haen2010
29.08.20, 09:22
Trafił się taki prezent od znajomych. Trochę na bieżący kompot, reszta oczywiście - konfitura.
Do tej pory smażyłem jak babcia przykazała. Najpierw pracowicie i powoli rozpuszczałem cukier potem wrzucałem owoce. Było z tego mnóstwo soku, raczej wiśnie w syropie niż konfitura. Raz kiedyś chcąc bardziej odparować agrest udało mi się przypalić na wiejskiej kuchni.
Sok do butelek, wiśnie do słoików - tak sobie radziłem. Tym razem ze względu na ilość zacząłem szperać w sieci. Trafiłem na panią, która najpierw odparowuje same owoce, nawet do półtorej godziny. Dopiero później dosypuje sukcesywnie cukier - u mnie oczywiście 1 do 1. A co mi tam, spróbuję.
Wyszło bardzo dobrze. Konfitura tak gęsta, że po wyjęciu z lodówki trzeba wbijać łyżeczkę. Ja dodaję jeszcze kilka kawałków imbiru podczas końcowego smażenia. Podbija smak. Potem imbir usuwam.
Mój sposób na przepuszczającą drylownicę. Podczas smażenia pestki lubią wypływać na powierzchnię. Wystarczy je po prostu wyłowić.