Dodaj do ulubionych

Polonio! Za jakim polskim jadlem ci teskno?!

    • Gość: ppp Re: Polonio! Za jakim polskim jadlem ci teskno?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.04, 13:08
      Ech botwinka YUMMY
      • Gość: SM.Kokkola, fin Re: Polonio! Za jakim polskim jadlem ci teskno?! IP: *.regionline.fi 11.09.04, 19:13
        z Finlandii, Brak mi pyz z gesia pieczona a utuczona naturalnie ! Kaszy
        jeczmiennej ze zrazami.Kurczaka z nadzieniem jak to sie robilo w domu. Flakow
        katolickich. Salcesonu i kaszanki a nawet czasem i rozpaczliwca(krwisty czarny
        salceson, ludzkiej pasztetowki Musztardy sarepskiej. Barszczu czerwonego z
        uszkami robionymi recznie.Kielbasy podwawelskiej,kabanosow i szynki babuni.
        Zimnych nozek z octem, ptasiego mleczka,mieszanki wedlowskiej i czekolady z
        dawnego "22 lipca ",sernika krakowskiego ,bajaderek i paczkow od Bliklego. No
        to na pierwszy ogien starczy na razie
    • Gość: ampolion Re: Polonio! Za jakim polskim jadlem ci teskno?! IP: *.proxy.aol.com 12.09.04, 05:46
      Nic nie rozumiem. Duża część tych tęsknot to rzeczy, które można samemu zrobić
      i to nie tylko w Polsce. Np. ruskie pierogi. Biały ser. Majonez. makowiec.
      ogórki kiszone...
      A może to nie tyle nimożność zakupu co raczej tęsknota za niekoniecznością
      robienia czegoś samemu?
      • egipcjanka15 Re: Polonio! Za jakim polskim jadlem ci teskno?! 12.09.04, 14:00
        Gość portalu: ampolion napisał(a):

        > Nic nie rozumiem. Duża część tych tęsknot to rzeczy, które można samemu
        zrobić
        > i to nie tylko w Polsce. Np. ruskie pierogi. Biały ser. Majonez. makowiec.
        > ogórki kiszone...

        Niestety, niestety. Gdybyz to bylo takie proste...
        Biaty ser, faktycznie, mozna. Kupic mleko + bakterie z apteki, nastawic,
        zrobic. Kwestia czasu pozostaje i przestrzeni w wynajmowanym "apartamencie"
        Ogorki - juz pisalam, guzik z pentelka
        Majonez - musialabym miec pewnosc, ze jajko swieze, a takowej nie mam. Wrecz
        przeciwnie, obserwujac konsystencje jajek wybijanych na np. jajecznice, odnosze
        wrazenie, ze sa one czesto "na ostatnich nogach" i troche mam stracha przed
        konsumpcja w stanie surowym.
        Makowiec - Ty chcesz, zeby mnie aresztowali?!?! Zapewniam Cie, ze arabskie
        wiezienie do przyjemnosci nie nalezy. Tu mak (tak, tak, nasz zwykly, spozywczy)
        traktowany jest jako NARKOTYK, a za posiadanie takowego grozi dozywocie.
        Dziekuje. Wole potesknic za makowcem ;-)
        • ampolion Re: Polonio! Za jakim polskim jadlem ci teskno?! 12.09.04, 15:56
          No tak, rzeczywiście.
          Ale może nasi eksperci i wynalazcy mogliby podsunąć pomysły na zastępstwa.
          Oczywiście, to nie byłoby dokładnie to samo, a tylko coś niby, ale może warto.
          Np. mak. Chodzi mi po głowie zrumieniony sezam zmielony należycie plus może
          trochę też zmielonego siemienia. Puryści mnie zakraczą, ale może watro o czymś
          takim pomyśleć.
          • Gość: szopen O makowcu historyjka IP: 204.79.89.* 13.09.04, 03:29
            Na poczatku lat 90 mieszkalem (studiowalem) w Shenyang w Mandzurii na polnocy
            Chin.
            Miasto spore ale w tamtych czasach dosc :daleko od szosy".
            Bylo tam nas Polakow 2 ja i Tomek, najblizsi inni 800km w Pekinie.

            Czasu mielismy dostatek wiec czesto gotowalismy sobie roznosci dosc kreatywnie
            i smacznie z akcentem na kreatywnie. (Jak gotowalismy we wspolnej kuchni na
            koncu korytarza w akademiku to wszycy inni zwabieni zapachem zaraz przychodzili
            podziwiac.)

            Ale do rzeczy.
            Wielkiej wiedzy o gotowaniu nie posiadalismy.
            Juz nie pamietam skad ale mielismy jakis kilogram maku (chyba ktos przywiozl z
            Kazchstanu) wiec zdecydowalismy sie zrobic makowiec.
            Jak? Pojecie bardzo blade ale na sama mysl slinka nam ciekla.
            Najpierw ten mak namoczylismy wrzatkiem, kilkakrotnie, potem poszlismy na piwo
            (spieszyc nam sie nie spieszylo).
            Po powrocie wieczorkiem zaczelismy ten mak powoli gotowac, dodalismy miodu,
            rodzynkow jakichs orzeszkow. Pierwsz proba malo slodkie => wiecej miodu, troche
            cukru. Masa makowa w koncu wyszla dosc dobra.
            Teraz ciasto.
            Zupelnie na oko. Woda, maka, jajka, cukier, proszek do pieczenia, mieszamy,
            wiecej maki, wiecej wody, troche miodu. Cos tam sie w koncu ogniotlo.
            Jak to zawinac???
            Masy makowej duzo ciasta malo.
            Eeeeehh, zwijac po co? Zrobimy inaczej. Ciasto butelka od piwa rozwakowalsmy
            cienko, na srodek mase, brzegi do gory i zlepic w centrum na wierzchu.
            Taki niby pierog/baozi.
            Rzecz zostala odwrocona i powedrowala do prodiza.
            Nastepne piwko juz w kuchni (moze wiecej niz jedno).
            W gloie pojawila sie idea: zrobimy lukier do polania makowca.
            Do garnka nasypaliscmy cukru, pare kropel soku z cytryny powolne podgrzewanie
            az sie to roztopilo. Piekna przezroczysta plynn masa.
            W miedzyczasie makowiec doszedl wiec wyjelismy go z prodiza i polalismy naszym
            wspanialym lukrem.
            Zrobilo sie pozno wiec juz nie czekalismy az sie ochlodzi tylko poszlismy spac.
            Nastepnego dnia (Niedziela) zrobilismy sobie kawe, skreta na apetyt i na
            sniadanie mielismy makowiec.
            Pierwsze proby krojenia dos nieskuteczne, nasz lukier zastygl ladnie. Taka
            przezroczysta warstwa na makowcu o konsytencji szkla.
            Taskiem ucielismy pare kawalkow, uwazajac by nie pokaleczyc ust co ostrzejszymi
            kawalkami lukru zaczelismy sie delektowac.
            Lukier nie do ugryzienia i kaleczy usta, ciasto twarde, masa makowa slodka
            niesamowicie.
            Alez to bylo dobre po prostu boski smak polskiego makowca, do dzis pamietam ten
            smak, Tomek tez pamieta.

            I jeszce jedno. Pare miesiecy potem na imprezie w ambasadzie w Pekinie
            rozmawiamy z jakas polska pania i opowiadamy jak robilismy sobie makowiec.
            Ta sie zapytala jak my ten mak mielilismy?
            Ooooo... faktycznie mak do makowca powinno sie zmielic.
            Nie bardzo mialem ochote sie przyznac ze zaponielismy o tak istotnej czynnosci
            wiec powiedzialem jej ze Tomek jest cierpliwym czlowiekiem, wzial deske do
            krojenia, duzy noz i po prostu przecial nozem na 4 czesci ten mak, ziarnko po
            ziarnku.
            Naprawde uwierzyla.



            • Gość: Pichciarz Re: O makowcu historyjka IP: *.proxy.aol.com 13.09.04, 03:41
              Tom Kopciuszek?
          • mysiulek08 juz bylo, ale skoro makowo:)) 13.09.04, 07:21
            to wklejam tekst:)
            ....
            Ehh, neta z powodu jakowys modyfikacji przez dni kilka nie bylo i moc
            zaleglosci sie porobila.
            Majac wiec ciut wiecej czasu a i solenizanta postanowilam upiec makowiec. Z
            maku a nie z gotowej masy!. Po dlugich poszukiwaniach znaleziono mak,
            suchutki, slodkawy, w calkiem przyzwoitej cenie:)
            Przystapilam do dziela tradycyjnie wedlug przykazan babcinych:
            wyplukany mak, zalalam mlekiem i na maciupenkim ogniu parzyl sie godzin
            kilka, po czym styl przez chlodna jeszcze nocke w tymze mleczku. Nazajutrz
            oprzytomniawszy, iz w tej kuchni nie posiadam sprzetu pod tytulem "maszynka
            do miesa" wzrok padl na malakser, wszak mieso i bulke i ziemniaki i cos tam
            jeszcze miele, wiec mak czemu. Ufna w sprzet wrzucilam mak w czelusci maszyny
            i..... warczalo, krecilo chyba z 40 minut i NIC , zadnej reakcji ze strony
            ziarenek makowych! Co za uparciuchy! Ale nie zalamalam sie, kolejna proba
            mielenia odbyla sie w dzbanku miksera, skoro miele lod.... Nie bardzo nozyki
            chcialy wspolpracowac z gesta packa makowa. Hmmm skoro geste, trza
            rozrzedzic:) dolalam mleka ( zimnego z lodowki, szkoda czasu na
            pogrzewanie ), wodki z trzciny cukrowej, miodu, roztopionego masla.Uff
            poszlo, po kolejnych dolewkach mleka, bylo bardzoooo smacznie zmielone:)
            Dalej tez mialo byc tradycyjnie,przesmazyc, dodac piane z bialek, bakalie i
            buch na cieniutki placek z kruchego ciasta:) ale masa byla bardzooooo rzadka,
            lecz majac juz wene tworcza dolozylam jeszcze miodui po przesmazeniu utarte
            cztery zoltka i piane z dwoch bialek, orzechy, rodzynki, migdaly i swiezutke
            skorke z pomarancz zerwanych z drzewa:). Zrezygnowalam z podpiekania tej
            cieniutkiej podstawy z kruchego ciasta, ylozylam na surowy placek i do
            cieplego piekarnika. po jakis 40 minutach zagladnelam, huraaaa, pieknie
            wyrosl niczym sernik, posypalam kruszonka i pieklam do jej zrumienienia.
            Zapachy istnie bozonarodzeniowe wydobywaly sie z kuchni, gdy stwierdzilam
            brak cytryny na lukier, ktorym mial byc poolany makowiec. Co robie? Wyciskam
            sok z niedojrzalej pomaranczy, dodaje cukier i prace ucierania oddaje
            mikserowi. Pieknie, na zlocisto upieczony makowiec polewam lukrem
            pomaranczowym i ciasto grzecznie czeka wieczora by solenizant byl pierwszym
            kosztujacym......

            Do dzis nie przetrwal ani kawalek. To byl najlepszy makowiec w moim zyciu,
            soczysty, pulchniutki, pycha. I zrobiony bez maszynki do miesa! Czyli mozna
            inaczej:))

            .....
            wiec moze zamiast maku sezam, albo zmieszac pol na pol:) hmmm..
            *******************************
            zapraszam na koniec swiata:
            www.polcom.cl/patagonia
            jakies pytania - kliknij RPM
            • brookie Re: juz bylo, ale skoro makowo:)) 13.09.04, 08:21
              Jesli chodzi o makowiec i inne wypieki, to sie poddalam. Nic mi nie wychodzi.
              Natomiast z gotowaniem jest super. Mam to szczescie, ze znalazlam w okolicy
              swietnego rzeznika. Ma wspaniale wedliny ( nawet Krakowska), swiezutkie miesko
              dlatego czesto robimy tatara, golonke, steki i schaboszczaki.
              W supermarketach sa dostepne Polskie Ogorki w sloiku. Nie te same co z beczki w
              rodzinnej piwnicy, ale calkiem smaczne. No i buraki, bo zyc bym nie mogla bez
              barszczu a torebek unikam.
              Najbardziej brakuje mi chleba wiejskiego z chrupiaca skorka i twarogu.
              No i Ptasiego Mleczka z Wedla.
              Pozdrawiam.
    • camel_3d za kotletami mielonymi... 13.09.04, 16:54
      z ziemniakami i mizeria.
      za plackami ziemniaczanymi
      za czerwonym barszczem z uszkami
      za golabkami w sosie pomidorowym z ziemniakami i koperkiem
      za smazona kaszanka...
      za kopytkami z sosem pieczeniowym..

      och,
    • Gość: szimi propozycja dla zgłodniałej Polonii IP: *.icpnet.pl 13.09.04, 18:20
      czy gdyby ktoś otworzył e-sklep gdzie można by kupić wszystkie te produkty
      spożywcze których wam brakuje to bylibyście chętni je kupować??
      • ela.tu-i-tam Re: propozycja dla zgłodniałej Polonii 13.09.04, 18:53
        Gość portalu: szimi napisał(a):

        > czy gdyby ktoś otworzył e-sklep gdzie można by kupić wszystkie te produkty
        > spożywcze których wam brakuje to bylibyście chętni je kupować??

        Przypomina mi sie wiersz Erenburga o piciu herbaty z cukrem: na pridumku, na
        prilizku, na prigliadku, ... i bylo tych sposobow jeszcze pare tuzinow.
        Niektore potrawy smakuja tylko w pewnym kontekscie, gdy jestem tutaj to ja
        wlasnie glownie na pridumku. Lubie czekac na ten tydzien, kiedy bede w
        Warszawie i pojde zjesc jakis wyteskniony smakolyk.
        Natomiast od dawna obiecuje sobie ze ksiazke Erenburga musze kupic w Polsce ...
        i ze napisze forumowiczom jak bardzo lubie tu przyjsc i poczytac.
    • Gość: Hanna Re: Polonio! Za jakim polskim jadlem ci teskno?! IP: 64.213.237.* 13.09.04, 18:37
      Zobaczylam ten watek i zaczytalam sie na dlugo. Przez te 14 lat jak jestem na
      Puerto Rico przestalam tesknic i zastapilam sobie z kuchni wiele rzeczy. Ale
      jest kilka, ktorych z nic sie nie da i przy okazji wizyt w kraju jem, no , moze
      nie na zapas, ale aby pamietac na dlugo. Sa to : bialy ser ( nie robie - bo
      takiego nie znosze), wisnie i porzeczki,mak i ciasta z makiem, ryby wedzone (
      mamy tylko lososia), i wielo- smakowe serki topione. Chleb pieke-nie ma
      problemu. Czasem znajomi przywoza z Windsoru w Canadzie bialy ser, jemy jak
      najdrozszy smakolyk!!Dzieki Canada!!
      Za to co za bogactwo warzyw, ile nowych owocow, nie tylko z morza--kazde
      miejsce ma swoje mile dodatki do kuchni. Moge absolutnie zyc bez sledzi!!!
      Pozdrowienia dla Wszystkich na "obczyznie".
      • Gość: VIP-1 Re: Polonio! Za jakim polskim jadlem ci teskno?! IP: *.cwshs.com 13.09.04, 18:55
        oj to ja ci bardzo wspolczuje
        na Puerto Rico to sie na wakacje jedzie
        a nie po to by tam mieszkac

        p.s. u nas w Toroncie polskiego jadla w brud
        • Gość: Hanna Re: Polonio! Za jakim polskim jadlem ci teskno?! IP: 64.213.237.* 13.09.04, 20:03
          Oj, nie wspolczuj! Tu sie zyje bardzo dobrze, jak na calozyciowych wakacjach. I
          pomysl, wszystkie huragany w tym roku nas omijaly. Ludzie zrelaksowani, nikomu
          sie nie spieszy, party za party, zyc nie umierac.Jedzenie nie maja
          rewelacyjego, chyba ,ze pojdziesz do pieknej restauracji, jest co wybrac i
          podziwiac.
    • Gość: szimi Re: Polonio! Za jakim polskim jadlem ci teskno?! IP: *.icpnet.pl 13.09.04, 19:56
      podaję linka dla tych polonusów co im brakuje dobrego jedzenia
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=15736920&a=15738411 ten post
      jakby świadczy o czymś zupełnie przeciwnym
    • Gość: Thea Re: Polonio! Za jakim polskim jadlem ci teskno?! IP: *.arcor-ip.net 13.09.04, 20:47
      za zadnym.
      Chleb pieke sama, ogorki, kapuste robie tez sama.
      Kielbasa polska jest dostepna w specjalnych polskich
      sklepach. Pyzy, bigos, kluski kladzione nie ma problemu
      robie tak samo sama.
    • Gość: Thea Re: Polonio! Za jakim polskim jadlem ci teskno?! IP: *.arcor-ip.net 13.09.04, 20:49
      och tak brakuje mi czegos - przypomnialam sobie:
      gruszek klapsow i szarowek, ach jeszcze jablek papierowek.
    • allumeuse_21 Re: Polonio! Za jakim polskim jadlem ci teskno?! 14.09.04, 12:44
      jak mieszkalam we Francji to dniami i nocami usilowalam ugotowac cos polskiego
      i wychodzilo mi marnie, wiec ograniczylam sie do tesknienia za zupa pomidorowa
      i warzywami o smaku warzyw a nie trocin. siostrze od lat slemy do Francji
      prince polo i ptasie mleczko, czasem tez majeranek i jakies inne przyprawy. mi
      z koleji teraz slinka cieknie jak pomysle o francuskiej tarcie z rabarbarem czy
      croissantach z czekolada.. tak, wiem ze to na inny watek.
    • zetka5 Re: Polonio! Za jakim polskim jadlem ci teskno?! 14.09.04, 23:04
      wiem że to nie jeedzonko tylko kiepski substytut... ale brakuje mi gumy Donald.
      a dokładnie jej smaku, hmmm.. pomlaskałabym sobie czyms takim
    • Gość: nimeska Re: Polonio! Za jakim polskim jadlem ci teskno?! IP: *.22.119-80.rev.gaoland.net 08.12.04, 22:05
      za polskich chlebem i wedlinami ....
      • stella25b Re: Polonio! Za jakim polskim jadlem ci teskno?! 08.12.04, 22:15
        ser bialy byl, wedliny byly, majeranek i prince-polo tez a ja chcialam byc
        zawsze orginalna wiec napisze MAJONEZU KIELECKIEGO tez mi tu brakuje!
        • Gość: mama Re: Polonio! Za jakim polskim jadlem ci teskno?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.04, 00:24
          wracaj
          • stella25b Re: Polonio! Za jakim polskim jadlem ci teskno?! 09.12.04, 08:38
            to teraz juz nie Medium potrzebne tylko komputer;))

            i z dowcipem...

            Pewna para w średnim wieku z północnej części USA zatęskniła w środku mroźnej
            zimy do ciepła i zdecydowała się pojechać na dół, na Florydę i mieszkać w tym
            hotelu, w którym spędziła noc poślubną 20 lat wcześniej. Mąż miał dłuższy urlop
            i pojechał o dzień wcześniej. Po zameldowaniu się w recepcji odkrył, że w
            pokoju jest komputer i postanowił wysłać maila do żony. Niestety omylił się o
            jedną literę. Mail znalazł się w ten sposób w Houston u wdowy po pastorze,
            która właśnie wróciła do domu z pogrzebu męża i chciała sprawdzić, czy w
            poczcie elektronicznej są jakieś kondolencje od rodziny i przyjaciół. Jej syn
            znalazł ją zemdloną przed komputerem i przeczytał na ekranie: Do: Moja ukochana
            żona. Temat: Jestem już na miejscu. Wiem, że jesteś zdziwiona otrzymaniem
            wiadomości ode mnie. Teraz mają tu komputery i wolno wysłać maila do
            najbliższych. Właśnie zameldowałem się. Wszystko jest przygotowane na Twoje
            przybycie jutro. Cieszę się na spotkanie. Mam nadzieję, że Twoja podróż będzie
            równie bezproblemowa, jak moja. PS: Tu na dole jest naprawdę gorąco...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka