(uwaga, występują słowa powszechnie uznane za nieparlamentarne, bo to taka
zbuntowana i niegrzeczna recenzja)*
W jednym z licznych wywiadów, udzielonych prasie różnej w ostatnich
tygodniach, Agnieszka Chylińska żaliła się, że ludzie postrzegają ją tylko i
wyłącznie w kategoriach taniego widowiska, polegającego na rzuceniu kilkoma
kurwami i zrobieniu brzydkiej miny bądź/i wystawieniu środkowego palca. Nie
ukrywam, że po wysłuchaniu płyty mam dokładnie takie wrażenie. O ile jeszcze
poziom muzyczny tej produkcji jest jak najbardziej do przyjęcia (o samej
muzyce za chwilę), to teksty na płycie są rozpaczliwie żenujące. Większość
jest bardzo dosłownym przekazaniem pewnej grupie ludzi mądrości na
poziomie „jestem brudny, jestem zły i mam bardzo duże wszy”. Kreacja
Chylińskiej na niegrzeczną dziewczynkę miała na pewno spowodować, że
wokalistka zostanie oceniona jako „do bólu szczera i autentyczna”, ale
niestety wszystko jest tak grubymi nićmi szyte, że w pewnych momentach budzi
śmiech, przekraczając granice autoparodii (chociażby w otwierającym
płytę „Zła-zła-zła”

.
Na początek kilka cytatów dla spragnionych sensacji:
„Nienawidzą mnie, nienawidzę ich,
Chcą dojebać mi, ja dojebię im” („Zła-zła-zła”
„Wypierdalaj stąd! Wypierdalaj stąd!” („Gorąca prośba”
„Czemu myślisz: ‘Ona zdzira, kurwa, rura, szmata’,
Przecież jeszcze nie zostałeś zjebany przeze mnie” („Chylińska”
Oczywiście, nieprawdą byłoby twierdzenie, że z tego składa się cała płyta, bo
Chylińska podejmuje tematykę wszelaką, a jeśli ktoś ma problemy z
interpretacją dość prostych tekstów, to we wkładce do każdego załączony jest
komentarz z cyklu: „Co artystka miała na myśli”. No i w zasadzie wszystko –
spotkania, rozstania, seks, zawiść, dojebanie „staremu znajomemu” (ciekawe,
kto to, hehehe), miłość, rozczarowanie itp. Tekstowo album jest na siłę
kontrowersyjny, bo na poważnie chyba nikt nie potraktuje wiecznie zbuntowanej
i niegrzecznej Chylińskiej, która z uporem maniaka od lat próbuje robić za
metalową femme fatale. Szkoda, bo nieznaczna część tekstów jest całkiem
przyzwoita, ale ginie, przytłoczona „skandalizującą” papką (niezłe jest
np. „Niczyja”

. O image artystki się nie wypowiadam, mogę tylko zauważyć, że
wyglądała niedawno znacznie lepiej, ale to akurat nie jest istotne, chociaż
stylizacja na „niegrzeczną i groźną” na zdjęciach też jest przerysowana.
Jeśli chodzi o tę ważniejszą (dla mnie) część albumu, czyli o samą muzykę,
nie jest tak źle. A nawet powiedziałbym że pod względem muzycznym płyta brzmi
całkiem przyzwoicie, rockowo – nie metalowo (no, miejscami trochę ciężej),
ale rockowo właśnie i tu należy Chylińską docenić, bo mogła zmienić się w
kolejny klon Kasi Kowalskiej, a tymczasem kontynuuje w prostej linii to, co
robiła w O.N.A. Naturalnie, na tle muzyki światowej album „Winna” jest do
bólu wtórny i inspiracje rammsteinowo-mansonowe są widoczne na każdym kroku
(wbrew wypowiedziom Chylińskiej, komentarze dotyczące inspiracji muzycznych
są śladowe – raz przyznaje się do inspiracji Led Zeppelin w utworze „Tu i
tam, psie!”, a przy tytułowym kawałku do „niemieckiego” grania rocka). Jest
sporo ciężkich gitar, dużo ładnych melodii i jak na polski rynek płyta jest
zrobiona naprawdę porządnie i dobrze wyprodukowana (nigdy nie przepadałem za
O.N.A., ale dobra realizacja dźwięku na płycie zawsze była mocną stroną tej
grupy). Poza utworami dynamicznymi, Chylińska serwuje kilka balladowych, ale
nie pozbawionych pewnego nerwu momentów, które są niestety do siebie dość
podobne.
Podsumowując: moim zdaniem, nieco zmarnowana szansa. Z jednej strony, gdyby
Chylińska nie mówiła o sobie w tylu wywiadach i nie pokazywała się w prasie i
nie dowalała ostentacyjnie Skawińskiemu tekstami o tym, jaki to on nieudolny,
a ona jaka zajebista, pewnie mniej osób by ją zauważyło (bo ze względu na
wulgaryzmy i na ostrość większość utworów raczej do mediów nie trafi), a z
drugiej album „Winna”, zamiast być wydarzeniem na polskim rynku muzycznym,
będzie rozpatrywany w kategoriach kabaretowych i pod kątem ilości bluzg lub
przysrywów, a nie samej muzyki. Szum medialny nie zawsze pomaga. Szkoda.
*Żart.