haen2010
22.01.19, 08:31
Będzie z klimatów Jasia Himilsbacha i Zdzisia Maklakiewicza. Przeze mnie wzbogacone ogonem krówki, dobrze jak był to młodszy byczek. Można też kilka ogonków świnki, ale zdecydowanie ten od krówki lepszy.
Najpierw obgotujemy dwie przednie nóżki świnki, z golonką. W solidnie osolonej wodzie, żeby zdławić niezbyt atrakcyjny smak bulionu na wieprzowinie. Można zdublować zabieg.
Do sporego garnka standard - garstka pieprzu, listki, ziele ang i trochę soli. Nóżki i porcje ogonowe - te ostatnie limituje wielkość garnka, ale tak by się później zmieścił komplet pokrojonych warzyw rosołowych. Gotujemy w samych przyprawach ze dwie godziny.
Dokładamy warzywa, główkę czosnku i dwie papryczki chilli. Agua by dodała pokrojony kawałek świeżego imbiru. Kolejna godzina.
Łowimy i rozdzielamy proteiny zwierzęce od roślinnych. Potem przykre zajęcie - staranny deboning (w klimacie Pana Krysi, ukłony). Siekamy mięsne partie, drobno lub grubiej - kwestia gustu. Po zmieszaniu sprawdzamy smak, bo można jeszcze doprawić (sól, pieprz, zmiażdżony czosnek).
Wywar cedzimy gęstym sitkiem, dodajemy stosownie żelatyny. Zgodnie z instrukcją bo kawałek meduzy powinien trzymać się na widelcu. Wywar też podlega testowi na smak.
Odtłuszczenie wywaru. Jak na ciepło, to zbieramy łyżką. Jak na sto procent to na balkon zimą lub do lodówki. Na koniec miseczki i zalewamy. Krzepnie szybko.
Konsumpcja. W ww klimatach. Ocet, chrupiąca kajzerka z masłem, solą i pieprzem. Na lornetę pasuje zimny niemiecki Rasputin 70%. Ostatnio kupiłem okazyjnie w samolocie. Ale może też być mocna, przynajmniej 50%, łagodniejsza nalewka na miodzie i cytrynie. Na popitkę najlepiej nadawała się oranżada, ale to dawne czasy.
Nic więcej w tym przepisie nie wymyślę. Sprawdzony.