Dodaj do ulubionych

Do rodziców studentów

IP: *.68.90.67.mielec90.tnp.pl 20.11.07, 14:09
Jakie potrawy, które można długo przechowywć, przygotowujecie swoim
żakom, aby przetrwały studencką biedę :))) Mięsa pieczone, gołąbki,
pierogi różnego rodzaju... Co jeszcze?
Obserwuj wątek
    • ba_nita Re:To zależy do jakich urządzeń kuchennych 20.11.07, 14:20
      jest dostęp w akademiku.
      • Gość: mama_żaka Re:To zależy do jakich urządzeń kuchennych IP: *.68.90.67.mielec90.tnp.pl 20.11.07, 14:36
        standardowo - kuchenka, mała lodówka w pokoju. Nie bardzo jest
        miejsce, żeby coś zamrozić, więc albo słoiki albo krótko trzymać.
        Ostatnio zrobiłam galaretę z nóżek do słoika, ale potem
        przeczytałam, że trzeba 3 razy pasteryzować (a ja ani ani tylko
        zamknęłam):(( Dziecko przeżyło :))
        • ba_nita Re:To zależy do jakich urządzeń kuchennych 20.11.07, 14:50
          Jeśli podasz adres mailowy to doślę Ci mały poradnik dotyczący przechowywania
          żywności.
          • ejszia Re:To zależy do jakich urządzeń kuchennych 20.11.07, 20:17
            Proszę na gazetowego. Dziękuję!
            • ba_nita Re:Poszło. Zajrzyj jeszcze do poniższego wątku: 20.11.07, 20:38
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=77&w=72283052
    • e._ Re: Do rodziców studentów 20.11.07, 14:54
      Ja mojego jeszcze w liceum nauczyłam gotować bo nie wiedziałam, czy
      wyjedzie na studia czy nie.
      Zaczęliśmy od omletów i naleśników, za wszystko był publicznie
      niemiłosiernie chwalony ale trzeba przyznać, ze dobrtze mu szło!
      Potem rózne "modne" a proste makarony z sosami itp, dalej poszło mu
      w sałatki. Zapiekankami i frytkami zainteresował się sam.
      W sumie nie gotuje tylko zup.
      Spróbuj z Twoim, może też załapie.
      Na Twoim miejscu przygotowywałabym pieczeń, którą można i na zimno z
      kanapką, i i odgrzewaną, z sosem. Albo w kosteczkę i dusić chwilkę z
      warzywami, np. mrożonymi.
      Można przygotować furę naleśników (placków naleśnikowych) - kupi
      sobie serek do niech do srodka, albo kawałek pasztetu i podgrzeje.
      Można zapiekanki te do odgrzewania, np. wołowina w piwie z
      ziemniakami, cebulą i marchewką, którą można odgrzewać jak nasz
      bigos, ale czy będzie mu się chciało toto dźwigać?
      Robiąc pasztet można upiec małe kuleczki z tego samego mięsa, też
      będą do sosów.
    • panistrusia Re: Do rodziców studentów 20.11.07, 18:15
      Przede wszystkim należy dziecko nauczyć samodzielnego dbania o swój żołądek a co
      się z tym wiąże: zdrowie całego organizmu.
      Studia to już etap dorosłego życia. Mama może jeszcze rozpieszczać, przygotować
      coś, czego dziecko nie potrafi zrobić, albo coś, co jest pracochłonne. Ale chyba
      sobie nie wyobrażasz, że nadal będziesz karmić dorosłe dziecko?

      Ja przez całe studia sobie sama gotowałam. Nauczyłam się robić potrawy, które
      mogę jeść 2 dni, albo zamrozić. Zawsze miałam(i nadal mam) coś na czarną
      godzinę: gdyby mi się nie chciało sterczeć w kuchni, coś wypadło.

      Ale byli i tacy co cały miesiąc jechali na bigosie i odsmażanych krokietach. Był
      też kolega, który zimą przywoził sobie zupy w pięciolitrowych baniakach po
      wodzie i trzymał je na balkonie. Co oni będą jeść, gdy mamy zabraknie?
      • Gość: mama_żaka Re: Do rodziców studentów IP: *.mielec253.tnp.pl 20.11.07, 20:14
        Syn naprawdę dobrze radzi sobie w kuchni, gdy tylko znajdzie wolną
        chwilę na gotowanie, a przygotowywanie gotowców (tak jak większość
        matek, ktore znam)jest dla mnie po prostu przyjemnością i
        utrzymywaniem bliskości. Ot, po prostu zwykła matczyna miłość, no i
        radość, gdy dostję smsa, że smakuje :))))
        • sobolia Re: Do rodziców studentów 20.11.07, 20:32
          Z tych własnie powodów, jak mama żaka - też przygotowywałam mojej
          córce wałówkę - i tak jak ja kiedyś - ona tez wracała z domu z torbą
          wyładowana jedzeniem.
          Ja wspominam do dziś troskę mojej mamy z tkliwością - ona tez
          będzie. Aha - nie sprawiło to, że jestem mniej samodzielna. Co
          wiecej - koleżanki i koledzy córki do dziś wspominaja moje naleśniki
          se szpinakiem.
          Oprócz juz wymienionych przygotowywałam: sosy do makaronów, fasolkę
          po bretońsku czy domowy smalec.
          Pozdrawiam mamę żaka i inne studenckie mamy.
        • Gość: majala Re: Do rodziców studentów IP: *.rzeszow.mm.pl 20.11.07, 23:15
          Przez prawie dziewięć lat przygotowywałam dla dwójki moich dzieci różne potrawy:
          kotlety, sznycle, mięsa w sosie i pieczone do jedzenia na zimno, hurtowe ilości
          pierogów (ruskie, z mięsem, z kapustą), krokiety.
          Robiłam różne sałatki, piekłam ciasto. Dawałam trwałe wędliny a nawet umyte i
          obrane rzodkiewki i młodą cebulkę. Syn i córka studiowali w różnych
          miastach,jedno zaczęło cztery lata po drugim. Przyjeżdżali raz w miesiącu.
          Robiłam to bo tak jak mamie żaka sprawiało mi to przyjemność a i oni chcieli
          mieć coś domowego mimo, że było to odgrzewane, odsmażane. Miło było dostać potem
          smsa z życzeniami "dla Mamy, która piecze najlepszy placek czekoladowy (lub robi
          wafla, w zależności od sytuacji) na świecie.
          To, że brali tyle rzeczy z domu nie znaczy że sami nic nie przygotowywali do
          jedzenia. Teraz każde z nich jest poza domem i sami gospodarzą, widać czegoś sie
          nauczyli. A syn czasem zaskakuje mnie telefonami, że robi jakieś danie i to nie
          proste ale całkiem wymyślne, którego ja np nigdy nie robiłam. Od czego chęci,
          przepisy i zmuszająca do działania sytuacja. Teraz gdy przyjeżdżają do domu nie
          biorą z sobą kotletów, mięs ale sałatkę, pierogi i coś słodkiego często. Jeśli
          czasem nie chcą czuję sie zawiedziona, to naprawdę przyjemność, spróbujcie mamy.
          Oni i tak się nauczą gotować jak będą zmuszeni, chyba że po studiach wrócą do
          mamusi.
    • ju.bi Re: Do rodziców studentów 20.11.07, 21:41
      oczywiście kazda para mama-dzieciak wybierze własne rozwiązanie, ale
      moi 3 studenci gotuja sobie sami - z domu zabierają jedzenie tylko
      po duzych rodzinnych imprezach, ewentualnie w sobote czy w niedziele
      gotuję wiecej i to co zostanie zabierają - a więc najwyzej jedzenie
      na dwa dni

      przyznam, ze troche mnie dziwi przygotowywanie jedzenia dorosłym
      ludziom, to juz nie czasy gdy nie mozna było niczego w sklepie
      dostać lub nalezało odstac swoje w kolejkach - w takiej sytuacji
      może i miało sens zaopatrywanie latorośli, chociaz mne tak nie
      rozpieszczano, mojego meza tez nie

      jeśli już, to sadzę że dobrym rozwiązaniem jest sloik dobrego
      domowego smalcu, zapasteryzowane mięsko które mozna zjeśc zarówno na
      zimno jak i w róznych formach na gorąco,nalesniki to akurat
      wolałabym swieże niz odsmazane, poza tym to niezła zabawa smazyc je
      w akademikowej kuchni
      jesli dzieciak lubi to na przykład ciecierzyca w sosie pomidorowym z
      mięsem, zapateryzowana w sloiki potrawka z kurczaka...no, własciwie
      to wszystko mozna...
    • Gość: też mama-żaka Re: Do rodziców studentów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.07, 23:36
      cieszę się że jest nas więcej mam żaków, też tak robię mimo,że syn
      potrafi sobie wiele potraw sam przygotować,a też wyręczyć mnie w
      kuchni jak jest w domu, a na "export" zawsze szykuję wałówkę, cieszę
      sie że jak wraca po zajęciachdo siebie to wyciąga z lodówki jakieś
      mięcho odgrzewa i wcina. To pachnie domem, utzymuje więź. Ja mam
      dużo radości jak dzwoni lub śle sms: rosół pycha ale mielonych już
      mi nie dawaj. Moje exportowe menu to gółownie mięso: klka kotletów
      schabowych lub z kurczaka, udka kurczka, pieczeń wołowa w plastrach,
      czasem fasolka po bretońsku, nięmiertelny rosól (ukochany) w słoiku,
      kabanosy, też dorzucam umyte rzodkiewi, pomidory i orzechy laskowe
      lub włoskie (na rozum), żółty ser w plastrach, salami, mój żak
      ciasta nie lubi, więc to mi odpada
      • gabi_10 Re: Do rodziców studentów 22.11.07, 07:27
        hmmm.moje dziecko na studia pójdzie za jakieś 18 lat:-) ale jeszcze
        niedawno ja woziłam z domu wałówkę-a gotować nauczyłąm sie zupełnie
        niedawno-dopieropo ślubie:-) ale do rzeczy:-) często dostawaąłm
        potrawkę z kurczaka-zapasteryzowana w lodówce można troche
        potrzymać:-) Tylko gotowałam ryz do tego i gortowe. Gulasz i bigos
        tez czesto były w menu-ale potrawka to zyłam praktycznie całe
        studia:-)
      • em_es Re: Do rodziców studentów 22.11.07, 08:33
        przyznam, że rozbawiły mnie w tym wątku komentarze, że po co niańczyć dorosłe
        dziecko, niech sobie samo radzi
        oczywiście, dobrze żeby umiało sobie poradzić - i zapewne większość to potrafi,
        a jak nie to istnieją stołówki, ale nie widzę kompletnie nic złego w tym, że
        mama czasem takiego żaka wspomoże jedzeniem, szczególnie jeśli to dla niej nie
        kłopot, a nierzadko przyjemność, jak same tu mówią
        na wielu kierunkach zwyczajnie jest tak dużo pracy, że studentowi brakuje czasu
        na gotowanie, a nierzadko tez sensownej kuchni w akademiku - dla takich mamine
        zapasy to skarb istny :)
        i spokojna głowa, że taki żak, nauczony dobrą domową kuchnią, jak tylko znajdzie
        czas, to sam będzie gotował, nie ma szans, że zadowoli się byle zupą z torebki ;)

        moja mamuś dawała mi różne pasteryzowane w słoikach potrawy (praktycznie
        wszystko, co dało się pasteryzować), plus coś do szybkiego zjedzenia, zwykle
        było to coś z niedzielnego obiadu albo specjalnie zrobione pierogi, oraz owoce i
        warzywa, mrożonek nie bo zamrażalnika nie posiadałam
        na trzecim czy czwartym roku, kiedy mniej było już zajęć wymagających obecności,
        a więcej pracy własnej, zaczęłam sama gotować (podobnie moi znajomi), bynajmniej
        troska mamusi nie zapewniła mi dwóch lewych rąk w kuchni, co radośnie zakładają
        wszyscy krytykujący mamy żaków ;)
    • Gość: mangax - studentka Re: Do rodziców studentów IP: *.generacja.pl 22.11.07, 07:32
      Ja jestem po drugiej stronie "muru", tzn. studiuję i muszę przyznać, że naprawdę
      miło jest czasami poczuć domowy smak (zwłaszcza jak do domu daleko i mało kiedy
      można przyjechać), nawet w odsmażanych mrożonkach, które już nie smakują tak jak
      świeżyzna.
      Gdy byłam na pierwszym roku chętnie z dobrodziejstwa rodziców korzystałam i
      woziłam dużo różności (mielone, kotlety, pieczeń, pierogi ...) - to co stanowiło
      "bazę" obiadu, a resztę sobie już sama dokładałam.
      Teraz, na drugim roku, jest już nieco inaczej - z domu wolę sobie zabrać, coś
      czego tutaj nie dostanę, np. kiełbasę (taką prawdziwą, ze wsi ;P), jakąś
      wędlinę, wiejskie jajka, no i nieśmiertelne pierogi - resztę mogę przygotować
      sama. Polubiłam gotowanie. Zaczęłam od łatwych i niezbyt wyszukanych przepisów,
      ale wiem, że z czasem mogę przygotowywać coraz bardziej skomplikowane potrawy :))
      W zasadzie teraz muszę już prosić Mamę, żeby za dużo mi nie przygotowywała, bo
      ona się zamęczy przygotowując, ja się umorduję dźwigając, a tak naprawdę z głodu
      tu nie umiera (to jest w ogóle jakiś dziwny obraz rodziców, że jak się wraca do
      domu to trzeba dużo jeść - tak jakby na studiach nas głodzili ;)) i chłopak z
      którym mieszkam, też nie narzeka (wręcz przeciwnie ... chwali ;)))

      AAaa...tak bardziej do tematu, hitem ostatniego miesiąca u nas jest pizza (i
      pewnie długo jeszcze będzie), tzn. ciasto zrobić jest banalnie prosto, na
      wierzch można dać co akurat w lodówce i pyszne jedzenie za niewielką kasę (za
      10, max 15zł jest pizza, którą 2 osoby sie najedzą do bólu i jeszcze zostanie :)

      Pozdrawiam
      i jeszcze chciałabym całemu forum podziękować, bo ... ekhem, muszę przyznać, że
      większość przepisów mam stąd i z galerii potraw :))
      • ewa9717 Re: Do rodziców studentów 22.11.07, 09:04
        Studiowałam dawno temu i daleko od domu, więc woziłam wałówę tylko
        dwa razy w roku, ale miło wspominam domowe paczki ze wspomaganiem i
        wałówkę, którą przywoziła z domu bliżej mieszkająca współspaczka.
        Troska mamuś wcale nas nie pozbawiła samodzielności, umiemy gotować
        itp. A dziś Z CHĘCIĄ przygotowujemy młodym jedzonko na wywóz.
        Repertuar już właściwie wyżej został wymieniony.
    • Gość: mama_żaka Re: Do rodziców studentów IP: *.68.90.67.mielec90.tnp.pl 22.11.07, 12:16
      Przede wszystkim - wielkie dzięki ba_nicie za poradnik - kopalnię
      wiedzy! Kwestia pomagania dorosłym dzieciom faktycznie zależy od
      podejścia do wychowania. Ja chciałabym utrzymywać bliską więź z
      dzićmi całe życie, a przecież wspólne jedzonko zbliża... :))) W
      końcu nawet w modzie jest przygotowywanie posiłków razem z
      przyjaciółmi. Dziękuję za wszystkie sugestie!
      • amused.to.death fajnie, że mamy wciąż pomagając dzieciom - student 22.11.07, 16:04
        bo to nie chodzi wcale o to, że czegoś w sklepie nei można kupić, czy ktoś nie umie gotować.

        My jeszcze po latach wspominamy czasami na spotkaniach co to się kiedyś na studiach przywoziło z domu.
        Pamiętam jak sie kiedyś zdziwiłam, jak mi 'przypomniano', że moja mama takie dobre ciasta orzechowe robiła:)))
        Ja z kolei pamiętam gołąbki w sosie pomidorowym koleżanki (u mnie w domu zawsze się bez sosu robiło).
        To były ciekawe czasy - zwłaszcza jak się mieszkało z ludzmi, którzy chcieli się podzielić:)))
        • Gość: majala Re: fajnie, że mamy wciąż pomagając dzieciom - st IP: *.rzeszow.mm.pl 22.11.07, 17:56
          Masz racje, to się wspomina po latach. U mnie w domu nie jadało sie krokietów,
          ale koleżanki mojej córki przywoziły z domu i jej bardzo smakowały, więc gdy
          córka zjawiała się na weekend produkowałam krokiety w ilościach hurtowych.
          Zabierała je z sobą i jadły wszystkie.
          A placek, zwłaszcza gdy wracała ze znajomymi samochodem, bywało nie docierał do
          Krakowa a zjadano go po drodze.
          Sama pamiętam z okresu moich studiów (mieszkałam w mieście w którym studiowałam)
          pyszne pączki, które dostawała od mamy moja koleżanka. Mama podawała jej paczkę
          przez kierowcę autobusu, więc dzień wcześniej o niej wiedziała i na zajęciach
          zapowiadała: jutro będą pączki. Wpadaliśmy do niej do akademika i przepyszne
          pączki znikały w mig, a było ich co niemiara. Tak było i z poziomkami z
          rodzinnego ogrodu, ona miała poziomki, my przynosiliśmy do akademika lody i
          uczta gotowa. To było tak dawno, ponad trzydzieści pięć lat temu a cały czas sie
          to pamięta. Ech czasy studenckie......
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka