kraju w którym rośnie. To że coś jest powszechne i latwe do kupienia nie znaczy, że jest lokalne, gdy przywędrowało z kraju oddalonego setki km. Jeśli wędrowało tyle km to nie jest to w 100% tak wartościowe jak w kraju w którym rośnie i zerwane przed paroma godzinami przez chłopa, który przywióżł to na sprzedaż na targ. To dlatego w Polsce jadam marchwkę i truskawki, a w Grecji figi i bakłażany. Nie lubię jadać imitacji.
          • paluszki38 Re: Dlaczego... 20.06.11, 11:46
            To że coś jest powszechne i latwe do kupienia nie znaczy,
            > że jest lokalne, gdy przywędrowało z kraju oddalonego setki km. Jeśli wędrowało
            > tyle km to nie jest to w 100% tak wartościowe jak w kraju w którym rośnie i ze
            > rwane przed paroma godzinami przez chłopa, który przywióżł to na sprzedaż na ta
            > rg. To dlatego w Polsce jadam marchwkę i truskawki, a w Grecji figi i bakłażany
            > . Nie lubię jadać imitacji.

            Bakłażan jest uprawiany w Polsce od bardzo dawna i pojawia się w przepisach przedwojennych. Należy jedynie pamiętać, że Polski bakłażan to letnio-jesienne warzywo, a wiosną to my mamy je z Rumuni... Dlatego wystarczy jeść sezonowo i nie ma wtedy potrzeby narzekania na imitację, bo nawet truskawka zjedzona zimą nie będzie produktem Polskim...

            • eerinn Re: Dlaczego... 20.06.11, 12:29
              wg wikipedii bakłażan pochodzi z Afryki, Arabii i Indii równa się tropikalny klimat. Na pewno nie bez przyczyny.
              pl.wikipedia.org/wiki/Psianka_pod%C5%82u%C5%BCna
              W Polsce uprawiać sobie można. Ponoć niektórzy nawet karczochy próbują u nas uprawiać. Wkrótce pewnie pomarańcze zaczną albo drzewa oliwkowe ha ha ha.
              Uprawiać sobie można, nikt nikomu nie broni ale ja i tak wolę bakłażana, który wyrósl w greckim slońcu. Za rosnącego w naszym klimacie dziękuję.
              • paluszki38 Re: Dlaczego... 20.06.11, 13:53
                Nie bez przyczyny również większość warzyw, które mamy na stole pochodzi z innych krajów.

                Marchewka - prawdopodobnie z Chin.
                Sałata, burak - prawdopodobnie Bliski Wschód
                Szpinak - z dawnej Persji
                Szparagi - Azja
                Ziemniak - Ameryka Południowa
                itd....

                A co do bakłażana. Do Europy, a konkretnie do Hiszpanii bakłażan dotarł wraz z muzułmanami w VII wieku n.e. i wtedy rozprzestrzenił się po całej Europie. To, że w czasach komuny modna była tylko kapusta, i niektórzy bakłażana poznają dopiero teraz, nie znaczy to, że należy bakłażana traktować jak cytrusy, oliwki, czy karczochy. Wystarczy zerknąć do kuchni staropolskiej i tam to warzywo było bardzo popularne, miało tylko inną nazwę: oberżyna lub gruszka miłości.


                • linn_linn Re: Dlaczego... 20.06.11, 14:30
                  Podobnie kiwi: pochodzi z konca swiata, a swiatowym liderem w ich produkcji staly sie ostatnio Wlochy. Komus przyszlo do glowy sprobowac i udalo sie.
                  • krzysztofsf Re: Dlaczego... 20.06.11, 14:42
                    linn_linn napisała:

                    > Podobnie kiwi: pochodzi z konca swiata, a swiatowym liderem w ich produkcji sta
                    > ly sie ostatnio Wlochy. Komus przyszlo do glowy sprobowac i udalo sie.

                    He he...A "wloszczyzna" ? :)
                  • paluszki38 Re: Dlaczego... 20.06.11, 15:46
                    > Podobnie kiwi: pochodzi z konca swiata, a swiatowym liderem w ich produkcji sta
                    > ly sie ostatnio Wlochy. Komus przyszlo do glowy sprobowac i udalo sie.

                    Dokładnie, mi też chodziło o ukazanie naszego bakłażana trochę w innym świetle, nie jest to żadna egzotyka, ani nowa moda, to warzywo (pod inną nazwą) istniało już od dawna w kuchni polskiej. Więc wrzucanie go do tego samego worka co figi lub cytrusy jest pomyłką. Zresztą jeśli nawet hodowla cytrusów czy kiwi miałaby się przyjąć w Polsce to czemu nie:)

                    To, że ktoś w Polsce próbuje zimą rumuńskiego bakłażana i porównuje go do greckiego w Grecji jest taką samą pomyłką jak uznawanie chińskiej truskawki czy czosnku za polskie produkty...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka