quasthoff
18.05.05, 22:31
Recital dyplomowy Iwony Sobotki, we wtorek w Akademii Muzycznej, można
określić "mistrzowskim". Właściwie nie ma co się rozpisywać nad kunsztem
wokalnym śpiewaczki. Wszystko było przemyślane, każda fraza, każde słowo,
fantastyczne cieniowanie dynamiki, giętkośc głosu, niezwykła umiejętnośc
śpiewania pianissimo, miękkość zaczepiania dźwięku, wspaniała dykcja.
(artystka śpiewała w siedmiu językach: hiszpański, rosyjski, niemiecki,
czeski, angielski,włoski oraz na bis pieśń Witolda Friemana po polsku.).
Bardzo swobodnie czuła się na estradzie, znakomicie, oszczędnymi środkami
wyrazu podkreślała wążkość każdego wyśpiewywanego słowa, każdej frazy. Poza
tym efektownie prezetowała się wizualnie. Głos artyski jest piękny w barwie,
można określić go jako liryczno-spintowy z olbrzymią elastycznością jeżeli
chodzi o wokalno-ekspresyjne środki wyrazu. I jeszcze jedno - nieskazitelna
czystość intonacji.Po prostu, znakomity, profesjonajny koncert. I naprawdę
znakomity też pianista-akompaniator Robert Morawski. Co jeszce świadczy o
niezwykłości tego koncertu to jego zróżnicowanie repertuarowe. Bardzo ambitny
program. Od pieśni Manuela de Falli i Siergieja Rachmaninowa poprzez bardzo
rzadko wykonywane arie z oper ("Die tote Stadt" - Korngolda i "Medium" -
Menottiego).Dvorzaka aria z "Rusałki oraz Pucciniego "La Rondine". Na bis
wspomniana powyżej pieśń polskiego kompozytora i nieśmiertelne "Summertime" -
Gershwina. Wielkie zasłużone brawa.