Dodaj do ulubionych

Wiaderko wiśni spod Grójca.

29.08.20, 09:22
Trafił się taki prezent od znajomych. Trochę na bieżący kompot, reszta oczywiście - konfitura.

Do tej pory smażyłem jak babcia przykazała. Najpierw pracowicie i powoli rozpuszczałem cukier potem wrzucałem owoce. Było z tego mnóstwo soku, raczej wiśnie w syropie niż konfitura. Raz kiedyś chcąc bardziej odparować agrest udało mi się przypalić na wiejskiej kuchni.

Sok do butelek, wiśnie do słoików - tak sobie radziłem. Tym razem ze względu na ilość zacząłem szperać w sieci. Trafiłem na panią, która najpierw odparowuje same owoce, nawet do półtorej godziny. Dopiero później dosypuje sukcesywnie cukier - u mnie oczywiście 1 do 1. A co mi tam, spróbuję.

Wyszło bardzo dobrze. Konfitura tak gęsta, że po wyjęciu z lodówki trzeba wbijać łyżeczkę. Ja dodaję jeszcze kilka kawałków imbiru podczas końcowego smażenia. Podbija smak. Potem imbir usuwam.

Mój sposób na przepuszczającą drylownicę. Podczas smażenia pestki lubią wypływać na powierzchnię. Wystarczy je po prostu wyłowić.

Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: Wiaderko wiśni spod Grójca. 31.08.20, 19:04
      Ja najpierw odpestkowuję, ale nie żadną drylownicą, bo za bardzo rozwala owoce. Kiedyś mawiano żartobliwie, że najlepiej szpilką wyciągniętą z koka, ale coś w tym jest - drucikowe uszko bywa przydatne do wiśni. Odpestkowuję zresztą nawet dereń, a to dopiero jest zabawa. Nie może być przejrzały, taki razem z pestką idzie na nalewkę, a nie na konfitury. Dereń najlepiej małym nożykiem, bo ma miąższ mocno przyrośnięty do pestki.

      Do kwaśnych owoców cukier stosuję w proporcji 1:1, ale owoce ważę już po odpestkowaniu. Wsypuję je do garnka (możliwie szerokiego, żeby łatwiej było odparować), potem zasypuję cukrem i zostawiam na noc pod przykryciem. Do rana większość cukru jest rozpuszczona.

      Rano stawiam na gazie początkowo przykryte, żeby szybciej się rozpuściła reszta cukru, a potem odkrywam i pyrczę do zgęstnienia soku. Polecam podłożenie pod garnek płytki tzw. krzemowej, bo nic się na niej nie przypala.

      Tak samo zresztą (tylko łatwiej, bo bez odpestkowania) robię konfitury z malin i z truskawek. Tylko owoce zasypuję dużo mniejszą ilością cukru. Nawiasem mówiąc, konfitury z truskawek nie robiłam od bardzo dawna, bo w młodości robiłam ją z murzynek, które już nie istnieją. Przynajmniej te prawdziwe, ciemne, o nerkowatym kształcie i niepowtarzalnym aromacie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka