vulture
16.05.04, 12:09
(osoby pozbawione mózgu albo poczucia humoru proszone są o odpuszczenie sobie)
Po raz kolejny mieliśmy przyjemność uczestniczyć w prestiżowym widowisku
multimedialnym, jakim jest Festiwal Piosenki Eurowizja. Tegoroczne wydanie
zorganizowane zostało w Stambule, jako że w roku ubiegłym zwyciężyła
Turczynka, Sertab. Zza kadru wydarzenia z biegłością Dariusza Szpakowskiego i
Elżbiety Sommer komentował niezrównany Artur Orzech, a na miejscu
konferansjerami byli pan, wyciągnięty z gabinetu figur woskowych, oraz pani
przebrana za pawia w płaszczu kąpielowym. Pawi zresztą było z pewnością
więcej, ze strony bardziej wrażliwych odbiorców. Pierwszy nastąpił, gdy
zaśpiewała zeszłoroczna laureatka, Setab, przebrana za zombie Marleny
Dietrich. Artystce niestety nie potrafiono wytłumaczyć, że Halloween jest w
listopadzie, dlatego nie tylko się pokazała, ale jeszcze zaśpiewała na żywo.
A potem już wystąpili kolejno kandydaci na hit w Turcji, Albanii i kilku
państwach ościennych. Ich występy zostaną omówione szczegółowo:
1. HISZPANIA – Ramon. Interesujące połączenie George’a Michaela i
Shakin’ Stevensa wyszło na scenę z gitarą, na której zagrało pięć dźwięków,
po czym odłożyło ją na bok. Gitara najwyraźniej była zaczarowana, bo mimo
odłożenia nadal było ją słychać. Styl muzyczny: Iglesias Bailamos Ricky
Martin Villas.
2. AUSTRIA – Tie Break. Boysband, składający się z trzech chłopców o
aparycji wielokrotnych recydywistów , zaproponował repertuar z pogranicza
wczesnego Krzysia Antkowiaka i Magdy Fronczewskiej, a także taniec
synchroniczny, zgrany tak dobrze, jak głosy wokalistów w refrenie. Szkoda
tylko, że każdy był zgrany wyłącznie ze sobą.
3. NORWEGIA – Knut Anders Sorum. Pan, wyglądający jak zapomniany odrzut
z festiwalu „Bratyslavska Lyra”, przedstawił ciekawe fałsze w refrenie oraz
białą marynarkę, która okazała się strojem przechodnim wielu wykonawców płci
męskiej, co niewątpliwie świadczy o kryzysie, jaki przechodzi festiwal.
4. FRANCJA – Jonathan Cerrada. Artysta pożyczył marynarkę od
poprzednika, natomiast reszty nie miał od kogo pożyczyć, dlatego wyglądał jak
Irena Santor po wkręceniu w turbinę łodzi motorowej - albo fryzjer miał
gorszy dzień, interpretacja dowolna. Wokalizy, nieco odchodzące od planowanej
linii melodycznej sugerują, że to jednak był jakiś poważniejszy wypadek.
5. SERBIA I CZARNOGÓRA – Zeljko Joksimovic. Artysta najprawdopodobniej
był wielkim przegranym w konkursie na najbardziej nieudaną parodię Elvisa
Presleya. Białą marynarkę pożyczył od poprzednika.
6. MALTA – Julie & Ludwig. Interesujący duet, reklamowany jako artyści z
tradycjami musicalowymi, przedstawił coś w rodzaju groteski p.t. „Czy
pamiętacie ‘Koncert życzeń’?”. Pani fałszowała a pan śpiewał
pseudooperetkowym głosem; wyglądało to jakby Krystyna Giżowska i Michał
Wiśniewski śpiewali piosenkę Army Of Lovers. Choreograf duetu najwyraźniej
miał problemy z rzeczywistością albo po prostu go nie było.
7. HOLANDIA – Re-Union. Ojczyzna 2 Unlimited zaproponowała w tym roku
prezentację duetu, który jako żywo przypominał nasz wspaniały Universe, tylko
był bardziej wieśniacki. Niemożliwe, a jednak prawdziwe. Wokalizy obu panów
świadczyły o przebyciu zabiegu, jakiemu często poddaje się koty, żeby nie
śmierdziały.
8. NIEMCY – Max. Maksymalną, w nawiązaniu do pseudonimu, ekstazę,
zaprezentował na scenie reprezentant Niemiec, który siedział na środku sceny
na stołku i symulował poród. Chyba podczas występu ktoś mu zrobił głupi
dowcip i podłożył pinezkę na krzesło, ponieważ nagle artysta zerwał się i
zaczął krzyczeć. W każdym razie miało się wrażenie uczestniczenia w strasznym
wypadku.
9. ALBANIA – Anjela Shahini. Laureatka lokalnej edycji „Idola”. Nawet
bardzo lokalnej. Podczas jej występu można było wywnioskować, że Albanki
składają się z dużych nóg i różowego pokrowca. W każdym razie zgrabność
figury i gust młoda artystka świetnie połączyła z ekwilibrystyką wokalną,
pozostawiając po sobie niezatarte wrażenie.
10. UKRAINA – Ruslana. Image artystki sugerował jakieś związki z
Wikingami, garbarzami (nie grabarzami) i hutnictwem. Muzycznie przypominało
to orkiestrowe fragmenty z płyt Within Temptation, dołączone do piosenki
Shazzy. Wyglądało to, jakby Doro Pesh przefarbowała się na czarno i
zatrudniła w zespole pieśni i tańca. Jednak dobrze, że piosenka eurowizyjna
może trwać najwyżej trzy minuty.
11. CHORWACJA – Ivan Mikulic. Wprawdzie początek piosenki brzmiał jak
zwrotka „Voyage Voyage”, ale potem artysta się rozkręcił, piejąc do mikrofonu
i kurczowo go ściskając w obawie, że może mu zostać odebrany przed
ukończeniem utworu. Stylistycznie bardzo pasował do imprezy: połączenie San
Remo, wymiotów Zbigniewa Wodeckiego i wybuchu bomby atomowej.
12. BOŚNIA HERCEGOWINA – Din. Wprawdzie nie ten Din od Gaygi, ale poziom
podobny. Eks-członek lokalnego boysbandu, który po czterech próbach wreszcie
dobrnął do preselekcji. Artysta chyba nie zarabia zbyt wiele, gdyż wystąpił w
podartych spodniach i przymałym podkoszulku, a pieniędzy starczyło mu tylko
na żel do włosów (na lekcje śpiewu już nie). Artysta śpiewał „Music is what I
want” i pewnie inni słuchający też sobie tego życzyli. Piosenka przypominała
nieco „Hot Stuff” i „I Feel Love” Donny Summer, ale zapewne przypadkowo.
Tu miały nastąpić połączenia satelitarne z różnymi krajami (prowadząca nawet
przebrała się w strój kurczaka, rozszarpanego przez psy), ale już na początek
łącza zwariowały po wyemitowaniu widoku twarzy Thomasa Andersa z Modern
Talking, dzięki czemu następna transmisja (lokalna, ze Stambułu) ograniczyła
się do pokazania prowadzącej, dłubiącej w nosie, która nie wiedziała, że jest
na wizji, a reszta jakoś w ogóle nie wyszła, więc powrócono do prezentacji
pozostałych kandydatek na hit roku.
13. BELGIA – Handee. Kolejna różowa pantera wspaniale podtrzymała
tradycje ojczyzny Kate Ryan i zaproponowała utwór podobny do tych, jakie
kilkanaście lat temu rozbrzmiewały w naszych remizach, ale to w końcu nie
wstyd czerpać z dobrych wzorów. Pani chyba cierpiała na drobną niedyspozycję,
jaką jest zanik strun głosowych, ale na szczęście wyręczał ją lecący z
playbacku chórek, dzięki czemu artystka mogła dodatkowo wykonać taniec Św.
Wita. Ciekawe, jak śpiewali ci, którzy odpadli w belgijskich preselekcjach.
14. ROSJA – Julia Savicheva. Laureatka odpowiednika „Idola” w
Rosji, „Fabriki zwiezd” przebrała się za Avril Janosz i wykonała utwór,
będący połączeniem stylistyki Gazebo i Fancy’ego. Nawet jak na poziom tego
festiwalu wokalizy młodej artystki pozostaną na długo w pamięci słuchaczy,
ale to na pewno wina dużej ilości polarnych niedźwiedzi, biegających po
ulicach Moskwy; po prostu jeden z nich nadepnął artystce na ucho. Gdy tylko
panna wróci, gdzie jej miejsce, całe stado gąsek będzie z niej dumne.
15. MACEDONIA – Toje Proseki. Pan w stroju, będącym interesującą
kombinacją kitla lekarskiego i munduru konduktora drezyn na Zakaukaziu,
wykonał eksperyment, polegający na wydawaniu z siebie wszelkich możliwych
dźwięków na zasadzie: „A nuż któryś trafi w melodię, planowaną przez autora
muzyki”. W kręgach awangardy muzycznej artysta powinien cieszyć się sporym
powodzeniem. Już teraz powinno się go zaprosić na „Warszawską Jesień”.
16. GRECJA – Sakis Rouvas. Faworyt dziennikarzy pożyczył białą marynarkę
od występującego nieco wcześniej reprezentanta Serbii i Czarnogóry.
Dowiedzieliśmy się też, że jest laureatem „Nagrody Zrozumienia” z 1997 roku i
nawet kilka lat później to zrozumienie dla jego występów potrzebne jest w
dużych ilościach. Utwór przypominał nieco „Bailamos” bos