Dodaj do ulubionych

Ludzie, którzy wybrzydzają.......

08.07.05, 09:57
znacie takich, którym prawie nic nie smakuje, którzy prezychodząc do
znajomych siedzą cały wieczór pzry pustym talerzyku, bo" tutaj nie ma nic
dobrego do jedzenia" ?
Ja znam rodzinke, w której każdy je co innego,zup nikt tam nie je, pierogów,
kasz, surówek tez nie.dla nich najlepsze rozwiązanie to kanapka z wędliną i
ketchupem albo serem żółtym. wkurza mnie tylko jak podczas większego
spotkania, przy uginającym sie od pysznego żarełka stole, te osoby potrafią
nic nie zjeśc.pzreciez to obraza dla gospodarza.czasami zdarza się ze
przynosza własne(sic)jedzenie.
paranoja.
Obserwuj wątek
    • invicta1 Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... 08.07.05, 10:00
      uważam, ze to przejaw złego wychowania, że o wyrobieniu kulinarnym tej uroczej
      rodzinki nie wspomnę
      osobiście zjem "w gościach" nawet to, czego nie lubię, jeśli nie ma wyboru, bo
      szanuję gospodarza, który mnie gości-a nie należę do osób uległych i szczególnie
      sympatycznych:)
      • amadea_22 Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... 08.07.05, 10:11
        moja Mama w młodym wieku pojechała na wczasy, na stołówce siedziała przy jednym
        stoliku z dziewczyna, która nie chciała nic tam jeśc, bo tego nie lubiła i
        tamtego. Mama mówiła , że wtedy porcje były naprawdę duże i jedzonko pyszne.
        koledzy siedzący wraz z nimi byli zachwyceni, codziennie dostawali dodatkową
        porcję obiadu do podziału.dziewczyna nic nie jadła, poszła do sklepu, kupiła kg
        żółtego sera i robiła sobie do końca wczaśów kanapki.
        • marghot Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... 08.07.05, 10:30
          A może ci wybrzydzający to byłe dzieci-niejadki, których troskliwi i
          zapobiegliwi rodzice wozili po calym świedcie ich ulubione potrawy ;)))) hihi
          skąd więc mają mieć tolerancję dla innych upodobań gastronomicznych, ciekawośc
          innych kuchni itp.?
          • invicta1 Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... 08.07.05, 10:31
            no to połączyłysmy "krzyżowo" te 2 wątki:)
            • amadea_22 Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... 08.07.05, 10:38
              własnie czytając watek o serku Danio , przypomniala mi się ta urocza
              rodzinka.......
              • jacek1f Re: Ludzie, którzy wybrzydzają.......nie przych... 08.07.05, 10:45
                odzą do mnie.
                Nie mamy takich znajomych, kolegów ani przyjaciół. Zostali wyeliminowani w
                naturalny sposób.
                • invicta1 Re: Ludzie, którzy wybrzydzają.......nie przych.. 08.07.05, 10:49
                  a jesli przyniosą ze soba Danio, to mogą przyjść?:)))
                  • Gość: Monika to co radzicie????!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.05, 10:57
                    Bardzo Wam dziekuję za życzliwe traktowanie... Życzę Wam tylko dzieci z gustami
                    i smakami wyrobionymi od noworodka.... Obyście miały/mieli wiecej ... no
                    własnie czego???? To poradźcie - jak to zrobić? Gdy każdy nowy smak jest
                    odrzucany? Każda nowa próba z grunut trująca? A przetrzymywanie "na głodzie"
                    powoduje, że owszem zje, na siłę bo nie ma innego wyjścia?
                    • buterfly5 Re: to co radzicie????!!!! 08.07.05, 11:28
                      Doskonale Cię rozumiem, Moniko. Przeszłam to samo z moim synkiem... Zaczęło się
                      od tego, że jako kilkunastomiesięczny bobas miał niedobór żelaza... a co za tym
                      idzie lekką anemię... (Na świecie dzieciom karmionym naturalnie po szóstym m-cu
                      życia podaje się żelazo automatycznie, w Polsce nawet na moje wyraźne życzenie
                      pediatra powiedział, że nie ma takiej potrzeby:() Anemia wiąże się z brakiem
                      apetytu a wyleczy ją odpowiednia dieta... Błędne koło... Zmuszanie dziecka
                      skończyło się jadłowstrętem, byłam załamana. Potrzebowaliśmy dużo czasu i
                      cierpliwości ale na szczęście wszystko wróciło do normy. Nie załamuj się więc!
                      Jeżeli maluch lubi tylko określone potrawy, OK! Lepsze monotonne jedzenie niż
                      nic a od czasu do czasu użyj tajnych mamusinych sposobów i namów go na
                      kulinarny eksperyment... Maluszki zazwyczaj ufają swoim mamom bezgranicznie,
                      więc możliwe, że zupa np. Spidermana stanie się szybko jego ulubioną:)
                      Pozdrowienia
                      • jacek1f Moniko, mam tylko jedno pocieszenie: 08.07.05, 11:38
                        ja byłem takim dzieckiem - potwornym niejadkiem.I wyrosłem.
                        Jem wszystko ze smakiem, o ile dobrze pamiętam od 12 roku zycia.
                        Ale pierwsze 9-10 to koszmar mojej Mamy...
                        Jak mówi przysłowie: czas jest najlepsza przyprawą...:-)
                        • Gość: Monika dzięki. serio. tylko czemu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.05, 11:44
                          tak na mnie w obu wątkach nakrzyczeliście???? Serio zrobiło mi się smutno... M.
                          • invicta1 Re: dzięki. serio. tylko czemu 08.07.05, 11:46
                            Monika zaraz tam nakrzyczeliście-szkoda twoich wakacji
      • joanna-walencja Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... 08.07.05, 14:33
        invicta1 napisała:

        > uważam, ze to przejaw złego wychowania, że o wyrobieniu kulinarnym tej uroczej
        > rodzinki nie wspomnę
        > osobiście zjem "w gościach" nawet to, czego nie lubię, jeśli nie ma wyboru,

        Ja odebrałam podobne wychowanie - dzięki temu, właśnie "w gościach" pierwszy
        raz w życiu jadłam śledzie, bo to były lata 80-te i nic więcej do jedzenia nie
        było... Od tamtej pory zajadam się śledziami :)
        • invicta1 Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... 08.07.05, 14:40
          mojego męża tak wychowano, ze "jak synku nie smakuje nie jedz i mów, ze
          niedobre" i tak robi co uważam za wadę, bo sprawia przykrość bez potrzeby
          gospodarzom, ale na szczęście ma inne zalety:)
          a sama źle wspominam m.in. fasolkę po bretońsku-o matko ile mi nałozyli-jakoś
          zmęczyłam 3/3, ale chyba trwało to z godzine-uuhh
          • invicta1 Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... 08.07.05, 14:41
            3/4
    • e_katt znamy, znamy 08.07.05, 10:50
      tę walkę z oślim uporem i całkowitą impregnacją na próby edukacji kulinarnej,
      no bo "to jest fe, nie zjem tego, nie, bo nie"

      to "nie, bo nie i już!" oraz "wiem swoje, to jest blee" zamyka jakąkolwiek
      dyskusję i życzliwe próby przekonania do spróbowania różnych pyszności
      ech..
      • Gość: zdenka55 Re: znamy, znamy IP: 195.10.3.* 08.07.05, 11:47
        ja znam doskonale takie typy wybrzydzajace. mam jednego u siebie w mieszkaniu
        nawet (moj chlopak). nie je warzyw (tylko ogorek zielony i grzyby)- , ziemniaki
        tylko w postaci frytek, ryb nie je, mieso tylko kurczak, przemycam rozpackane
        warzywa do sosu pomidorowego czasem. jako male dziecko jadl tylko frytki z
        ketchupem i kielbaski. Jest anglikiem i takie zjawisko wybrzydzania na jedzenie
        zauwazam tam nagminnie. znajoma angielka (25 lat ma) sprobowala ryzu dopiero
        jakies pol roku temu - nie lubi przypraw, warzyw, ryb, jajek.
        do szewskiej pasji doprowadza mnie gdy moj chlop ktory moje pyszne jedzenie
        ktore przyprawilam swiezymi ziolami polewa ketchupem. czasem mowie ze po prostu
        wladuje kawal kurczaka na patelnie i poleje tylko ketchupem - zaoszczedze sobie
        czas.
        • invicta1 Re: znamy, znamy 08.07.05, 11:50
          no dla takich, to szkoda się starać:(
          • e_katt jeszcze żeby 08.07.05, 11:54
            to był ketchup HM, ale to pewnie przemysłowa gluto-breja
            • kakui Re: jeszcze żeby 08.07.05, 11:57
              ja tez nie chce nigdzie jesc. a stolowka- odpada. mnie po rpostu brzydza
              niektore rzeczy. nie bede opowiadac co bo zaraz sie naraze. jakos nie moge
              zjesc czegos co nie zrobil ktos kogo znam. nie wiem czy ma umyte rece itp. i
              bez obelg prosze.
              • invicta1 Re: jeszcze żeby 08.07.05, 11:59
                ja to rozumiem, ale czasem nie ma wyjścia
                • amadea_22 Re: jeszcze żeby 08.07.05, 12:06
                  ja jestem zażenowana za każdym razem , kiedy spotykam tych ludzi podczas
                  jakiejs imprezy.nie obejdzie sie wtedy bez narzekania najmłodszej latorosli "
                  tutaj nie ma nic dobrego do jedzenia". nie wyobrażam sobie gotowania dla
                  każdego coś innego, to przeciez mozna oszaleć.
                  .
                  byłam raz z nimi na Wigilii, niczego nie spróbowali z tych typowych
                  światecznych potraw, czekali tylko na krokiety.a na stole takie cuda:
                  barszczyk, karpik ,kutia itp.oj, jak Oni mnie denerwują.......
                  • e_katt a z ciekawości 08.07.05, 12:08
                    czym oni poza kanapkami sie żywią?
                    czipsami popijanymi ciepłą colą?
                    • amadea_22 Re: a z ciekawości 08.07.05, 12:11
                      ja własnie tego nie wiem, czym jeszce zyją, ale cola i czipsami, to raczej nie !
                      • e_katt dobre i tyle;) 08.07.05, 12:14
                        a zwyczajne kanapki można urozmaicić
                        może nie wiedzą jak? (inna też sprawa, jeżeli nie chcą się dowiedzieć ;-(
            • Gość: zdenka55 Re: jeszcze żeby IP: 195.10.3.* 08.07.05, 12:50
              ketchup musi byc tylko Heinz - zaden inny nie przejdzie. jak byl maly to
              rodzice biorac go na urlop wozili ketchup ze soba i wyjmowali rano przy
              sniadaniu, bo dziecko nic by nie zjadlo.....
              • amadea_22 Re: jeszcze żeby 08.07.05, 12:52
                oni wożą ze soba parówki
    • kakui Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... 08.07.05, 12:01
      oczywiscie chodzi mi o gotowe dania cieple a nie np chleb
      • invicta1 Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... 08.07.05, 12:08
        wyjaśniam o co mi chodzi-np imieniny babci męża, która do czyścioszek nie
        należy, wszystko przygotowała ona-pomijam, ze jej nie lubie, ale nie chciałam
        być totalną chamką i dzielnie troche podziubałam, żeby nie było-no wiesz dla
        dobra ogólnego, nie robiła scen
        a na wyjazdach, gdzie nie ma mozliwości gotowania samodzielnie też jest wybór,
        albo herbatniki np 3 tygodnie, albo próbowanie lokalnych smaków w knajpkach
        itp-wybieram z radością to drugie:)
        • invicta1 Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... 08.07.05, 12:09
          > dobra ogólnego, nie robiłaM scen
    • Gość: senin jest wybrzydzanie i WYBRZYDZANIE.. IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 08.07.05, 12:21
      • e_katt o przykłady i PRZYKŁADY poprosimy.. ;-)) nt. 08.07.05, 12:22

        • Gość: egre Re: o przykłady i PRZYKŁADY poprosimy.. ;-)) nt. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.07.05, 12:40
          jak poznalam mojego meża to tesciowa opowiadala on tego nie jada tamtego nie
          jada ,a teraz 6 lat po slubie nawet salatki jada i niektore owoce, nawet zupe
          szpinakowa
      • Gość: senin Re: jest wybrzydzanie i WYBRZYDZANIE.. IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 08.07.05, 12:39
        wyslalo sie samo ;(

        no bo powiedzmy sobie szczerze - jak nie smakuje, to nie smakuje

        Pare razy zdarzylo mi sie ze prawie mi sie "wrocilo" - a na nowe smaki otwarta
        jestem jak nikt inny

        na nowe smaki - ale nie na nowe mdlosci ;)
        zarcie bez smaku, przypraw soli itd , "bo tak zdrowiej" zalamuje mnie zupelnie
        (zwlaszcaa gdy patrze na delikwentow skazujacych sie na to 'zdrowe' zarelko
        wygladajacych jak swoi wlasni dziadkowie, parenascie lat starzej niz
        ich "pieprzni" rowiesnicy)

        cala rzecz w tym - i to chyba istota tego watku, by wybrzydzajac w duchu, nie
        dawac tego po sobie poznac. Wcinac i nie gadac! To kwestia dobrego wychowania i
        przyzwoitego traktowania gospodarzy. Cala reszta jest zwyklym chamstwem,
        lub ...brakiem towarzyskiego wyrobienia.

        to ostatnie da sie nawet jakos nadrobic, mozna sie tego nauczyc, smacznego
        gotowania nauczyc sie trudniej

        ja sama mam do czynienia z wybrzydzaczem, na szczescie robi to w domu.
        faktem jest, ze zna sie na dobrym jedzeniu (smacznym, moze byc bez bajerow)
        przy nim zrobilam sie taka sama. I dobrze mi z tym
        w gosciach trzymam jezyk za zebami, jem i chwale nawet jak mi nie smakuje, bo
        spotykamy sie w koncu po to, by sie blizej poznac, docenic i celebrowac :)
        W domu mysle sobie: nigdy wiecej tej katorgi (dzieki Bogu wiekszosc naszych
        znajomych to smakosze)i zawijam rekawy odkurzam przyprawy ....


        jednym slowem: jest to cnota nad cnotami... itd.
        • jottka Re: jest wybrzydzanie i WYBRZYDZANIE.. 08.07.05, 12:52
          nooo, bo tu z uporem dwie różne sprawy są ze sobą łączone:

          1/ 'niejadkizm' u małych dzieci, który jest ponurym problemem i wykańcza zwykle
          równo całą rodzinę, a jego rozwiązanie wymaga czasu, wiedzy i cierpliwości

          2/ zwykły brak wychowania, który wprawdzie również jest ponurym problemem, ale
          szczęśliwie nie naszym:) jakoś rzadko kto ma potrzebę stałego obcowania z
          ludźmi, którzy go obrażają (co ty za świństwo zrobiłaś, no nie będę tego jeść)
          • karmilla Re: jest wybrzydzanie i WYBRZYDZANIE.. 08.07.05, 13:05
            jottka napisała:

            > co ty za świństwo zrobiłaś
            jakbym swojego ojca słyszała, tylko on mówił o czymś co zrobiłam sobie, nie
            jemu. Więc po dzikiej awanturze jaką wówczas zrobiłam jest nieco ostrożniejszy
            w wypowiedziach o potrawach, których nie lubi albo które mu się tylko nie
            podobają
        • Gość: parfetke Re: jest wybrzydzanie i WYBRZYDZANIE.. IP: *.240.81.adsl.skynet.be 08.07.05, 12:53
          ja nalezalam do tadkow niejadkow chyba przez 20 lat:))ale jak juz zaczelam sama
          gotowac to to sie zmienilo...problemem dla rodzinki bylo moje uczulenie na
          mleko, bo nie wszystkie ciotki dawaly sie przekonac i chcialy we mnie wmuszac
          mleczne przetwory..brrrr....teraz juz wszyscy wiedza i nie serwuja mi mleka:))
          a na kolonie to musialam miec zawsze zaswiadcznie od lekarza zeby mnie nie
          zmuszali do zup mleecznych

          a swoja droga to ja mleka i smietany nie moge jesc ale po bialym serze nic mi
          nie jest i go uwielbiam

          mialam taka kolezanke w dziecinstwie, ktora tylko jadla chleb z szynka i
          pomidorem na wszystkie posilki, czasem na zupe sie skusila...jak jezdzilismy na
          wczasy to miala mama z nia duzy problem
          • Gość: ef Re: jest wybrzydzanie i WYBRZYDZANIE.. IP: *.acn.waw.pl 08.07.05, 23:14
            ...to może niekoniecznie Twój przypadek, ale tak mi się skojarzyło... :)

            U nas w domu dziadek miewał wielkie niestrawności po potrawach zawierających
            śmietanę - natomiast mleko jak najbardziej konsumował. Babcia zaś uznała swego
            czasu, że chłopu ustąpić należy - nie chce śmietany to nie... niech jej nie
            widzi :D
            I wmawiała biedakowi, że do tej zupki to tylko troszku mleczka wlała, bo
            śmietanę to przecież strach kupić :)

            Żyli długo i szczęśliwie.
            • Gość: Parfetke Re: jest wybrzydzanie i WYBRZYDZANIE.. IP: *.241.81.adsl.skynet.be 11.07.05, 13:58
              no ale ja dostaje wysypki i jest mi niedobrze (zdarzalo mi sie zwracac), jak
              mleko lub smietna sprobuje ( rodzice probowali przemycic mleko w potrawach np w
              kaszkach z dodatkalmi zeby biale nie bylo ,jak bylam mala:) ale bialy ser moge
              zajadac do woli i nic sie nie dzieje
        • Gość: gigi Senin zazdroszcze kulinarnych doznan w AUSRTALII IP: *.interpc.pl 08.07.05, 16:08
    • karmilla Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... 08.07.05, 13:01
      sama należę do osób dość wybrednych, co głównie wynika z tego, że kilku rzeczy
      nie mogę jeść i raczej lubię najbardziej to co sama zrobię. Jak jestem w
      gościach to jednak raczej próbuję tego co dają, bo jak mogę powiedzieć ze
      czegoś nie lubię skoro nie spróbowałam? W najgorszym razie, co na szczęście
      zdarza się nieczęsto, siedzę i dziubie w tym jedzeniu udając że jem. Ale parę
      raz zdarzyło mi się, że z wrodzonej kultury spróbowałam czegoś o czym z góry
      sądziłam że jest niejadalne i doznałam miłego zaskoczenia, więc teraz z góry
      nie przesądzam że coś jest niejadalne. Bo w końcu nawet jak mi kiedyś nie
      podeszła jakaś potrawa to jeszcze nie znaczy że nie da się jej kepiej
      przyrządzić.
      gości wybrednych nie miewam. Ewentualnie staram się dowiedzieć czego
      zdecydowanie i w żadnym razie ktoś nie je to nie podaję. Zdarzyło mi się mieć
      średnio wybrednych gości, którzy z sałatek wydłubywali nielubiane składniki i
      przekazywali je mniej wybrednym gościom, więc w sumie wszystko zostało
      zjadane ;-)
    • karmilla Re: troche inne pytanie....... 08.07.05, 13:10
      Ok, a gdzie tu jest mowa o obżeraniu się u gości? Ja raczej zauważyłam krytykę
      ludzi, którzy nic nie próbują bo mówią że oni tego nie lubią, a nie o tych co
      spróbuja i krytykują... ale może ja nieuważnie czytam.
      • amadea_22 Re: troche inne pytanie....... 08.07.05, 13:20
        no własnie, pzreciez tutaj nikt nie mówi , żeby iśc do kogoś i sie obzerać,
        tutaj chodzi o zwykle poszanowanie gospodarza i spróbowanie potrawy. pzrecież
        ktos sie pzry tym nastał i narobił, żeby smakowalao, a przyjdzie ktos inny i
        powie "ja tego nie jem, ja tego nie lubie", albo " ja takich rzeczy nie jem', a
        okazuje się ze nawet nigdy nie próbował.mozna wziąć na talerz, spróbowac i
        jesli nie smakuje- zostawić.a nie ostentacyjnie patzrec na stól i mówić" ble,
        tutaj nie ma nic dobrego do jedzenia".
        • cheri-bibi mogą być inne powody niż wybrzydzanie 08.07.05, 13:42
          osobiście mam jednych znajomych, poprostu przefenomenalnych ludzi, ale ich wadą
          jest nieumiejętność porządnego zmywania i niechluje przyrządzanie potraw jak
          widzialam jak Pani domu kaszle nad wedlina niezakrywajac ust i widze tluste
          widelce i talerzyki z resztkami poprzedniego dania, to faktycznie jak wychodze
          mij talerzyk jest dalej "czysty"
          • amadea_22 Re: mogą być inne powody niż wybrzydzanie 08.07.05, 14:09
            no ok, widząc coś takiego to rzeczywiście bierze na wymioty, ja kiedys będącw "
            gościach" dostalam rosół z włosem. to takie ble, że od razu mnie zemdliło, a
            był to poczatek ciąży, mdłości były większe. odstawiłam talerz i nie
            dokończyłam.
        • Gość: kakui Re: troche inne pytanie....... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.05, 14:06
          mi chodzi o to ze np ja nie powiem "ale to oblesnie wyglada cuchnie i nie zjem
          tego paskudztwa" bo weim ze to chamstwo. ale po co mam brac np kawal ryby w
          galarecie ktorej nigdy nie jem zmarnowac caly filet ktory zostawie na talerzu?
          i jeszcze pytanie "za slona czy nie dobra" "nie smakuje ci". wole wiec siedziec
          jak kolek i nie jesc
          • amadea_22 Re: troche inne pytanie....... 08.07.05, 14:15
            no ok, ale powiedz mi, czy tam gdzie chodzisz to podaja tylko jedna potrawe ?
            jesli na stole stoi kilanascie półmisków pelych różności, to po co biezresz
            rybe w galarecie, której nie zjesz?
            zazwyczaj "w gosciach" jest więcej potraw, mozna wybrac cos dla siebie. ja
            nigdy nie biore tego czego wiem ze nie zjem. wole wziąc dokladkę czegoś innego.
            • jottka Re: troche inne pytanie....... 08.07.05, 14:27
              ale tu pewnie idzie o sceny drastyczne:) typu gospodarze podsuwają ci z dumą
              półmisek z rybą, mówiąc 'spróbuj jakie pyszne'

              no i niestety nie ma przepros, o ile nie dostajemy zawału po zjedzeniu rybki,
              czyli mamy papiery na nasz niejadkizm, to z zaciśniętymi zębami połykamy ohydę
              (porównanie podkreśla skalę trudności) i uśmiechamy sie promiennie ostatkiem tchu

              cie rozumiem, ja tak mam na widok ćwikły, która dla niemal wszystkich rodaków
              jest wybitnym smakołykiem, ojezujezu
            • eliza_g Re: troche inne pytanie....... 08.07.05, 15:02
              > no ok, ale powiedz mi, czy tam gdzie chodzisz to podaja tylko jedna potrawe ?

              Ja znam ten problem z drugiej strony.
              W rodzinie mamy kuzyna,który nie jada drobiu pod rzadną postacią - nawet rosołu.
              I co zrobić z takim delikwentem kiedy ja na danie główne planuję
              Piersi kurczaka w wiórkach kokosowych?
              Smarzę dla niego zwykłego schabowego i niech ... je - nie wyraże się brzydko,
              bo inaczej będzie głodny albo pochłonie wszystkie przystawki, wędlinę
              i ciasto.
              • amadea_22 Re: troche inne pytanie....... 08.07.05, 15:10
                hm, nie obraź się ale wybór mięska na obiad jest spory.możesz akurat w ten
                dzień zaplanowac cos innego, niekoniecznie drób.
                na pzrykład karczek jest super mięskiem, po prostu rewelacja na
                taki "lepszy "obiadek.
                pozdrawiam
                • eliza_g Re: troche inne pytanie....... 11.07.05, 15:06
                  karczek był przy poprzednij okazji
                  pozostłym gościom bardzo smakował kurczak z wiórkami
                  a Wieśkowi do schabowego zrobiłam surówkę z kalafiora
                  - był zachwycony
    • amused.to.death ale czy MUSIMY się katowac???? 08.07.05, 14:50
      zaciskając zęby, wpychając w siebie rzeczy, których nie znosimy i chwaląc jakie to dobre.

      Jak ktoś rozsądnie już zauważył zazwyczaj jest kilka potraw - coś sobie zawsze wybiorę, ale czy muszę próbować to czego wiem, że nie polubię (bo np. jest tam kukurydza, której nienawidzę).

      czy naprawdę nie mogę powiedzieć "nie, dziękuję" zamiast coś nakładać na talerz i myśleć jak to bezboleśnie przełknąć, żeby nie poczuć smaku od którego robi mi się niedobrze?

      Rodzice przestali mnie zmuszać do jedzenia pewnych rzeczy, kiedy w dzieciństwie po pierwszych łykach zupy mlecznej leciałam do łazienki i raz spędziłam w restauracji 2 godziny rycząc nad kotletem schabowym - ryczałabym pewnie dłużej ale się poddali.
      I co osiągnęli? Do tej pory kiedy czuję zapach gorącego mleka zbiera mi się na mdłości a kotletów schabowych nie jadłam przez kolejne 15 lat.

      Nie boję się nowych smaków, zjem wiele rzeczy - za mało słonych, przesolonych etc. ale są pewne składniki, których nie przełknę więc dlaczego mam cierpieć?
      • jottka Re: ale czy MUSIMY się katowac???? 08.07.05, 15:25
        w opisanej przeze mnie powyżej sytuacji drastycznej tak - bo tu chodzi o to, że
        gospodarze poświęcili czas, pieniądze i siły na przygotowanie największego w ich
        mniemaniu smakołyku (fakt, szkoda że nas wcześniej nie zapytali o zdanie:),
        częstują z dumą i szczęściem w oku, a ty im na to 'wybaczcie, ale tego akurat w
        życiu nie ruszę, uuu co za paskudztwo i jeszcze tak na mnie patrzy, błeee'


        pożerając ohydę z uśmiechem na twarzy, ratujesz ich twarz, że tak powiem:)
        oszczędzasz im przykrości i konsternacji, poczucia, że sie wygłupili itepe itede
        - pewnie, że lepiej przy okazji delikatnie zasugerować, że najchętniej spożywasz
        to czy tamto, ale w w/w sytuacjach nie idzie o możliwość dokonania przez nas
        wyboru, tylko o zdarzenie z gatunku ekstremalnych, gdzie tylko twoim dobrym
        serduszkiem i skatowanym żołądkiem możesz odpłacić gospodarzom za okazaną ci
        gościnność

        z reguły zresztą jest jakiś alkohol w pobliżu, można czym prędzej popić:)
        • invicta1 Re: ale czy MUSIMY się katowac???? 08.07.05, 15:27
          nigdynie zdarzyło mi się zwrócić czegoś z powodu smaku, który mi nie
          odpowiadał-było to nieprzyjemne, ale wymiotuje się z innych powodów
          bieg do toalety w celu zwymiotowania rybą w galarecie -czy co to yam miało być
          uważam za przekolorowany opis
          • amused.to.death Re: ale czy MUSIMY się katowac???? 08.07.05, 15:40
            a mi się zdarzyło i było to bardzo nieprzyjemne i nie zamierzam powtarzać doświadczenia.

            i niekoniecznie jest to od razu bieg do toalety. Czasami po powrocie z imprezy spędziłam kilka godzin w toalecie, czasami następnego dnia musiałam się napychać tabletkami.

            No, sorry, ale ja wielu rzeczy NIE mogę zjeść i nie zamierzam się do tego zmuszać.
    • Gość: monia Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... IP: *.elpos.net 08.07.05, 15:01
      a ja bede bronila takich ludzi
      sama do nich naleze, nie jem miesa. a czesto sie zdarza ze jak idziemy do znajomych to wszystko z miesem jest. wiec co np. mam same ziemniaki jest??
      paranoja

      czekam na deser i go zjadam :)
      • amadea_22 Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... 08.07.05, 15:06
        ok, a co powiecie o ludziach , ktorzy przeszli na zdrową żywnośc i naprawdę
        wszytsko kupują w sklepach ekologicznych????
        a w okresie letnim, to kupuja tylko to co wyrosło u rolnika na polu i bez
        nawozu.
        oni to maja problem, a raczej problem maja ci, ktorzy takich ludzi u siebie
        goszczą.co im zaproponowac ?
        ja znam takich co nawet mąkę w młynie kupują .
        ale tak sobie myslę ze pzreciez nawet w tych sklepach ekologicznych nie ma do
        końca pewnosci, że to jest zdrowe i niesztuczne.
        mam rację ?
      • Gość: ewa102 Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... IP: 195.41.211.* 08.07.05, 15:17
        a ja uwazam, ze obowiazkiem gospodarza jest przed przyjeciem zaproszonych gosci
        dowiedziec sie, czy czegos nie jedza, nie moga, maja alergie, nie lubia

        w miare mozliwosci powinno sie spelnic zyczenia gosci, bo sa wlasnie goscmi

        zycie staje sie latwiejsze dla obu stron, bo goscie jadajacy tylko chleb z
        serem i ketchupem oszczedza nam pracy i przykrosci
        natomiast goscie, ktorzy sa otwarci na nowosci zapewne podziela nasza
        przyjemnosci w jedzeniu

        ewa102
    • Gość: nika odpowiednie dac rzeczy slowo IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 08.07.05, 15:53
      szczesliwie nie mam znajomych, ktorzy mowia: 'pyszne zarelko', 'miesko', 'rybka
      palce lizac' itp.
      oblizanej rybki nawet w gosciach nie rusze!;-)

      dobra kuchnia to nie tylko jedzenie, to tez piekne slownictwo!

      a dzieci-niejadkow sie nie czepiajcie, to powazny problem, czesto wcale nie
      kulinarny
    • Gość: sumire Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... IP: 213.17.128.* 08.07.05, 16:38
      Aha - i jeszcze dorzuciłabym naszych polskich wczasowiczów, którzy wybywając w
      ciepłe kraje na wakacje, marudzą za schabowym, bo przecież nie będą jedli
      czegoś włoskiego (!), a już arabskiego to zupełnie broń Boże. Z góry zakładają,
      że niedobre, bo to nie ziemniaki i nie kotlet. Wrr.

      Z nieco innej beczki natomiast... Mój osobisty chłop jest po pierwsze
      wegetarianinem, po drugie nie toleruje laktozy. W związku z tym właściwie
      jedyne, co pożera, to roślinki (i piwo). Teraz już rodzina przywykła, ale na
      początku był rzeczywiście trudny obiad, kiedy to zastawiono stół mięsiwami,
      zupy były gęste od śmietany i tak dalej - no i biedak siedział sobie, pijąc
      wino, bo tylko ono się nadawało do spożycia przezeń :) wcale mu z tym źle nie
      było... Ja za to jem wszystko i kręcenia nosem na jedzenie (o ile ktoś nie ma
      wyraźnych powodów ku odmawianiu przeżucia czegoś) nie znoszę.
    • Gość: Hanna Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... IP: 206.248.70.* 08.07.05, 17:27
      Pozylam juz troche i wyrobilam sobie takie nastawienie-nie jedza, to fajnie ,
      ich problem, wiecej zostanie dla nas. Ale powiem szczerze, ze takich gosci mam
      niewielu. Jak sa to raczej osoby, co to sie odchudzaja i jedza tylko wybrane
      rzeczy.Tak wiec zawsze znajda u mnie wielka salate( wielowarzywna), danie
      warzywne, ktore miesozernym sluzy za dodatek. To samo z deserem, oprocz ciast-
      owoce, orzechy i juz, kazdy znajdzie cos dla siebie. Bo trzeba zapraszajac
      pomyslec i o roznych upodobaniach.
      Jedno jest pewne, nikt , kto do mnie przychodzi nie bedzie namawiany : "alez
      sprobuj chociaz" czy " jak to , nie napijesz sie.........".
      Zwykla jest bufet, kazdy bierze co lubi, i bez problemu.
    • kwiatek_leona Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... 08.07.05, 18:44
      Zaprosilam kiedys na wigilie gosci, z ktorych jeden byl stricte wegetarianinem,
      dwoje z ograniczeniami religijnymi, osmioro jedzacych wszystko, plus trojka
      dzieci w wieku przedszkolnym. Nie znajac dobrze upodoban pani religijnej,
      wyslalam jej e-maila, pytajac czego (oprocz restrykcji religijnych) nie moze,
      lub nie lubi jesc. Dostalam bardzo mila odpowiedz, ze ona absolutnie wszystko
      je. Uzbrojona w te informacje zabralam sie do gotowania. Obiad skladal sie z 6
      dan i mial byc serwowany na sposob restauracyjny, ze zmiana talerzy po kazdym
      daniu i przygotowywaniu indywidualnych porcji w kuchni. Na kazde bez mala
      danie mialam osobno spreparowana wersje normalna, wegetarianska i religijna.
      Gotowalam 2 dni i mialam wszystko zapiete na ostatni guzik. No i co sie
      okazalo? Przy kazdym, KAZDYM daniu bylam przesluchiwana przez pania "oh, nie
      rob sobie klopotu, ja wszystko jem". I nie chodzilo bynajmniej o aspekt
      religijny!!! Tylko tego nie je, bo ma pozniej wzdecia, tamtego nie je, bo
      podraznia jej trzustke, innego jeszcze nie, bo ma ALERGIE! W tym samym czasie
      wegetarianin palaszowal wszystko, tylko nie w podanej przeze mnie kolejnosci,
      bo czegos tam nie nalezy jesc przed czyms tam innym, a cos tam jeszcze sie
      najdluzej trawi, wiec musi isc na koniec. W miedzyczasie pietrzyly sie na i tak
      malym, jak na tyle osob, stole wszystkie jego talerze. Dodam, ze po kazdej
      zmianie, natychmiast zmywalam talerze, ustawialam nowe, nakladalam porcje,
      podgrzewalam i mieszalam nastepna serie (maz wnosil i wynosil). Obiad trwal 4
      godziny i wszyscy sie swietnie bawili. Okolo polnocy mialam wysprzatana kuchnie
      i jadalnie, co bylo konieczne, jako ze czworka gosci zostawala u nas na noc.
      Zupelnie jak w scenie z "Uczty Babette" siadlam na kuchennym zydlu skonana,
      spocona jak mysz ale szczesliwa, ze sie obeszlo bez wpadek i zapalilam
      papierosa. Na to wkroczyl szykujacy sie do spoczynku gosc wegetarianin i
      pouczyl mnie, ze palenie jest bardzo szkodliwe dla zdrowia. Sama sie nie
      podejrzewalam o taki zasob przeklenstw, jakimi w niego wtedy cisnelam.

      • Gość: mama Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.05, 20:43
        Może dlatego, że ja kilku składników potraw nie lubię (bardzo nie lubię, to
        znaczy nigdy nie jadam, bo zbiera mi się na wymioty - to tak dla jasności)
        przyznaje to samo prawo innym. Naprawdę nie robi na mnie wrażenia, jeśli ktoś z
        moich gości nie ruszy niczego, co przygotowałam. Jego problem. Zawsze na stole
        mogę postawic słone paluszki i niech sie żywi. Nigdy nie nakładam gościom na
        talerz porcji, każdy dysponuje, czy będzie to jadł i ile mu nałożyc. Ew. sam
        sobie nakłada.
        Staram się zorientowac w upodobaniach kulinarnych zaproszonych osób i
        uwzględnic je w menu, przygotowujac coś bardziej dla nich jadalnego.Ale jak nie
        trafię, to dla mnie żaden problem.
        Rozumiem, że ludzie mogą byc na diecie (z różnych powodów ),mogą nie lubic
        zbyt mocno przyprawionych potraw, staram się doprawic mniej niż bardziej, bo
        przykładowo, łatwiej dosolic czy dopieprzyc, niż odwrotnie.
        Moja teściowa ma zwyczaj namawiania do jedzenia dośc natrętnie. Ja uwazam, że
        każdy sam wie, ile chce zjeśc i stawiajac jedzenie na stole,proponuję
        poczęstunek, ew. moge przypomniec się jeszcze raz, ale nie spowiadam nikogo,
        dlaczego nie je. Jego sprawa. Mnie z tego powodu nie jest przykro.
        Mam kolezankę, która umie i lubi gotowac i czasem opowiada o wydawanym przez
        siebie przyjęciu, gdzie gościom specjalnie nakładała porcje na talerz, żeby
        musieli je zjeśc, albo przynajmniej napocząc. Ale najbardziej mnie zaskoczyła,
        jak przyznała, że dla niej szczytem nietaktu jest poczęstowanie sie jakąś
        potrawą od razu po zaproponowaniu jej przez gospodarzy, a nie dopiero po
        kilkukrotnym namawianiu. Powiedziałam jej, że u mnie wiele by nie zjadła, albo
        zmieniłaby przyzwyczajenia.
        Większośc dzieci w pewnym okresie zycia przechodzi przez okres niejadka,
        niektórym to zostaje. Nie ma co ich zmuszac, żeby koniecznie coś zjadły, bo tak
        wypada. A jak się je zostawi w spokoju, nie próbuje się ich na siłę
        uszczęśliwic kanapkami czy innym jadalnym dla nich jedzeniem, to najczęściej
        same czegoś spróbują. A jak nie spróbują to widocznie tak juz mają.
        Moje dzieci też nie lubią niektórych potraw i ich prawo. Dla jednego z synów
        niejadalny jest rosół, chocby najlepszy na świecie. Gdy inni jedzą rosół, on
        spokojnie czeka, na drugie danie.
        Dla drugiego niejadalne sa kotlety mielone, chociaż smakuja mu hamburgery,
        które dzięki wskazówkom forumowiczów całkiem nieźle mi wychodzą. Jak jesteśmy u
        rodziny,to dla niego robią jajko sadzone, a jak nie ma takiej możliwości, to je
        same ziemniaki i surówkę. Jego sprawa, nikt z tego powodu szat nie rozdziera.
        Brat męża nie lubi ciasta i nie je. Czasem weźmie kawałek tortu, bo np.
        urodzinowy i wypada spróbowac, ale nakładam mu tak mały, jak sobie życzy. Wolę,
        żeby zjadł naprawde symboliczną porcję, niz dziubał po talerzu i udawał, że mu
        smakuje. Jeśli zapraszam gości, to wolę, żeby z jedzenia czerpali przyjemnośc,
        a nie zmuszali się do konsumpcji, żeby nie robic przykrosci gospodyni. W końcu
        jedzenie to tylko dodatek do miłego spędzenia razem czasu, a nie obowiązkowy
        punkt programu.
        • Gość: aniel Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.05, 22:21
          Babcia mojego Lubego: a co to za gów... (na obiad była zapiekanka z ryżu,
          pieczarek i kurczaka z rosołu pod pierzynką serową, mocno doprawione)

          ręce opadają na taki brak wychowania....
          • e_katt teraz na takie 08.07.05, 22:35
            g***o jest inne, kurturarne;) okreslnie "paciaja"
            ;))
          • kakui Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... 08.07.05, 22:37
            w takim wypadku powiedzialabym "raus z mojej chaty bo zaraz tym dostaniesz" co
            za chamska baba. moglas jej nie dawac i powiedziec ze gownien nie je. wtedy by
            sobie popatrzyla i by sie wsciekla ;)
            • e_katt Kakui, tylko 08.07.05, 22:42
              bez rękoczynów.. ;)
              spokojnie, bo ta "chamska baba" to w końcu babcia (a babcie - nawet, a może
              zwłaszcza te niewłasne - mają to do siebie, że trzeba do nich anielskiej
              cierpliwości, no - czasami;)
    • roseanne Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... 08.07.05, 23:15
      ja dla swojego dziecka przynosze jedzonko, coprawda nie Danio, ale costam
      zawsze lojalnie uprzedzam, ze tak zrobie

      z drugiej strony jesli gospodarze nie sa w stanie przejsc nad tym do porzadku
      dziennego to tez zostaja w sposob naturalny wyeliminiwani, bez zlosliwosci
      takie zycie, ot po prostu
    • ampolion Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... 08.07.05, 23:37
      A może to szczególna forma bulimii? Że to niby inni (a nie JA) są
      odpowiedzialni za moje niejedzenie?...
    • Gość: jagoda_k Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... IP: *.hsd1.il.comcast.net 09.07.05, 19:12
      Ciotka meza mojej kolezanki bedac u niej "w gosciach" odmowila sprobowania
      salatki, mowiac ze przeprasza, ale dla niej wyglada ona jak "rzygi".
      • Gość: szadoka Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... IP: 212.160.172.* 11.07.05, 13:51
        bo nie oszukujmy sie , wyglada :)))), co absolutnie nie jest powodem do takich
        uwag. Ja osobiscie jestem wszystkozerna, w domu ,w gosciach w szczegolnosci,
        uwielbiam jesc rozne lokalne specjaly ale za to mam klopot w restauracjach.
        Jedzenie musi byc naprawde dobre bo inaczej mam poczucie zmarnowanych pieniedzy
        i jestem zla na siebie, ze cos tam zamowilam. A juz chorobliwie nie znosze jesc
        w "restauracjach innych niz wszystkie", zwlaszcza na papierowych talezykach.
        • ilecka Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... 11.07.05, 15:27
          wiecie co, moj facet jest wlochem, i wydawaloby sie ze jego upodobania
          kulinarne sa z tych gorolotnych. wrecz przeciwnie. nie je mnostwa warzyw i zup
          i wielu innych rzeczy(uwielbia maslo orzechowe i majonez:(i dodaje go
          wszedzie). ja gotuje mu to co wiem ze zje, ewentualnie robie rozne wyszukane
          potrawy, lub przemycam niektore warzywa, tak dla zdrowia, i wtedy zje. czasem
          jak go ladnie poprosze zje nawet te potrawy do ktorych jawnie dodalam tego
          czego on nie lubi - to tez dla zdrowia. ale w gosciach nie ma mowy o
          wybrzydzaniu zje wszystko co mu sie nalozy na talerzu, nie chce wprawiac w
          zaklopotanie gospodarza, chyba ze jest na tyle spoufalony z gospodarzem, ze ten
          wie co lubi a czego nie lubi moj chlopak. i z tego sie ciesze:) przynajmniej w
          gosciach zje czasem troche wiecej warzyw i innych rzeczy ktorych na ogol nie
          je:)
          • Gość: sumire Re: Ludzie, którzy wybrzydzają....... IP: 213.17.128.* 11.07.05, 15:34
            No proszę, a u mnie dokładnie odwrotnie :)) chłop je warzywka, warzywka i
            warzywka... No i był problem niejaki w miniony weekend, kiedy to ochoczo
            wybraliśmy się zdobywać góry, a tam tylko kiełbaski i żeberka skwierczały na
            grillach :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka